ziemia
Autor: Amy Mathews Amos | dodano: 2019-05-27
Liczenie łososi

DNA w rybim śluzie pomaga w monitorowaniu wędrówek łososi pacyficznych.

Śluz wytwarzany przez skórę łososi z Alaski może się przydać do określania ich liczebności oraz do ochrony populacji – działań niezbędnych, jeśli dzikie osobniki mają wciąż trafiać na nasze stoły w nadchodzących latach. Naukowcy obliczyli ostatnio liczbę łososi migrujących przez jeden z wąskich jazów piętrzących wodę w rzece płynącej przez południowo-wschodnią Alaskę. W tym celu wykonali analizy DNA znajdującego się śluzie pozostawianym przez ryby zmierzające do swoich tarlisk.

Nowa metoda, bazująca na mierzeniu eDNA, czyli środowiskowego DNA (environmental DNA), jest rozwijana od wielu lat. Umożliwia ustalenie gatunku ryby oraz przybliżone określenie jej liczebności na podstawie ilości DNA w próbce wody. Jednakże utrzymanie populacji ryb na poziomie niezbędnym do prowadzenia komercyjnych połowów przynoszących dochód 500 mln dolarów rocznie wymaga znacznie dokładniejszych metod liczenia ryb powracających z oceanu na tarło. Łososie korzystają z tysięcy potoków na Alasce i obserwowanie wszystkich jest niemożliwe ze względu na znaczne koszty dotarcia do odległych miejsc, budowania jazów służących do liczenia ryb oraz identyfikowania konkretnych gatunków łososi pacyficznych przez biologów.

Autorzy nowych badań – Taal Levi z Oregon State University i jego współpracownicy – zbierali dzień po dniu próbki eDNA ze śluzu unoszącego się na jazie przegradzającym strumień Auke Creek, a to, co otrzymali, porównali z wynikami tradycyjnego (czyli prowadzonego przez obserwatorów) liczenia dwóch gatunków łososi pacyficznych – nerki i kiżucza. Badacze uwzględnili też w obliczeniach przepływ i prędkość wody. Jedno i drugie wpływa na ilość eDNA w strumieniu. Po uwzględnieniu tych czynników okazało się, że wynik oparty na analizie eDNA był zgodny z wynikiem otrzymanym poprzez liczenie łososi.

Wyniki badań ukazały się w grudniu zeszłego roku w czasopiśmie Molecular Ecology Resources. Levi podkreśla, że na razie był to tylko test weryfikujący metodę, ale ma nadzieję, że wkrótce będzie ona powszechnie stosowana do stałego monitoringu wędrówek łososi pacyficznych w strumieniach Alaski.  W kanadyjskiej części Arktyki badacze wykorzystują eDNA do śledzenia zasięgu łososi, które w efekcie zmian klimatycznych pojawiają się w nowych miejscach.

Wątpliwości, co do potencjału nowej metody, ma jednak Chris Habicht, genetyk ze stanowego Wydziału ds. Wędkarstwa i Myślistwa, który nie był uczestnikiem badań. Zwraca uwagę, że biolodzy musieliby w każdym miejscu, w którym pobierają próbki śluzu do analiz, wykonać też pomiary przepływu wody w strumieniach, co wiązałoby się ze sporymi kosztami w przypadku konieczności dotarcia do odległych strumieni. Współautor badań Scott Vulstek, ichtiolog z rządowej agencji National Marine Fisheries Service, przyznaje, że przed badaczami jest sporo wyzwań. Podkreśla jednak, że nie każdy strumień znajduje się aż tak daleko, a w miejscach, które są już monitorowane w tradycyjny sposób, eDNA może się przydać do weryfikowania wyników. „Poza tym metoda ta będzie w kolejnych latach ulepszana” – zauważa.

 

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
08/2019
09/2019 - specjalny
Kalendarium
Wrzesień
16
W 1497 r. Darłowo zostało zalane przez tsunami wywołane eksplozją metanu uwolnionego z dna morskiego.
Warto przeczytać
Podobnie jak setki tysięcy turystów przyjeżdżasz w 1938 roku do Niemiec. Na parkingu we Frankfurcie podchodzi do ciebie Żydówka i prosi, byś zabrał stąd jej nastoletnią córkę, bo tu nie przeżyje. Co robisz?

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Amy Mathews Amos | dodano: 2019-05-27
Liczenie łososi

DNA w rybim śluzie pomaga w monitorowaniu wędrówek łososi pacyficznych.

Śluz wytwarzany przez skórę łososi z Alaski może się przydać do określania ich liczebności oraz do ochrony populacji – działań niezbędnych, jeśli dzikie osobniki mają wciąż trafiać na nasze stoły w nadchodzących latach. Naukowcy obliczyli ostatnio liczbę łososi migrujących przez jeden z wąskich jazów piętrzących wodę w rzece płynącej przez południowo-wschodnią Alaskę. W tym celu wykonali analizy DNA znajdującego się śluzie pozostawianym przez ryby zmierzające do swoich tarlisk.

Nowa metoda, bazująca na mierzeniu eDNA, czyli środowiskowego DNA (environmental DNA), jest rozwijana od wielu lat. Umożliwia ustalenie gatunku ryby oraz przybliżone określenie jej liczebności na podstawie ilości DNA w próbce wody. Jednakże utrzymanie populacji ryb na poziomie niezbędnym do prowadzenia komercyjnych połowów przynoszących dochód 500 mln dolarów rocznie wymaga znacznie dokładniejszych metod liczenia ryb powracających z oceanu na tarło. Łososie korzystają z tysięcy potoków na Alasce i obserwowanie wszystkich jest niemożliwe ze względu na znaczne koszty dotarcia do odległych miejsc, budowania jazów służących do liczenia ryb oraz identyfikowania konkretnych gatunków łososi pacyficznych przez biologów.

Autorzy nowych badań – Taal Levi z Oregon State University i jego współpracownicy – zbierali dzień po dniu próbki eDNA ze śluzu unoszącego się na jazie przegradzającym strumień Auke Creek, a to, co otrzymali, porównali z wynikami tradycyjnego (czyli prowadzonego przez obserwatorów) liczenia dwóch gatunków łososi pacyficznych – nerki i kiżucza. Badacze uwzględnili też w obliczeniach przepływ i prędkość wody. Jedno i drugie wpływa na ilość eDNA w strumieniu. Po uwzględnieniu tych czynników okazało się, że wynik oparty na analizie eDNA był zgodny z wynikiem otrzymanym poprzez liczenie łososi.

Wyniki badań ukazały się w grudniu zeszłego roku w czasopiśmie Molecular Ecology Resources. Levi podkreśla, że na razie był to tylko test weryfikujący metodę, ale ma nadzieję, że wkrótce będzie ona powszechnie stosowana do stałego monitoringu wędrówek łososi pacyficznych w strumieniach Alaski.  W kanadyjskiej części Arktyki badacze wykorzystują eDNA do śledzenia zasięgu łososi, które w efekcie zmian klimatycznych pojawiają się w nowych miejscach.

Wątpliwości, co do potencjału nowej metody, ma jednak Chris Habicht, genetyk ze stanowego Wydziału ds. Wędkarstwa i Myślistwa, który nie był uczestnikiem badań. Zwraca uwagę, że biolodzy musieliby w każdym miejscu, w którym pobierają próbki śluzu do analiz, wykonać też pomiary przepływu wody w strumieniach, co wiązałoby się ze sporymi kosztami w przypadku konieczności dotarcia do odległych strumieni. Współautor badań Scott Vulstek, ichtiolog z rządowej agencji National Marine Fisheries Service, przyznaje, że przed badaczami jest sporo wyzwań. Podkreśla jednak, że nie każdy strumień znajduje się aż tak daleko, a w miejscach, które są już monitorowane w tradycyjny sposób, eDNA może się przydać do weryfikowania wyników. „Poza tym metoda ta będzie w kolejnych latach ulepszana” – zauważa.