ziemia
Autor: Rachel Nuwer | dodano: 2019-07-25
Powolne wymieranie

W przypadku żółwi, które słyną z długowieczności, spadek ich liczebności jest trudny do zauważenia – do chwili, gdy jest już za późno.

Niemal cztery dekady temu zoolog Michael Thompson, który pracował wtedy na University of Adelaide w Australii, dokonał alarmującego odkrycia: lisy, które w Australii są gatunkiem inwazyjnym, na dodatek bardzo ekspansywnym, pożerają 90% jaj składanych przez żółwie na brzegach rzeki Murray. Dalsze obserwacje Thompsona wykazały, że w populacji żółwi istnieje spora nadwyżka starych osobników, co sugerowało, że lisy już doprowadziły do spadku liczby młodych żółwi w rzece. Jeśli nie zostaną podjęte żadne działania, żółwie, które do tej pory występowały licznie, znikną z niej na zawsze – ostrzegał naukowiec.

Działań nie podjęto i dziś przestroga Thompsona zaczyna się stawać rzeczywistością. Najnowsze badania potwierdzają, że kilka gatunków żółwi albo całkowicie zniknęło z Murray, albo ich populacja drastycznie się skurczyła. „Ponieważ żółwie żyją długo, również i problemu długo nie dostrzegano. Wydawało się, że nie jest z nimi źle – mówi Ricky Spencer, ekolog z Western Sydney University, współautor badań opublikowanych w lutym na łamach Scientific Reports. – Ludzka natura jest taka, że dopiero, gdy jakiś gatunek znika, zaczynamy za nim tęsknić.”

Spencer i jego współpracownicy zliczali populacje żółwi z trzech powszechnie występujących gatunków należących do wężoszyich. Były to: Chelodina expansa, chelodyna australijska oraz emydura Murraya. Obserwacjami objęto 52 stanowiska znajdujące się na południowych brzegach rzeki. Naukowcy określali liczebność populacji poszczególnych gatunków na podstawie tego, ile osobników udało im się schwytać w ustalonym przedziale czasowym. Ustalili, że żółwie zostały wyeliminowane z wielu miejsc, w których dawniej były powszechne, a wśród złapanych osobników większość stanowiły wielkie – i zapewne bardzo sędziwe – okazy. Spencer wskazuje winnych tego kryzysu: przede wszystkim lisy żerujące na jajach żółwi, ale dodatkowo degradację środowiska naturalnego oraz głębokie susze, coraz częstsze w ostatnich kilkunastu latach. 

 „O tym, że wiele gatunków żółwi radzi sobie coraz gorzej, wiemy od dekad, i choć w mediach nieustannie mówi się o trudnej sytuacji fauny naszych rzek, nic nie zostało zrobione, żeby temu zaradzić – mówi Rick Shine, herpetolog z Macquarie University w Sydney, który nie był uczestnikiem badań. – Te badania to ostrzeżenie, że jeśli natychmiast nie uruchomimy programów ochrony żółwi, możemy utracić ten wspaniały element naszej rodzimej przyrody”.

Spencer podkreśla, że populacja żółwi może się szybko odrodzić, jeśli ich gniazda zostaną otoczone opieką, a siedliska – ochroną. Zwraca on jednak uwagę, że władze zazwyczaj zaczynają działać dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się krytyczna, a na razie żółwie z rzeki Murray nie są w żaden sposób chronione. On i jego współpracownicy mają pomysł, jak sobie z tym poradzić: „Chcemy przygotować projekt powszechnej ochrony żółwi, który realizowałyby wspólnoty lokalne. Aby ci ludzie, którzy chcą jak najszybciej pomóc tym wspaniałym gadom, mogli zacząć działać bez czekania na inicjatywy i fundusze federalne” – wyjaśnia.   

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 08/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
08/2019
09/2019 - specjalny
Kalendarium
Wrzesień
16
W 1497 r. Darłowo zostało zalane przez tsunami wywołane eksplozją metanu uwolnionego z dna morskiego.
Warto przeczytać
Mistrz opowieści o zwierzętach, niemiecki etolog Vitus B. Dröscher powraca. W swojej książce "Ludzkie oblicze zwierząt" pokazuje, że w świecie zwierzęcym istnieją zjawiska, które zwykliśmy uważać za właściwe wyłącznie ludziom.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Rachel Nuwer | dodano: 2019-07-25
Powolne wymieranie

W przypadku żółwi, które słyną z długowieczności, spadek ich liczebności jest trudny do zauważenia – do chwili, gdy jest już za późno.

Niemal cztery dekady temu zoolog Michael Thompson, który pracował wtedy na University of Adelaide w Australii, dokonał alarmującego odkrycia: lisy, które w Australii są gatunkiem inwazyjnym, na dodatek bardzo ekspansywnym, pożerają 90% jaj składanych przez żółwie na brzegach rzeki Murray. Dalsze obserwacje Thompsona wykazały, że w populacji żółwi istnieje spora nadwyżka starych osobników, co sugerowało, że lisy już doprowadziły do spadku liczby młodych żółwi w rzece. Jeśli nie zostaną podjęte żadne działania, żółwie, które do tej pory występowały licznie, znikną z niej na zawsze – ostrzegał naukowiec.

Działań nie podjęto i dziś przestroga Thompsona zaczyna się stawać rzeczywistością. Najnowsze badania potwierdzają, że kilka gatunków żółwi albo całkowicie zniknęło z Murray, albo ich populacja drastycznie się skurczyła. „Ponieważ żółwie żyją długo, również i problemu długo nie dostrzegano. Wydawało się, że nie jest z nimi źle – mówi Ricky Spencer, ekolog z Western Sydney University, współautor badań opublikowanych w lutym na łamach Scientific Reports. – Ludzka natura jest taka, że dopiero, gdy jakiś gatunek znika, zaczynamy za nim tęsknić.”

Spencer i jego współpracownicy zliczali populacje żółwi z trzech powszechnie występujących gatunków należących do wężoszyich. Były to: Chelodina expansa, chelodyna australijska oraz emydura Murraya. Obserwacjami objęto 52 stanowiska znajdujące się na południowych brzegach rzeki. Naukowcy określali liczebność populacji poszczególnych gatunków na podstawie tego, ile osobników udało im się schwytać w ustalonym przedziale czasowym. Ustalili, że żółwie zostały wyeliminowane z wielu miejsc, w których dawniej były powszechne, a wśród złapanych osobników większość stanowiły wielkie – i zapewne bardzo sędziwe – okazy. Spencer wskazuje winnych tego kryzysu: przede wszystkim lisy żerujące na jajach żółwi, ale dodatkowo degradację środowiska naturalnego oraz głębokie susze, coraz częstsze w ostatnich kilkunastu latach. 

 „O tym, że wiele gatunków żółwi radzi sobie coraz gorzej, wiemy od dekad, i choć w mediach nieustannie mówi się o trudnej sytuacji fauny naszych rzek, nic nie zostało zrobione, żeby temu zaradzić – mówi Rick Shine, herpetolog z Macquarie University w Sydney, który nie był uczestnikiem badań. – Te badania to ostrzeżenie, że jeśli natychmiast nie uruchomimy programów ochrony żółwi, możemy utracić ten wspaniały element naszej rodzimej przyrody”.

Spencer podkreśla, że populacja żółwi może się szybko odrodzić, jeśli ich gniazda zostaną otoczone opieką, a siedliska – ochroną. Zwraca on jednak uwagę, że władze zazwyczaj zaczynają działać dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się krytyczna, a na razie żółwie z rzeki Murray nie są w żaden sposób chronione. On i jego współpracownicy mają pomysł, jak sobie z tym poradzić: „Chcemy przygotować projekt powszechnej ochrony żółwi, który realizowałyby wspólnoty lokalne. Aby ci ludzie, którzy chcą jak najszybciej pomóc tym wspaniałym gadom, mogli zacząć działać bez czekania na inicjatywy i fundusze federalne” – wyjaśnia.