człowiek
Autor: Viviane Callier | dodano: 2019-02-22
Epidemia idei

Model rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych sprawdza się także w przypadku nauki.

Podobnie jak choroby zakaźne, również pomysły naukowe są zaraźliwe. Dlaczego jednak niektóre z nich rozprzestrzeniają się błyskawicznie, a inne, chociaż równie dobre, nie wykraczają poza środowiska lokalne? Jeszcze niedawno odpowiedź na to pytanie była zagadką. Problem zainteresował zespół informatyków, który wykorzystał model stosowany w epidemiologii, aby prześledzić przenoszenie idei naukowych między ośrodkami akademickimi. Jak wyjaśnia kierownik zespołu, Allison Morgan z University of Colorado w Boulder, symulacje wykazały, że pomysły powstające w instytucjach o dużym prestiżu są znacznie bardziej zaraźliwe niż ich równie dobre odpowiedniki rodzące się w mniej znanych ośrodkach.

„To oznacza, że miejsce pochodzenia idei decyduje o jej zasięgu, jeśli przyjmiemy, że ich jakość jest taka sama” – dodaje Aaron Clauset, współautor pracy, również z Boulder.

Simon DeDeo, profesor socjologii i nauk decyzyjnych w Carnegie Mellon University, który nie uczestniczył w badaniach, uważa, że jest to nie tylko nieuczciwe, ale i „obnaża olbrzymie słabości naszego sposobu uprawiania nauki”. Jest cała masa doskonale wykształconych specjalistów, którzy jednak nie trafiają do najbardziej renomowanych instytucji. „Mają oni mnóstwo bardzo dobrych pomysłów, które, jak widzimy, gdzieś giną – przyznaje DeDeo. – Nasza wiedza, nasz postęp naukowy ponoszą więc straty”.

Badacze z Colorado przeanalizowali dostępny zbiór danych o badaczach zatrudnianych na wydziałach informatycznych północnoamerykańskich uczelni oraz bazę danych zawierającą ich publikacje. Zaczęli od prześledzenia, jaką drogą przebyło pięć wielkich idei w informatyce. Odkryli, że nieco częściej niż w co trzecim przypadku proces był związany z zatrudnieniem nowego pracownika naukowego, przy czym w 81% przypadków przeniesienie następowało z uczelni o wyższym prestiżu do ocenianej niżej. Następnie zespół przeprowadził symulację rozpowszechniania idei za pomocą modelu chorób zakaźnych i stwierdził, że rozmiar „epidemii” idei (mierzony liczbą instytucji, które po jej narodzinach publikowały wyniki związanych z nią badań) zależał od pozycji ośrodka naukowego, który był źródłem danego pomysłu. Sformułowane przez zespół wnioski zostały opublikowane online w październiku ubiegłego roku w EPJ Data Science.

Jak wyjaśnia Clauset, „dość dużo dobrych pomysłów pojawia się na uniwersytetach, które są zaliczane do grupy średniaków”. DeDeo potwierdza ten wniosek i przyznaje, że wiele dobrego dzieje się w ośrodkach, które nie są zaliczane do najbardziej renomowanych. „Można się od nich wiele nauczyć i często są to rzeczy, których inni nie znają, ponieważ w ogóle nie zwracają na nie uwagi.”      

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 03/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
05/2019
10/2018 - specjalny
Kalendarium
Maj
24
W 1844 r. Samuel Morse przesłał z Waszyngtonu do Baltimore pierwszą w historii wiadomość własnej konstrukcji telegrafem elektrycznym.
Warto przeczytać
Poznaj sekrety płuc i dowiedz się, jak oddychać, żeby żyć dłużej. Czy wiejskie powietrze na pewno jest zdrowe? Jak kasłać, żeby żyć dłużej?

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Viviane Callier | dodano: 2019-02-22
Epidemia idei

Model rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych sprawdza się także w przypadku nauki.

Podobnie jak choroby zakaźne, również pomysły naukowe są zaraźliwe. Dlaczego jednak niektóre z nich rozprzestrzeniają się błyskawicznie, a inne, chociaż równie dobre, nie wykraczają poza środowiska lokalne? Jeszcze niedawno odpowiedź na to pytanie była zagadką. Problem zainteresował zespół informatyków, który wykorzystał model stosowany w epidemiologii, aby prześledzić przenoszenie idei naukowych między ośrodkami akademickimi. Jak wyjaśnia kierownik zespołu, Allison Morgan z University of Colorado w Boulder, symulacje wykazały, że pomysły powstające w instytucjach o dużym prestiżu są znacznie bardziej zaraźliwe niż ich równie dobre odpowiedniki rodzące się w mniej znanych ośrodkach.

„To oznacza, że miejsce pochodzenia idei decyduje o jej zasięgu, jeśli przyjmiemy, że ich jakość jest taka sama” – dodaje Aaron Clauset, współautor pracy, również z Boulder.

Simon DeDeo, profesor socjologii i nauk decyzyjnych w Carnegie Mellon University, który nie uczestniczył w badaniach, uważa, że jest to nie tylko nieuczciwe, ale i „obnaża olbrzymie słabości naszego sposobu uprawiania nauki”. Jest cała masa doskonale wykształconych specjalistów, którzy jednak nie trafiają do najbardziej renomowanych instytucji. „Mają oni mnóstwo bardzo dobrych pomysłów, które, jak widzimy, gdzieś giną – przyznaje DeDeo. – Nasza wiedza, nasz postęp naukowy ponoszą więc straty”.

Badacze z Colorado przeanalizowali dostępny zbiór danych o badaczach zatrudnianych na wydziałach informatycznych północnoamerykańskich uczelni oraz bazę danych zawierającą ich publikacje. Zaczęli od prześledzenia, jaką drogą przebyło pięć wielkich idei w informatyce. Odkryli, że nieco częściej niż w co trzecim przypadku proces był związany z zatrudnieniem nowego pracownika naukowego, przy czym w 81% przypadków przeniesienie następowało z uczelni o wyższym prestiżu do ocenianej niżej. Następnie zespół przeprowadził symulację rozpowszechniania idei za pomocą modelu chorób zakaźnych i stwierdził, że rozmiar „epidemii” idei (mierzony liczbą instytucji, które po jej narodzinach publikowały wyniki związanych z nią badań) zależał od pozycji ośrodka naukowego, który był źródłem danego pomysłu. Sformułowane przez zespół wnioski zostały opublikowane online w październiku ubiegłego roku w EPJ Data Science.

Jak wyjaśnia Clauset, „dość dużo dobrych pomysłów pojawia się na uniwersytetach, które są zaliczane do grupy średniaków”. DeDeo potwierdza ten wniosek i przyznaje, że wiele dobrego dzieje się w ośrodkach, które nie są zaliczane do najbardziej renomowanych. „Można się od nich wiele nauczyć i często są to rzeczy, których inni nie znają, ponieważ w ogóle nie zwracają na nie uwagi.”