człowiek
Autor: Scott O. Lilienfeld | dodano: 2012-10-17
Wyniki z sufitu

(Fot. Dan Lurie/Wikipedia)

Czy Marc Hauser wiedział, co robi?

Jak dotąd nie wiadomo dokładnie, dlaczego Marc Hauser tak postąpił. Ten wybitny badacz z Harvard University specjalizuje się w psychologii naczelnych oraz, jak na ironię, w ewolucji moralności. Niedawno władze uniwersytetu uznały, że dopuścił się ośmiu naukowych przewinień. Szczegółów oficjalnie nie ujawniono, ale jeden z byłych asystentów twierdził, że gdy Hauser oglądał rejestracje badań zdolności rezusów do uczenia się kolejności dźwięków, widział zachowania niedostrzegane przez innych członków zespołu, ale za to pasujące do przyjętej przez niego hipotezy. A gdy mu wytykano te niezgodności, stwierdzał autorytatywnie, że jego interpretacje są słuszne, a wszyscy inni się mylą.

Hauser przyznał się do popełnienia „znaczących błędów”. Obserwując reakcje moich kolegów na to szokujące wyznanie, zdziwiłem się, jak wielu z nich odruchowo zakłada, że jego działanie musiało być zamierzone. Na przykład fizyk z University of Maryland, Robert L. Park napisał w swojej stałej rubryce internetowej, że Hauser „zmyślił wyniki swoich badań”. Moim zdaniem nie jest to wcale pewne. Całkiem możliwe, że Hauser uległ wpływowi „efektu potwierdzenia” – tendencji do poszukiwania i postrzegania potwierdzeń naszej hipotezy oraz do odrzucania i przekręcania faktów z nią niezgodnych.

Kilkadziesiąt lat badań kognitywistów i psychologów pozwala sądzić, że poszukiwanie potwierdzenia jest powszechniejsze, niż nam się wydaje. Nawet najlepsi naukowcy mogą ulec tej tendencji, zwłaszcza gdy mają głębokie przeświadczenie o słuszności własnych hipotez, a uzyskiwane wyniki nie są jednoznaczne. Trener czy zawodnik nie sprzecza się przecież z sędzią, gdy jego decyzja jest oczywista, ale wtedy, gdy istnieją wątpliwości.

Specjalistom nauk behawioralnych, zwłaszcza z dziedziny psychologii i etologii zwierząt, najtrudniej zachować obiektywizm. Często wyciągają konkretne wnioski na podstawie danych, które można rozmaicie interpretować. W ubiegłym roku belgijski neurolog Steven Laureys uparcie twierdził, że pacjent w śpiączce może komunikować się ze światem zewnętrznym poprzez klawiaturę, mimo że dobrze kontrolowane testy tego nie potwierdziły. Klimatolodzy próbujący szacować zmiany temperatury w przeszłości również „stają przed trudnym zadaniem, ponieważ dysponują danymi niespójnymi i niekompletnymi” – stwierdza David J. Hand, statystyk z Imperial College London.

Dwa czynniki utrudniają walkę z tendencją do wyszukiwania potwierdzeń. Po pierwsze, obserwacje wskazują, że prominentni naukowcy są bardziej aroganccy i pewni siebie od swoich mniej znanych kolegów. Jeśli zapomną o czujności, stają się niesłychanie podatni na wpływ efektu potwierdzenia, co prowadzi do wyciągania błędnych wniosków. Po drugie, silniejsza  staje się presja wywierana na badaczy, aby za fundusze rządowe realizowali programy skupione na pojedynczych hipotezach. Wielu naukowcom szczególnie więc zależy na odrzucaniu lub wybiórczym reinterpretowaniu negatywnych wyników, gdyż te mogą zagrozić ich karierze. Niestety, gdy ludzie nauki zaczynają uważać się za odpornych na błędy, hamują postęp i szargają dobre imię nauki w oczach opinii publicznej. Cała struktura nauki opiera się na gotowości badaczy do przyjęcia, że mogą się mylić.

Najlepszym antidotum na oszukiwanie samego siebie jest ścisłe przestrzeganie zasad metodyki naukowej. W rzeczy samej, historia uczy nas, że nauka to nie jedno narzędzie ustalania prawdy, ale raczej zróżnicowana kolekcja przemyślanych środków mających chronić nas przed tendencyjnością. W naukach behawioralnych podstawowymi metodami gwarantującymi obiektywne podejście są grupy kontrolne, próby ślepe i niezależne kodowanie danych. W ten sposób zmniejszamy ryzyko tego, że robocza hipoteza skłoni nas do dostrzegania rzeczy nieistniejących oraz ignorowania oczywistych. Astronom Carl Sagan oraz jego żona i zarazem współautorka wielu prac Ann Druyan stwierdzili, że nauka jest jak cichy głos w naszych głowach, mówiący: „Możesz być w błędzie. Już kiedyś się pomyliłeś”. Dobrzy naukowcy wcale nie są odporni na działanie efektu potwierdzenia. Po prostu pamiętają o nim i zabezpieczają się przed jego zgubnymi konsekwencjami, trzymając się sprecyzowanych wytycznych i procedur.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Scott O. Lilienfeld | dodano: 2012-10-17
Wyniki z sufitu

(Fot. Dan Lurie/Wikipedia)

Czy Marc Hauser wiedział, co robi?

Jak dotąd nie wiadomo dokładnie, dlaczego Marc Hauser tak postąpił. Ten wybitny badacz z Harvard University specjalizuje się w psychologii naczelnych oraz, jak na ironię, w ewolucji moralności. Niedawno władze uniwersytetu uznały, że dopuścił się ośmiu naukowych przewinień. Szczegółów oficjalnie nie ujawniono, ale jeden z byłych asystentów twierdził, że gdy Hauser oglądał rejestracje badań zdolności rezusów do uczenia się kolejności dźwięków, widział zachowania niedostrzegane przez innych członków zespołu, ale za to pasujące do przyjętej przez niego hipotezy. A gdy mu wytykano te niezgodności, stwierdzał autorytatywnie, że jego interpretacje są słuszne, a wszyscy inni się mylą.

Hauser przyznał się do popełnienia „znaczących błędów”. Obserwując reakcje moich kolegów na to szokujące wyznanie, zdziwiłem się, jak wielu z nich odruchowo zakłada, że jego działanie musiało być zamierzone. Na przykład fizyk z University of Maryland, Robert L. Park napisał w swojej stałej rubryce internetowej, że Hauser „zmyślił wyniki swoich badań”. Moim zdaniem nie jest to wcale pewne. Całkiem możliwe, że Hauser uległ wpływowi „efektu potwierdzenia” – tendencji do poszukiwania i postrzegania potwierdzeń naszej hipotezy oraz do odrzucania i przekręcania faktów z nią niezgodnych.

Kilkadziesiąt lat badań kognitywistów i psychologów pozwala sądzić, że poszukiwanie potwierdzenia jest powszechniejsze, niż nam się wydaje. Nawet najlepsi naukowcy mogą ulec tej tendencji, zwłaszcza gdy mają głębokie przeświadczenie o słuszności własnych hipotez, a uzyskiwane wyniki nie są jednoznaczne. Trener czy zawodnik nie sprzecza się przecież z sędzią, gdy jego decyzja jest oczywista, ale wtedy, gdy istnieją wątpliwości.

Specjalistom nauk behawioralnych, zwłaszcza z dziedziny psychologii i etologii zwierząt, najtrudniej zachować obiektywizm. Często wyciągają konkretne wnioski na podstawie danych, które można rozmaicie interpretować. W ubiegłym roku belgijski neurolog Steven Laureys uparcie twierdził, że pacjent w śpiączce może komunikować się ze światem zewnętrznym poprzez klawiaturę, mimo że dobrze kontrolowane testy tego nie potwierdziły. Klimatolodzy próbujący szacować zmiany temperatury w przeszłości również „stają przed trudnym zadaniem, ponieważ dysponują danymi niespójnymi i niekompletnymi” – stwierdza David J. Hand, statystyk z Imperial College London.

Dwa czynniki utrudniają walkę z tendencją do wyszukiwania potwierdzeń. Po pierwsze, obserwacje wskazują, że prominentni naukowcy są bardziej aroganccy i pewni siebie od swoich mniej znanych kolegów. Jeśli zapomną o czujności, stają się niesłychanie podatni na wpływ efektu potwierdzenia, co prowadzi do wyciągania błędnych wniosków. Po drugie, silniejsza  staje się presja wywierana na badaczy, aby za fundusze rządowe realizowali programy skupione na pojedynczych hipotezach. Wielu naukowcom szczególnie więc zależy na odrzucaniu lub wybiórczym reinterpretowaniu negatywnych wyników, gdyż te mogą zagrozić ich karierze. Niestety, gdy ludzie nauki zaczynają uważać się za odpornych na błędy, hamują postęp i szargają dobre imię nauki w oczach opinii publicznej. Cała struktura nauki opiera się na gotowości badaczy do przyjęcia, że mogą się mylić.

Najlepszym antidotum na oszukiwanie samego siebie jest ścisłe przestrzeganie zasad metodyki naukowej. W rzeczy samej, historia uczy nas, że nauka to nie jedno narzędzie ustalania prawdy, ale raczej zróżnicowana kolekcja przemyślanych środków mających chronić nas przed tendencyjnością. W naukach behawioralnych podstawowymi metodami gwarantującymi obiektywne podejście są grupy kontrolne, próby ślepe i niezależne kodowanie danych. W ten sposób zmniejszamy ryzyko tego, że robocza hipoteza skłoni nas do dostrzegania rzeczy nieistniejących oraz ignorowania oczywistych. Astronom Carl Sagan oraz jego żona i zarazem współautorka wielu prac Ann Druyan stwierdzili, że nauka jest jak cichy głos w naszych głowach, mówiący: „Możesz być w błędzie. Już kiedyś się pomyliłeś”. Dobrzy naukowcy wcale nie są odporni na działanie efektu potwierdzenia. Po prostu pamiętają o nim i zabezpieczają się przed jego zgubnymi konsekwencjami, trzymając się sprecyzowanych wytycznych i procedur.