ziemia
Autor: Erik Vance | dodano: 2018-11-22
Trzęsienia ziemi na niebie

Zgodnie z nową, kontrowersyjną teorią najlepsze ostrzeżenia o wielkiej katastrofie mogą pojawiać się 300 km nad Ziemią.

W piątkowe popołudnie 11 marca 2011 roku, kiedy zaczęła trząść się ziemia, Kosuke Heki przebywał w swojej pracowni na Uniwersytecie Hokkaido w północnej Japonii. Wstrząsy były dalekie, a każdy z nich trwał kilka sekund. Zainteresowały one Hekiego, geofizyka, który bada dziwne rozkłady elektronów powstające na niebie po trzęsieniach – zjawisko bardzo tajemnicze – ale zbytnio nie zaniepokoiły. Wyglądało to na duże, ale odległe trzęsienie ziemi. Kiedy drżenie ciągle trwało, pomyślał, że być może dane zebrane podczas tego wydarzenia pomogłyby mu w badaniach.

Potem ktoś włączył wiadomości i Heki zobaczył horror – największe wstrząsy we współczesnej historii Japonii, niszczycielskie trzęsienie ziemi o magnitudzie 9,0 w rejonie Tōhoku, które kosztowało kraj setki miliardów dolarów i odebrało życie ponad 15 000 Japończyków. Tsunami po trzęsieniu uszkodziło elektrownię jądrową Fukushima Daiichi i doprowadziło do najgorszej katastrofy nuklearnej w ostatnim ćwierćwieczu.

Podczas gdy personel ratunkowy w innej części kraju zajmował się ewakuacją ludzi i ratowaniem ich życia, Heki, zmagający się z zawodnym telefonem i Internetem, mógł tylko czekać. W niedzielę Internet ponownie zaczął działać, Heki ściągnął więc szybko dane satelitarnych obserwacji powietrza nad Tōhoku, małym miasteczkiem na północnym krańcu największej wyspy Japonii, i zaczął je pośpiesznie analizować. Zgodnie z przewidywaniami, elektrony w jonosferze wykazywały zakłócenia przez 10 minut po trzęsieniu. Nie mógł jednak dopasować swojego modelu do danych, jeżeli uwzględniał tylko minuty po trzęsieniu. Próbował więc rozszerzyć ramy czasowe, sięgając nawet godzinę wstecz. Dostrzegł wtedy coś, co zaparło mu oddech.

Czterdzieści minut przed początkiem trzęsienia ziemi nastąpił niewielki wzrost gęstości elektronów ponad epicentrum wstrząsu. Może to była anomalia, jednorazowy przypadek albo awaria instrumentu. A może jednak coś więcej. Naukowcy nie odkryli jeszcze wiarygodnego prekursora trzęsień ziemi – oznaki, która mogłaby ostrzegać ludzi o nadchodzącej wielkiej katastrofie. Jeśli zmiany gęstości elektronów byłyby takim ostrzeżeniem, mogłoby to uratować corocznie tysiące istnień ludzkich.

Heki, którego koledzy opisują jako skromnego, cichego i ostrożnego człowieka, sceptycznie potraktował swoje własne dane, dlatego wyszukał informacje o dwóch innych trzęsieniach ziemi. Również i w ich przypadku zauważył zmianę gęstości elektronów, postanowił więc badać dalej. Do tej pory znalazł sygnał elektronowy, który nastąpił przed 18 wielkimi trzęsieniami. W ciągu ostatnich siedmiu lat coraz bardziej upewniał się, że efekt jest prawdziwy. Obecnie inni eksperci zaczynają uważnie przyglądać się temu pomysłowi. „Wiele lat temu ludzie nie spodziewali się, że można będzie przewidywać pogodę, a przecież teraz to robimy – mówi Yuhe Song, ekspert w dziedzinie teledetekcji w należącej do NASA Jet Propulsion Laboratory. – Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wypatrzymy jakiś efekt, zanim odczujemy go na ziemi. Coś w tym może być [...] Uważam, że dalsza dyskusja jest uzasadniona.”

Nie wszyscy się z tym zgadzają. Wielu naukowców postrzega pracę Hekiego jako najnowszą z długiej listy fałszywych przepowiedni. „To tak, jak ze zwykłym przeziębieniem: zawsze można je złapać – mówi, emerytowany profesor Uniwersytetu w Tokio sejsmolog Robert J. Geller, który przez lata rozważał różne sposoby przewidywania trzęsień ziemi. – Jeśli je zignorujesz, minie”.

Wydaje się jednak, że pomysł Hekiego może chwycić i zyskać na popularności. Sygnał elektronowy pojawiał się podczas trzęsień średniej wielkości, a także podczas najsilniejszych. Inni naukowcy stworzyli teorię, która łączy skutki na ziemi z aktywnością na niebie. Heki opublikował swoje odkrycia w renomowanych czasopismach, takich jak Geophysical Research Letters, i został zaproszony do wygłoszenia wykładu na temat wyników na dorocznym spotkaniu American Geophysical Union. Wiosną ubiegłego roku na Uniwersytecie Chiba w Japonii odbyła się konferencja w całości poświęcona prognozowaniu trzęsień ziemi, na której omawiano jego ideę. Jeśli Heki ma rację, wynikające z jego koncepcji implikacje będą mieć ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa publicznego, istnieją jednak spore trudności dotyczące sposobu wykorzystania takiego prekursora. Jak dokładny musi być system ostrzegawczy, aby na jego podstawie można było wszczynać alarm, i jaka powinna być na niego reakcja?

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2018 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2018
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Grudzień
11
W 1843 r. urodził się Robert Koch, niemiecki lekarz, bakteriolog, laureat Nagrody Nobla, odkrywca bakterii gruźlicy (zm. 1910).
Warto przeczytać

Skąd się wzięliśmy? Jak to się wszystko zaczęło? To najbardziej fundamentalne pytania we wszechświecie.


Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Erik Vance | dodano: 2018-11-22
Trzęsienia ziemi na niebie

Zgodnie z nową, kontrowersyjną teorią najlepsze ostrzeżenia o wielkiej katastrofie mogą pojawiać się 300 km nad Ziemią.

W piątkowe popołudnie 11 marca 2011 roku, kiedy zaczęła trząść się ziemia, Kosuke Heki przebywał w swojej pracowni na Uniwersytecie Hokkaido w północnej Japonii. Wstrząsy były dalekie, a każdy z nich trwał kilka sekund. Zainteresowały one Hekiego, geofizyka, który bada dziwne rozkłady elektronów powstające na niebie po trzęsieniach – zjawisko bardzo tajemnicze – ale zbytnio nie zaniepokoiły. Wyglądało to na duże, ale odległe trzęsienie ziemi. Kiedy drżenie ciągle trwało, pomyślał, że być może dane zebrane podczas tego wydarzenia pomogłyby mu w badaniach.

Potem ktoś włączył wiadomości i Heki zobaczył horror – największe wstrząsy we współczesnej historii Japonii, niszczycielskie trzęsienie ziemi o magnitudzie 9,0 w rejonie Tōhoku, które kosztowało kraj setki miliardów dolarów i odebrało życie ponad 15 000 Japończyków. Tsunami po trzęsieniu uszkodziło elektrownię jądrową Fukushima Daiichi i doprowadziło do najgorszej katastrofy nuklearnej w ostatnim ćwierćwieczu.

Podczas gdy personel ratunkowy w innej części kraju zajmował się ewakuacją ludzi i ratowaniem ich życia, Heki, zmagający się z zawodnym telefonem i Internetem, mógł tylko czekać. W niedzielę Internet ponownie zaczął działać, Heki ściągnął więc szybko dane satelitarnych obserwacji powietrza nad Tōhoku, małym miasteczkiem na północnym krańcu największej wyspy Japonii, i zaczął je pośpiesznie analizować. Zgodnie z przewidywaniami, elektrony w jonosferze wykazywały zakłócenia przez 10 minut po trzęsieniu. Nie mógł jednak dopasować swojego modelu do danych, jeżeli uwzględniał tylko minuty po trzęsieniu. Próbował więc rozszerzyć ramy czasowe, sięgając nawet godzinę wstecz. Dostrzegł wtedy coś, co zaparło mu oddech.

Czterdzieści minut przed początkiem trzęsienia ziemi nastąpił niewielki wzrost gęstości elektronów ponad epicentrum wstrząsu. Może to była anomalia, jednorazowy przypadek albo awaria instrumentu. A może jednak coś więcej. Naukowcy nie odkryli jeszcze wiarygodnego prekursora trzęsień ziemi – oznaki, która mogłaby ostrzegać ludzi o nadchodzącej wielkiej katastrofie. Jeśli zmiany gęstości elektronów byłyby takim ostrzeżeniem, mogłoby to uratować corocznie tysiące istnień ludzkich.

Heki, którego koledzy opisują jako skromnego, cichego i ostrożnego człowieka, sceptycznie potraktował swoje własne dane, dlatego wyszukał informacje o dwóch innych trzęsieniach ziemi. Również i w ich przypadku zauważył zmianę gęstości elektronów, postanowił więc badać dalej. Do tej pory znalazł sygnał elektronowy, który nastąpił przed 18 wielkimi trzęsieniami. W ciągu ostatnich siedmiu lat coraz bardziej upewniał się, że efekt jest prawdziwy. Obecnie inni eksperci zaczynają uważnie przyglądać się temu pomysłowi. „Wiele lat temu ludzie nie spodziewali się, że można będzie przewidywać pogodę, a przecież teraz to robimy – mówi Yuhe Song, ekspert w dziedzinie teledetekcji w należącej do NASA Jet Propulsion Laboratory. – Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wypatrzymy jakiś efekt, zanim odczujemy go na ziemi. Coś w tym może być [...] Uważam, że dalsza dyskusja jest uzasadniona.”

Nie wszyscy się z tym zgadzają. Wielu naukowców postrzega pracę Hekiego jako najnowszą z długiej listy fałszywych przepowiedni. „To tak, jak ze zwykłym przeziębieniem: zawsze można je złapać – mówi, emerytowany profesor Uniwersytetu w Tokio sejsmolog Robert J. Geller, który przez lata rozważał różne sposoby przewidywania trzęsień ziemi. – Jeśli je zignorujesz, minie”.

Wydaje się jednak, że pomysł Hekiego może chwycić i zyskać na popularności. Sygnał elektronowy pojawiał się podczas trzęsień średniej wielkości, a także podczas najsilniejszych. Inni naukowcy stworzyli teorię, która łączy skutki na ziemi z aktywnością na niebie. Heki opublikował swoje odkrycia w renomowanych czasopismach, takich jak Geophysical Research Letters, i został zaproszony do wygłoszenia wykładu na temat wyników na dorocznym spotkaniu American Geophysical Union. Wiosną ubiegłego roku na Uniwersytecie Chiba w Japonii odbyła się konferencja w całości poświęcona prognozowaniu trzęsień ziemi, na której omawiano jego ideę. Jeśli Heki ma rację, wynikające z jego koncepcji implikacje będą mieć ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa publicznego, istnieją jednak spore trudności dotyczące sposobu wykorzystania takiego prekursora. Jak dokładny musi być system ostrzegawczy, aby na jego podstawie można było wszczynać alarm, i jaka powinna być na niego reakcja?