ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-02-19
Atlantyk już się nie ochłodzi?

Temperatury oceanu w pobliżu Europy powinny wkrótce zacząć spadać posłuszne naturalnemu rytmowi. Ale wiele wskazuje na to, że tym razem tak nie będzie.

Od początku zeszłego stulecia temperatura wody powierzchniowej w północnej części Atlantyku podniosła się o 1,2–1,4°C. Ocieplenie nie przebiegało jednostajnie. Oceaniczny grzejnik był na zmianę to rozkręcany, to przykręcany. Ten naturalny rytm naukowcy nazywają Atlantycką Oscylacją Wielodekadową, w skrócie AMO (Atlantic Mulitidecadal Oscillation). Trwa ona średnio 50–70 lat i – jak przypuszcza wielu badaczy – może mieć pewien wpływ na pogodę na lądach leżących po obu stronach tej części oceanu, czyli m.in. w Europie.

Sprawdzić tę tezę postanowili brytyjscy klimatolodzy Rowan Sutton i Buwen Dong z University of Reading. Sięgnęli po dane meteorologiczne i oceanograficzne z całego XX wieku. Wyniki swoich analiz opublikowali niedawno w Nature Geoscience. Co ważne, nie tylko prześwietlili oni przeszłość, ale też odnieśli się do teraźniejszości. Główna teza ich artykułu brzmi: na naturalne cykliczne wahania temperatury wody atlantyckiej od pewnego czasu zaczynają się nakładać konsekwencje globalnego ocieplenia.

Sutton i Dong ustalili, że północnoatlantycki kaloryfer zaczął się nagrzewać w latach 20. XX wieku i schłodził się w latach 60. Kolejna ciepła faza AMO rozpoczęła się w połowie lat 90. i trwa do dziś. Zdaniem brytyjskich badaczy Europa rzeczywiście reagowała na tę oceaniczną oscylację, choć w specyficzny sposób – zimą wpływ AMO na europejską pogodę był znikomy, natomiast widać go bardzo dobrze od maja do września. W tych miesiącach częściej leje i wieje, gdy temperatury oceanu są wyższe.

„Łatwo to wyjaśnić. W ciepłej fazie AMO ocean intensywniej paruje i silniej napędza niże atmosferyczne, które niosą nad Europę bardzo wilgotne powietrze morskie” – mówi Sutton. Taka właśnie pogoda dominuje obecnie w północno-zachodniej części kontynentu. Podobnie było w latach 30., 40. i 50. XX wieku” – podkreśla naukowiec. Co ciekawe, z ustaleń badaczy wynika, że taki bardziej rozgrzany Atlantyk dzieli Europę na dwie części. Gdy na północy latem jest mokro i wietrznie, w krajach strefy śródziemnomorskiej panują tropikalne upały. Kontrast ten zostaje złagodzony, gdy ocean się ochładza.

Trwająca obecnie ciepła faza atlantyckiego rytmu powinna osłabnąć w ciągu około dekady. Nieco chłodniejszy Atlantyk po 2025 roku podziałałby kojąco na pogodę w Europie. Latem przyniósłby więcej słońca mieszkańcom północnej części kontynentu i więcej deszczu mieszkańcom południa. Kłopot w tym, że możemy nie doczekać się odmiany. „Naturalne ochłodzenie może już nigdy nie nadejść” – ostrzegają autorzy publikacji.

Przyczyną są globalne przetasowania klimatyczne. „Wyniki symulacji komputerowych sugerują, że jeśli ziemski klimat nadal będzie się ocieplał, wtedy północny Atlantyk, zamiast się ochłodzić, jeszcze się rozgrzeje” – mówi Sutton. Co to oznacza dla pogody w Europie? Na północy kontynentu może wzrosnąć częstotliwość takich zjawisk, jak nawałnice i wichury, wylewy rzek i powodzie sztormowe. Natomiast znaczna część strefy śródziemnomorskiej, szczególnie ta bliżej Atlantyku, zacznie się zmagać z bardzo wysokimi temperaturami.

Nie jest natomiast jasne, jaka przyszłość czeka sam rytm AMO. Modele opisujące interakcje i wędrówki ciepła pomiędzy atmosferą i oceanem nie są jeszcze dostatecznie wiarygodne. Część badaczy sądzi, że AMO po prostu zaniknie lub też stanie się tak słabe, że przestanie odgrywać większą rolę. Inni naukowcy przypuszczają jednak, że odwieczny rytm Atlantyku przetrwa zakręt klimatyczny, tyle że w cieplejszym oceanie temperatury będą oscylowały wokół wyższych wartości. „Według jednego ze scenariuszy północny Atlantyk w tym stuleciu ogrzeje się o około 2°C, a te temperatury wody, które w XX wieku notowano w maksimum AMO, pod koniec XXI wieku będą występowały w minimum cyklu” – prognozuje Sutton.

My natomiast wspomnijmy jeszcze o europejskich zimach, na które AMO może i nie ma wpływu, ale sam ocean – już tak, i to bardzo wielki. Dostarcza ciepła, które zimą podgrzewa Europę Zachodnią do temperatur niespotykanych w żadnym innym miejscu na globie na tej szerokości geograficznej. Jeszcze 10 lat temu wszystkie raporty mówiły, że zimy w Europie północnej będą coraz łagodniejsze, a w Europie południowej – coraz suchsze. Tyle że od paru lat jest dokładnie odwrotnie.

Według jednej z hipotez ta wolta jest zasługą topniejącej Arktyki, która zmienia trasy wiatrów wiejących nad Atlantykiem. Mechanizm ten opisali niedawno Jennifer Francis z Rutgers University i James Overland z Pacific Marine Environmental Laboratory w Seattle w Geophysical Research Letters. Twierdzą, że Arktyka, w ciągu lata rozgrzana słońcem i ciepłymi wiatrami z południa, późną jesienią i zimą próbuje wędrować na południe, spychając w tę stronę deszczowe niże. Północ Europy zostaje wtedy sparaliżowana przez śnieg i mróz, a południe kontynentu nawiedzają ulewy.

Topniejąca Arktyka może w jeszcze jeden sposób zmienić zimową pogodę w Europie – osłabiając Golfsztrom. Ten wariant analizują autorzy artykułu „Golfsztrom do rewizji” (s. 48) publikowanego w tym numerze Świata Nauki

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 03/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
20
W 1985 r. Microsoft zaprezentował system operacyjny Windows 1.0.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-02-19
Atlantyk już się nie ochłodzi?

Temperatury oceanu w pobliżu Europy powinny wkrótce zacząć spadać posłuszne naturalnemu rytmowi. Ale wiele wskazuje na to, że tym razem tak nie będzie.

Od początku zeszłego stulecia temperatura wody powierzchniowej w północnej części Atlantyku podniosła się o 1,2–1,4°C. Ocieplenie nie przebiegało jednostajnie. Oceaniczny grzejnik był na zmianę to rozkręcany, to przykręcany. Ten naturalny rytm naukowcy nazywają Atlantycką Oscylacją Wielodekadową, w skrócie AMO (Atlantic Mulitidecadal Oscillation). Trwa ona średnio 50–70 lat i – jak przypuszcza wielu badaczy – może mieć pewien wpływ na pogodę na lądach leżących po obu stronach tej części oceanu, czyli m.in. w Europie.

Sprawdzić tę tezę postanowili brytyjscy klimatolodzy Rowan Sutton i Buwen Dong z University of Reading. Sięgnęli po dane meteorologiczne i oceanograficzne z całego XX wieku. Wyniki swoich analiz opublikowali niedawno w Nature Geoscience. Co ważne, nie tylko prześwietlili oni przeszłość, ale też odnieśli się do teraźniejszości. Główna teza ich artykułu brzmi: na naturalne cykliczne wahania temperatury wody atlantyckiej od pewnego czasu zaczynają się nakładać konsekwencje globalnego ocieplenia.

Sutton i Dong ustalili, że północnoatlantycki kaloryfer zaczął się nagrzewać w latach 20. XX wieku i schłodził się w latach 60. Kolejna ciepła faza AMO rozpoczęła się w połowie lat 90. i trwa do dziś. Zdaniem brytyjskich badaczy Europa rzeczywiście reagowała na tę oceaniczną oscylację, choć w specyficzny sposób – zimą wpływ AMO na europejską pogodę był znikomy, natomiast widać go bardzo dobrze od maja do września. W tych miesiącach częściej leje i wieje, gdy temperatury oceanu są wyższe.

„Łatwo to wyjaśnić. W ciepłej fazie AMO ocean intensywniej paruje i silniej napędza niże atmosferyczne, które niosą nad Europę bardzo wilgotne powietrze morskie” – mówi Sutton. Taka właśnie pogoda dominuje obecnie w północno-zachodniej części kontynentu. Podobnie było w latach 30., 40. i 50. XX wieku” – podkreśla naukowiec. Co ciekawe, z ustaleń badaczy wynika, że taki bardziej rozgrzany Atlantyk dzieli Europę na dwie części. Gdy na północy latem jest mokro i wietrznie, w krajach strefy śródziemnomorskiej panują tropikalne upały. Kontrast ten zostaje złagodzony, gdy ocean się ochładza.

Trwająca obecnie ciepła faza atlantyckiego rytmu powinna osłabnąć w ciągu około dekady. Nieco chłodniejszy Atlantyk po 2025 roku podziałałby kojąco na pogodę w Europie. Latem przyniósłby więcej słońca mieszkańcom północnej części kontynentu i więcej deszczu mieszkańcom południa. Kłopot w tym, że możemy nie doczekać się odmiany. „Naturalne ochłodzenie może już nigdy nie nadejść” – ostrzegają autorzy publikacji.

Przyczyną są globalne przetasowania klimatyczne. „Wyniki symulacji komputerowych sugerują, że jeśli ziemski klimat nadal będzie się ocieplał, wtedy północny Atlantyk, zamiast się ochłodzić, jeszcze się rozgrzeje” – mówi Sutton. Co to oznacza dla pogody w Europie? Na północy kontynentu może wzrosnąć częstotliwość takich zjawisk, jak nawałnice i wichury, wylewy rzek i powodzie sztormowe. Natomiast znaczna część strefy śródziemnomorskiej, szczególnie ta bliżej Atlantyku, zacznie się zmagać z bardzo wysokimi temperaturami.

Nie jest natomiast jasne, jaka przyszłość czeka sam rytm AMO. Modele opisujące interakcje i wędrówki ciepła pomiędzy atmosferą i oceanem nie są jeszcze dostatecznie wiarygodne. Część badaczy sądzi, że AMO po prostu zaniknie lub też stanie się tak słabe, że przestanie odgrywać większą rolę. Inni naukowcy przypuszczają jednak, że odwieczny rytm Atlantyku przetrwa zakręt klimatyczny, tyle że w cieplejszym oceanie temperatury będą oscylowały wokół wyższych wartości. „Według jednego ze scenariuszy północny Atlantyk w tym stuleciu ogrzeje się o około 2°C, a te temperatury wody, które w XX wieku notowano w maksimum AMO, pod koniec XXI wieku będą występowały w minimum cyklu” – prognozuje Sutton.

My natomiast wspomnijmy jeszcze o europejskich zimach, na które AMO może i nie ma wpływu, ale sam ocean – już tak, i to bardzo wielki. Dostarcza ciepła, które zimą podgrzewa Europę Zachodnią do temperatur niespotykanych w żadnym innym miejscu na globie na tej szerokości geograficznej. Jeszcze 10 lat temu wszystkie raporty mówiły, że zimy w Europie północnej będą coraz łagodniejsze, a w Europie południowej – coraz suchsze. Tyle że od paru lat jest dokładnie odwrotnie.

Według jednej z hipotez ta wolta jest zasługą topniejącej Arktyki, która zmienia trasy wiatrów wiejących nad Atlantykiem. Mechanizm ten opisali niedawno Jennifer Francis z Rutgers University i James Overland z Pacific Marine Environmental Laboratory w Seattle w Geophysical Research Letters. Twierdzą, że Arktyka, w ciągu lata rozgrzana słońcem i ciepłymi wiatrami z południa, późną jesienią i zimą próbuje wędrować na południe, spychając w tę stronę deszczowe niże. Północ Europy zostaje wtedy sparaliżowana przez śnieg i mróz, a południe kontynentu nawiedzają ulewy.

Topniejąca Arktyka może w jeszcze jeden sposób zmienić zimową pogodę w Europie – osłabiając Golfsztrom. Ten wariant analizują autorzy artykułu „Golfsztrom do rewizji” (s. 48) publikowanego w tym numerze Świata Nauki