człowiek
Autor: Virginia Sole-Smith | dodano: 2019-05-27
Te trudne dni

Odwieczne tabu związane z menstruacją przyczyniło się do braku badań, jak działają cykle w organizmie kobiety, co ma poważne konsekwencje zdrowotne.

W roku 2007 Susan Brown doświadczyła odstręczającej mocy krwi menstruacyjnej. Badania nad płynami menstruacyjnymi mogą ujawniać informacje na temat zdrowia kobiety, dlatego chciała pozyskać dane przekrojowe, dotyczące większej grupy niż ochotniczki rekrutujące się spośród studentek University of Hawaii w Hilo, gdzie pracowała jako psycholog ewolucyjny. Członkowie zespołu Brown postawili stoisko nieopodal wejścia do Walmartu w centrum Hilo i wywiesili napis „Badania nad cyklem menstruacyjnym”. I czekali. Przez całe popołudnie kobiety i mężczyźni na widok napisu przemykali chyłkiem, unikając kontaktu wzrokowego.

Mniej więcej sześć miesięcy później Brown i jej współpracownica z Hilo, Lynn Morrison, przedstawiały wyniki swojego badania podczas dorocznego spotkania American Association of Physical Anthropologists. Kiedy Morrison opisywała przenoszenie próbek krwi menstruacyjnej korytarzem laboratorium w celu analizy poziomu hormonów i innych biomarkerów, przez salę przeszedł nerwowy chichot. „Słuchacze nie mieli nic przeciwko dyskutowaniu na temat kobiecego cyklu w sposób abstrakcyjny – tłumaczy Brown – ale czym innym jest poruszanie tematu samej krwi menstruacyjnej”.

Ta niechęć wpływa na stosunek kobiet do ich własnego ciała, a także na to, jak środowisko medyczne traktuje kobiety, kiedy dotkną ich problemy ze zdrowiem układu rozrodczego. „Nasze menstruacyjne tabu determinuje, jak prowadzone są te badania” – mówi Brown o badaniach naukowych dotyczących miesiączkowania.

Albo raczej, jak nie są prowadzone. Trudno zmierzyć kwoty wydawane na badania dotyczące okresu, eksperci zgadzają się jednak, co do tego, że jest to dziedzina niedofinansowana. „To taka sytuacja jak w przypadku dylematu, co było pierwsze, jajko czy kura – przy skąpych funduszach na badania niewiele wiadomo, jak mało jest tych badań” – mówi Elizabeth Yuko, bioetyk z Fordham University.

Tymczasem zaburzenia cyklu są zaskakująco częste. Kiedy naukowcy z Arabii Saudyjskiej w 2018 roku przeprowadzili badanie ankietowe z udziałem 738 studentek, stwierdzili, że 91% zgłosiło przynajmniej jeden problem dotyczący menstruacji: niektóre miesiączkowały nieregularnie albo nie miesiączkowały w ogóle, inne miały nadmiernie obfite i bolesne krwawienia. Różne badania wykazują, że aż jedna na pięć kobiet ma tak silne bóle menstruacyjne, że ogranicza to jej codzienną aktywność. Mniej więcej jedna na 16 kobiet na całym świecie cierpi z powodu endometriozy – choroby, w której krew i tkanki menstruacyjne migrują poza obręb macicy i tworzą bolesne zmiany w obrębie miednicy. Z kolei u jednej na 10 kobiet występuje zespół policystycznych jajników – zaburzenie hormonalne, które powoduje rozregulowanie cyklu menstruacyjnego i jest główną przyczyną niepłodności. „Można argumentować, że nasze zasoby powinniśmy przeznaczać na badania schorzeń zagrażających życiu – mówi Yuko. – Jednak takie twierdzenie można odrzucić, ponieważ nie mamy żadnych oporów, jeśli chodzi o finansowanie badań nad zaburzeniami erekcji”.

Menstruacja jest oczywiście kluczowa dla reprodukcji, a więc przeżycia człowieka. Jest to również jeden z procesów biologicznych, które czynią nas szczególnymi zwierzętami, ponieważ człowiek, szympans, nietoperz i ryjoskoczek rudawy należą do jedynych na ziemi gatunków, u których on występuje. Zdecydowana większość ssaków sygnalizuje płodność poprzez ruję – okres, kiedy samice przechodzą owulację i manifestują swoją gotowość seksualną obrzmieniem genitaliów, zmianami zachowania i zmianami zapachu ciała. Tymczasem ciało człowieka ukrywa ten kluczowy okres. Najbardziej widoczną oznaką naszej potencjalnej płodności jest krew menstruacyjna, która – jak na ironię – pojawia się wówczas, kiedy okres płodności się już skończy. Endometrium wyściełające macicę pogrubia się w trakcie cyklu menstruacyjnego w miarę wzrostu poziomu estrogenów. Jeśli żadna z komórek jajowych, uwalnianych podczas owulacji, nie połączy się z plemnikiem i nie ulegnie zagnieżdżeniu w tej wyściółce w postaci zapłodnionej zygoty, poziomy estrogenu i innego hormonu, nazywanego progesteronem, spadają, pobudzając macicę do złuszczenia pogrubionego endometrium i rozpoczęcia na nowo kolejnego cyklu.

Tyle wiadomo, naukowcy wciąż jednak zmagają się z odpowiedzią na dość fundamentalne pytania: Dlaczego ten sam co u człowieka proces występuje u co najmniej sześciu gatunków nietoperzy, ale nie u małp? I czym właściwie dokładnie jest krew menstruacyjna? „Zdecydowanie różni się ona od zwykłej krwi – zauważa Brown. – Wiemy, że nie ulega krzepnięciu i zawiera mnóstwo składników immunologicznych, ale niewiele wiemy na temat ich funkcji”. Nie jest także jasne, dlaczego w tak dramatyczny sposób dochodzi do złuszczania tej biologicznej tkanki. Większość ssaków, u których występuje ruja, ponownie absorbuje wyściółkę endometrium po zakończeniu każdego cyklu. Jeszcze mniej wiadomo na temat tego, dlaczego tak wiele kobiet – według niektórych szacunków nawet do 80% – doświadcza bólu, wzdęć, zmęczenia, poirytowania i innych objawów bezpośrednio przed rozpoczęciem miesiączkowania. „Bardzo niewiele wiemy na temat menstruacji” – mówi Tomi-Ann Roberts, przewodnicząca Society for Menstrual Cycle Research i profesor psychologii w Colorado College. To zaś, co naukowcy wiedzą, często nie jest skutecznie przekazywane opinii publicznej. „Z tego względu nasz stosunek do menstruacji jest w przeważającej części negatywny. Ma to swoje realne konsekwencje w tym, jak możemy pojmować prawidłową menstruację, jak również związane z nią zaburzenia i dostępne możliwości terapeutyczne”.

 

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
08/2019
10/2018 - specjalny
Kalendarium
Sierpień
25
W 1609 r. Galileusz zademonstrował Wenecjanom swój pierwszy teleskop.
Warto przeczytać
Mistrz opowieści o zwierzętach, niemiecki etolog Vitus B. Dröscher powraca. W swojej książce "Ludzkie oblicze zwierząt" pokazuje, że w świecie zwierzęcym istnieją zjawiska, które zwykliśmy uważać za właściwe wyłącznie ludziom.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Virginia Sole-Smith | dodano: 2019-05-27
Te trudne dni

Odwieczne tabu związane z menstruacją przyczyniło się do braku badań, jak działają cykle w organizmie kobiety, co ma poważne konsekwencje zdrowotne.

W roku 2007 Susan Brown doświadczyła odstręczającej mocy krwi menstruacyjnej. Badania nad płynami menstruacyjnymi mogą ujawniać informacje na temat zdrowia kobiety, dlatego chciała pozyskać dane przekrojowe, dotyczące większej grupy niż ochotniczki rekrutujące się spośród studentek University of Hawaii w Hilo, gdzie pracowała jako psycholog ewolucyjny. Członkowie zespołu Brown postawili stoisko nieopodal wejścia do Walmartu w centrum Hilo i wywiesili napis „Badania nad cyklem menstruacyjnym”. I czekali. Przez całe popołudnie kobiety i mężczyźni na widok napisu przemykali chyłkiem, unikając kontaktu wzrokowego.

Mniej więcej sześć miesięcy później Brown i jej współpracownica z Hilo, Lynn Morrison, przedstawiały wyniki swojego badania podczas dorocznego spotkania American Association of Physical Anthropologists. Kiedy Morrison opisywała przenoszenie próbek krwi menstruacyjnej korytarzem laboratorium w celu analizy poziomu hormonów i innych biomarkerów, przez salę przeszedł nerwowy chichot. „Słuchacze nie mieli nic przeciwko dyskutowaniu na temat kobiecego cyklu w sposób abstrakcyjny – tłumaczy Brown – ale czym innym jest poruszanie tematu samej krwi menstruacyjnej”.

Ta niechęć wpływa na stosunek kobiet do ich własnego ciała, a także na to, jak środowisko medyczne traktuje kobiety, kiedy dotkną ich problemy ze zdrowiem układu rozrodczego. „Nasze menstruacyjne tabu determinuje, jak prowadzone są te badania” – mówi Brown o badaniach naukowych dotyczących miesiączkowania.

Albo raczej, jak nie są prowadzone. Trudno zmierzyć kwoty wydawane na badania dotyczące okresu, eksperci zgadzają się jednak, co do tego, że jest to dziedzina niedofinansowana. „To taka sytuacja jak w przypadku dylematu, co było pierwsze, jajko czy kura – przy skąpych funduszach na badania niewiele wiadomo, jak mało jest tych badań” – mówi Elizabeth Yuko, bioetyk z Fordham University.

Tymczasem zaburzenia cyklu są zaskakująco częste. Kiedy naukowcy z Arabii Saudyjskiej w 2018 roku przeprowadzili badanie ankietowe z udziałem 738 studentek, stwierdzili, że 91% zgłosiło przynajmniej jeden problem dotyczący menstruacji: niektóre miesiączkowały nieregularnie albo nie miesiączkowały w ogóle, inne miały nadmiernie obfite i bolesne krwawienia. Różne badania wykazują, że aż jedna na pięć kobiet ma tak silne bóle menstruacyjne, że ogranicza to jej codzienną aktywność. Mniej więcej jedna na 16 kobiet na całym świecie cierpi z powodu endometriozy – choroby, w której krew i tkanki menstruacyjne migrują poza obręb macicy i tworzą bolesne zmiany w obrębie miednicy. Z kolei u jednej na 10 kobiet występuje zespół policystycznych jajników – zaburzenie hormonalne, które powoduje rozregulowanie cyklu menstruacyjnego i jest główną przyczyną niepłodności. „Można argumentować, że nasze zasoby powinniśmy przeznaczać na badania schorzeń zagrażających życiu – mówi Yuko. – Jednak takie twierdzenie można odrzucić, ponieważ nie mamy żadnych oporów, jeśli chodzi o finansowanie badań nad zaburzeniami erekcji”.

Menstruacja jest oczywiście kluczowa dla reprodukcji, a więc przeżycia człowieka. Jest to również jeden z procesów biologicznych, które czynią nas szczególnymi zwierzętami, ponieważ człowiek, szympans, nietoperz i ryjoskoczek rudawy należą do jedynych na ziemi gatunków, u których on występuje. Zdecydowana większość ssaków sygnalizuje płodność poprzez ruję – okres, kiedy samice przechodzą owulację i manifestują swoją gotowość seksualną obrzmieniem genitaliów, zmianami zachowania i zmianami zapachu ciała. Tymczasem ciało człowieka ukrywa ten kluczowy okres. Najbardziej widoczną oznaką naszej potencjalnej płodności jest krew menstruacyjna, która – jak na ironię – pojawia się wówczas, kiedy okres płodności się już skończy. Endometrium wyściełające macicę pogrubia się w trakcie cyklu menstruacyjnego w miarę wzrostu poziomu estrogenów. Jeśli żadna z komórek jajowych, uwalnianych podczas owulacji, nie połączy się z plemnikiem i nie ulegnie zagnieżdżeniu w tej wyściółce w postaci zapłodnionej zygoty, poziomy estrogenu i innego hormonu, nazywanego progesteronem, spadają, pobudzając macicę do złuszczenia pogrubionego endometrium i rozpoczęcia na nowo kolejnego cyklu.

Tyle wiadomo, naukowcy wciąż jednak zmagają się z odpowiedzią na dość fundamentalne pytania: Dlaczego ten sam co u człowieka proces występuje u co najmniej sześciu gatunków nietoperzy, ale nie u małp? I czym właściwie dokładnie jest krew menstruacyjna? „Zdecydowanie różni się ona od zwykłej krwi – zauważa Brown. – Wiemy, że nie ulega krzepnięciu i zawiera mnóstwo składników immunologicznych, ale niewiele wiemy na temat ich funkcji”. Nie jest także jasne, dlaczego w tak dramatyczny sposób dochodzi do złuszczania tej biologicznej tkanki. Większość ssaków, u których występuje ruja, ponownie absorbuje wyściółkę endometrium po zakończeniu każdego cyklu. Jeszcze mniej wiadomo na temat tego, dlaczego tak wiele kobiet – według niektórych szacunków nawet do 80% – doświadcza bólu, wzdęć, zmęczenia, poirytowania i innych objawów bezpośrednio przed rozpoczęciem miesiączkowania. „Bardzo niewiele wiemy na temat menstruacji” – mówi Tomi-Ann Roberts, przewodnicząca Society for Menstrual Cycle Research i profesor psychologii w Colorado College. To zaś, co naukowcy wiedzą, często nie jest skutecznie przekazywane opinii publicznej. „Z tego względu nasz stosunek do menstruacji jest w przeważającej części negatywny. Ma to swoje realne konsekwencje w tym, jak możemy pojmować prawidłową menstruację, jak również związane z nią zaburzenia i dostępne możliwości terapeutyczne”.