wszechświat
Autor: Ann Finkbeiner | dodano: 2020-11-30
Agresja na orbicie

Ilustracja John Anthony Di Giovanni

Trzydziestego stycznia 2020 roku miłośnik obserwowania satelitów napisał tweet: "Jest coś, na co warto popatrzeć". Rosyjski satelita zwiadowczy Kosmos 2542 "kręcił się w okolicach" amerykańskiego satelity szpiegowskiego USA 245 i, jak zauważył obserwator, "w tej chwili znajduje się w odległości od 150 do 300 km”. USA 245 zmienił orbitę tak, aby uciec od Kosmosu 2542, który następnie też zmienił tor lotu i ponownie się zbliżył. W pewnym momencie satelity dzieliło tylko 20 km. "To tylko poszlaki - napisał obserwator -  ale cholernie dużo faktów wskazuje na to, że znany rosyjski satelita zwiadowczy sprawdza obecnie znanego amerykańskiego satelitę szpiegowskiego".

Tweety widziała Laura Grego, astrofizyczka zajmująca się techniką kosmiczną. Prowadzi ona katalog satelitów, dlatego czytywała komunikaty wysyłane przez amatorów jeszcze przed wynalezieniem Twittera. Ludzie tacy, jak Grego, którzy obawiają się wojny w kosmosie, martwią się właśnie wtedy, gdy satelita jednego państwa śledzi satelitę innego kraju. W kosmicznej wojnie wojownicy nie strzelają do siebie w kosmosie, ani też nie polega ona na zajmowaniu najwyżej położonych placówek wojskowych. "Satelity nie zrzucają bomb - mówi Grego - nie są też szybsze, lepsze ani tańsze niż inne środki do bombardowania". Wojna kosmiczna to wojna między satelitami. Kosmos 2542 może mieć urządzenia zdolne uszkodzić USA 245 lub rozbić go na kawałki. A gdyby do tego doszło, Stany Zjednoczone mogłyby zemścić się, niszcząc rosyjski statek kosmiczny, i moglibyśmy mieć wojnę kosmiczną. A potem zniszczone mogłyby zostać satelity, od których zależy nasza cywilizacja.

Dla Stanów Zjednoczonych wojna kosmiczna może okazać się bardziej rujnująca niż dla jakiegokolwiek innego państwa. Funkcjonowanie kraju w dużej mierze zależy od cywilnych satelitów wykorzystywanych do przesyłania sygnałów GPS, transakcji za pomocą kart kredytowych, obsługi systemów szpitalnych, stacji telewizyjnych, prognozowania pogody - lista jest długa. Bardziej też niż w jakimkolwiek innym państwie zależy ono od swoich satelitów wojskowych przeznaczonych do komunikacji i nadzoru. A wszystkie satelity - dobrze widoczne i poruszające się po znanych orbitach - są łatwym celem, prawie niemożliwym do obrony. W wojnie kosmicznej większe szanse ma atakujący niż obrońcy; wojskowi nazywają taką sytuację "dominacją ofensywy".

Proponowane przez armię Stanów Zjednoczonych rozwiązanie problemu ma oczywiście charakter militarny. W styczniu ubiegłego roku Departament Obrony stworzył Siły Kosmiczne (Space Force), twierdząc, że Rosja i Chiny "zmilitaryzowały przestrzeń kosmiczną" i że przestrzeń ta jest teraz "domeną wojenną". Zadaniem Sił Kosmicznych jest ochrona satelitów USA i reagowanie na podejrzane postępowanie przeciwników.Generał John Raymond, ówczesny szef Sił Kosmicznych, ostro wyjaśniał magazynowi Time, że Kosmos 2542 „może stworzyć w przestrzeni niebezpieczną sytuację". Jednakże stalking Kosmosu 2542 nie doprowadził do wojny kosmicznej. Ani Grego, ani obserwatorzy amatorzy nie mają pewności, co konkretnie robił Kosmos 2542, ale przypuszczają, że przypominało to akcje rosyjskich trawlerów, które kręcą się wokół statków marynarki wojennej USA: irytowanie lub, jeśli to możliwe, straszenie, i wypatrywanie tego, co tylko się da. Tak czy inaczej, w połowie marca obserwator amator napisał na Twitterze, że USA 245 wykonał mały manewr, „który na tygodnie, jeśli nie miesiące, oddalił go na tysiące kilometrów”, po czym Kosmos 2542 przeniósł się gdzie indziej. Tuż przedtem Grego wysłała tweet: „Jest teraz dobry czas, aby uzgodnić poglądy, kiedy blisko oznacza zbyt blisko".

 

Grego jest członkiem Związku Zatroskanych Naukowców (Union of Concerned Scientists) – skupionej na wojnie kosmicznej organizacji non-profit, która należy do trzech światów: organizacji pozarządowych, militarnego i dyplomatycznego. Według niej najlepszym sposobem na powstrzymanie wojny kosmicznej jest zawarcie międzynarodowego porozumienia, które jej zapobiegnie lub ją ograniczy. Negocjacje w polityce międzynarodowej utknęły w martwym punkcie.

Dotychczas podejmowane działania dyplomacji były anemiczne, zaś odpowiedź wojska jest tyle defensywna, ile agresywna. "Nie mam pewności, czy wojna kosmiczna jest nieuchronna - mówi John Lauder, który od 30 lat działa w społeczności monitorującej kontrolę uzbrojenia - ale widać trendy powodujące, że przestrzeń kosmiczna staje się coraz niebezpieczniejsza".

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2020 »
Drukuj »
Aktualne numery
12/2021
10/2020 - specjalny
Kalendarium
Grudzień
2
W 1971 r. radzicecka sonda Mars 3 jako pierwsza wylądowała na powierzchni Czerwonej Planety.
Warto przeczytać
Natura szaleje. Gdy dojdziemy do podstawowych praw fizyki, do samego fundamentu, znajdziemy się w domenie szaleństwa i chaosu, gdzie wiedza staje się wyobraźnią i odwrotnie. To miejsce, w którym na każdym kroku czają się wszechświaty równoległe i zadziwiające paradoksy, a przedmioty nie muszą zważać na przestrzeń ani czas.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Ann Finkbeiner | dodano: 2020-11-30
Agresja na orbicie

Ilustracja John Anthony Di Giovanni

Trzydziestego stycznia 2020 roku miłośnik obserwowania satelitów napisał tweet: "Jest coś, na co warto popatrzeć". Rosyjski satelita zwiadowczy Kosmos 2542 "kręcił się w okolicach" amerykańskiego satelity szpiegowskiego USA 245 i, jak zauważył obserwator, "w tej chwili znajduje się w odległości od 150 do 300 km”. USA 245 zmienił orbitę tak, aby uciec od Kosmosu 2542, który następnie też zmienił tor lotu i ponownie się zbliżył. W pewnym momencie satelity dzieliło tylko 20 km. "To tylko poszlaki - napisał obserwator -  ale cholernie dużo faktów wskazuje na to, że znany rosyjski satelita zwiadowczy sprawdza obecnie znanego amerykańskiego satelitę szpiegowskiego".

Tweety widziała Laura Grego, astrofizyczka zajmująca się techniką kosmiczną. Prowadzi ona katalog satelitów, dlatego czytywała komunikaty wysyłane przez amatorów jeszcze przed wynalezieniem Twittera. Ludzie tacy, jak Grego, którzy obawiają się wojny w kosmosie, martwią się właśnie wtedy, gdy satelita jednego państwa śledzi satelitę innego kraju. W kosmicznej wojnie wojownicy nie strzelają do siebie w kosmosie, ani też nie polega ona na zajmowaniu najwyżej położonych placówek wojskowych. "Satelity nie zrzucają bomb - mówi Grego - nie są też szybsze, lepsze ani tańsze niż inne środki do bombardowania". Wojna kosmiczna to wojna między satelitami. Kosmos 2542 może mieć urządzenia zdolne uszkodzić USA 245 lub rozbić go na kawałki. A gdyby do tego doszło, Stany Zjednoczone mogłyby zemścić się, niszcząc rosyjski statek kosmiczny, i moglibyśmy mieć wojnę kosmiczną. A potem zniszczone mogłyby zostać satelity, od których zależy nasza cywilizacja.

Dla Stanów Zjednoczonych wojna kosmiczna może okazać się bardziej rujnująca niż dla jakiegokolwiek innego państwa. Funkcjonowanie kraju w dużej mierze zależy od cywilnych satelitów wykorzystywanych do przesyłania sygnałów GPS, transakcji za pomocą kart kredytowych, obsługi systemów szpitalnych, stacji telewizyjnych, prognozowania pogody - lista jest długa. Bardziej też niż w jakimkolwiek innym państwie zależy ono od swoich satelitów wojskowych przeznaczonych do komunikacji i nadzoru. A wszystkie satelity - dobrze widoczne i poruszające się po znanych orbitach - są łatwym celem, prawie niemożliwym do obrony. W wojnie kosmicznej większe szanse ma atakujący niż obrońcy; wojskowi nazywają taką sytuację "dominacją ofensywy".

Proponowane przez armię Stanów Zjednoczonych rozwiązanie problemu ma oczywiście charakter militarny. W styczniu ubiegłego roku Departament Obrony stworzył Siły Kosmiczne (Space Force), twierdząc, że Rosja i Chiny "zmilitaryzowały przestrzeń kosmiczną" i że przestrzeń ta jest teraz "domeną wojenną". Zadaniem Sił Kosmicznych jest ochrona satelitów USA i reagowanie na podejrzane postępowanie przeciwników.Generał John Raymond, ówczesny szef Sił Kosmicznych, ostro wyjaśniał magazynowi Time, że Kosmos 2542 „może stworzyć w przestrzeni niebezpieczną sytuację". Jednakże stalking Kosmosu 2542 nie doprowadził do wojny kosmicznej. Ani Grego, ani obserwatorzy amatorzy nie mają pewności, co konkretnie robił Kosmos 2542, ale przypuszczają, że przypominało to akcje rosyjskich trawlerów, które kręcą się wokół statków marynarki wojennej USA: irytowanie lub, jeśli to możliwe, straszenie, i wypatrywanie tego, co tylko się da. Tak czy inaczej, w połowie marca obserwator amator napisał na Twitterze, że USA 245 wykonał mały manewr, „który na tygodnie, jeśli nie miesiące, oddalił go na tysiące kilometrów”, po czym Kosmos 2542 przeniósł się gdzie indziej. Tuż przedtem Grego wysłała tweet: „Jest teraz dobry czas, aby uzgodnić poglądy, kiedy blisko oznacza zbyt blisko".

 

Grego jest członkiem Związku Zatroskanych Naukowców (Union of Concerned Scientists) – skupionej na wojnie kosmicznej organizacji non-profit, która należy do trzech światów: organizacji pozarządowych, militarnego i dyplomatycznego. Według niej najlepszym sposobem na powstrzymanie wojny kosmicznej jest zawarcie międzynarodowego porozumienia, które jej zapobiegnie lub ją ograniczy. Negocjacje w polityce międzynarodowej utknęły w martwym punkcie.

Dotychczas podejmowane działania dyplomacji były anemiczne, zaś odpowiedź wojska jest tyle defensywna, ile agresywna. "Nie mam pewności, czy wojna kosmiczna jest nieuchronna - mówi John Lauder, który od 30 lat działa w społeczności monitorującej kontrolę uzbrojenia - ale widać trendy powodujące, że przestrzeń kosmiczna staje się coraz niebezpieczniejsza".