człowiek
Autor: Joan Donovan | dodano: 2020-11-30
W imię prawdy

Ilustracja Hanna Barczyk


Dwadzieścia lat temu protesty przeciwko ograniczaniu wolności w Internecie utorowały drogę powszechnemu manipulowaniu mediami społecznościowymi. Jeśli chcemy prawdy, musimy jej bronić.
 

W 1999 roku podczas spotkania przedstawicieli Światowej Organizacji Handlu (wto) w seattle dziesiątki tysięcy demonstrantów wyszło na ulice z banerami i kukłami, aby zaprotestować przeciwko gospodarczej globalizacji. Spotkali się z gwałtowną reakcją uzbrojonej po zęby policji. W tym samym czasie niewielka grupa artystów-aktywistów, która nazwała się Yes Men, sparodiowała w Internecie oficjalną stronę WTO. Wykorzystując logo organizacji i wygląd strony, prezentowali krytyczne opinie na jej temat. Podstęp okazał się tak udany, że podczas kilku konferencji na całym świecie powoływano się na to, co mówili aktywiści z Yes Men w przekonaniu, że jest to prawdziwe stanowisko WTO. Sytuacja stawała się coraz bardziej absurdalna, aż w końcu widzowie przestali wierzyć w to, co widzą - i właśnie o to chodziło inicjatorom akcji.

Wkrótce Yes Men poszli za ciosem i postanowili podszywać się pod kolejne strony, parodiując zamieszczane w nich treści. Za cel wzięli sobie między innymi zwolenników dostępu do broni palnej z organizacji National Rifle Association, redakcję New York Timesa oraz koncern Shell. Naśmiewali się z George’a W. Busha jako kandydata na prezydenta, tworząc stronę GWBush.com, którą można uznać za zwiastun współczesnych kampanii dezinformacyjnych.

Sięgając po parodię i przewrotną imitację Yes Men zrozumieli, że Internet zy­skuje szybko na znaczeniu jako nowa wirtualna przestrzeń, w której będzie się toczyć bitwa o prawdę. Sięgnęli po wieloznaczność w czasie, gdy wielu użytkowników Internetu coraz sceptyczniej podchodziło do zamieszczanych w nim treści. Taktyka "zagłuszania kultury" (culture jamming), po którą sięgnęli Yes Men, narodziła się w latach 60. za sprawą Guya Deborda i tzw. sytuacjonistów zajmujących się krytyką polityczną i społeczną. W latach 80. i 90. zagłuszanie kultury zbliżyło aktywistów różnych ruchów kontestujących dominującą kulturę, a jedną z taktyk było ingerowanie w treść reklam, by zmienić ich wymowę. Mistrzami w wykorzystaniu różnych form „artywizmu” byli twórcy kanadyjskiego czasopisma Adbusters, które przeprowadziło wiele kampanii antykorporacyjnych i zainicjowało ruch Occupy Wall Street w 2011 roku. Prosta modyfikacja sloganu pod logo firmy Nike okazała się skuteczną metodą zwrócenia uwagi konsumentom, o co chodzi w modzie na korporacyjne loga.

Co ważne, dla aktywistów takich, jak Yes Men, sens całej tej mistyfikacji polegał na wywołaniu dysonansu poznawczego u czytelnika lub widza. Parodia była sprytną strategią pobudzania krytycznego myślenia. Kiedy już w umyśle pojawiła się szczelina, wówczas można było przystąpić do prawdziwej pracy: przekonać pozyskaną publiczność, że to korporacje są prawdziwymi wrogami demokracji i sprawiedliwości.

Taktyka, po którą sięgnęli Yes Men, była formą manipulacji medialnej. Dla nich i innych aktywistów Internet był narzędziem do transmisji wiedzy, sposobem na kontrowanie łatwowiernej prasy mainstreamowej oraz metodą rozliczania korporacji z ich działań. Jednak skuteczność Internetu jako platformy do takich manipulacyjnych działań okazała się niepokojąco wysoka. Dwie dekady później firmy technologiczne wykreowały ekosystem medialny, który umożliwia rządom, politycznym funkcjonariuszom, marketingowcom i innym zainteresowanym grupom regularne podsuwanie użytkownikom Internetu niebezpiecznych dezinformacji i ich wielokrotne duplikowanie. Przybywa dowodów na to, że zagraniczni agenci, eksperci od partyjnej propagandy, biali suprematyści, skłonni do przemocy mizogini, naciągacze i oszuści masowo podszywają się pod inne osoby w mediach społecznościowych, aby zarabiać pieniądze, poprawić swoje notowania kosztem innych oraz zwrócić na siebie uwagę. Jak to się stało, że dopuściliśmy do sytuacji, w której kłamstwo dociera szybciej i dalej niż prawda?

Odpowiedź powinna uwzględniać takie czynniki, jak coraz większe możliwości sieciowej technologii komunikacyjnej, ekspansja ekonomii opartej na danych i zalew nowych strategicznych technik dezinformacyjnych przynoszących zysk lub korzyść. Trzeba przyznać, że prawda bywa zwykle nudna emocjonalnie, a tymczasem motywacja do podjęcia działania w Internecie, na przykład udostępnienia filmu wideo, wynika przeważnie z pobudek emocjonalnych: gniewu, ekscytacji, nadziei. Zamiast jednak analizować rozwiązania polegające na ulepszaniu systemu mediów społecznościowych, wyłapywaniu botów czy też weryfikowaniu tożsamości, chcę się skoncentrować na aktywizmie sieciowym, w przekonaniu, że tak można się dowiedzieć, dlaczego znaleźliśmy się w miejscu, w którym jesteśmy, i jak możemy się stąd wydostać.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2020 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2020
10/2020 - specjalny
Kalendarium
Styczeń
20
W 1986 r. na zdjęciach przesłanych przez sondę Voyager 2 został odkryty księżyc Urana Kordelia.
Warto przeczytać
Fizyka kwantowa jest dziwna. Reguły świata kwantowego, według których działa świat na poziomie atomów i cząstek subatomowych, nie są tymi samymi regułami, które obowiązują w dobrze znanym nam świecie codziennych doświadczeń - regułami, które kojarzymy ze zdrowym rozsądkiem.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Joan Donovan | dodano: 2020-11-30
W imię prawdy

Ilustracja Hanna Barczyk


Dwadzieścia lat temu protesty przeciwko ograniczaniu wolności w Internecie utorowały drogę powszechnemu manipulowaniu mediami społecznościowymi. Jeśli chcemy prawdy, musimy jej bronić.
 

W 1999 roku podczas spotkania przedstawicieli Światowej Organizacji Handlu (wto) w seattle dziesiątki tysięcy demonstrantów wyszło na ulice z banerami i kukłami, aby zaprotestować przeciwko gospodarczej globalizacji. Spotkali się z gwałtowną reakcją uzbrojonej po zęby policji. W tym samym czasie niewielka grupa artystów-aktywistów, która nazwała się Yes Men, sparodiowała w Internecie oficjalną stronę WTO. Wykorzystując logo organizacji i wygląd strony, prezentowali krytyczne opinie na jej temat. Podstęp okazał się tak udany, że podczas kilku konferencji na całym świecie powoływano się na to, co mówili aktywiści z Yes Men w przekonaniu, że jest to prawdziwe stanowisko WTO. Sytuacja stawała się coraz bardziej absurdalna, aż w końcu widzowie przestali wierzyć w to, co widzą - i właśnie o to chodziło inicjatorom akcji.

Wkrótce Yes Men poszli za ciosem i postanowili podszywać się pod kolejne strony, parodiując zamieszczane w nich treści. Za cel wzięli sobie między innymi zwolenników dostępu do broni palnej z organizacji National Rifle Association, redakcję New York Timesa oraz koncern Shell. Naśmiewali się z George’a W. Busha jako kandydata na prezydenta, tworząc stronę GWBush.com, którą można uznać za zwiastun współczesnych kampanii dezinformacyjnych.

Sięgając po parodię i przewrotną imitację Yes Men zrozumieli, że Internet zy­skuje szybko na znaczeniu jako nowa wirtualna przestrzeń, w której będzie się toczyć bitwa o prawdę. Sięgnęli po wieloznaczność w czasie, gdy wielu użytkowników Internetu coraz sceptyczniej podchodziło do zamieszczanych w nim treści. Taktyka "zagłuszania kultury" (culture jamming), po którą sięgnęli Yes Men, narodziła się w latach 60. za sprawą Guya Deborda i tzw. sytuacjonistów zajmujących się krytyką polityczną i społeczną. W latach 80. i 90. zagłuszanie kultury zbliżyło aktywistów różnych ruchów kontestujących dominującą kulturę, a jedną z taktyk było ingerowanie w treść reklam, by zmienić ich wymowę. Mistrzami w wykorzystaniu różnych form „artywizmu” byli twórcy kanadyjskiego czasopisma Adbusters, które przeprowadziło wiele kampanii antykorporacyjnych i zainicjowało ruch Occupy Wall Street w 2011 roku. Prosta modyfikacja sloganu pod logo firmy Nike okazała się skuteczną metodą zwrócenia uwagi konsumentom, o co chodzi w modzie na korporacyjne loga.

Co ważne, dla aktywistów takich, jak Yes Men, sens całej tej mistyfikacji polegał na wywołaniu dysonansu poznawczego u czytelnika lub widza. Parodia była sprytną strategią pobudzania krytycznego myślenia. Kiedy już w umyśle pojawiła się szczelina, wówczas można było przystąpić do prawdziwej pracy: przekonać pozyskaną publiczność, że to korporacje są prawdziwymi wrogami demokracji i sprawiedliwości.

Taktyka, po którą sięgnęli Yes Men, była formą manipulacji medialnej. Dla nich i innych aktywistów Internet był narzędziem do transmisji wiedzy, sposobem na kontrowanie łatwowiernej prasy mainstreamowej oraz metodą rozliczania korporacji z ich działań. Jednak skuteczność Internetu jako platformy do takich manipulacyjnych działań okazała się niepokojąco wysoka. Dwie dekady później firmy technologiczne wykreowały ekosystem medialny, który umożliwia rządom, politycznym funkcjonariuszom, marketingowcom i innym zainteresowanym grupom regularne podsuwanie użytkownikom Internetu niebezpiecznych dezinformacji i ich wielokrotne duplikowanie. Przybywa dowodów na to, że zagraniczni agenci, eksperci od partyjnej propagandy, biali suprematyści, skłonni do przemocy mizogini, naciągacze i oszuści masowo podszywają się pod inne osoby w mediach społecznościowych, aby zarabiać pieniądze, poprawić swoje notowania kosztem innych oraz zwrócić na siebie uwagę. Jak to się stało, że dopuściliśmy do sytuacji, w której kłamstwo dociera szybciej i dalej niż prawda?

Odpowiedź powinna uwzględniać takie czynniki, jak coraz większe możliwości sieciowej technologii komunikacyjnej, ekspansja ekonomii opartej na danych i zalew nowych strategicznych technik dezinformacyjnych przynoszących zysk lub korzyść. Trzeba przyznać, że prawda bywa zwykle nudna emocjonalnie, a tymczasem motywacja do podjęcia działania w Internecie, na przykład udostępnienia filmu wideo, wynika przeważnie z pobudek emocjonalnych: gniewu, ekscytacji, nadziei. Zamiast jednak analizować rozwiązania polegające na ulepszaniu systemu mediów społecznościowych, wyłapywaniu botów czy też weryfikowaniu tożsamości, chcę się skoncentrować na aktywizmie sieciowym, w przekonaniu, że tak można się dowiedzieć, dlaczego znaleźliśmy się w miejscu, w którym jesteśmy, i jak możemy się stąd wydostać.