książki
Autor: Mateusz Gola | dodano: 2012-10-19
Niewymazywalne autografy

Rozstrojone umysły
Historie chorych i dzieje chorób
Douwe Draaisma
Przełożyła Ewa Jusewicz-Kalter
Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 2010

Wyobraźmy sobie ciepłe, lipcowe popołudnie 1810 roku, kiedy Gideon Mantell stanął przed niewielkim domem w londyńskim Haxton. Dzielnica ta bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich lat. Powstawały tu coraz to nowe fabryki, do których masowo ściągali poszukujący pracy ludzie z całej Anglii. Co zamożniejsi mieszkańcy już dawno wyprowadzili się do spokojniejszych zakątków Londynu. Student porównał adres z zapisanym na kartce i nieśmiało zapukał do drzwi.

Te po chwili otworzył mu niewysoki, około 45-letni mężczyzna. – Witam, panie Mantell – powiedział, uśmiechając się – cieszę się z pana odwiedzin, zapraszam do środka. Kilkanaście minut później gospodarz pokazywał już gościowi swoją liczącą ponad 700 okazów kolekcję – prawdopodobnie największą na świecie. – Widzi pan, panie Mantell, ta skamieniałość morska pochodzi z gór – prawdopodobnie zaniosły ją tam wody potopu. A tę znalazłem nieopodal mojej apteki – James Parkinson żywo komentował kolejne eksponaty. Myślę, panie Mantell, że biblijne dni stworzenia są raczej odzwierciedleniem epok o bliżej nieokreślonej rozpiętości. Powoli kończę o tym pisać. Mam już nawet tytuł dla książki: „Organic remains of a former world”. Jak się panu podoba? W kwietniu trafiła do moich rąk niepozornie wyglądająca książka z serii Biblioteka Myśli Współczesnej Państwowego Instytutu Wydawniczego.

Znajomy symbol plus minus nieskończoności jak zwykle nie pozwalał się domyślić, co może być w środku, ale tytuł zdradzał już nieco więcej. Gdy zacząłem czytać, od razu wiedziałem, że muszę z tym poczekać do majowego weekendu – zbyt szybko wciągała, bym zdołał się od niej oderwać. Nie jest to standardowa, popularnonaukowa monografia. O tym, jak powstała, jej autor – Douwe Draaisma – wybitny holenderski historyk psychologii, profesor Uniwersytetu Groningen w Holandii – opowiada już we wstępie. Na początku była seria popularnonaukowych artykułów ukazujących się w miesięczniku AMC-Magazine, następnie cykl wykładów uniwersyteckich i dopiero na końcu wyłoniła się z tego wszystkiego książka. Myślę, że to ta kolejność pozwoliła Draaismie stworzyć wykład doskonały, taki, w którym każdy – laik, pasjonat czy specjalista – znajdzie coś dla siebie, mając w dodatku przeświadczenie, że wszystko zrozumiał. Z kart kolejnych rozdziałów poznajemy kilkanaście sylwetek lekarzy domowych, neurologów, patofizjologów i psychiatrów, których historia uhonorowała eponimami. Eponimy, czyli nazwy odimienne (np. choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, zespół Tourette’a czy Aspergera) są w świecie akademickim jednym z najwyższych dowodów uznania, upamiętniającym naukowca w annałach. Poprzez eponimy – jak to ujął socjolog nauki Robert Merton – naukowcy „pozostawiają w historii niewymazywalne autografy; ich nazwiska zostają przyswojone przez wszystkie naukowe języki świata”.

Na ogół myślimy, że zasada ich tworzenia nie jest skomplikowana, że należą się one temu, kto pierwszy dokona odkrycia. Jednak śledząc wraz z autorem historie odkryć każdego z 12 głównych bohaterów książki, można dojść do przekonania, że sformułowane w 1980 roku „prawo Stiglera” (Żadne odkrycie naukowe nie zostało nazwane imieniem swojego pierwotnego odkrywcy) jest niepodważalne. Draaisma, niezwykle plastycznie przedstawiając życiorysy badaczy, ich pacjentów, a także realia, w których żyli, odsłania całe spektrum zawiłości świata nauki. Możemy je szczególnie wyraźnie dostrzec na przykład w historii Pierre’a Paula Broki, „odkrywcy” obszaru mózgu odpowiadającego za mowę, zlokalizowanego w obrębie tylnej części lewego zakrętu czołowego. 18 kwietnia 1861 roku podczas posiedzenia Société d’Anthropologie 37-letni Broca zaprezentował wyniki przeprowadzonej kilka godzin wcześniej autopsji mózgu 60-letniego szewca o nazwisku Leborgne. Do literatury pacjent ten przeszedł pod pseudonimem „Monsieur Tan”, ponieważ od 30 lat słowo „tan” było jedynym, jakie potrafił wypowiedzieć.

Znaleziona w jego mózgu w czasie autopsji „dziura wielkości kurzego jajka” doprowadziła Brokę do konstatacji, że obszar ten musi być powiązany z mową. Odkrycie to było problematyczne z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, wspierało przekonania dopiero co odsuniętych na margines nauki frenologów, którzy wierzyli w istnienie wyspecjalizowanych ośrodków w mózgu. Po drugie, było opozycyjne do powszechnie podzielanej w czasach Broki wiary w funkcjonalną symetrię mózgu, wyrażającej doskonałość stworzenia. Dlatego też ten francuski badacz uważał, że kwestią czasu jest znalezienie analogicznej struktury po stronie prawej, co sprawiło, że przez kilka lat od dokonania odkrycia nie zdawał sobie sprawy z jego znaczenia. Tymczasem asymetrię w przypadku mowy dostrzegł już w 1800 roku Marc Dax. Do momentu opublikowania pierwszych wyników Broki ten wiejski lekarz wraz synem zgromadzili opisy 87 przypadków afazji. Można zatem zapytać, dlaczego nie ma pola Daksa? Czy dlatego, że był zwykłym lekarzem i nie miał znajomości wśród autorytetów ówczesnego świata nauki? Czy też asymetria nie była najważniejszą istotą tego odkrycia? A może Dax nie potrafił przekonać innych do swego spostrzeżenia w sposób, który zdawałby się nie burzyć fundamentów powszechnych przekonań?

Odpowiedzi na te pytania nie są proste, bo i same pytania nie należą do banalnych. Draaisma, opisując kolejne przypadki medyczne, prowadzi czytelnika niczym po wielu nitkach do splątanego kłębka refleksji nad naturą odkrycia, zależnościami nauki, polityki i obowiązujących przekonań oraz ewolucją znaczenia innowacji. Jest to moim zdaniem najgłębsza warstwa tej książki, która niewątpliwie zainteresuje osoby fascynujące się filozofią nauki oraz naukowców zajmujących się dziedzinami niekoniecznie związanymi z badaniami mózgu. Jednak nie jest to warstwa jedyna. Powiedziałbym więcej, refleksje te subtelnie przebijają z trzeciego planu fascynujących opowieści o ludziach, których nazwiska kojarzą nam się tylko z chorobami albo z pacjentami, którzy na nie cierplieli. Draaisma wydobywa z mroków zapomnienia niezwykle barwne relacje, kreśli żywe portrety osobowościowe takich postaci, jak John Hughlings Jackson (odkrywca epilepsji), Siergiej Siergiejewicz Korsakow (rosyjski psychiatra, który badał zaburzenia pamięci), Georges Gilles de la Tourette (neurolog francuski, który opisał zespół tików i echolalii), Korbinian Brodmann (niemiecki „neuro- kartograf ”, twórca map mózgu) czy Joseph Capgras (odkrywca „syndromu sobowtórów”).

Historie pacjentów zrekonstruowane są w sposób tak dokładny i plastyczny, że wręcz pozwalają poczuć istotę odkrywanego zaburzenia. Właśnie do tej warstwy nawiązuje tytuł książki. Czytając Rozstrojone umysły, niejednokrotnie zastanawiałem się, dlaczego tak dobrych opisów przypadków medycznych, sięgających bezpośrednio do źródeł, brakuje w podręcznikach psychiatrii i psychopatologii. Myślę, że to wynik poruszonego przez autora problemu ewolucji odkryć, którą kilkakrotnie doskonale przedstawia, podkreślając, jak bardzo współczesne opisy zaburzeń zmieniły się w stosunku do pierwotnych. Tak niewiele wspólnego z dawną medycyną ma ta współczesna, mocno dziś osadzona w „statystycznym wszechświecie”, próbująca klasyfikację zaburzenia ująć w liczbach, odrzucająca wnikliwe studia przypadków, znacząc je etykietami: „kazuistyka” lub „dowody anegdotyczne” (w tym aspekcie na szczególną uwagę zasługuje rozdział zawierający precyzyjną krytykę Błędu Kartezjusza Antonia Damasio).

Draaisma nie twierdzi, że współczesna metodologia jest gorsza lub zdehumanizowana, jednak pokazuje, iż straciła coś niezwykle subtelnego, to coś, co udało mu się uchwycić i utrwalić w opowiedzianych historiach pacjentów. Gdy w grudniu 1824 roku James Parkinson doznał wylewu krwi do mózgu, wiedział, że umiera. Miał jednak świadomość, że pozostawia po sobie monumentalną monografię poświęconą paleontologii. Zapewne cieszył się także z faktu, że jego nazwisko przejdzie do historii dzięki skamieniałemu amonitowi ze środkowej jury, opatrzonemu eponimem Parkinsonia parkinsoni. Czy mógł przypuszczać, że niepozorny „An essay on the Shaking Palsy”, który opublikował w 1817 roku, sprawi, iż ponad 40 lat później lekarze będą diagnozować chorobę Parkinsona?   

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 07/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Mateusz Gola | dodano: 2012-10-19
Niewymazywalne autografy

Rozstrojone umysły
Historie chorych i dzieje chorób
Douwe Draaisma
Przełożyła Ewa Jusewicz-Kalter
Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 2010

Wyobraźmy sobie ciepłe, lipcowe popołudnie 1810 roku, kiedy Gideon Mantell stanął przed niewielkim domem w londyńskim Haxton. Dzielnica ta bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich lat. Powstawały tu coraz to nowe fabryki, do których masowo ściągali poszukujący pracy ludzie z całej Anglii. Co zamożniejsi mieszkańcy już dawno wyprowadzili się do spokojniejszych zakątków Londynu. Student porównał adres z zapisanym na kartce i nieśmiało zapukał do drzwi.

Te po chwili otworzył mu niewysoki, około 45-letni mężczyzna. – Witam, panie Mantell – powiedział, uśmiechając się – cieszę się z pana odwiedzin, zapraszam do środka. Kilkanaście minut później gospodarz pokazywał już gościowi swoją liczącą ponad 700 okazów kolekcję – prawdopodobnie największą na świecie. – Widzi pan, panie Mantell, ta skamieniałość morska pochodzi z gór – prawdopodobnie zaniosły ją tam wody potopu. A tę znalazłem nieopodal mojej apteki – James Parkinson żywo komentował kolejne eksponaty. Myślę, panie Mantell, że biblijne dni stworzenia są raczej odzwierciedleniem epok o bliżej nieokreślonej rozpiętości. Powoli kończę o tym pisać. Mam już nawet tytuł dla książki: „Organic remains of a former world”. Jak się panu podoba? W kwietniu trafiła do moich rąk niepozornie wyglądająca książka z serii Biblioteka Myśli Współczesnej Państwowego Instytutu Wydawniczego.

Znajomy symbol plus minus nieskończoności jak zwykle nie pozwalał się domyślić, co może być w środku, ale tytuł zdradzał już nieco więcej. Gdy zacząłem czytać, od razu wiedziałem, że muszę z tym poczekać do majowego weekendu – zbyt szybko wciągała, bym zdołał się od niej oderwać. Nie jest to standardowa, popularnonaukowa monografia. O tym, jak powstała, jej autor – Douwe Draaisma – wybitny holenderski historyk psychologii, profesor Uniwersytetu Groningen w Holandii – opowiada już we wstępie. Na początku była seria popularnonaukowych artykułów ukazujących się w miesięczniku AMC-Magazine, następnie cykl wykładów uniwersyteckich i dopiero na końcu wyłoniła się z tego wszystkiego książka. Myślę, że to ta kolejność pozwoliła Draaismie stworzyć wykład doskonały, taki, w którym każdy – laik, pasjonat czy specjalista – znajdzie coś dla siebie, mając w dodatku przeświadczenie, że wszystko zrozumiał. Z kart kolejnych rozdziałów poznajemy kilkanaście sylwetek lekarzy domowych, neurologów, patofizjologów i psychiatrów, których historia uhonorowała eponimami. Eponimy, czyli nazwy odimienne (np. choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, zespół Tourette’a czy Aspergera) są w świecie akademickim jednym z najwyższych dowodów uznania, upamiętniającym naukowca w annałach. Poprzez eponimy – jak to ujął socjolog nauki Robert Merton – naukowcy „pozostawiają w historii niewymazywalne autografy; ich nazwiska zostają przyswojone przez wszystkie naukowe języki świata”.

Na ogół myślimy, że zasada ich tworzenia nie jest skomplikowana, że należą się one temu, kto pierwszy dokona odkrycia. Jednak śledząc wraz z autorem historie odkryć każdego z 12 głównych bohaterów książki, można dojść do przekonania, że sformułowane w 1980 roku „prawo Stiglera” (Żadne odkrycie naukowe nie zostało nazwane imieniem swojego pierwotnego odkrywcy) jest niepodważalne. Draaisma, niezwykle plastycznie przedstawiając życiorysy badaczy, ich pacjentów, a także realia, w których żyli, odsłania całe spektrum zawiłości świata nauki. Możemy je szczególnie wyraźnie dostrzec na przykład w historii Pierre’a Paula Broki, „odkrywcy” obszaru mózgu odpowiadającego za mowę, zlokalizowanego w obrębie tylnej części lewego zakrętu czołowego. 18 kwietnia 1861 roku podczas posiedzenia Société d’Anthropologie 37-letni Broca zaprezentował wyniki przeprowadzonej kilka godzin wcześniej autopsji mózgu 60-letniego szewca o nazwisku Leborgne. Do literatury pacjent ten przeszedł pod pseudonimem „Monsieur Tan”, ponieważ od 30 lat słowo „tan” było jedynym, jakie potrafił wypowiedzieć.

Znaleziona w jego mózgu w czasie autopsji „dziura wielkości kurzego jajka” doprowadziła Brokę do konstatacji, że obszar ten musi być powiązany z mową. Odkrycie to było problematyczne z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, wspierało przekonania dopiero co odsuniętych na margines nauki frenologów, którzy wierzyli w istnienie wyspecjalizowanych ośrodków w mózgu. Po drugie, było opozycyjne do powszechnie podzielanej w czasach Broki wiary w funkcjonalną symetrię mózgu, wyrażającej doskonałość stworzenia. Dlatego też ten francuski badacz uważał, że kwestią czasu jest znalezienie analogicznej struktury po stronie prawej, co sprawiło, że przez kilka lat od dokonania odkrycia nie zdawał sobie sprawy z jego znaczenia. Tymczasem asymetrię w przypadku mowy dostrzegł już w 1800 roku Marc Dax. Do momentu opublikowania pierwszych wyników Broki ten wiejski lekarz wraz synem zgromadzili opisy 87 przypadków afazji. Można zatem zapytać, dlaczego nie ma pola Daksa? Czy dlatego, że był zwykłym lekarzem i nie miał znajomości wśród autorytetów ówczesnego świata nauki? Czy też asymetria nie była najważniejszą istotą tego odkrycia? A może Dax nie potrafił przekonać innych do swego spostrzeżenia w sposób, który zdawałby się nie burzyć fundamentów powszechnych przekonań?

Odpowiedzi na te pytania nie są proste, bo i same pytania nie należą do banalnych. Draaisma, opisując kolejne przypadki medyczne, prowadzi czytelnika niczym po wielu nitkach do splątanego kłębka refleksji nad naturą odkrycia, zależnościami nauki, polityki i obowiązujących przekonań oraz ewolucją znaczenia innowacji. Jest to moim zdaniem najgłębsza warstwa tej książki, która niewątpliwie zainteresuje osoby fascynujące się filozofią nauki oraz naukowców zajmujących się dziedzinami niekoniecznie związanymi z badaniami mózgu. Jednak nie jest to warstwa jedyna. Powiedziałbym więcej, refleksje te subtelnie przebijają z trzeciego planu fascynujących opowieści o ludziach, których nazwiska kojarzą nam się tylko z chorobami albo z pacjentami, którzy na nie cierplieli. Draaisma wydobywa z mroków zapomnienia niezwykle barwne relacje, kreśli żywe portrety osobowościowe takich postaci, jak John Hughlings Jackson (odkrywca epilepsji), Siergiej Siergiejewicz Korsakow (rosyjski psychiatra, który badał zaburzenia pamięci), Georges Gilles de la Tourette (neurolog francuski, który opisał zespół tików i echolalii), Korbinian Brodmann (niemiecki „neuro- kartograf ”, twórca map mózgu) czy Joseph Capgras (odkrywca „syndromu sobowtórów”).

Historie pacjentów zrekonstruowane są w sposób tak dokładny i plastyczny, że wręcz pozwalają poczuć istotę odkrywanego zaburzenia. Właśnie do tej warstwy nawiązuje tytuł książki. Czytając Rozstrojone umysły, niejednokrotnie zastanawiałem się, dlaczego tak dobrych opisów przypadków medycznych, sięgających bezpośrednio do źródeł, brakuje w podręcznikach psychiatrii i psychopatologii. Myślę, że to wynik poruszonego przez autora problemu ewolucji odkryć, którą kilkakrotnie doskonale przedstawia, podkreślając, jak bardzo współczesne opisy zaburzeń zmieniły się w stosunku do pierwotnych. Tak niewiele wspólnego z dawną medycyną ma ta współczesna, mocno dziś osadzona w „statystycznym wszechświecie”, próbująca klasyfikację zaburzenia ująć w liczbach, odrzucająca wnikliwe studia przypadków, znacząc je etykietami: „kazuistyka” lub „dowody anegdotyczne” (w tym aspekcie na szczególną uwagę zasługuje rozdział zawierający precyzyjną krytykę Błędu Kartezjusza Antonia Damasio).

Draaisma nie twierdzi, że współczesna metodologia jest gorsza lub zdehumanizowana, jednak pokazuje, iż straciła coś niezwykle subtelnego, to coś, co udało mu się uchwycić i utrwalić w opowiedzianych historiach pacjentów. Gdy w grudniu 1824 roku James Parkinson doznał wylewu krwi do mózgu, wiedział, że umiera. Miał jednak świadomość, że pozostawia po sobie monumentalną monografię poświęconą paleontologii. Zapewne cieszył się także z faktu, że jego nazwisko przejdzie do historii dzięki skamieniałemu amonitowi ze środkowej jury, opatrzonemu eponimem Parkinsonia parkinsoni. Czy mógł przypuszczać, że niepozorny „An essay on the Shaking Palsy”, który opublikował w 1817 roku, sprawi, iż ponad 40 lat później lekarze będą diagnozować chorobę Parkinsona?