człowiek
Autor: Paweł Łuków | dodano: 2012-07-17
Niedźwiedzia przysługa

(Na zdjęciu: Stworzenie Nieba (ilustracja z Kroniki norymberskiej)

Zwolennicy wprowadzenia do szkół kreacjonizmu twierdzą, że jest to teoria alternatywna wobec ewolucjonizmu. Stano­wisko religijno-filozoficzne traktują jak teorię naukową, a wyznawców dosłownej interpretacji przekazu biblijnego obsadzają w roli naukowców. Tymczasem dosłownej inter­pretacji Księgi Rodzaju nie należy utożsamiać z kreacjoni­zmem – to tylko jedna z jego wersji – zaś sam kreacjonizm nie jest ani teorią, ani nauką.

Kreacjonista to nie biolog, który opowiada się za jedną z konkurujących ze sobą teorii naukowych, lecz myśliciel religijny, głoszący określony pogląd na sens istnienia świata i człowieka. Biolog prowadzi badania, stosując się do wymogów metody naukowej, któ­ra maksymalizuje prawdopodobień­stwo uzyskania wiarygodnych wyników. Jeśli nie postępuje ściśle według tych wymogów, może dojść do wniosków, które w najlepszym razie będą niesprawdzonymi hipoteza­mi, a w najgorszym – spekulacjami.

Ale czynienie zadość wymogom metodologicznym to nie wszystko. Wyniki swoich badań biolog przedstawia społecz­ności naukowców, którzy wytrwale je sprawdzają: wysuwają kontrargumenty, szukają niespójności, wskazują ogranicze­nia. Dopiero gdy jego tezy przetrwają te próby, mogą stać się częścią teorii, która pozwoli wyjaśniać nowe zjawiska. Właśnie tak było z teorią Darwina.

O trafności konkluzji biologa nie świadczy siła, z jaką jest do nich przywiązany, lecz to, że zostały zaakceptowa­ne przez zbiorowość naukowców, którzy podjęli nieudane próby ich obalenia. Gdyby systematycznie prowadziły do twierdzeń sprzecznych z faktami, odrzucono by je lub ogra­niczono ich stosowalność do części świata ożywionego.

Osoba wierząca w przekaz biblijny nie dochodzi do swo­ich przekonań na podstawie badań, polegających na zbiera­niu informacji i porządkowaniu ich w spójną całość. Naby­wa ich w procesie wychowania lub nawrócenia religijnego, który nawet nie przypomina tworzenia teorii naukowych. Argumentowanie przeciw przekazowi biblijnemu nie ma większego sensu, ponieważ nie wiadomo, co może stanowić rację przemawiającą przeciw wierze w ten przekaz. Brak spójności nie musi prowadzić do odrzucenia wizji biblijnej, może za to dowodzić, że ukryta jest w niej jakaś głęboka tajemnica. Dowodem fałszywości przekazu biblijnego nie będzie też systematyczna nietrafność opartych na nim wyja­śnień. Osoba religijna potraktuje ją raczej jako wskazówkę, świadczącą o jego niedostatecznym zrozumieniu, błędzie w interpretacji lub o nieprzewidywalności zamiarów Boga.

Ewolucjonizm i kreacjonizm należą do różnych porząd­ków ludzkiego myślenia. Teoria ewolucji to część nauki, która wyjaśnia zdarzenia, odwołując się do faktów „z tego świata”. Mając tak wyznaczoną dziedzinę badań, nie od-powie na wszystkie możliwe pytania. Naukowcy wyjaśniają, jak doszło do powstania życia za Ziemi w znanej nam formie. Nie odpowiadają jednak na pytania o sens tego, że życie na Ziemi istnieje i to w takiej a nie innej postaci. Myśliciele re­ligijni i zwykli wierzący pytają: „Co to wszystko znaczy? Jaki jest sens istnienia świata i co w tym świecie robi człowiek?” Naukowcy nie zajmują się tymi kwestiami, ponieważ rygory metody naukowej ograniczają ich działania do poszukiwa­nia przyczyn i przewidywania następstw badanych zjawisk. Wierzący i myśliciele religijni pytają o zamysł, według którego powstał świat. Przedmiotem zainteresowań naukowca jest sama przyroda, a ona nie ma zamiarów i zamysłów. Jeśli u podstawy świata leży jakiś zamysł, to znajduje się poza przyrodą, a więc i poza kompetencją nauki.

Poszukując zamysłu, który zdecydował o obecnym kształ­cie świata, myśliciele religijni przyjmują, że światu przysłu­gują własności wykraczające poza to, co dostępne oglądowi. Dlatego też odwołują się do objawienia, przeżyć mistycz­nych i cudów.

Jednak objawienie nie przynosi wiedzy o powstaniu świata. Objaśnia za to związek tego świata z Bogiem. Prze­życie mistyczne pomaga myślicielom religijnym ustalić rela­cję człowieka z Bogiem, a cudowne wydarzenia dostarczają inspiracji do prób zrozumienia ludzkiego losu. Przekaz bi­blijny nie służy wyjaśnianiu obserwowanych przedmiotów i zjawisk. Wskazuje kierunek namysłu poszukującym sen­su świata i sensu swojego życia. Jego przedmiotem nie są poszczególne gatunki, lecz życie na Ziemi w ogóle i życie człowieka w szczególności. Historia biblijna inspiruje do konstruowania człowieczego stosunku do rzeczywistości; dlatego można być biologiem i zarazem wierzącym.

Dosłowna interpretacja przekazu biblijnego to jedna z wersji kreacjonizmu. Ktoś, kto przedstawia ją jako cały kreacjonizm i konkurencję dla teorii ewolucji, wykazu­je ignorancję wykraczającą poza niezrozumienie biologii. Daje świadectwo nieznajomości specyfiki nauki i refleksji religijnej. Przekaz Księgi Rodzaju nie spełnia większości kryteriów teorii naukowych i spełnić ich nie może, bo nie jest jedną z nich. Forsując jego dosłowną interpretację jako alternatywę dla teorii ewolucji, wyświadcza się wierzącym niedźwiedzią przysługę. Zachęca się ich, by do przekazu za­wartego w tradycji religijnej stosowali rygory poprawności naukowej, których on nie spełni, bo nie dla niego zostały zaprojektowane.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2018
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Wrzesień
26
W 1911 r. podczas Międzynarodowego Kongresu Balneologicznego w niemieckim Bad Nauheim po raz pierwszy przyjęto definicję wody mineralnej.
Warto przeczytać
Od czasów bomby atomowej nie było technologii, która zaalarmowałaby wynalazców do tego stopnia, że zdecydowali się ostrzec świat przed jej wykorzystaniem. Nie było aż do wiosny 2015 roku, kiedy biolożka Jennifer Doudna wezwała do ogłoszenia światowego moratorium na stosowanie CRISPR, nowego narzędzia do edycji genów - rewolucyjnej technologii, którą sama pomagała stworzyć, umożliwiającej wprowadzanie dziedzicznych zmian w ludzkich zarodkach.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Paweł Łuków | dodano: 2012-07-17
Niedźwiedzia przysługa

(Na zdjęciu: Stworzenie Nieba (ilustracja z Kroniki norymberskiej)

Zwolennicy wprowadzenia do szkół kreacjonizmu twierdzą, że jest to teoria alternatywna wobec ewolucjonizmu. Stano­wisko religijno-filozoficzne traktują jak teorię naukową, a wyznawców dosłownej interpretacji przekazu biblijnego obsadzają w roli naukowców. Tymczasem dosłownej inter­pretacji Księgi Rodzaju nie należy utożsamiać z kreacjoni­zmem – to tylko jedna z jego wersji – zaś sam kreacjonizm nie jest ani teorią, ani nauką.

Kreacjonista to nie biolog, który opowiada się za jedną z konkurujących ze sobą teorii naukowych, lecz myśliciel religijny, głoszący określony pogląd na sens istnienia świata i człowieka. Biolog prowadzi badania, stosując się do wymogów metody naukowej, któ­ra maksymalizuje prawdopodobień­stwo uzyskania wiarygodnych wyników. Jeśli nie postępuje ściśle według tych wymogów, może dojść do wniosków, które w najlepszym razie będą niesprawdzonymi hipoteza­mi, a w najgorszym – spekulacjami.

Ale czynienie zadość wymogom metodologicznym to nie wszystko. Wyniki swoich badań biolog przedstawia społecz­ności naukowców, którzy wytrwale je sprawdzają: wysuwają kontrargumenty, szukają niespójności, wskazują ogranicze­nia. Dopiero gdy jego tezy przetrwają te próby, mogą stać się częścią teorii, która pozwoli wyjaśniać nowe zjawiska. Właśnie tak było z teorią Darwina.

O trafności konkluzji biologa nie świadczy siła, z jaką jest do nich przywiązany, lecz to, że zostały zaakceptowa­ne przez zbiorowość naukowców, którzy podjęli nieudane próby ich obalenia. Gdyby systematycznie prowadziły do twierdzeń sprzecznych z faktami, odrzucono by je lub ogra­niczono ich stosowalność do części świata ożywionego.

Osoba wierząca w przekaz biblijny nie dochodzi do swo­ich przekonań na podstawie badań, polegających na zbiera­niu informacji i porządkowaniu ich w spójną całość. Naby­wa ich w procesie wychowania lub nawrócenia religijnego, który nawet nie przypomina tworzenia teorii naukowych. Argumentowanie przeciw przekazowi biblijnemu nie ma większego sensu, ponieważ nie wiadomo, co może stanowić rację przemawiającą przeciw wierze w ten przekaz. Brak spójności nie musi prowadzić do odrzucenia wizji biblijnej, może za to dowodzić, że ukryta jest w niej jakaś głęboka tajemnica. Dowodem fałszywości przekazu biblijnego nie będzie też systematyczna nietrafność opartych na nim wyja­śnień. Osoba religijna potraktuje ją raczej jako wskazówkę, świadczącą o jego niedostatecznym zrozumieniu, błędzie w interpretacji lub o nieprzewidywalności zamiarów Boga.

Ewolucjonizm i kreacjonizm należą do różnych porząd­ków ludzkiego myślenia. Teoria ewolucji to część nauki, która wyjaśnia zdarzenia, odwołując się do faktów „z tego świata”. Mając tak wyznaczoną dziedzinę badań, nie od-powie na wszystkie możliwe pytania. Naukowcy wyjaśniają, jak doszło do powstania życia za Ziemi w znanej nam formie. Nie odpowiadają jednak na pytania o sens tego, że życie na Ziemi istnieje i to w takiej a nie innej postaci. Myśliciele re­ligijni i zwykli wierzący pytają: „Co to wszystko znaczy? Jaki jest sens istnienia świata i co w tym świecie robi człowiek?” Naukowcy nie zajmują się tymi kwestiami, ponieważ rygory metody naukowej ograniczają ich działania do poszukiwa­nia przyczyn i przewidywania następstw badanych zjawisk. Wierzący i myśliciele religijni pytają o zamysł, według którego powstał świat. Przedmiotem zainteresowań naukowca jest sama przyroda, a ona nie ma zamiarów i zamysłów. Jeśli u podstawy świata leży jakiś zamysł, to znajduje się poza przyrodą, a więc i poza kompetencją nauki.

Poszukując zamysłu, który zdecydował o obecnym kształ­cie świata, myśliciele religijni przyjmują, że światu przysłu­gują własności wykraczające poza to, co dostępne oglądowi. Dlatego też odwołują się do objawienia, przeżyć mistycz­nych i cudów.

Jednak objawienie nie przynosi wiedzy o powstaniu świata. Objaśnia za to związek tego świata z Bogiem. Prze­życie mistyczne pomaga myślicielom religijnym ustalić rela­cję człowieka z Bogiem, a cudowne wydarzenia dostarczają inspiracji do prób zrozumienia ludzkiego losu. Przekaz bi­blijny nie służy wyjaśnianiu obserwowanych przedmiotów i zjawisk. Wskazuje kierunek namysłu poszukującym sen­su świata i sensu swojego życia. Jego przedmiotem nie są poszczególne gatunki, lecz życie na Ziemi w ogóle i życie człowieka w szczególności. Historia biblijna inspiruje do konstruowania człowieczego stosunku do rzeczywistości; dlatego można być biologiem i zarazem wierzącym.

Dosłowna interpretacja przekazu biblijnego to jedna z wersji kreacjonizmu. Ktoś, kto przedstawia ją jako cały kreacjonizm i konkurencję dla teorii ewolucji, wykazu­je ignorancję wykraczającą poza niezrozumienie biologii. Daje świadectwo nieznajomości specyfiki nauki i refleksji religijnej. Przekaz Księgi Rodzaju nie spełnia większości kryteriów teorii naukowych i spełnić ich nie może, bo nie jest jedną z nich. Forsując jego dosłowną interpretację jako alternatywę dla teorii ewolucji, wyświadcza się wierzącym niedźwiedzią przysługę. Zachęca się ich, by do przekazu za­wartego w tradycji religijnej stosowali rygory poprawności naukowej, których on nie spełni, bo nie dla niego zostały zaprojektowane.