technika
Autor: n | dodano: 2012-10-17
Genetyczna inwigilacja

Pobieranie od zatrzymanych próbek DNA i ich przechowywanie nawet po uniewinnieniu podejrzanych jest już policyjnym standardem.

W 2009 roku policja z San Francisco aresztowała Lily Haskell, próbującą pomóc przyjacielowi zatrzymanemu podczas pokojowej demonstracji. Dziewczyna szybko znalazła się na wolności, jednak jej biologiczny ślad już na stałe trafił do policyjnej bazy danych.

Lilly to jedna z setek tysięcy osób, od których pobrano DNA w ramach zakrojonego na olbrzymią skalę programu tzw. banków danych kryminalnych. Obecnie już w 25 stanach agenci federalni oraz policjanci mają prawo do pobrania próbki po aresztowaniu, lecz jeszcze przed postawieniem zarzutów. To powszechna praktyka, mimo że wielu zatrzymanych nigdy nie usłyszy wyroku skazującego. Nawet gdy zostaną oczyszczeni z zarzutów, ich DNA zatrzymuje się na komisariacie, zaś procedura usuwania zapisów z bazy danych jest wyjątkowo żmudna.

Sądy w całym kraju mają twardy orzech do zgryzienia. Niektórzy sędziowie uważają, że wspomniana metoda narusza przewidzianą w Czwartej Poprawce ochronę przed „nieuzasadnioną rewizją”. Jednak inne trybunały, w tym także ten, który rozpatrywał powództwo pani Haskell, skłaniają się ku argumentom organów ścigania, według których pobieranie DNA nie różni się wiele od badania daktyloskopijnego, rutynowej czynności podejmowanej nawet wobec tych, którzy nie zostają skazani. Sprawę rozstrzygnie w końcu pewnie Sąd Najwyższy.

Zidentyfikowanie sprawcy przestępstwa dzięki fragmentowi tkanki oraz inne możliwości oferowane przez techniki genetyczne kuszą przedstawicieli służb mundurowych. Tymczasem krytycy tego postępowania zwracają uwagę na niebezpiecznie dużą ilość informacji zawartych w DNA. Identyfikacja to jedno, a dane dotyczące wyglądu, podatności na choroby czy skłonności do określonych zachowań to drugie. Przepisy, na podstawie których funkcjonują obecnie bazy danych DNA, próbują chronić prywatność poprzez ograniczenie badania do 13 krótkich odcinków DNA, wybranych spośród miliardów „liter” kodu składających się na genom. Tego rodzaju ochrona może jednak nie wystarczyć. Mimo pozyskania wspomnianych 13 znaczników organy ścigania na stałe przechowują całość próbki. Organizacje ochrony praw obywatelskich obawiają się, że w końcu może dojść do wycieku danych lub ich przekazania, na przykład do badań medycznych, bez wiedzy i zgody zainteresowanych.

Nowe technologie związane z genetyką otwierają możliwości nieistniejące w chwili pobierania próbek. Dla przykładu, metoda zwana „wyszukiwaniem krewnych” (familial searching) pozwala powiązać próbkę DNA z osobą blisko spokrewnioną ze sprawcą, o ile podobieństwo do próbki w bazie danych jest wystarczająco duże. Policja otrzymuje dzięki temu całkowicie nowy zestaw poszlak pozwalających na typowanie następnych podejrzanych.

Choć wspomniana procedura może pomóc chwytać przestępców, którzy w przeciwnym razie pozostaliby bezkarni, jej ofiarą padają też ludzie zupełnie niewinni. Większość wytypowanych w wyniku tego rodzaju wyszukiwania nie ma przecież nic na sumieniu. Pod lupą znajdą się przede wszystkim członkowie mniejszości nieproporcjonalnie licznie reprezentowani w bazach danych. Co więcej, rzekoma niezawodność badań DNA może zachęcić policję do zbyt skwapliwego wykorzystywania metody wyszukiwania krewnych i ignorowania dowodów „niegentycznych”, prowadzących do innych tropów – zauważa Erin Murphy, profesor New York University School of Law.

Pilnie potrzebujemy nowych „bezpieczników legislacyjnych”, umożliwiających policji korzystanie z dobrodziejstw nowoczesnych technologii, a nam ochronę prywatności. Próbki DNA należy pobierać dopiero po ustaleniu winy i niszczyć zaraz po wprowadzeniu znaczników do bazy danych; dzięki temu wyeliminujemy pokusę ingerencji w czyjąś prywatność. Natomiast metoda wyszukiwania krewnych powinna być wykorzystywana jedynie w ostateczności – gdy zawiodą inne sposoby prowadzenia śledztwa. Takie rozwiązanie przyjęła Kalifornia, pozostałe stany powinny pójść jej śladem.

Badanie DNA jest czymś więcej niż tylko zaawansowaną daktyloskopią. To zupełnie inna jakość i zasługuje na więcej uwagi niż pozostałe sposoby policyjnego ewidencjonowania.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 01/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: n | dodano: 2012-10-17
Genetyczna inwigilacja

Pobieranie od zatrzymanych próbek DNA i ich przechowywanie nawet po uniewinnieniu podejrzanych jest już policyjnym standardem.

W 2009 roku policja z San Francisco aresztowała Lily Haskell, próbującą pomóc przyjacielowi zatrzymanemu podczas pokojowej demonstracji. Dziewczyna szybko znalazła się na wolności, jednak jej biologiczny ślad już na stałe trafił do policyjnej bazy danych.

Lilly to jedna z setek tysięcy osób, od których pobrano DNA w ramach zakrojonego na olbrzymią skalę programu tzw. banków danych kryminalnych. Obecnie już w 25 stanach agenci federalni oraz policjanci mają prawo do pobrania próbki po aresztowaniu, lecz jeszcze przed postawieniem zarzutów. To powszechna praktyka, mimo że wielu zatrzymanych nigdy nie usłyszy wyroku skazującego. Nawet gdy zostaną oczyszczeni z zarzutów, ich DNA zatrzymuje się na komisariacie, zaś procedura usuwania zapisów z bazy danych jest wyjątkowo żmudna.

Sądy w całym kraju mają twardy orzech do zgryzienia. Niektórzy sędziowie uważają, że wspomniana metoda narusza przewidzianą w Czwartej Poprawce ochronę przed „nieuzasadnioną rewizją”. Jednak inne trybunały, w tym także ten, który rozpatrywał powództwo pani Haskell, skłaniają się ku argumentom organów ścigania, według których pobieranie DNA nie różni się wiele od badania daktyloskopijnego, rutynowej czynności podejmowanej nawet wobec tych, którzy nie zostają skazani. Sprawę rozstrzygnie w końcu pewnie Sąd Najwyższy.

Zidentyfikowanie sprawcy przestępstwa dzięki fragmentowi tkanki oraz inne możliwości oferowane przez techniki genetyczne kuszą przedstawicieli służb mundurowych. Tymczasem krytycy tego postępowania zwracają uwagę na niebezpiecznie dużą ilość informacji zawartych w DNA. Identyfikacja to jedno, a dane dotyczące wyglądu, podatności na choroby czy skłonności do określonych zachowań to drugie. Przepisy, na podstawie których funkcjonują obecnie bazy danych DNA, próbują chronić prywatność poprzez ograniczenie badania do 13 krótkich odcinków DNA, wybranych spośród miliardów „liter” kodu składających się na genom. Tego rodzaju ochrona może jednak nie wystarczyć. Mimo pozyskania wspomnianych 13 znaczników organy ścigania na stałe przechowują całość próbki. Organizacje ochrony praw obywatelskich obawiają się, że w końcu może dojść do wycieku danych lub ich przekazania, na przykład do badań medycznych, bez wiedzy i zgody zainteresowanych.

Nowe technologie związane z genetyką otwierają możliwości nieistniejące w chwili pobierania próbek. Dla przykładu, metoda zwana „wyszukiwaniem krewnych” (familial searching) pozwala powiązać próbkę DNA z osobą blisko spokrewnioną ze sprawcą, o ile podobieństwo do próbki w bazie danych jest wystarczająco duże. Policja otrzymuje dzięki temu całkowicie nowy zestaw poszlak pozwalających na typowanie następnych podejrzanych.

Choć wspomniana procedura może pomóc chwytać przestępców, którzy w przeciwnym razie pozostaliby bezkarni, jej ofiarą padają też ludzie zupełnie niewinni. Większość wytypowanych w wyniku tego rodzaju wyszukiwania nie ma przecież nic na sumieniu. Pod lupą znajdą się przede wszystkim członkowie mniejszości nieproporcjonalnie licznie reprezentowani w bazach danych. Co więcej, rzekoma niezawodność badań DNA może zachęcić policję do zbyt skwapliwego wykorzystywania metody wyszukiwania krewnych i ignorowania dowodów „niegentycznych”, prowadzących do innych tropów – zauważa Erin Murphy, profesor New York University School of Law.

Pilnie potrzebujemy nowych „bezpieczników legislacyjnych”, umożliwiających policji korzystanie z dobrodziejstw nowoczesnych technologii, a nam ochronę prywatności. Próbki DNA należy pobierać dopiero po ustaleniu winy i niszczyć zaraz po wprowadzeniu znaczników do bazy danych; dzięki temu wyeliminujemy pokusę ingerencji w czyjąś prywatność. Natomiast metoda wyszukiwania krewnych powinna być wykorzystywana jedynie w ostateczności – gdy zawiodą inne sposoby prowadzenia śledztwa. Takie rozwiązanie przyjęła Kalifornia, pozostałe stany powinny pójść jej śladem.

Badanie DNA jest czymś więcej niż tylko zaawansowaną daktyloskopią. To zupełnie inna jakość i zasługuje na więcej uwagi niż pozostałe sposoby policyjnego ewidencjonowania.