technika
Autor: n | dodano: 2012-10-17
Komputerowe psikusy

Autorzy popularnych programów nadal przemycają w nich dowcipy.

Narzędzie do pomiaru odległości w serwisie Google Maps oferuje trzy układy jednostek miar – metryczny, anglosaski oraz „I’m Feeling Geeky” (Chcę się powymądrzać). Jeśli klikniemy tę trzecią opcję, pojawia się długa lista jednostek cokolwiek nietypowych, takich jak parseki, łokcie perskie czy długości basenu olimpijskiego.

Z kolei w systemie operacyjnym Mac OS X w aplikacji głosowego odczytywania tekstu można wybrać jeden z kilkudziesięciu głosów, z których każdy wypowiada jako próbkę jakieś zabawne zdanko. „Fred” oświadcza na przykład: „Ekstra, że trafiłem do tak wyczesanego komputera”. Roztrzęsiony „Deranged” histeryzuje: „Muszę wyjechać na naprawdę długie wakacje”, a głos „Trinoids” (kosmita?) skarży się, że: „Z tymi istotami ze związków węgla w ogóle nie można się dogadać”.

Jeśli po włączeniu pauzy na serwisie YouTube przytrzymamy jednocześnie klawisze ? i ?, to uruchomimy sekretną grę „Snake”: za pomocą strzałek trzeba tak kierować głową coraz dłuższego węża, żeby nie zjadł własnego ogona.

W każdym z tych przypadków jakiś programista ukryty w wielkiej korporacyjnej machinie wykazał się poczuciem humoru i jakoś uszło to uwagi wszystkich instancji testujących.
W starych dobrych czasach – 10–20 lat temu – na tego rodzaju zakamuflowane psikusy można było się natknąć znacznie częściej. Twórcy oprogramowania poczytywali sobie wręcz za punkt honoru umieszczenie w każdym napisanym przez siebie programie żarcików, śmiesznych grafik bądź tzw. jajek wielkanocnych (ukrytych niespodzianek uruchamianych przez jakąś nieużywaną normalnie kombinację klawiszy).
Niektóre z nich były po prostu autoreklamą programisty. Jajka wielkanocne często podawały autorów aplikacji, którzy zazwyczaj pozostają anonimowi.

Niekiedy dowcipy ukryte w programach są dość wyrafinowane i zrozumiałe jedynie dla wtajemniczonych. Na przykład w pierwszym systemie operacyjnym palmtopa Palm Pilot programista Ron Marianetti umieścił animowaną taksówkę – przypominającą chrabąszczowatego volkswagena garbusa; od czasu do czasu przejeżdżała przez ekran, co było nawiązaniem do faktu, że pierwotnie system miał nosić nazwę Taxi.

Pracujący na tym samym piętrze inżynier Chris Raff wprowadził do systemu Palm Pilot swoje własne jajko wielkanocne. Jeśli przy włączonej opcji rozpoznawania pisma odręcznego przytrzymało się rysik w prawym dolnym rogu ekranu, a następnie wcisnęło się przycisk przewijania, to wyświetlało się zdjęcie, na którym Chris, w smokingu, bawi się na firmowym przyjęciu bożonarodzeniowym.

Z czasem jednak szefowie firm z Doliny Krzemowej zaczęli krzywo patrzeć na te praktyki. Po części wynikało to z wymogów kontroli jakości – jajko wielkanocne z definicji stanowi nieprzetestowany fragment oprogramowania i jest niczym mina, która, teoretycznie, może w najmniej oczekiwanym momencie zaburzyć funkcjonowanie programu.
Kolejnym problemem było zagrożenie odpływem kadr. Przemycając swoje nazwiska w tworzonych przez siebie aplikacjach, programiści promowali własne umiejętności, co ułatwiało zadanie „łowcom głów” działającym na zlecenie konkurencji.

I w końcu chodziło też o wizerunek firmy. Apple, Microsoft czy Palm wydają wiele milionów dolarów, by kojarzyć się z profesjonalizmem, a taksówka pakująca się na ekran podczas ważnej prezentacji na pewno z tym wizerunkiem nie licuje.

Praktyka ukrywania humorystycznych elementów przetrwała, lecz zmienił się adresat – teraz są to gry i filmy wideo, zwłaszcza te na DVD. Niemniej w używanych powszechnie aplikacjach nadal zdarzają się żarty – choć już nie tak wyrafinowane – głównie w programach firmowanych przez Apple i Google.

Przyjrzyjcie się, na przykład, jak wygląda ikona programu TextEdit na Apple (trzeba ustawić największe możliwe powiększenie) lub włączcie w maku funkcję rozpoznawania głosu i powiedzcie do mikrofonu „Tell mi a joke” (Opowiedz mi kawał).

Albo wpiszcie w Google słowo „recursion” i kliknijcie w podpowiedź „Czy chodziło ci o… ?”. Ewentualnie wyszukajcie w programie Google Earth gmach opery w Sydney i ustawcie widok od strony zatoki, a zobaczycie pewną nieżyjącą już gwiazdę telewizji. Możecie także spróbować wytyczyć w Google Maps trasę z Japonii do Chin i przekonać się, co Google proponuje w kroku 42.

Dziękujemy wam, anonimowi programiści – tak trzymać! Niezmiennie udowadniacie, że programy komputerowe mogą służyć czemuś więcej niż podnoszenie naszej wydajności – mogą też nas rozweselać.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
18
W 1897 r. urodził się Patrick Maynard Stuart Blackett, brytyjski fizyk, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: n | dodano: 2012-10-17
Komputerowe psikusy

Autorzy popularnych programów nadal przemycają w nich dowcipy.

Narzędzie do pomiaru odległości w serwisie Google Maps oferuje trzy układy jednostek miar – metryczny, anglosaski oraz „I’m Feeling Geeky” (Chcę się powymądrzać). Jeśli klikniemy tę trzecią opcję, pojawia się długa lista jednostek cokolwiek nietypowych, takich jak parseki, łokcie perskie czy długości basenu olimpijskiego.

Z kolei w systemie operacyjnym Mac OS X w aplikacji głosowego odczytywania tekstu można wybrać jeden z kilkudziesięciu głosów, z których każdy wypowiada jako próbkę jakieś zabawne zdanko. „Fred” oświadcza na przykład: „Ekstra, że trafiłem do tak wyczesanego komputera”. Roztrzęsiony „Deranged” histeryzuje: „Muszę wyjechać na naprawdę długie wakacje”, a głos „Trinoids” (kosmita?) skarży się, że: „Z tymi istotami ze związków węgla w ogóle nie można się dogadać”.

Jeśli po włączeniu pauzy na serwisie YouTube przytrzymamy jednocześnie klawisze ? i ?, to uruchomimy sekretną grę „Snake”: za pomocą strzałek trzeba tak kierować głową coraz dłuższego węża, żeby nie zjadł własnego ogona.

W każdym z tych przypadków jakiś programista ukryty w wielkiej korporacyjnej machinie wykazał się poczuciem humoru i jakoś uszło to uwagi wszystkich instancji testujących.
W starych dobrych czasach – 10–20 lat temu – na tego rodzaju zakamuflowane psikusy można było się natknąć znacznie częściej. Twórcy oprogramowania poczytywali sobie wręcz za punkt honoru umieszczenie w każdym napisanym przez siebie programie żarcików, śmiesznych grafik bądź tzw. jajek wielkanocnych (ukrytych niespodzianek uruchamianych przez jakąś nieużywaną normalnie kombinację klawiszy).
Niektóre z nich były po prostu autoreklamą programisty. Jajka wielkanocne często podawały autorów aplikacji, którzy zazwyczaj pozostają anonimowi.

Niekiedy dowcipy ukryte w programach są dość wyrafinowane i zrozumiałe jedynie dla wtajemniczonych. Na przykład w pierwszym systemie operacyjnym palmtopa Palm Pilot programista Ron Marianetti umieścił animowaną taksówkę – przypominającą chrabąszczowatego volkswagena garbusa; od czasu do czasu przejeżdżała przez ekran, co było nawiązaniem do faktu, że pierwotnie system miał nosić nazwę Taxi.

Pracujący na tym samym piętrze inżynier Chris Raff wprowadził do systemu Palm Pilot swoje własne jajko wielkanocne. Jeśli przy włączonej opcji rozpoznawania pisma odręcznego przytrzymało się rysik w prawym dolnym rogu ekranu, a następnie wcisnęło się przycisk przewijania, to wyświetlało się zdjęcie, na którym Chris, w smokingu, bawi się na firmowym przyjęciu bożonarodzeniowym.

Z czasem jednak szefowie firm z Doliny Krzemowej zaczęli krzywo patrzeć na te praktyki. Po części wynikało to z wymogów kontroli jakości – jajko wielkanocne z definicji stanowi nieprzetestowany fragment oprogramowania i jest niczym mina, która, teoretycznie, może w najmniej oczekiwanym momencie zaburzyć funkcjonowanie programu.
Kolejnym problemem było zagrożenie odpływem kadr. Przemycając swoje nazwiska w tworzonych przez siebie aplikacjach, programiści promowali własne umiejętności, co ułatwiało zadanie „łowcom głów” działającym na zlecenie konkurencji.

I w końcu chodziło też o wizerunek firmy. Apple, Microsoft czy Palm wydają wiele milionów dolarów, by kojarzyć się z profesjonalizmem, a taksówka pakująca się na ekran podczas ważnej prezentacji na pewno z tym wizerunkiem nie licuje.

Praktyka ukrywania humorystycznych elementów przetrwała, lecz zmienił się adresat – teraz są to gry i filmy wideo, zwłaszcza te na DVD. Niemniej w używanych powszechnie aplikacjach nadal zdarzają się żarty – choć już nie tak wyrafinowane – głównie w programach firmowanych przez Apple i Google.

Przyjrzyjcie się, na przykład, jak wygląda ikona programu TextEdit na Apple (trzeba ustawić największe możliwe powiększenie) lub włączcie w maku funkcję rozpoznawania głosu i powiedzcie do mikrofonu „Tell mi a joke” (Opowiedz mi kawał).

Albo wpiszcie w Google słowo „recursion” i kliknijcie w podpowiedź „Czy chodziło ci o… ?”. Ewentualnie wyszukajcie w programie Google Earth gmach opery w Sydney i ustawcie widok od strony zatoki, a zobaczycie pewną nieżyjącą już gwiazdę telewizji. Możecie także spróbować wytyczyć w Google Maps trasę z Japonii do Chin i przekonać się, co Google proponuje w kroku 42.

Dziękujemy wam, anonimowi programiści – tak trzymać! Niezmiennie udowadniacie, że programy komputerowe mogą służyć czemuś więcej niż podnoszenie naszej wydajności – mogą też nas rozweselać.