człowiek
Autor: Lech Trzeciak | dodano: 2012-10-17
Czy to prawda, że tyjemy od pożywienia zawierającego fruktozę?

Odpowiada dr n. med. Lech Trzeciak: Wzrostowi dobrobytu w wielu krajach świata towarzyszy epidemia otyłości. Od lat wiąże się ją z nadmiernym spożyciem kalorii, ale wiadomo, że nie jest to cała prawda, czego jaskrawym dowodem było odkrycie leptyny, hormonu uczestniczącego w sygnalizacji sytości i stanu energetycznego ustroju. Myszy wykazujące defekt leptyny gromadzą tłuszcze dużo wydajniej od tych, które go nie mają, a gdy są głodzone, pozbywają się najpierw mięśni. Odkrycie to utorowało drogę do poszukiwania innych sposobów regulacji metabolizmu oraz czynników dietetycznych mogących zaburzać delikatną równowagę tego układu. 

Podejrzenie padło m.in. na fruktozę. Różni się ona od dwóch pozostałych ważnych cukrów prostych (glukozy i galaktozy): wchłania się inną drogą, nie jest wykrywana przez komórkowe receptory sygnalizujące poziom glukozy we krwi, nie pobudza wyrzutu insuliny, a jej przemiany metaboliczne zachodzą głównie w wątrobie i nasilają syntezę tłuszczów.

Fruktoza jest o 70% słodsza od glukozy. Do posłodzenia napoju wystarcza więc mniejsza jej ilość, co jest korzystne zarówno dla konsumenta (kalorie!), jak i dla producenta (koszty). W Stanach Zjednoczonych do „naturalnego” słodzenia napojów (w odróżnieniu od słodzenia tzw. słodzikami, takimi jak aspartam) na coraz większą skalę stosuje się przetworzony syrop kukurydziany (HFCS), zawierający najczęściej 55% fruktozy i 45% glukozy. Epidemiolodzy odkryli, że wciąż powszechniejsze spożycie HFCS koreluje ze wzrostem otyłości. W doświadczeniach na szczurach i myszach wykazano równocześnie, że dieta obfitująca we fruktozę powoduje niekorzystne zmiany metaboliczne (m.in. osłabia wrażliwość na leptynę i sprzyja wytwarzaniu tłuszczów), a badania przeprowadzone wśród ochotników potwierdziły, że zwiększa poziom triacylogliceroli we krwi i indukuje tycie (w tempie nawet 0,5 kg dziennie). Na domiar złego u niektórych zwierząt doświadczalnych wywołuje nadciśnienie. 

Wszystko to jest bardzo niepokojące, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. W ostatnich trzech, czterech latach dokonano kilku wnikliwych przeglądów zebranych danych i kilka wniosków uznano za pochopne.
Głównym problemem jest niska jakość wielu dotychczasowych badań. Trwały one zwykle zbyt krótko (poniżej trzech miesiący), obejmowały małe grupy (np. po 12 osób lub zwierząt), źle kontrolowano ich przebieg oraz – paradoksalnie – HFCS bardzo rzadko służył za źródło fruktozy(!). Zdarzały się tak kuriozalne błędy, jak uznanie wzrostu masy po upływie doby za dowód tycia (podczas gdy dochodziło do gromadzenia się wody w ustroju). Wiele badań jest tak słabych metodycznie, że w ogóle nie nadaje się do zbiorczych analiz – nie przeszkodziło im to jednak w medialnej karierze i kształtowaniu opinii publicznej. 

Wyniki części prac są ze sobą sprzeczne, a powtarzalne uzyskiwanie niekorzystnych danych wymaga na ogół podania dużych dawek fruktozy, odpowiadających tzw. bardzo wysokiemu spożyciu (powyżej 100 g/dobę). Problem w tym, że nawet w USA zaledwie co szósty konsument naturalnie słodzonych napojów przekracza ten limit. Wymaga to z reguły spożycia dużych ilości HFCS lub sacharozy, co skutkuje znacznym obciążeniem glukozą (zawartą w tych substancjach), a w konsekwencji powoduje przekroczenie limitów kalorycznych (przy zrównoważonej diecie) lub pojawienie się niedoborów mikroelementów i witamin (przy diecie niezrównoważonej). Równie dobrze to te czynniki, a nie fruktoza, mogą być przyczyną obserwowanych problemów zdrowotnych.

Korelacja otyłości i konsumpcji HFCS w USA jest faktem, ale żadna korelacja nie dowodzi jeszcze istnienia związku przyczynowo-skutkowego – tym bardziej, że w Australii spożycie napojów słodzonych znacznie ostatnio spadło (co więcej, prawie nie używa się tam HFCS), a mimo to problem otyłości narasta (tzw. paradoks australijski).

Autorzy przeglądów konkludują, że należy przeprowadzić lepsze, mające większy zakres i znacznie dłużej trwające badania, a póki co – skupić się na propagowaniu działań o dowiedzionym wpływie na zwalczanie otyłości, zamiast lansować nowe trendy niemające (jeszcze) dostatecznej podstawy naukowej. Tym bardziej, że zupełnie inne badania wskazują na możliwość korzystnego oddziaływania metabolicznego małych dawek fruktozy, a związek ten powszechnie występuje w owocach – których spożycie zawsze dotąd zalecano. 

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 08/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Lech Trzeciak | dodano: 2012-10-17
Czy to prawda, że tyjemy od pożywienia zawierającego fruktozę?

Odpowiada dr n. med. Lech Trzeciak: Wzrostowi dobrobytu w wielu krajach świata towarzyszy epidemia otyłości. Od lat wiąże się ją z nadmiernym spożyciem kalorii, ale wiadomo, że nie jest to cała prawda, czego jaskrawym dowodem było odkrycie leptyny, hormonu uczestniczącego w sygnalizacji sytości i stanu energetycznego ustroju. Myszy wykazujące defekt leptyny gromadzą tłuszcze dużo wydajniej od tych, które go nie mają, a gdy są głodzone, pozbywają się najpierw mięśni. Odkrycie to utorowało drogę do poszukiwania innych sposobów regulacji metabolizmu oraz czynników dietetycznych mogących zaburzać delikatną równowagę tego układu. 

Podejrzenie padło m.in. na fruktozę. Różni się ona od dwóch pozostałych ważnych cukrów prostych (glukozy i galaktozy): wchłania się inną drogą, nie jest wykrywana przez komórkowe receptory sygnalizujące poziom glukozy we krwi, nie pobudza wyrzutu insuliny, a jej przemiany metaboliczne zachodzą głównie w wątrobie i nasilają syntezę tłuszczów.

Fruktoza jest o 70% słodsza od glukozy. Do posłodzenia napoju wystarcza więc mniejsza jej ilość, co jest korzystne zarówno dla konsumenta (kalorie!), jak i dla producenta (koszty). W Stanach Zjednoczonych do „naturalnego” słodzenia napojów (w odróżnieniu od słodzenia tzw. słodzikami, takimi jak aspartam) na coraz większą skalę stosuje się przetworzony syrop kukurydziany (HFCS), zawierający najczęściej 55% fruktozy i 45% glukozy. Epidemiolodzy odkryli, że wciąż powszechniejsze spożycie HFCS koreluje ze wzrostem otyłości. W doświadczeniach na szczurach i myszach wykazano równocześnie, że dieta obfitująca we fruktozę powoduje niekorzystne zmiany metaboliczne (m.in. osłabia wrażliwość na leptynę i sprzyja wytwarzaniu tłuszczów), a badania przeprowadzone wśród ochotników potwierdziły, że zwiększa poziom triacylogliceroli we krwi i indukuje tycie (w tempie nawet 0,5 kg dziennie). Na domiar złego u niektórych zwierząt doświadczalnych wywołuje nadciśnienie. 

Wszystko to jest bardzo niepokojące, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. W ostatnich trzech, czterech latach dokonano kilku wnikliwych przeglądów zebranych danych i kilka wniosków uznano za pochopne.
Głównym problemem jest niska jakość wielu dotychczasowych badań. Trwały one zwykle zbyt krótko (poniżej trzech miesiący), obejmowały małe grupy (np. po 12 osób lub zwierząt), źle kontrolowano ich przebieg oraz – paradoksalnie – HFCS bardzo rzadko służył za źródło fruktozy(!). Zdarzały się tak kuriozalne błędy, jak uznanie wzrostu masy po upływie doby za dowód tycia (podczas gdy dochodziło do gromadzenia się wody w ustroju). Wiele badań jest tak słabych metodycznie, że w ogóle nie nadaje się do zbiorczych analiz – nie przeszkodziło im to jednak w medialnej karierze i kształtowaniu opinii publicznej. 

Wyniki części prac są ze sobą sprzeczne, a powtarzalne uzyskiwanie niekorzystnych danych wymaga na ogół podania dużych dawek fruktozy, odpowiadających tzw. bardzo wysokiemu spożyciu (powyżej 100 g/dobę). Problem w tym, że nawet w USA zaledwie co szósty konsument naturalnie słodzonych napojów przekracza ten limit. Wymaga to z reguły spożycia dużych ilości HFCS lub sacharozy, co skutkuje znacznym obciążeniem glukozą (zawartą w tych substancjach), a w konsekwencji powoduje przekroczenie limitów kalorycznych (przy zrównoważonej diecie) lub pojawienie się niedoborów mikroelementów i witamin (przy diecie niezrównoważonej). Równie dobrze to te czynniki, a nie fruktoza, mogą być przyczyną obserwowanych problemów zdrowotnych.

Korelacja otyłości i konsumpcji HFCS w USA jest faktem, ale żadna korelacja nie dowodzi jeszcze istnienia związku przyczynowo-skutkowego – tym bardziej, że w Australii spożycie napojów słodzonych znacznie ostatnio spadło (co więcej, prawie nie używa się tam HFCS), a mimo to problem otyłości narasta (tzw. paradoks australijski).

Autorzy przeglądów konkludują, że należy przeprowadzić lepsze, mające większy zakres i znacznie dłużej trwające badania, a póki co – skupić się na propagowaniu działań o dowiedzionym wpływie na zwalczanie otyłości, zamiast lansować nowe trendy niemające (jeszcze) dostatecznej podstawy naukowej. Tym bardziej, że zupełnie inne badania wskazują na możliwość korzystnego oddziaływania metabolicznego małych dawek fruktozy, a związek ten powszechnie występuje w owocach – których spożycie zawsze dotąd zalecano.