wszechświat
Autor: Sarah Scoles | dodano: 2021-06-22
Ochronić Ziemię

Naukowcy właśnie stracili jedno z najlepszych urządzeń do wykrywania potencjalnie niebezpiecznych planetoid. Co będzie dalej?

W ciągu pierwszych kilku sekund filmu z 1 grudnia 2020 roku pokazującego radioteleskop w Arecibo wszystko wygląda normalnie. Wprawdzie w sierpniu i w listopadzie zerwały się kable i uszkodziły szeroką na 300 m antenę, a National Science Foundation planowała już wycofanie z eksploatacji tego instrumentu, który zaczął skanować niebo w 1963 roku, więc perspektywy dla radioteleskopu nie były świetlane. Ale jednak pozostawał na miejscu.

To wszystko zmieniło się tuż przed godziną 8 rano, gdy z jednej z wież oderwał się drobny fragment. Okazało się, że to zaczynała pękać lina. Dodatkowe obciążenie, jakie przypadło na pozostałe liny, spowodowało, że one też zaczęły się rozrywać. Wkrótce doszło do przechyłu ciężkiej platformy z odbiornikami, wiszącej nad anteną w kształcie misy. Po agonalnych, powolnych ruchach platforma uderzyła w czaszę. Pękały kolejne liny, a szczątki fruwały wokół jak w trakcie wyburzania. Pod koniec nagrania widać, że w kultowym radioteleskopie tworzą się gigantyczne dziury, a nad wszystkim unosi się kurz. Arecibo, przynajmniej takie, jakie znali naukowcy, przestało istnieć.

Gdy Edgard Rivera-Valentin, pracownik naukowy Lunar and Planetary Science Institute i były członek zespołu radarów planetarnych Arecibo, pokazał film, badacze byli w stanie wytrzymać tylko kilka sekund. Aby obejrzeć pełne dwie minuty, musieli odczekać kilka dni. „Kiedy wszystko się zawaliło, to była... prawdziwa tragedia” – mówi pochodzący z Puerto Rico Rivera-Valentin.

Arecibo ma długą, ciekawą historię odkryć naukowych, badań pogody kosmicznej, poszukiwań kosmitów, monitorowania pulsarów, tworzenia map niezjonizowanego wodoru. Ale sławę zdobyło także w niekonwencjonalny sposób: szczyciło się najpotężniejszym, najczulszym na świecie aktywnym radarowym systemem planetarnym. Dzięki niemu można było zajrzeć w głąb gęstej atmosfery Wenus i sporządzić mapę zapylonej powierzchni Marsa, ale pomagał on również chronić Ziemię przed planetoidami. Zbierano szczegółowe dane, na których podstawie naukowcy mogli stwierdzić, czy skały te stanowią realne zagrożenie, i określić, co można by zrobić, gdyby jakaś planetoida zmierzała w naszą stronę.

„Badania radarowe są ważne, ponieważ pozwalają chronić Ziemię – mówi Rivera-Valentin. – Kiedy ktoś zapyta, po co nam to, trzeba mu odpowiedzieć – żeby być pewnym, że żadna planetoida w ciebie nie uderzy”.

Radar Arecibo wchodził w skład „ochrony planetarnej”, czyli systemu mającego na celu identyfikację i zapobieganie potencjalnym zderzeniom planetoid (i komet) z naszą planetą, która powinna pozostać nienaruszona.

Prawdopodobieństwo, że któregoś dnia dojdzie do katastrofalnego upadku kosmicznej skały, jest niewielkie, ale konsekwencje takiego zdarzenia byłyby poważne. Historia Układu Słonecznego – planety pokryte kraterami, niedawne uderzenia w inne planety, uchwycone przez kamerki samochodowe spore ciała przemykające przez ziemską atmosferę – pokazuje, że statystycznie nawet mało prawdopodobne zdarzenia muszą wreszcie kiedyś zajść. To właśnie dlatego NASA ma cały dział poświęcony temu problemowi; dlatego wiele obserwatoriów astronomicznych gromadzi dane prewencyjne; i dlatego przyszła misja kosmiczna ma pokazać, co mogą zrobić Ziemianie, kiedy pojawi się kosmiczna skała.

Ale czy to wystarczy? Ponieważ Arecibo i jego radar przestały działać, nasz arsenał ochrony planetarnej uległ ograniczeniu. Stany Zjednoczone i inne kraje szacują ryzyko, organizują burze mózgów i przygotowują plany na przyszłość.

 

Więcej w lipcowym numerze „Świata Nauki”

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 07/2021 »
Drukuj »
Aktualne numery
09/2021
10/2020 - specjalny
Kalendarium
Wrzesień
26
W 1911 r. podczas Międzynarodowego Kongresu Balneologicznego w niemieckim Bad Nauheim po raz pierwszy przyjęto definicję wody mineralnej.
Warto przeczytać
Czy wiesz, że wszyscy mężczyźni zaczynają życie jako kobiety? A może fakt, że skóra chroni nas przed wyparowaniem, to dla ciebie żadna nowość? Nawet jeśli tak jest, książka "100 rzeczy, których nie wiesz o swoim ciele" i tak będzie cię nieustannie zaskakiwać.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Sarah Scoles | dodano: 2021-06-22
Ochronić Ziemię

Naukowcy właśnie stracili jedno z najlepszych urządzeń do wykrywania potencjalnie niebezpiecznych planetoid. Co będzie dalej?

W ciągu pierwszych kilku sekund filmu z 1 grudnia 2020 roku pokazującego radioteleskop w Arecibo wszystko wygląda normalnie. Wprawdzie w sierpniu i w listopadzie zerwały się kable i uszkodziły szeroką na 300 m antenę, a National Science Foundation planowała już wycofanie z eksploatacji tego instrumentu, który zaczął skanować niebo w 1963 roku, więc perspektywy dla radioteleskopu nie były świetlane. Ale jednak pozostawał na miejscu.

To wszystko zmieniło się tuż przed godziną 8 rano, gdy z jednej z wież oderwał się drobny fragment. Okazało się, że to zaczynała pękać lina. Dodatkowe obciążenie, jakie przypadło na pozostałe liny, spowodowało, że one też zaczęły się rozrywać. Wkrótce doszło do przechyłu ciężkiej platformy z odbiornikami, wiszącej nad anteną w kształcie misy. Po agonalnych, powolnych ruchach platforma uderzyła w czaszę. Pękały kolejne liny, a szczątki fruwały wokół jak w trakcie wyburzania. Pod koniec nagrania widać, że w kultowym radioteleskopie tworzą się gigantyczne dziury, a nad wszystkim unosi się kurz. Arecibo, przynajmniej takie, jakie znali naukowcy, przestało istnieć.

Gdy Edgard Rivera-Valentin, pracownik naukowy Lunar and Planetary Science Institute i były członek zespołu radarów planetarnych Arecibo, pokazał film, badacze byli w stanie wytrzymać tylko kilka sekund. Aby obejrzeć pełne dwie minuty, musieli odczekać kilka dni. „Kiedy wszystko się zawaliło, to była... prawdziwa tragedia” – mówi pochodzący z Puerto Rico Rivera-Valentin.

Arecibo ma długą, ciekawą historię odkryć naukowych, badań pogody kosmicznej, poszukiwań kosmitów, monitorowania pulsarów, tworzenia map niezjonizowanego wodoru. Ale sławę zdobyło także w niekonwencjonalny sposób: szczyciło się najpotężniejszym, najczulszym na świecie aktywnym radarowym systemem planetarnym. Dzięki niemu można było zajrzeć w głąb gęstej atmosfery Wenus i sporządzić mapę zapylonej powierzchni Marsa, ale pomagał on również chronić Ziemię przed planetoidami. Zbierano szczegółowe dane, na których podstawie naukowcy mogli stwierdzić, czy skały te stanowią realne zagrożenie, i określić, co można by zrobić, gdyby jakaś planetoida zmierzała w naszą stronę.

„Badania radarowe są ważne, ponieważ pozwalają chronić Ziemię – mówi Rivera-Valentin. – Kiedy ktoś zapyta, po co nam to, trzeba mu odpowiedzieć – żeby być pewnym, że żadna planetoida w ciebie nie uderzy”.

Radar Arecibo wchodził w skład „ochrony planetarnej”, czyli systemu mającego na celu identyfikację i zapobieganie potencjalnym zderzeniom planetoid (i komet) z naszą planetą, która powinna pozostać nienaruszona.

Prawdopodobieństwo, że któregoś dnia dojdzie do katastrofalnego upadku kosmicznej skały, jest niewielkie, ale konsekwencje takiego zdarzenia byłyby poważne. Historia Układu Słonecznego – planety pokryte kraterami, niedawne uderzenia w inne planety, uchwycone przez kamerki samochodowe spore ciała przemykające przez ziemską atmosferę – pokazuje, że statystycznie nawet mało prawdopodobne zdarzenia muszą wreszcie kiedyś zajść. To właśnie dlatego NASA ma cały dział poświęcony temu problemowi; dlatego wiele obserwatoriów astronomicznych gromadzi dane prewencyjne; i dlatego przyszła misja kosmiczna ma pokazać, co mogą zrobić Ziemianie, kiedy pojawi się kosmiczna skała.

Ale czy to wystarczy? Ponieważ Arecibo i jego radar przestały działać, nasz arsenał ochrony planetarnej uległ ograniczeniu. Stany Zjednoczone i inne kraje szacują ryzyko, organizują burze mózgów i przygotowują plany na przyszłość.

 

Więcej w lipcowym numerze „Świata Nauki”