człowiek
Autor: Maryn McKenna | dodano: 2012-10-16
Bakterie do wymiany

Potencjalnie korzystna, choć nietypowa metoda leczenia poważnych chorób przewodu pokarmowego nie mieści się w regulacjach prawnych.

Marion Browning, 79-letnia emerytowana pielęgniarka z North Providence w stanie Rhode Island, była u kresu wytrzymałości. Od ponad roku cierpiała na przewlekłą biegunkę. Wszystko zaczęło się od antybiotyku przepisanego jej przez lekarza z powodu zapalenia uchyłków – bolesnej infekcji małych uwypukleń w ścianie jelita grubego. Lek zniszczył także korzystne bakterie żyjące w jej przewodzie pokarmowym. Na skutek tego w jelitach zagnieździły się szkodliwe bakterie – Clostridium difficile – które zaczęły niszczyć ich wyściółkę.
Przez całe miesiące pani Browning chodziła do swojego lekarza, który ordynował jej kolejne silne antybiotyki mające opanować infekcję. Za każdym razem po zakończeniu kuracji przez chwilę czuła się lepiej. Niestety, obecny w jej jelitach szczep był bardzo uparty: kilku intruzom zawsze udawało się przeżyć. Mikroorganizmy namnażały się i po kilku dniach następował nawrót dręczącej biegunki. Po czwartej serii antybiotyków gastroenterolog oznajmił pacjentce, że zrobił już wszystko, co mógł. Zaproponował, żeby odwiedziła Colleen Kelly z Brown University, która prowadziła badania nad zupełnie nową terapią.
Kelly zaproponowała jej leczenie, które sprawiało wrażenie logicznego, choć zarazem zupełnie niemedycznego. Powiedziała pacjentce, że u zdrowego człowieka przyjazne bakterie jelitowe funkcjonują w stanie dynamicznej równowagi, trzymając w szachu te patogenne. Równowaga może zostać zachwiana, na przykład na skutek standardowej terapii antybiotykowej, jednak niemal zawsze wraca do stanu pierwotnego. Bakterie w jelitach Browning utraciły tę zdolność, prawdopodobnie nieodwracalnie. Zdaniem lekarki istniał sposób na przywrócenie prawidłowego stanu. Należało całkowicie wymienić bakterie, wprowadzając do okrężnicy rozcieńczoną próbkę stolca osoby mającej zdrowe jelita. Jeśli pożyteczne bakterie od dawcy kału przyjęłyby się i skolonizowałyby jelita, C. difficile zostałyby wyparte, a pacjentka odzyskałaby zdrowie.
Browning nigdy wcześniej nie słyszała o tej metodzie – nazywanej lewatywą z kału, przeszczepem mikroflory lub bakterioterapią – ale była gotowa wypróbować każdy sposób. Gdy Kelly poprosiła ją o znalezienie zdrowego dawcy, kobieta wybrała swojego 49-letniego syna. Jesienią 2009 roku poddała się rutynowemu zabiegowi oczyszczania jelit, który poprzedza kolonoskopię. Z kolei jej syn przyjął na noc środki przeczyszczające. Kelly rozcieńczyła dostarczony kał, po czym za pomocą narzędzi do kolonoskopii wstrzyknęła go głęboko do jelita grubego pacjentki. Biegunka ustąpiła w ciągu dwóch dni i nigdy już nie zdarzył się nawrót.
„Nie rozumiem, dlaczego inni lekarze nie stosują tej metody” – mówi obecnie 80-letnia Browning. Jednak złożone przepisy stanowe i zasady rządzące przeprowadzaniem badań naukowych – a także przesadna wrażliwość na kwestie estetyczne – mogą uniemożliwić wykonanie tego zabiegu, niewykluczone, że nawet u tysięcy ludzi mających szansę na tym skorzystać.

Zabójczy intruz

Browning nie jest jedyną osobą, której wspomniana metoda przyniosła wybawienie. Kilkunastu lekarzy ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Australii opisało już na łamach czasopism medycznych przeprowadzenie zabiegu lewatywy z kału u około 300 pacjentów zakażonych C. difficile. Wyzdrowiało ponad 90% osób, co stanowi niespotykany dotąd odsetek. „Nie istnieje lek, którego skuteczność zbliżałaby się do 95%” – mówi Kelly. A metoda jest „tania i bezpieczna” – dodaje Lawrence Brandt, profesor medycyny i chirurgii w Albert Einstein College of Medicine, przeprowadzający tego typu zabiegi od 1999 roku.
Mimo to bakterioterapia kałem pozostaje jak dotąd terapią niszową, przeprowadzaną jedynie przez gastroenterologów pracujących w innowacyjnych instytucjach, którzy przezwyciężyli własne uprzedzenia. Aby lewatywy z kału stały się powszechnie akceptowaną, rekomendowaną przez odpowiednie organizacje i refundowaną przez ubezpieczycieli metodą leczenia, musiałyby zostać rygorystycznie przebadane w ramach kontrolowanych badań klinicznych – porównuje się wtedy wyniki stosujących daną terapię z wynikami tych, którzy z niej nie skorzystali. Kelly i kilku innych przesłali projekt badania do akceptacji National Institutes of Health, by otrzymać grant finansujący ten projekt. Pojawiła się jednak nieoczekiwana przeszkoda: zanim NIH zaakceptuje jakiekolwiek badanie, substancja chemiczna, której ono dotyczy, musi uzyskać status „eksperymentalnej” nadawany przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA – Food and Drug Administration). Dzieli ona produkty eksperymentalne na leki, urządzenia i wytwory biologiczne, takie jak szczepionki i tkanki. Kał nie pasuje do żadnej z tych kategorii.
Lekarze przeprowadzający zabiegi przeszczepu mikroflory narzekają na wąskie gardło przepisów regulacyjnych, ponieważ ludzie bardzo potrzebują nowych metod leczenia infekcji C. difficile. Zakażenia tym patogenem jeszcze 30 lat temu były nieszkodliwym dla organizmu efektem ubocznym antybiotykoterapii. Obecnie są jednak poważnym problemem medycznym. W 2000 roku pojawił się nowy, niezwykle wirulentny szczep tego gatunku. Od tamtego czasu infekcje zdarzają się znacznie częściej i występują nie tylko u osób starszych, lecz pojawiają się także u dzieci, kobiet w ciąży i osób niewykazujących jednoznacznych czynników ryzyka. W jednym z badań oszacowano, że liczba dorosłych hospitalizowanych z powodu infekcji wspomnianą laseczką wzrosła ponaddwukrotnie – z około 134 tys. pacjentów w 2000 do 291 tys. w 2005 roku. Według innego badania umieralność zakażonych zwiększyła się czterokrotnie. W 1999 roku wynosiła ona w ogólnej populacji średnio 5,7 zgonu na milion mieszkańców, natomiast w 2004 roku odnotowano już 23,7 przypadków zgonu na milion mieszkańców.
Infekcje C. difficile stały się także trudniejsze do wyleczenia. Ze względu na rosnącą oporność na antybiotyki standardowa terapia opiera się obecnie na dwóch lekach: metronidazolu (Flagyl) i wankomycynie. Oba te związki należą do tzw. antybiotyków o szerokim spektrum działania – są skuteczne w przypadku wielu różnych bakterii (metronidazol w rzeczywistości nie jest antybiotykiem, ale tzw. chemioterapeutykiem; otrzymuje się go wyłącznie metodą chemiczną – przyp. tłum.). Dlatego po ich zastosowaniu w celu zwalczenia zakażenia szkodliwą laseczką jednocześnie ginie większość bakterii korzystnych dla jelit. Przestrzeń życiowa, zajmowana dotąd przez pożyteczne organizmy, staje się dostępna dla tych komórek C. difficile, które przetrwały atak leku. Na skutek tego u około 20% zainfekowanych osób, u których wystąpił jeden epizod infekcji C. difficile, pojawia się nawrót choroby. W 40% przypadków po pierwszym nawrocie następuje kolejny. A u 60% osób, u których doszło do drugiego ataku choroby, będzie ich znacznie więcej. Niektórzy chorzy nie mają innego wyjścia i muszą poddać się zabiegowi usunięcia okrężnicy. (W przypadku przyjmowania fidaksomycyny – nowego leku dopuszczonego przez FDA w maju 2011 roku do stosowania w infekcjach C. difficile – rzadziej obserwuje się nawroty, ponieważ jest to antybiotyk o wąskim spektrum działania.)

Prosta procedura

Nie ustalono jeszcze dokładnie, na jakiej zasadzie przeszczepienie flory bakteryjnej eliminuje patogeny. Alex Khoruts, gastrolog i immunolog z University of Minnesota, który w ciągu ostatnich dwóch lat wykonał ponad 20 lewatyw z kału, wykazał, że wprowadzone szczepy kolonizują jelita, wypierając C. difficile i zajmując miejsce zniszczonych wcześniej pożytecznych bakterii. W 2010 roku przeanalizował on skład genetyczny mikroflory jelit 61-letniej kobiety, którą nawracające infekcje zmusiły do noszenia pieluch i przykuły do wózka inwalidzkiego. Jak wynika z tych badań, przed zabiegiem podania próbki kału pochodzącego od męża kobiety, w jej jelitach nie było ani jednego z gatunków bakterii, których obecność świadczyłaby o prawidłowym składzie mikrobiologicznym przewodu pokarmowego. Po przeprowadzaniu bakterioterapii – i całkowitym wyleczeniu pacjentki – był on odpowiedni i ponadto taki sam, jak u mężczyzny.
Większość lekarzy przeprowadzających zabiegi lewatywy z kału zwraca się do pacjentów z prośbą o wytypowanie „dawcy”. Najlepiej, gdy będzie nim dziecko, rodzeństwo, rodzic lub małżonek. „Dla mnie to delikatna kwestia” – mówi Christina Surawicz, profesor medycyny z University of Washington, która dokonała przeszczepów mikroflory jelitowej u 24 pacjentów i opublikowała wyniki pierwszych 19.
Względy bezpieczeństwa wymagają, aby dawcy nie cierpieli na dolegliwości układu pokarmowego. Poddaje się ich równie rygorystycznym badaniom przesiewowym, jak dawców krwi. Proces leczenia wymaga czasu i odpowiedniej logistyki. Standardowe zasady zachowania tajemnicy lekarskiej wymuszają przeprowadzenie osobnych wywiadów z dawcą i z potencjalnym biorcą. Metoda ta jest też kosztowna. Badania laboratoryjne dawcy najprawdopodobniej nie będą refundowane przez ubezpieczyciela. Sam zabieg bakterioterapii również nie zawsze jest objęty ubezpieczeniem.
Zwolennicy takiego leczenia opracowują sposoby obejścia potencjalnych trudności. Khoruts już nie angażuje spokrewnionych dawców, bo w każdym przypadku musiałby szukać innej osoby. Zgromadził natomiast grupę „dawców uniwersalnych” złożoną głównie z pracowników lokalnej opieki zdrowotnej. (Nie stwierdził przy tym zmiany odsetka przyjęcia się „przeszczepu”.) W 2010 roku Michael Silverman z University of Toronto odważnie zaproponował jeszcze prostsze rozwiązanie: samodzielne przeprowadzanie zabiegu w domu za pomocą dostępnych w aptekach zestawów do lewatywy. Jak jednak wspomniał na łamach Clinical Gastroenterology and Hepatology, taka metoda ma potencjalną wadę – czasami wycieka zbyt dużo roztworu kału, co uniemożliwia przyjęcie się przeszczepianych bakterii. Niemniej stwierdził też, że domowa wersja terapii, przeprowadzona przez siedmiu pacjentów z nawracającą infekcją C. difficile, zakończyła się powodzeniem.

Co dalej

Nawet bez prowadzonych na dużą skalę, dokładnych badań nad bakterioterapią z wykorzystaniem kału, środowisko medyczne przekonuje się do tej metody. W artykule opublikowanym w Journal of Clinical Gastroenterology we wrześniu 2010 roku czytamy: „ze wszystkich doniesień wynika, że bakterioterapia z wykorzystaniem kału od innego dawcy stała się skuteczną metodą leczenia”. Brandt w tym samym czasopiśmie stwierdził, że lewatywy z kału powinny być pierwszą, a nie ostatnią metodą leczenia pacjentów z ciężkimi infekcjami C. difficile. Coraz większe zainteresowanie naukowców wpływem flory jelitowej na organizm – i na tak różnorodne problemy zdrowotne, jak otyłość, lęk i depresja – być może stanie się bodźcem do upowszechnienia lewatyw z kału.
Obecnie w Kanadzie trwają trzy badania kliniczne dotyczące przeszczepiania flory bakteryjnej. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych sprawa utknęła w martwym punkcie. Rzecznik prasowy FDA powiedział w wywiadzie, że nie wiadomo, jaką decyzję podejmie Agencja wobec eksperymentalnej metody leczenia, dopóki nie zostanie ona oficjalnie zgłoszona. A to oznacza, że inicjatywa należy do Kelly i jej współpracowników, m.in. Khorutsa i Brandta. Badacze chcieliby, żeby już wkrótce metoda trafiła do rejestru FDA, chociaż Kelly żywi obawy co do ostatecznego rozwiązania tej kwestii.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 01/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
17
W 1833 r. urodził się Lucjan Rydel, polski lekarz, okulista, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Maryn McKenna | dodano: 2012-10-16
Bakterie do wymiany

Potencjalnie korzystna, choć nietypowa metoda leczenia poważnych chorób przewodu pokarmowego nie mieści się w regulacjach prawnych.

Marion Browning, 79-letnia emerytowana pielęgniarka z North Providence w stanie Rhode Island, była u kresu wytrzymałości. Od ponad roku cierpiała na przewlekłą biegunkę. Wszystko zaczęło się od antybiotyku przepisanego jej przez lekarza z powodu zapalenia uchyłków – bolesnej infekcji małych uwypukleń w ścianie jelita grubego. Lek zniszczył także korzystne bakterie żyjące w jej przewodzie pokarmowym. Na skutek tego w jelitach zagnieździły się szkodliwe bakterie – Clostridium difficile – które zaczęły niszczyć ich wyściółkę.
Przez całe miesiące pani Browning chodziła do swojego lekarza, który ordynował jej kolejne silne antybiotyki mające opanować infekcję. Za każdym razem po zakończeniu kuracji przez chwilę czuła się lepiej. Niestety, obecny w jej jelitach szczep był bardzo uparty: kilku intruzom zawsze udawało się przeżyć. Mikroorganizmy namnażały się i po kilku dniach następował nawrót dręczącej biegunki. Po czwartej serii antybiotyków gastroenterolog oznajmił pacjentce, że zrobił już wszystko, co mógł. Zaproponował, żeby odwiedziła Colleen Kelly z Brown University, która prowadziła badania nad zupełnie nową terapią.
Kelly zaproponowała jej leczenie, które sprawiało wrażenie logicznego, choć zarazem zupełnie niemedycznego. Powiedziała pacjentce, że u zdrowego człowieka przyjazne bakterie jelitowe funkcjonują w stanie dynamicznej równowagi, trzymając w szachu te patogenne. Równowaga może zostać zachwiana, na przykład na skutek standardowej terapii antybiotykowej, jednak niemal zawsze wraca do stanu pierwotnego. Bakterie w jelitach Browning utraciły tę zdolność, prawdopodobnie nieodwracalnie. Zdaniem lekarki istniał sposób na przywrócenie prawidłowego stanu. Należało całkowicie wymienić bakterie, wprowadzając do okrężnicy rozcieńczoną próbkę stolca osoby mającej zdrowe jelita. Jeśli pożyteczne bakterie od dawcy kału przyjęłyby się i skolonizowałyby jelita, C. difficile zostałyby wyparte, a pacjentka odzyskałaby zdrowie.
Browning nigdy wcześniej nie słyszała o tej metodzie – nazywanej lewatywą z kału, przeszczepem mikroflory lub bakterioterapią – ale była gotowa wypróbować każdy sposób. Gdy Kelly poprosiła ją o znalezienie zdrowego dawcy, kobieta wybrała swojego 49-letniego syna. Jesienią 2009 roku poddała się rutynowemu zabiegowi oczyszczania jelit, który poprzedza kolonoskopię. Z kolei jej syn przyjął na noc środki przeczyszczające. Kelly rozcieńczyła dostarczony kał, po czym za pomocą narzędzi do kolonoskopii wstrzyknęła go głęboko do jelita grubego pacjentki. Biegunka ustąpiła w ciągu dwóch dni i nigdy już nie zdarzył się nawrót.
„Nie rozumiem, dlaczego inni lekarze nie stosują tej metody” – mówi obecnie 80-letnia Browning. Jednak złożone przepisy stanowe i zasady rządzące przeprowadzaniem badań naukowych – a także przesadna wrażliwość na kwestie estetyczne – mogą uniemożliwić wykonanie tego zabiegu, niewykluczone, że nawet u tysięcy ludzi mających szansę na tym skorzystać.

Zabójczy intruz

Browning nie jest jedyną osobą, której wspomniana metoda przyniosła wybawienie. Kilkunastu lekarzy ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Australii opisało już na łamach czasopism medycznych przeprowadzenie zabiegu lewatywy z kału u około 300 pacjentów zakażonych C. difficile. Wyzdrowiało ponad 90% osób, co stanowi niespotykany dotąd odsetek. „Nie istnieje lek, którego skuteczność zbliżałaby się do 95%” – mówi Kelly. A metoda jest „tania i bezpieczna” – dodaje Lawrence Brandt, profesor medycyny i chirurgii w Albert Einstein College of Medicine, przeprowadzający tego typu zabiegi od 1999 roku.
Mimo to bakterioterapia kałem pozostaje jak dotąd terapią niszową, przeprowadzaną jedynie przez gastroenterologów pracujących w innowacyjnych instytucjach, którzy przezwyciężyli własne uprzedzenia. Aby lewatywy z kału stały się powszechnie akceptowaną, rekomendowaną przez odpowiednie organizacje i refundowaną przez ubezpieczycieli metodą leczenia, musiałyby zostać rygorystycznie przebadane w ramach kontrolowanych badań klinicznych – porównuje się wtedy wyniki stosujących daną terapię z wynikami tych, którzy z niej nie skorzystali. Kelly i kilku innych przesłali projekt badania do akceptacji National Institutes of Health, by otrzymać grant finansujący ten projekt. Pojawiła się jednak nieoczekiwana przeszkoda: zanim NIH zaakceptuje jakiekolwiek badanie, substancja chemiczna, której ono dotyczy, musi uzyskać status „eksperymentalnej” nadawany przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA – Food and Drug Administration). Dzieli ona produkty eksperymentalne na leki, urządzenia i wytwory biologiczne, takie jak szczepionki i tkanki. Kał nie pasuje do żadnej z tych kategorii.
Lekarze przeprowadzający zabiegi przeszczepu mikroflory narzekają na wąskie gardło przepisów regulacyjnych, ponieważ ludzie bardzo potrzebują nowych metod leczenia infekcji C. difficile. Zakażenia tym patogenem jeszcze 30 lat temu były nieszkodliwym dla organizmu efektem ubocznym antybiotykoterapii. Obecnie są jednak poważnym problemem medycznym. W 2000 roku pojawił się nowy, niezwykle wirulentny szczep tego gatunku. Od tamtego czasu infekcje zdarzają się znacznie częściej i występują nie tylko u osób starszych, lecz pojawiają się także u dzieci, kobiet w ciąży i osób niewykazujących jednoznacznych czynników ryzyka. W jednym z badań oszacowano, że liczba dorosłych hospitalizowanych z powodu infekcji wspomnianą laseczką wzrosła ponaddwukrotnie – z około 134 tys. pacjentów w 2000 do 291 tys. w 2005 roku. Według innego badania umieralność zakażonych zwiększyła się czterokrotnie. W 1999 roku wynosiła ona w ogólnej populacji średnio 5,7 zgonu na milion mieszkańców, natomiast w 2004 roku odnotowano już 23,7 przypadków zgonu na milion mieszkańców.
Infekcje C. difficile stały się także trudniejsze do wyleczenia. Ze względu na rosnącą oporność na antybiotyki standardowa terapia opiera się obecnie na dwóch lekach: metronidazolu (Flagyl) i wankomycynie. Oba te związki należą do tzw. antybiotyków o szerokim spektrum działania – są skuteczne w przypadku wielu różnych bakterii (metronidazol w rzeczywistości nie jest antybiotykiem, ale tzw. chemioterapeutykiem; otrzymuje się go wyłącznie metodą chemiczną – przyp. tłum.). Dlatego po ich zastosowaniu w celu zwalczenia zakażenia szkodliwą laseczką jednocześnie ginie większość bakterii korzystnych dla jelit. Przestrzeń życiowa, zajmowana dotąd przez pożyteczne organizmy, staje się dostępna dla tych komórek C. difficile, które przetrwały atak leku. Na skutek tego u około 20% zainfekowanych osób, u których wystąpił jeden epizod infekcji C. difficile, pojawia się nawrót choroby. W 40% przypadków po pierwszym nawrocie następuje kolejny. A u 60% osób, u których doszło do drugiego ataku choroby, będzie ich znacznie więcej. Niektórzy chorzy nie mają innego wyjścia i muszą poddać się zabiegowi usunięcia okrężnicy. (W przypadku przyjmowania fidaksomycyny – nowego leku dopuszczonego przez FDA w maju 2011 roku do stosowania w infekcjach C. difficile – rzadziej obserwuje się nawroty, ponieważ jest to antybiotyk o wąskim spektrum działania.)

Prosta procedura

Nie ustalono jeszcze dokładnie, na jakiej zasadzie przeszczepienie flory bakteryjnej eliminuje patogeny. Alex Khoruts, gastrolog i immunolog z University of Minnesota, który w ciągu ostatnich dwóch lat wykonał ponad 20 lewatyw z kału, wykazał, że wprowadzone szczepy kolonizują jelita, wypierając C. difficile i zajmując miejsce zniszczonych wcześniej pożytecznych bakterii. W 2010 roku przeanalizował on skład genetyczny mikroflory jelit 61-letniej kobiety, którą nawracające infekcje zmusiły do noszenia pieluch i przykuły do wózka inwalidzkiego. Jak wynika z tych badań, przed zabiegiem podania próbki kału pochodzącego od męża kobiety, w jej jelitach nie było ani jednego z gatunków bakterii, których obecność świadczyłaby o prawidłowym składzie mikrobiologicznym przewodu pokarmowego. Po przeprowadzaniu bakterioterapii – i całkowitym wyleczeniu pacjentki – był on odpowiedni i ponadto taki sam, jak u mężczyzny.
Większość lekarzy przeprowadzających zabiegi lewatywy z kału zwraca się do pacjentów z prośbą o wytypowanie „dawcy”. Najlepiej, gdy będzie nim dziecko, rodzeństwo, rodzic lub małżonek. „Dla mnie to delikatna kwestia” – mówi Christina Surawicz, profesor medycyny z University of Washington, która dokonała przeszczepów mikroflory jelitowej u 24 pacjentów i opublikowała wyniki pierwszych 19.
Względy bezpieczeństwa wymagają, aby dawcy nie cierpieli na dolegliwości układu pokarmowego. Poddaje się ich równie rygorystycznym badaniom przesiewowym, jak dawców krwi. Proces leczenia wymaga czasu i odpowiedniej logistyki. Standardowe zasady zachowania tajemnicy lekarskiej wymuszają przeprowadzenie osobnych wywiadów z dawcą i z potencjalnym biorcą. Metoda ta jest też kosztowna. Badania laboratoryjne dawcy najprawdopodobniej nie będą refundowane przez ubezpieczyciela. Sam zabieg bakterioterapii również nie zawsze jest objęty ubezpieczeniem.
Zwolennicy takiego leczenia opracowują sposoby obejścia potencjalnych trudności. Khoruts już nie angażuje spokrewnionych dawców, bo w każdym przypadku musiałby szukać innej osoby. Zgromadził natomiast grupę „dawców uniwersalnych” złożoną głównie z pracowników lokalnej opieki zdrowotnej. (Nie stwierdził przy tym zmiany odsetka przyjęcia się „przeszczepu”.) W 2010 roku Michael Silverman z University of Toronto odważnie zaproponował jeszcze prostsze rozwiązanie: samodzielne przeprowadzanie zabiegu w domu za pomocą dostępnych w aptekach zestawów do lewatywy. Jak jednak wspomniał na łamach Clinical Gastroenterology and Hepatology, taka metoda ma potencjalną wadę – czasami wycieka zbyt dużo roztworu kału, co uniemożliwia przyjęcie się przeszczepianych bakterii. Niemniej stwierdził też, że domowa wersja terapii, przeprowadzona przez siedmiu pacjentów z nawracającą infekcją C. difficile, zakończyła się powodzeniem.

Co dalej

Nawet bez prowadzonych na dużą skalę, dokładnych badań nad bakterioterapią z wykorzystaniem kału, środowisko medyczne przekonuje się do tej metody. W artykule opublikowanym w Journal of Clinical Gastroenterology we wrześniu 2010 roku czytamy: „ze wszystkich doniesień wynika, że bakterioterapia z wykorzystaniem kału od innego dawcy stała się skuteczną metodą leczenia”. Brandt w tym samym czasopiśmie stwierdził, że lewatywy z kału powinny być pierwszą, a nie ostatnią metodą leczenia pacjentów z ciężkimi infekcjami C. difficile. Coraz większe zainteresowanie naukowców wpływem flory jelitowej na organizm – i na tak różnorodne problemy zdrowotne, jak otyłość, lęk i depresja – być może stanie się bodźcem do upowszechnienia lewatyw z kału.
Obecnie w Kanadzie trwają trzy badania kliniczne dotyczące przeszczepiania flory bakteryjnej. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych sprawa utknęła w martwym punkcie. Rzecznik prasowy FDA powiedział w wywiadzie, że nie wiadomo, jaką decyzję podejmie Agencja wobec eksperymentalnej metody leczenia, dopóki nie zostanie ona oficjalnie zgłoszona. A to oznacza, że inicjatywa należy do Kelly i jej współpracowników, m.in. Khorutsa i Brandta. Badacze chcieliby, żeby już wkrótce metoda trafiła do rejestru FDA, chociaż Kelly żywi obawy co do ostatecznego rozwiązania tej kwestii.