ziemia
Autor: Riley Black | dodano: 2021-04-28
Drapieżne glony

Kiedy zabrakło słońca, kokolity zaczęły polować.

Kolizja Ziemi z planetoidą przed 66 mln lat nie tylko przyniosła zagładę dinozaurom, ale też poniekąd cofnęła życie w oceanach do czasów, gdy ograniczało się ono do niezbyt długiej listy mikroorganizmów. Jeśli całkiem ono nie zamarło, to być może tylko dlatego, że przeżyły opancerzone glony, które potrafią odżywiać się innymi organizmami, ale mają także zdolność do fotosyntezy, co pozwoliło uchronić złożoną sieć troficzną przed całkowitym załamaniem.

Ten drapieżny plankton należy do rodziny opancerzonych, podobnych do glonów organizmów zwanych kokolitoforami, albo prościej – kokolitami. Kokolity żyją od około 200 mln lat, a wiele z nich wciąż wiedzie planktoniczne życie w dzisiejszych oceanach. Ale najcięższa dla nich próba przyszła podczas wielkiego wymierania z końca okresu kredowego, gdy okruchy skalne unoszące się znad miejsca impaktu i pyły z płonących lasów zasnuły atmosferę i odcięły promieniowanie słoneczne na okres dwóch lat. Zaczęła się długotrwała „zima nuklearna”, która przyniosła kres fotosyntezie.

„Sieć pokarmowa zarówno w oceanach, jak i na lądach opiera się na fotosyntezie, ale w oceanach prowadzą ją mikroskopijne organizmy: bakterie i glony” – mówi paleontolożka z University of Southampton Samantha Gibbs, główna autorka nowej pracy z „Science Advances”. Kokolity były w kredzie najważniejszymi wytwórcami energii, jednak około 90% ich gatunków nie przeżyło wielkiego wymierania.

By przetrwać w warunkach braku światła, niewielka część gatunków przestawiła na inny, aktywniejszy sposób zdobywania energii: chwytanie i trawienie mniejszych organizmów. Niewielkie otwory w szkielecikach kokolitów wskazują, że ci ocaleńcy mieli biczowate wici, dzięki którym mogli poruszać się i tropić swoje ofiary. Badacze przeanalizowali występowanie tych drapieżnych glonów w zapisie kopalnym i prześledzili ich ewolucję, by wykazać, jak udało im się przetrwać i dostosować do „długiej nocy”, a potem powrócić do bardziej normalnych dla glonów sposobów egzystencji.

Specjaliści od dawna zastanawiali się, w jaki sposób fotosyntetyzujące organizmy, takie jak kokolity, przeżyły całkowite zaciemnienie naszej planety. „To naprawdę fascynujące odkrycie, pozwalające lepiej zrozumieć ten paradoks towarzyszący wielkiemu wymieraniu” – mówi paleontolog Christopher Lowery z University of Texas w Austin, który nie brał udziału w omawianej pracy.

Zaproponowany model może również tłumaczyć zmiany zachodzące w innych organizmach. Wymieranie przetrwały nie tylko kokolity, ale też na przykład otwornice, które również musiały zmierzyć się z przeciwnościami losu. I one były opancerzone, a te, które przeżyły, są wyposażone w specjalne wypustki. Wypustki te, jak twierdzi Lowery, wspomagały miniaturowe czułki czy macki, którymi otwornice chwytały swoje ofiary – wzmacnia to przekonanie, że również inne mikroorganizmy potrafiły dokonać zmian w sposobie zdobywania pożywienia.

W końcowej fazie tej historii, kiedy rozstąpiły się mroki, ocalone z zagłady kokolity wznowiły fotosyntezę, przywracając zakłócone funkcjonowanie sieci troficznej w oceanach. Maleńkie, głodne glony uratowały wodny świat.


Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 05/2021 »
Drukuj »
Aktualne numery
07/2021
10/2020 - specjalny
Kalendarium
Czerwiec
24
W 1938 r. w pobliżu miejscowości Chicora (Pensylwania) na wysokości 20 km eksplodował meteoryt o masie ok. 450 ton.
Warto przeczytać
Natura szaleje. Gdy dojdziemy do podstawowych praw fizyki, do samego fundamentu, znajdziemy się w domenie szaleństwa i chaosu, gdzie wiedza staje się wyobraźnią i odwrotnie. To miejsce, w którym na każdym kroku czają się wszechświaty równoległe i zadziwiające paradoksy, a przedmioty nie muszą zważać na przestrzeń ani czas.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Riley Black | dodano: 2021-04-28
Drapieżne glony

Kiedy zabrakło słońca, kokolity zaczęły polować.

Kolizja Ziemi z planetoidą przed 66 mln lat nie tylko przyniosła zagładę dinozaurom, ale też poniekąd cofnęła życie w oceanach do czasów, gdy ograniczało się ono do niezbyt długiej listy mikroorganizmów. Jeśli całkiem ono nie zamarło, to być może tylko dlatego, że przeżyły opancerzone glony, które potrafią odżywiać się innymi organizmami, ale mają także zdolność do fotosyntezy, co pozwoliło uchronić złożoną sieć troficzną przed całkowitym załamaniem.

Ten drapieżny plankton należy do rodziny opancerzonych, podobnych do glonów organizmów zwanych kokolitoforami, albo prościej – kokolitami. Kokolity żyją od około 200 mln lat, a wiele z nich wciąż wiedzie planktoniczne życie w dzisiejszych oceanach. Ale najcięższa dla nich próba przyszła podczas wielkiego wymierania z końca okresu kredowego, gdy okruchy skalne unoszące się znad miejsca impaktu i pyły z płonących lasów zasnuły atmosferę i odcięły promieniowanie słoneczne na okres dwóch lat. Zaczęła się długotrwała „zima nuklearna”, która przyniosła kres fotosyntezie.

„Sieć pokarmowa zarówno w oceanach, jak i na lądach opiera się na fotosyntezie, ale w oceanach prowadzą ją mikroskopijne organizmy: bakterie i glony” – mówi paleontolożka z University of Southampton Samantha Gibbs, główna autorka nowej pracy z „Science Advances”. Kokolity były w kredzie najważniejszymi wytwórcami energii, jednak około 90% ich gatunków nie przeżyło wielkiego wymierania.

By przetrwać w warunkach braku światła, niewielka część gatunków przestawiła na inny, aktywniejszy sposób zdobywania energii: chwytanie i trawienie mniejszych organizmów. Niewielkie otwory w szkielecikach kokolitów wskazują, że ci ocaleńcy mieli biczowate wici, dzięki którym mogli poruszać się i tropić swoje ofiary. Badacze przeanalizowali występowanie tych drapieżnych glonów w zapisie kopalnym i prześledzili ich ewolucję, by wykazać, jak udało im się przetrwać i dostosować do „długiej nocy”, a potem powrócić do bardziej normalnych dla glonów sposobów egzystencji.

Specjaliści od dawna zastanawiali się, w jaki sposób fotosyntetyzujące organizmy, takie jak kokolity, przeżyły całkowite zaciemnienie naszej planety. „To naprawdę fascynujące odkrycie, pozwalające lepiej zrozumieć ten paradoks towarzyszący wielkiemu wymieraniu” – mówi paleontolog Christopher Lowery z University of Texas w Austin, który nie brał udziału w omawianej pracy.

Zaproponowany model może również tłumaczyć zmiany zachodzące w innych organizmach. Wymieranie przetrwały nie tylko kokolity, ale też na przykład otwornice, które również musiały zmierzyć się z przeciwnościami losu. I one były opancerzone, a te, które przeżyły, są wyposażone w specjalne wypustki. Wypustki te, jak twierdzi Lowery, wspomagały miniaturowe czułki czy macki, którymi otwornice chwytały swoje ofiary – wzmacnia to przekonanie, że również inne mikroorganizmy potrafiły dokonać zmian w sposobie zdobywania pożywienia.

W końcowej fazie tej historii, kiedy rozstąpiły się mroki, ocalone z zagłady kokolity wznowiły fotosyntezę, przywracając zakłócone funkcjonowanie sieci troficznej w oceanach. Maleńkie, głodne glony uratowały wodny świat.