ziemia
Autor: Katherine Kornei | dodano: 2021-04-06
Skąd te głazy?

 Fot. WILSON R. RAMIREZ

Tajemnicze bloki skalne przyniesione przez wielkie fale morskie.

Gęsta roślinność Isla de Mona, niezamieszkanego skrawka lądu na Morzu Karaibskim, skrywa pokryte koralami głazy rozmiarów samochodów. Naukowcy po raz pierwszy opisali je na początku lat 90., ale o dziwnych skałach wkrótce zapomniano i przez ćwierć wieku nikt nie zainteresował się ich genezą. Ostatnio jednak naukowcy sobie o nich przypomnieli i po zbadaniu doszli do wniosku, że zostały wyrzucone na brzeg przez wielkie tsunami uruchomione przez podmorskie osuwisko.

Część głazów można wypatrzyć z powietrza, ale do większości bardzo trudno jest dotrzeć drogą lądową – mówi Bruce Jaffe, oceanograf z Pacific Coastal and Marine Science Center w Santa Cruz w Kalifornii. Wspomina, jak przedzierał się przez zarośla trujących roślin, w tym takich, które powodują oparzenia i przejściową ślepotę. "Obiecywaliśmy sobie, że następnym razem przyjedziemy tu w kombinezonach ochronnych" – opowiada.

Podczas dwóch wypraw naukowcy zbadali ponad 50 bloków skalnych. Największy z nich miał długość ponad 8 m, a niektóre znajdowały się w odległości 800 m od brzegu. "Żaden sztorm nie byłby w stanie przenieść ich tak daleko w głąb lądu – zauważa Jaffe. – Do czegoś takiego zdolne było tylko potężne tsunami." Ricardo Ramalho, geolog z Uniwersytetu w Lizbonie, który nie był zaangażowany w badania, potwierdza: "Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby dzieła tego dokonał sztorm".

Uczestnik obu wypraw Pedro Israel Matos Llavona, geolog z University of Massachusetts w Amherst, przeanalizował mapy dna morskiego w pobliżu wyspy i znalazł coś, co, jego zdaniem, mogłoby uruchomić taki żywioł: depresję o mocno poszarpanych krawędziach mającą długość około 4 km. Jest ona bez wątpienia pozostałością po wielkim podmorskim osuwisku. Matos Llavona wykonał komputerowe symulacje przemieszczenia się mas skalnych na dnie morza i stwierdził, że ich ruch dał początek fali tsunami, która uderzając w Isla de Mona osiągnęła 10 m wysokości i miała siłę pozwalającą unieść wielotonowe głazy. Wyniki badań przedstawiono w grudniu 2020 roku podczas dorocznej grudniowej konferencji Amerykańskiej Unii Geofizycznej.

Badacze planują wykonanie mapy rozprzestrzenienia głazów. Chcą do tego celu wykorzystać dron, który będzie odszukiwał bloki, rejestrując ciepło emitowane podczas słonecznego dnia. Mapa pomoże naukowcom w odnajdywaniu podobnych śladów po tsunami w innych miejscach na Ziemi.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 04/2021 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
04/2021
10/2020 - specjalny
Kalendarium
Kwiecień
20
W 1967 r. amerykańska sonda Surveyor 3 wylądowała na Księżycu.
Warto przeczytać
Co wspólnego mają suknia ślubna i kombinezon sapera?    
Dlaczego dla marynarzy bardziej niebezpieczne od rekinów są krewetki?
Kiedy kurczak najlepiej sprawdza się jako broń artyleryjska?

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Katherine Kornei | dodano: 2021-04-06
Skąd te głazy?

 Fot. WILSON R. RAMIREZ

Tajemnicze bloki skalne przyniesione przez wielkie fale morskie.

Gęsta roślinność Isla de Mona, niezamieszkanego skrawka lądu na Morzu Karaibskim, skrywa pokryte koralami głazy rozmiarów samochodów. Naukowcy po raz pierwszy opisali je na początku lat 90., ale o dziwnych skałach wkrótce zapomniano i przez ćwierć wieku nikt nie zainteresował się ich genezą. Ostatnio jednak naukowcy sobie o nich przypomnieli i po zbadaniu doszli do wniosku, że zostały wyrzucone na brzeg przez wielkie tsunami uruchomione przez podmorskie osuwisko.

Część głazów można wypatrzyć z powietrza, ale do większości bardzo trudno jest dotrzeć drogą lądową – mówi Bruce Jaffe, oceanograf z Pacific Coastal and Marine Science Center w Santa Cruz w Kalifornii. Wspomina, jak przedzierał się przez zarośla trujących roślin, w tym takich, które powodują oparzenia i przejściową ślepotę. "Obiecywaliśmy sobie, że następnym razem przyjedziemy tu w kombinezonach ochronnych" – opowiada.

Podczas dwóch wypraw naukowcy zbadali ponad 50 bloków skalnych. Największy z nich miał długość ponad 8 m, a niektóre znajdowały się w odległości 800 m od brzegu. "Żaden sztorm nie byłby w stanie przenieść ich tak daleko w głąb lądu – zauważa Jaffe. – Do czegoś takiego zdolne było tylko potężne tsunami." Ricardo Ramalho, geolog z Uniwersytetu w Lizbonie, który nie był zaangażowany w badania, potwierdza: "Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby dzieła tego dokonał sztorm".

Uczestnik obu wypraw Pedro Israel Matos Llavona, geolog z University of Massachusetts w Amherst, przeanalizował mapy dna morskiego w pobliżu wyspy i znalazł coś, co, jego zdaniem, mogłoby uruchomić taki żywioł: depresję o mocno poszarpanych krawędziach mającą długość około 4 km. Jest ona bez wątpienia pozostałością po wielkim podmorskim osuwisku. Matos Llavona wykonał komputerowe symulacje przemieszczenia się mas skalnych na dnie morza i stwierdził, że ich ruch dał początek fali tsunami, która uderzając w Isla de Mona osiągnęła 10 m wysokości i miała siłę pozwalającą unieść wielotonowe głazy. Wyniki badań przedstawiono w grudniu 2020 roku podczas dorocznej grudniowej konferencji Amerykańskiej Unii Geofizycznej.

Badacze planują wykonanie mapy rozprzestrzenienia głazów. Chcą do tego celu wykorzystać dron, który będzie odszukiwał bloki, rejestrując ciepło emitowane podczas słonecznego dnia. Mapa pomoże naukowcom w odnajdywaniu podobnych śladów po tsunami w innych miejscach na Ziemi.