książki
Autor: Andrzej Bielecki | dodano: 2012-08-06
Pomroki wiedzy

Mikołaj Brykczyński - MIT NAUKI. Paradygmaty i dogmaty, ENETEIA Wydawnictwo Psychologii i Kultury, Warszawa 2011

Nauka, ostatni autorytet uznawany powszechnie we współczesnej zachodniej kulturze, ma dziś społeczny monopol na wiedzę o świecie. Dowolna teza, jeśli tylko zostanie opatrzona etykietą naukowo udowodnionej, uznawana jest za prawdę ostateczną. Opinie, głoszone pod tarczą naukowych tytułów i osiągnięć, zaczynają funkcjonować powszechnie jako obowiązujące normy światopoglądowe. Problem w tym, że ich autorzy często mają wiedzę dużą, ale fragmentaryczną, nie legitymują się żadnym przygotowaniem filozoficznym, a ponadto nauka nierzadko zastępuje im religię w zaspokajaniu potrzeb duchowych.

Konsekwencją tego jest również bardzo jednostronne spojrzenie na historię nauki, przedstawianą przez samych naukowców jako monolit rozwijający się w kierunku coraz bardziej obiektywnej prawdy o świecie, mający mocne narzędzia metodologiczne do weryfikowania stawianych na gruncie nauki tez i niecofający się przed podejmowaniem najtrudniejszych wyzwań intelektualnych, a ponadto niezależny od społecznych i kulturowych uwarunkowań oraz ideologicznego zaangażowania. Przez taki pryzmat analizuje się konkretne, często bardzo spektakularne wydarzenia z historii nauki, takie jak konflikty wokół teorii Kopernika, sprawę Galileusza czy też burzliwą walkę o teorię ewolucji. Z mitem obiektywnej nauki rozwijającej się poza wpływami społecznymi i kulturowymi rozprawił się już w latach sześćdziesiątych wybitny amerykański filozof i historyk nauki Thomas Kuhn. Mikołaj Brykczyński podąża jego śladem, sięga jednak znacznie dalej.

Autor Mitów nauki. Paradygmaty i dogmaty stawia tezę, że „dziedziny wiedzy najważniejsze dla powstania nauki, czyli astronomia i fizyka, łącznie ze ścisłą matematyczną metodologią naukową, wyrosły na gruncie religijnej intuicji na temat natury świata. Główną motywacją uprawiania nauki było dążenie do zrozumienia miejsca i roli wyznaczonej człowiekowi w świecie przez Boga”. Omawia dokonania pitagorejczyków, dla których poznanie świata nie było celem samym w sobie, lecz pomagało wyzwolić śmiertelną duszę ludzką z więzów materii. Ich bardzo ściśle spleciona z religią myśl naukowa stworzyła warunki do rozwoju matematyki, fizyki i astronomii we współczesnym tego słowa znaczeniu. Dalej analizowane są poglądy Platona, autor przedstawia także świat chrześcijański w starożytności, średniowieczu i renesansie.

Pierwszy z esejów kończy się wnioskiem, że sceptycy oświecenia otrzymali naukę w formie gotowej do użytku od poszukujących Boga mędrców. Drugi, zawierający szczegółowy opis i analizę sprawy Galileusza, zaczyna się bardzo mocnym akcentem – od stwierdzenia, że teza, jakoby uczony w sporze z Kościołem nie miał racji, zakrawa na prowokację. Jednak sam autor opowiada się za tą właśnie interpretacją, twierdząc, że Galileusz nie dysponował wtedy dowodami na rzecz teorii heliocentrycznej, a ponadto sam był przeciwnikiem nowoczesnego heliocentryzmu. Kościół natomiast uznawał system heliocentryczny za jedną z uprawnionych hipotez, zgodnie z jego ówczesnym statusem naukowym. Te pozornie nonsensowne teorie zyskują jednak zupełnie inny wymiar po zapoznaniu się z niezwykle staranną argumentacją autora. Otóż w momencie tzw. drugiego procesu Galileusza w 1633 roku istniały cztery teorie astronomiczne: dwie geocentryczne – Ptolemeusza (II wiek n.e.) i Brahego (XVI wiek) oraz dwie heliocentryczne – Kopernika (XV wiek) i Keplera (XVII wiek). W porównaniu z teorią tego ostatniego teoria polskiego astronoma już wtedy była anachroniczna. Dostępne ówcześnie obserwacje, m.in. samego Galileusza, poczynione za pomocą lunety, przemawiały przeciw teorii Ptolemeusza i Kopernika, natomiast nie rozstrzygały między teorią Brahego a Keplera. Mimo to Galileusz opowiedział się po stronie Kopernika, odrzucając teorię Keplera.

Autor demaskuje metody tworzenia mitów w historii nauki. Do najbardziej spektakularnych należy podkreślanie roli epicykli w systemie Ptolemeusza, a przemilczanie ich obecności w systemie Kopernika, uznawanie, wbrew faktom historycznym mającym potwierdzenie w źródłach pisanych, że Galileusz pozytywnie zweryfikował system kopernikański za pomocą doświadczeń. Zgodnie z panującym powszechnie przekonaniem dostojnicy kościelni uporczywie odmawiali spojrzenia przez lunetę, aby nie zmienić swoich poglądów. Tymczasem w rzeczywistości postąpił tak profesor Uniwersytetu w Padwie, o czym pisze sam Galileusz w liście do Keplera.

Szczegółowe przedyskutowanie mechanizmów tworzenia tego typu mitów stanowi płynne przejście do ostatniego z esejów zatytułowanego „Na strażnicy paradygmatu”, w którym autor ukazuje, odwołując się do Kuhna, ograniczenia nauki, a także jej ideologiczne uwikłanie, które obejmuje również edukację. Podaje liczne przykłady manipulacji zaczerpnięte z kanadyjskich podręczników licealnych, omawia też historię badań naukowych nad całunem turyńskim, zwracając uwagę na związane z tym procesem patologie oraz jego aspekt propagandowy.

Książka, choć nieco kontrowersyjna, jest godna polecenia. Zwraca uwagę na niebezpieczne zbliżenie w dzisiejszych czasach paradygmatu naukowego do dogmatu. Odsłania i analizuje „ciemną stronę” nauki w jej powiązaniu z „ciemną stroną” psychiki człowieka, w tym wypadku naukowców. Czas poświęcony na tę lekturę na pewno nie będzie stracony.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 03/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2019
10/2018 - specjalny
Kalendarium
Czerwiec
20
W 1877 r. Alexander Graham Bell zainstalował pierwszy na świecie telefon.
Warto przeczytać
Adam Piore, autor „Magii bioinżynierii” proponuje nam fascynującą podróż do świata bioinżynierii przeżywającej obecnie cichą rewolucję. Najwięksi inżynierowie naszego pokolenia zaglądają w głąb ludzkiego ciała i dokonują przełomu, który odmieni oblicze ludzkości.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Bielecki | dodano: 2012-08-06
Pomroki wiedzy

Mikołaj Brykczyński - MIT NAUKI. Paradygmaty i dogmaty, ENETEIA Wydawnictwo Psychologii i Kultury, Warszawa 2011

Nauka, ostatni autorytet uznawany powszechnie we współczesnej zachodniej kulturze, ma dziś społeczny monopol na wiedzę o świecie. Dowolna teza, jeśli tylko zostanie opatrzona etykietą naukowo udowodnionej, uznawana jest za prawdę ostateczną. Opinie, głoszone pod tarczą naukowych tytułów i osiągnięć, zaczynają funkcjonować powszechnie jako obowiązujące normy światopoglądowe. Problem w tym, że ich autorzy często mają wiedzę dużą, ale fragmentaryczną, nie legitymują się żadnym przygotowaniem filozoficznym, a ponadto nauka nierzadko zastępuje im religię w zaspokajaniu potrzeb duchowych.

Konsekwencją tego jest również bardzo jednostronne spojrzenie na historię nauki, przedstawianą przez samych naukowców jako monolit rozwijający się w kierunku coraz bardziej obiektywnej prawdy o świecie, mający mocne narzędzia metodologiczne do weryfikowania stawianych na gruncie nauki tez i niecofający się przed podejmowaniem najtrudniejszych wyzwań intelektualnych, a ponadto niezależny od społecznych i kulturowych uwarunkowań oraz ideologicznego zaangażowania. Przez taki pryzmat analizuje się konkretne, często bardzo spektakularne wydarzenia z historii nauki, takie jak konflikty wokół teorii Kopernika, sprawę Galileusza czy też burzliwą walkę o teorię ewolucji. Z mitem obiektywnej nauki rozwijającej się poza wpływami społecznymi i kulturowymi rozprawił się już w latach sześćdziesiątych wybitny amerykański filozof i historyk nauki Thomas Kuhn. Mikołaj Brykczyński podąża jego śladem, sięga jednak znacznie dalej.

Autor Mitów nauki. Paradygmaty i dogmaty stawia tezę, że „dziedziny wiedzy najważniejsze dla powstania nauki, czyli astronomia i fizyka, łącznie ze ścisłą matematyczną metodologią naukową, wyrosły na gruncie religijnej intuicji na temat natury świata. Główną motywacją uprawiania nauki było dążenie do zrozumienia miejsca i roli wyznaczonej człowiekowi w świecie przez Boga”. Omawia dokonania pitagorejczyków, dla których poznanie świata nie było celem samym w sobie, lecz pomagało wyzwolić śmiertelną duszę ludzką z więzów materii. Ich bardzo ściśle spleciona z religią myśl naukowa stworzyła warunki do rozwoju matematyki, fizyki i astronomii we współczesnym tego słowa znaczeniu. Dalej analizowane są poglądy Platona, autor przedstawia także świat chrześcijański w starożytności, średniowieczu i renesansie.

Pierwszy z esejów kończy się wnioskiem, że sceptycy oświecenia otrzymali naukę w formie gotowej do użytku od poszukujących Boga mędrców. Drugi, zawierający szczegółowy opis i analizę sprawy Galileusza, zaczyna się bardzo mocnym akcentem – od stwierdzenia, że teza, jakoby uczony w sporze z Kościołem nie miał racji, zakrawa na prowokację. Jednak sam autor opowiada się za tą właśnie interpretacją, twierdząc, że Galileusz nie dysponował wtedy dowodami na rzecz teorii heliocentrycznej, a ponadto sam był przeciwnikiem nowoczesnego heliocentryzmu. Kościół natomiast uznawał system heliocentryczny za jedną z uprawnionych hipotez, zgodnie z jego ówczesnym statusem naukowym. Te pozornie nonsensowne teorie zyskują jednak zupełnie inny wymiar po zapoznaniu się z niezwykle staranną argumentacją autora. Otóż w momencie tzw. drugiego procesu Galileusza w 1633 roku istniały cztery teorie astronomiczne: dwie geocentryczne – Ptolemeusza (II wiek n.e.) i Brahego (XVI wiek) oraz dwie heliocentryczne – Kopernika (XV wiek) i Keplera (XVII wiek). W porównaniu z teorią tego ostatniego teoria polskiego astronoma już wtedy była anachroniczna. Dostępne ówcześnie obserwacje, m.in. samego Galileusza, poczynione za pomocą lunety, przemawiały przeciw teorii Ptolemeusza i Kopernika, natomiast nie rozstrzygały między teorią Brahego a Keplera. Mimo to Galileusz opowiedział się po stronie Kopernika, odrzucając teorię Keplera.

Autor demaskuje metody tworzenia mitów w historii nauki. Do najbardziej spektakularnych należy podkreślanie roli epicykli w systemie Ptolemeusza, a przemilczanie ich obecności w systemie Kopernika, uznawanie, wbrew faktom historycznym mającym potwierdzenie w źródłach pisanych, że Galileusz pozytywnie zweryfikował system kopernikański za pomocą doświadczeń. Zgodnie z panującym powszechnie przekonaniem dostojnicy kościelni uporczywie odmawiali spojrzenia przez lunetę, aby nie zmienić swoich poglądów. Tymczasem w rzeczywistości postąpił tak profesor Uniwersytetu w Padwie, o czym pisze sam Galileusz w liście do Keplera.

Szczegółowe przedyskutowanie mechanizmów tworzenia tego typu mitów stanowi płynne przejście do ostatniego z esejów zatytułowanego „Na strażnicy paradygmatu”, w którym autor ukazuje, odwołując się do Kuhna, ograniczenia nauki, a także jej ideologiczne uwikłanie, które obejmuje również edukację. Podaje liczne przykłady manipulacji zaczerpnięte z kanadyjskich podręczników licealnych, omawia też historię badań naukowych nad całunem turyńskim, zwracając uwagę na związane z tym procesem patologie oraz jego aspekt propagandowy.

Książka, choć nieco kontrowersyjna, jest godna polecenia. Zwraca uwagę na niebezpieczne zbliżenie w dzisiejszych czasach paradygmatu naukowego do dogmatu. Odsłania i analizuje „ciemną stronę” nauki w jej powiązaniu z „ciemną stroną” psychiki człowieka, w tym wypadku naukowców. Czas poświęcony na tę lekturę na pewno nie będzie stracony.