ziemia
Autor: Susan Cosier | dodano: 2020-11-30
Zabójcze powietrze

Fot. Michael Short/Getty Images

Najmocniejszy dotąd dowód na to, że zanieczyszczenia atmosferyczne są groźne dla zdrowia.

W 2018 roku podczas olbrzymiego pożaru Camp Fire w Kalifornii sadza i inne zanieczyszczenia uniosły się wysoko w niebo. Stężenie pyłów zawieszonych przekroczyło wartość 12 µg/m3, czyli znalazło się powyżej progu bezpieczeństwa ustalonego przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA). W niektórych miejscach poziom zanieczyszczeń podawano w setkach mikrogramów na metr sześcienny.

W tej szkodliwej mieszance znajdowały się również cząsteczki o średnicy poniżej 2,5 µm, znane jako PM2,5, które również są emitowane przez rury wydechowe samochodów i kominy elektrowni węglowych. Tysiące wcześniejszych badań dowiodły, że takie cząstki mogą nasilać astmę oraz zwiększają ryzyko dolegliwości układu krążenia, niskiej masy urodzeniowej i innych problemów zdrowotnych. W tej kwestii panuje naukowy konsens, jednak niektórzy członkowie komitetu EPA ściągnięci tam przez Trumpa, do spółki z konsultantami firm naftowych i gazowych, twierdzą, że badania te nie wskazują na istnienie bezpośredniego związku przyczynowego. Do tych twierdzeń odniosła się merytorycznie Francesca Dominici, biostatystyczka z Harvard University. W lipcu w Science Advances przedstawiła wyjątkowo obszerne dowody na istnienie związku pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a przedwczesnymi zgonami.

Autorzy takich badań zazwyczaj sięgają po analizę regresji - metodę statystyczną pozwalającą zbadać, jakie jest prawdopodobieństwo, że jakiś czynnik, na przykład zanieczyszczenie, wpływa na inny - w tym przypadku, śmiertelność. Nie zawsze jest jednak jasne, czy takie analizy uwzględniają we właściwy sposób także inne czynniki. Dlatego Dominici i jej współpracownicy posłużyli się aż pięcioma różnymi metodami statystycznymi (w tym analizą regresji) do przeanalizowania 570 mln danych obserwacyjnych zebranych w ciągu 16 lat wśród 68,5 mln uczestników programu Medicare. W ten sposób udało im się odseparować zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi od innych wpływów. Takie podejście dało wyniki równie dokładne, jak w przypadku badania randomizowanego, które jest złotym standardem w tego typu testach, ale tu niemożliwego do zastosowania ze względów etycznych. "Takich analiz do tej pory nie stosowano w analizowaniu związków pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a śmiertelności" - podkreśla Dominici.

Analiza wykazała, że obniżenie dopuszczalnego poziomu PM2,5 z 12 do 10 µg/m3 mogłoby ograniczyć ryzyko przedwczesnego zgonu o 7%, co pozwoliłoby na uratowanie 143 tys. osób w ciągu dekady.

Inni badacze są pod wrażeniem tej analizy. Należą do nich C. Arden Pope III, ekspert ds. zanieczyszczeń atmosferycznych z Brigham Young University, oraz John Bachmann, były wicedyrektor w wydziale ds. jakości środowiska w EPA. "Pod każdym względem jest ono najlepsze z możliwych - rozmiarów, finezyjności analizy oraz mocy obliczeniowej" - mówi Pope.

Badania pojawiły się w momencie, gdy administracja Trumpa wycofuje się z wielu regulacji dotyczących jakości środowiska. W kwietniu tego roku EPA zaproponowała utrzymanie dotychczasowych norm PM2,5 po przeprowadzeniu - jak określono - uważnego przeglądu i konsultacji z doradcami naukowymi. Zanim jednak ten przegląd został zakończony, dyrektor EPA Andrew Wheeler odwołał członków panelu, który zwykle przygotowuje ekspertyzy na ten temat. Bachmann podkreśla, że cały zbiór badań nad zanieczyszczeniami powietrza ma wysoką jakość, a "nowe wyniki są doskonałą ripostą" dla EPA.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2020 »
Drukuj »
Aktualne numery
07/2021
10/2020 - specjalny
Kalendarium
Sierpień
1
W 1827 r. uruchomiono latarnię morską na Helu.
Warto przeczytać
Natura szaleje. Gdy dojdziemy do podstawowych praw fizyki, do samego fundamentu, znajdziemy się w domenie szaleństwa i chaosu, gdzie wiedza staje się wyobraźnią i odwrotnie. To miejsce, w którym na każdym kroku czają się wszechświaty równoległe i zadziwiające paradoksy, a przedmioty nie muszą zważać na przestrzeń ani czas.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Susan Cosier | dodano: 2020-11-30
Zabójcze powietrze

Fot. Michael Short/Getty Images

Najmocniejszy dotąd dowód na to, że zanieczyszczenia atmosferyczne są groźne dla zdrowia.

W 2018 roku podczas olbrzymiego pożaru Camp Fire w Kalifornii sadza i inne zanieczyszczenia uniosły się wysoko w niebo. Stężenie pyłów zawieszonych przekroczyło wartość 12 µg/m3, czyli znalazło się powyżej progu bezpieczeństwa ustalonego przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA). W niektórych miejscach poziom zanieczyszczeń podawano w setkach mikrogramów na metr sześcienny.

W tej szkodliwej mieszance znajdowały się również cząsteczki o średnicy poniżej 2,5 µm, znane jako PM2,5, które również są emitowane przez rury wydechowe samochodów i kominy elektrowni węglowych. Tysiące wcześniejszych badań dowiodły, że takie cząstki mogą nasilać astmę oraz zwiększają ryzyko dolegliwości układu krążenia, niskiej masy urodzeniowej i innych problemów zdrowotnych. W tej kwestii panuje naukowy konsens, jednak niektórzy członkowie komitetu EPA ściągnięci tam przez Trumpa, do spółki z konsultantami firm naftowych i gazowych, twierdzą, że badania te nie wskazują na istnienie bezpośredniego związku przyczynowego. Do tych twierdzeń odniosła się merytorycznie Francesca Dominici, biostatystyczka z Harvard University. W lipcu w Science Advances przedstawiła wyjątkowo obszerne dowody na istnienie związku pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a przedwczesnymi zgonami.

Autorzy takich badań zazwyczaj sięgają po analizę regresji - metodę statystyczną pozwalającą zbadać, jakie jest prawdopodobieństwo, że jakiś czynnik, na przykład zanieczyszczenie, wpływa na inny - w tym przypadku, śmiertelność. Nie zawsze jest jednak jasne, czy takie analizy uwzględniają we właściwy sposób także inne czynniki. Dlatego Dominici i jej współpracownicy posłużyli się aż pięcioma różnymi metodami statystycznymi (w tym analizą regresji) do przeanalizowania 570 mln danych obserwacyjnych zebranych w ciągu 16 lat wśród 68,5 mln uczestników programu Medicare. W ten sposób udało im się odseparować zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi od innych wpływów. Takie podejście dało wyniki równie dokładne, jak w przypadku badania randomizowanego, które jest złotym standardem w tego typu testach, ale tu niemożliwego do zastosowania ze względów etycznych. "Takich analiz do tej pory nie stosowano w analizowaniu związków pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a śmiertelności" - podkreśla Dominici.

Analiza wykazała, że obniżenie dopuszczalnego poziomu PM2,5 z 12 do 10 µg/m3 mogłoby ograniczyć ryzyko przedwczesnego zgonu o 7%, co pozwoliłoby na uratowanie 143 tys. osób w ciągu dekady.

Inni badacze są pod wrażeniem tej analizy. Należą do nich C. Arden Pope III, ekspert ds. zanieczyszczeń atmosferycznych z Brigham Young University, oraz John Bachmann, były wicedyrektor w wydziale ds. jakości środowiska w EPA. "Pod każdym względem jest ono najlepsze z możliwych - rozmiarów, finezyjności analizy oraz mocy obliczeniowej" - mówi Pope.

Badania pojawiły się w momencie, gdy administracja Trumpa wycofuje się z wielu regulacji dotyczących jakości środowiska. W kwietniu tego roku EPA zaproponowała utrzymanie dotychczasowych norm PM2,5 po przeprowadzeniu - jak określono - uważnego przeglądu i konsultacji z doradcami naukowymi. Zanim jednak ten przegląd został zakończony, dyrektor EPA Andrew Wheeler odwołał członków panelu, który zwykle przygotowuje ekspertyzy na ten temat. Bachmann podkreśla, że cały zbiór badań nad zanieczyszczeniami powietrza ma wysoką jakość, a "nowe wyniki są doskonałą ripostą" dla EPA.