wszechświat
Autor: Irene Klotz | dodano: 2020-07-30
Florida Polar Express

Fot. NG Images/Alamy Stock Photo

ASTRONAUTYKA

Przed 60 laty siły powietrzne USA przystosowały swoją rakietę Thor do wynoszenia na orbitę niewielkich satelitów badawczych, meteorologicznych i wojskowych. A przynajmniej taki był plan, gdyż wiele z tych pierwszych satelitów kończyło swój lot w oceanie wraz z resztkami rakiet, które zboczyły z wyznaczonego kursu i uległy rozerwaniu, zanim dotarły w kosmos. Tak właśnie było w przypadku rakiety nośnej Thor Able Star, która 30 listopada 1960 roku wystartowała z satelitą nawigacyjnym amerykańskiej marynarki wojennej z bazy lotniczej na przylądku Canaveral, by następnie polecieć na południe po nietypowej trajektorii.

Rakiety wystrzeliwane z wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych zazwyczaj służą do umieszczania satelitów na orbitach położonych stosunkowo blisko płaszczyzny równika, które są łatwo osiągalne z przylądka Canaveral. Tym razem jednak satelita miał obiegać Ziemię wokół jej biegunów, czyli po orbicie polarnej, zapewniającej widoczność całej planety, co wymaga znacznie większej mocy rakiety przy starcie z Florydy ze względu na konieczność przezwyciężenia momentu obrotowego Ziemi. „Orbity polarne są po prostu bardzo trudne do osiągnięcia z tego rejonu” – mówi Roger McCormick, historyk z Air Force Space and Missile Museum na przylądku Canaveral.

Start się nie powiódł i szczątki rakiety rozrzucone zostały na terytorium Kuby, stając się zarzewiem zimnowojennego konfliktu, gdy Kuba zarzuciła USA, że spadający odłamek jakoby zabił krowę. W archiwach CIA zachowała się informacja, że na polecenie rządu Fidela Castro oprowadzano inną krowę po ulicach Hawany z napisem skierowanym do prezydenta USA: „Eisenhowerze, zamordowałeś jedną z moich sióstr”. Tak czy owak, starty polarne z Florydy zostały zawieszone, a siły powietrzne USA zdemontowały później stacje naziemne umożliwiające zdalne śledzenie rakiet lecących po tej trajektorii.

Amerykańska administracja zamierza wznowić starty polarne dzięki użyciu rakiet nośnych nowej generacji wyposażonych we własne systemy śledzenia lotu, które autonomicznie uruchamiają sygnał samozniszczenia, gdy tylko rakieta zbacza z kursu.

Prywatna firma SpaceX planuje jeszcze w tym roku przeprowadzić pierwszą taką misję w celu umieszczenia argentyńskiego satelity służącego do obserwacji powierzchni Ziemi na orbicie polarnej. Trajektoria SpaceX Falcon 9 i tym razem przebiegać będzie nad Kubą, ale pierwszy człon z potężnymi silnikami oddzieli się wcześniej i podczas przelotu na wysokości 480 km nad wyspą rakieta napędzana będzie silnikami drugiego członu, twierdzą przedstawiciele Federal Aviation Administration. Rakiety startujące z przylądka Canaveral na wschód zazwyczaj również lecą na silnikach drugiego członu nad lądem, więc ten lot na orbitę polarną nie jest uważany za duże zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, mówi Wayne Monteith, który kieruje wydziałem FAA do spraw komercyjnych lotów kosmicznych.

SpaceX zamierza wykonywać z Florydy aż siedem lotów na orbitę polarną rocznie, a inni operatorzy obsługujący starty rakiet wciąż bacznie się przyglądają. „Gdy masz firmę, która z powodzeniem demonstruje, że coś jest wykonalne – mówi Monteith – możesz się spodziewać, że inne firmy wezmą z ciebie przykład”.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 08/2020 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
08/2020
10/2019 - specjalny
Kalendarium
Sierpień
15
W 1928 r. rosyjska astronom Piełagieja Szajn odkryła planetoidę Polonia.
Warto przeczytać
Co wspólnego mają suknia ślubna i kombinezon sapera?    
Dlaczego dla marynarzy bardziej niebezpieczne od rekinów są krewetki?
Kiedy kurczak najlepiej sprawdza się jako broń artyleryjska?

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Irene Klotz | dodano: 2020-07-30
Florida Polar Express

Fot. NG Images/Alamy Stock Photo

ASTRONAUTYKA

Przed 60 laty siły powietrzne USA przystosowały swoją rakietę Thor do wynoszenia na orbitę niewielkich satelitów badawczych, meteorologicznych i wojskowych. A przynajmniej taki był plan, gdyż wiele z tych pierwszych satelitów kończyło swój lot w oceanie wraz z resztkami rakiet, które zboczyły z wyznaczonego kursu i uległy rozerwaniu, zanim dotarły w kosmos. Tak właśnie było w przypadku rakiety nośnej Thor Able Star, która 30 listopada 1960 roku wystartowała z satelitą nawigacyjnym amerykańskiej marynarki wojennej z bazy lotniczej na przylądku Canaveral, by następnie polecieć na południe po nietypowej trajektorii.

Rakiety wystrzeliwane z wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych zazwyczaj służą do umieszczania satelitów na orbitach położonych stosunkowo blisko płaszczyzny równika, które są łatwo osiągalne z przylądka Canaveral. Tym razem jednak satelita miał obiegać Ziemię wokół jej biegunów, czyli po orbicie polarnej, zapewniającej widoczność całej planety, co wymaga znacznie większej mocy rakiety przy starcie z Florydy ze względu na konieczność przezwyciężenia momentu obrotowego Ziemi. „Orbity polarne są po prostu bardzo trudne do osiągnięcia z tego rejonu” – mówi Roger McCormick, historyk z Air Force Space and Missile Museum na przylądku Canaveral.

Start się nie powiódł i szczątki rakiety rozrzucone zostały na terytorium Kuby, stając się zarzewiem zimnowojennego konfliktu, gdy Kuba zarzuciła USA, że spadający odłamek jakoby zabił krowę. W archiwach CIA zachowała się informacja, że na polecenie rządu Fidela Castro oprowadzano inną krowę po ulicach Hawany z napisem skierowanym do prezydenta USA: „Eisenhowerze, zamordowałeś jedną z moich sióstr”. Tak czy owak, starty polarne z Florydy zostały zawieszone, a siły powietrzne USA zdemontowały później stacje naziemne umożliwiające zdalne śledzenie rakiet lecących po tej trajektorii.

Amerykańska administracja zamierza wznowić starty polarne dzięki użyciu rakiet nośnych nowej generacji wyposażonych we własne systemy śledzenia lotu, które autonomicznie uruchamiają sygnał samozniszczenia, gdy tylko rakieta zbacza z kursu.

Prywatna firma SpaceX planuje jeszcze w tym roku przeprowadzić pierwszą taką misję w celu umieszczenia argentyńskiego satelity służącego do obserwacji powierzchni Ziemi na orbicie polarnej. Trajektoria SpaceX Falcon 9 i tym razem przebiegać będzie nad Kubą, ale pierwszy człon z potężnymi silnikami oddzieli się wcześniej i podczas przelotu na wysokości 480 km nad wyspą rakieta napędzana będzie silnikami drugiego członu, twierdzą przedstawiciele Federal Aviation Administration. Rakiety startujące z przylądka Canaveral na wschód zazwyczaj również lecą na silnikach drugiego członu nad lądem, więc ten lot na orbitę polarną nie jest uważany za duże zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, mówi Wayne Monteith, który kieruje wydziałem FAA do spraw komercyjnych lotów kosmicznych.

SpaceX zamierza wykonywać z Florydy aż siedem lotów na orbitę polarną rocznie, a inni operatorzy obsługujący starty rakiet wciąż bacznie się przyglądają. „Gdy masz firmę, która z powodzeniem demonstruje, że coś jest wykonalne – mówi Monteith – możesz się spodziewać, że inne firmy wezmą z ciebie przykład”.