ziemia
Autor: Katherine Kornei | dodano: 2019-04-24
Wulkany śledzone z kosmosu

Sonda kosmiczna monitoruje oznaki erupcji z częstotliwością do 1–2 godzin.

Naukowcy wyostrzają kamery, aby mieć lepszy podgląd na ziemskie wulkany obserwowane z pewnej odległości – dokładnie z dystansu około 1,6 mln km. Tyle mniej więcej dzieli Ziemię od sondy Deep Space Climate Observatory (DSCOVR), której zbudowanie zaproponował kiedyś wiceprezydent Al Gore. Dzięki instrumentowi pomiarowemu znajdującemu się na DSCOVR naukowcy mogą obserwować emisje gazów ulatujących z wulkanów i co jedną, dwie godziny otrzymywać obrazy pokazujące erupcję.

Monitorowanie takich wybuchów, podczas których do atmosfery ulatuje pył mogący uszkadzać silniki samolotów, pozwala na szybkie wskazanie potencjalnie niebezpiecznych sektorów przestrzeni powietrznej. Wiele spośród około 1500 aktywnych wulkanów ziemskich znajduje się w odległych rejonach globu, co oznacza, że trudno jest monitorować trwające już erupcje oraz identyfikować nowe – mówi Simon Carn, wulkanolog z Michigan Technological University. „Wulkany w USA znajdują się pod stałym nadzorem, ale nie wszędzie tak jest. Dlatego monitoring satelitarny jest nam pilnie potrzebny” – mówi Carn.

Carn i jego współpracownicy sięgnęli po obrazy przesyłane na Ziemię przez znajdujący się na DSCOVR instrument o nazwie Earth Polychromatic Imaging Camera (EPIC). Na początek postanowili monitorować aktywność 16 wulkanów. Zbierali dane z pomiarów w ultrafiolecie dwutlenku siarki (SO2) – gazu często emitowanego przez wulkany. Dwutlenek siarki jest łatwy do zmierzenia z dużej odległości, ponieważ w ziemskiej atmosferze występuje względnie rzadko – tłumaczy Carn. Sonda przekazywała badaczom obrazy Ziemi z częstotliwością od 68 do 110 minut, znacznie większą niż w przypadku innych kamer pracujących w ultrafiolecie, umiejscowionych na sondach kosmicznych. „Erupcje mogą zachodzić błyskawicznie, zatem im większa częstotliwość obserwacji, tym lepsze możliwości śledzenia wulkanów” – mówi Carn.

EPIC przesłał swoje pierwsze obrazy emisji SO2 kilka godzin po rozpoczęciu kilku erupcji; dostarczył szczegółów, których inne sondy nie zauważyły – poinformowali naukowcy w artykule opublikowanym w październiku 2018 roku w Geophysical Research Letters. Instrument pokazał na przykład, że erupcja wulkanu Tinakula na Wyspach Solomona, która nastąpiła 22 października 2017 roku, składała się w rzeczywistości z dwóch eksplozji zidentyfikowanych na podstawie pomiarów dwutlenku siarki.

„To znaczący postęp w monitorowaniu chmur gazów wulkanicznych” – komentuje Andrew Hooper, wulkanolog z University of Leeds w Wielkiej Brytanii, który nie był zaangażowany w projekt. Podkreśla, że takie obserwacje „mogą zacząco pomóc w łagodzeniu skutków erupcji wulkanicznych”. W tej chwili DSCOVR przesyła dane na Ziemię tylko wtedy, gdy znajduje się w zasięgu dwóch odbiorników znajdujących się na Alasce i w stanie Wirginia. Gdyby jednak takie anteny odbiorcze zostały ustawione wokół całego globu, wtedy naukowcy mogliby zbierać i analizować dane niemal na bieżąco. „Teraz mamy opóźnienie od jednego do dwóch dni” – informuje Carn.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 05/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
05/2019
10/2018 - specjalny
Kalendarium
Maj
24
W 1981 r. została odkryta Larissa, jeden z księżyców Neptuna
Warto przeczytać
Adam Piore, autor „Magii bioinżynierii” proponuje nam fascynującą podróż do świata bioinżynierii przeżywającej obecnie cichą rewolucję. Najwięksi inżynierowie naszego pokolenia zaglądają w głąb ludzkiego ciała i dokonują przełomu, który odmieni oblicze ludzkości.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Katherine Kornei | dodano: 2019-04-24
Wulkany śledzone z kosmosu

Sonda kosmiczna monitoruje oznaki erupcji z częstotliwością do 1–2 godzin.

Naukowcy wyostrzają kamery, aby mieć lepszy podgląd na ziemskie wulkany obserwowane z pewnej odległości – dokładnie z dystansu około 1,6 mln km. Tyle mniej więcej dzieli Ziemię od sondy Deep Space Climate Observatory (DSCOVR), której zbudowanie zaproponował kiedyś wiceprezydent Al Gore. Dzięki instrumentowi pomiarowemu znajdującemu się na DSCOVR naukowcy mogą obserwować emisje gazów ulatujących z wulkanów i co jedną, dwie godziny otrzymywać obrazy pokazujące erupcję.

Monitorowanie takich wybuchów, podczas których do atmosfery ulatuje pył mogący uszkadzać silniki samolotów, pozwala na szybkie wskazanie potencjalnie niebezpiecznych sektorów przestrzeni powietrznej. Wiele spośród około 1500 aktywnych wulkanów ziemskich znajduje się w odległych rejonach globu, co oznacza, że trudno jest monitorować trwające już erupcje oraz identyfikować nowe – mówi Simon Carn, wulkanolog z Michigan Technological University. „Wulkany w USA znajdują się pod stałym nadzorem, ale nie wszędzie tak jest. Dlatego monitoring satelitarny jest nam pilnie potrzebny” – mówi Carn.

Carn i jego współpracownicy sięgnęli po obrazy przesyłane na Ziemię przez znajdujący się na DSCOVR instrument o nazwie Earth Polychromatic Imaging Camera (EPIC). Na początek postanowili monitorować aktywność 16 wulkanów. Zbierali dane z pomiarów w ultrafiolecie dwutlenku siarki (SO2) – gazu często emitowanego przez wulkany. Dwutlenek siarki jest łatwy do zmierzenia z dużej odległości, ponieważ w ziemskiej atmosferze występuje względnie rzadko – tłumaczy Carn. Sonda przekazywała badaczom obrazy Ziemi z częstotliwością od 68 do 110 minut, znacznie większą niż w przypadku innych kamer pracujących w ultrafiolecie, umiejscowionych na sondach kosmicznych. „Erupcje mogą zachodzić błyskawicznie, zatem im większa częstotliwość obserwacji, tym lepsze możliwości śledzenia wulkanów” – mówi Carn.

EPIC przesłał swoje pierwsze obrazy emisji SO2 kilka godzin po rozpoczęciu kilku erupcji; dostarczył szczegółów, których inne sondy nie zauważyły – poinformowali naukowcy w artykule opublikowanym w październiku 2018 roku w Geophysical Research Letters. Instrument pokazał na przykład, że erupcja wulkanu Tinakula na Wyspach Solomona, która nastąpiła 22 października 2017 roku, składała się w rzeczywistości z dwóch eksplozji zidentyfikowanych na podstawie pomiarów dwutlenku siarki.

„To znaczący postęp w monitorowaniu chmur gazów wulkanicznych” – komentuje Andrew Hooper, wulkanolog z University of Leeds w Wielkiej Brytanii, który nie był zaangażowany w projekt. Podkreśla, że takie obserwacje „mogą zacząco pomóc w łagodzeniu skutków erupcji wulkanicznych”. W tej chwili DSCOVR przesyła dane na Ziemię tylko wtedy, gdy znajduje się w zasięgu dwóch odbiorników znajdujących się na Alasce i w stanie Wirginia. Gdyby jednak takie anteny odbiorcze zostały ustawione wokół całego globu, wtedy naukowcy mogliby zbierać i analizować dane niemal na bieżąco. „Teraz mamy opóźnienie od jednego do dwóch dni” – informuje Carn.