człowiek
Autor: Maryn McKenna | dodano: 2012-10-16
Operacja "Czystość"

Szczotki i ścierki równie ważne, co leki i skalpele.

Jeśli szpital chce zyskać renomę, kupuje najnowocześniejszy nóż gamma i zatrudnia gwiazdę radiochirurgii, która potrafi zrobić z niego doskonały użytek. Takie inwestycje zawsze zwracają uwagę opinii publicznej i napędzają nowych pacjentów. Jednak w ostatnich latach niektóre szpitale dokonały nieoczekiwanego odkrycia. Sumy, które tak naprawdę prowadzą do poprawy opieki nad pacjentami, to często nie te największe, wydawane na wybitnych specjalistów, ale dużo mniejsze kwoty przeznaczane m.in. na anonimowy personel sprzątający.

Szpitale zdały sobie z tego sprawę, próbując walczyć z narastającym problemem zakażeń wewnątrzszpitalnych, których jedną z przyczyn jest rosnąca oporność bakterii na leki. Obecnie niektóre infekcje daje się leczyć zaledwie jednym lub dwoma antybiotykami.

Jeszcze kilka lat temu sztandarowym przykładem złośliwej bakterii atakującej szpitalnych pacjentów był MRSA, metycylinooporny gronkowiec złocisty Staphylococcus aureus. MRSA przywiera do skóry, dlatego główną strategią zapobiegania jego rozprzestrzenianiu się było dokładne mycie rąk. Obecnie największe zagrożenie stwarzają bakterie potrafiące przeżyć na powierzchniach nieorganicznych – na klawiaturach, barierkach łóżek czy zasłonach. Aby pozbyć się tych drobnoustrojów, szpitale muszą oprzeć się na tych pracownikach, którzy znają każdą szczelinę i zakamarek pomieszczeń i wiedzą, jakie składniki chemiczne zawierają poszczególne środki czyszczące.

„Mycie rąk jest niezwykle ważne – mówi zajmujący się tym problemem Michael Phillips, epidemiolog z New York University Langone Medical Center. – Ale jest to tylko jeden z wielu elementów niezbędnych do przerwania łańcucha infekcji”.

WYTRZYMAŁE PATOGENY

zakaźne drobnoustroje, które wymagają tych dodatkowych wysiłków, stały się poważnym problemem około 10 lat temu. Pierwsze epidemie wywołały oporne na wankomycynę bakterie z rodzaju Enterococcus (VRE) i Clostridium difficile. Kolejnymi były mikroorganizmy, mimo że dość różne, to określane łącznie mianem wysoce opornych bakterii Gram-ujemnych: Escherichia coli (pałeczka okrężnicy), Klebsiella, Pseudomonas i Acinetobacter.

Trafiają do pomieszczeń szpitalnych wieloma drogami. Acinetobacter i Pseudomonas jako środowisko preferują wodę i glebę, a do szpitali są przenoszone na butach i odzieży. Z kolei E. coli, Klebsiella i C. difficile zasiedlają ludzki organizm. Dostają się do szpitali w jelitach pacjentów, a do ich uwolnienia dochodzi, kiedy na przykład przykuty do łóżka chory cierpi na biegunkę.

Tę nową plagę bardzo trudno zwalczyć z kilku powodów. Na przykład bakterie Gram-ujemne mają prócz ściany zewnętrzną błonę, zapewniającą im dodatkową ochronę przed antybiotykami oraz innymi związkami chemicznymi, w tym składnikami preparatów czyszczących. Wiele drobnoustrojów może przeżyć w środowisku ubogim w substancje odżywcze, na przykład na szkle, plastiku, metalu i innych materiałach w sali szpitalnej. Weźmy choćby VRE. Jeden ze szczepów, winny epidemii w University Medical Center Utrecht w Holandii, wyrósł na szalce laboratoryjnej po 1400 dniach od zasuszenia – test miał sprawdzić możliwości przeżycia tej bakterii na sali szpitalnej. (MRSA również przeżywa na nieorganicznych powierzchniach, ale znacznie krócej.)

Te właściwości nowej generacji niebezpiecznych bakterii są zagrożeniem nie mniejszym niż brudne ręce lekarzy i pielęgniarek. „zaczynamy zdawać sobie sprawę, że czystość szpitala jest równie ważna jak mycie rąk” – mówi Cliff McDonald, epidemiolog z U.S. Centers for Disease Control and Prevention.

W środowisku szpitalnym oporne, wytrzymałe mikroorganizmy są wszechobecne. Z opublikowanego w ubiegłym roku artykułu przeglądowego wynikało, że skażone bakteriami Gram-ujemnymi może być aż 10% powierzchni w salach szpitalnych, a na 15% daje się wykryć C. difficile. Badanie przeprowadzone w Carver College of Medicine na University of Iowa, którego wyniki ogłoszono online w kwietniu, wykazało istnienie potencjalnego ryzyka zakażenia związanego z parawanami wokół łóżek. Stwierdzono, że na 95% zasłon w 30 salach występował VRE lub MRSA. Po wymianie parawanów w ciągu tygodnia doszło do ponownego skażenia 92% z nich.

LOTNY PATROL

czystość szpitala stała się ostatnio kwestią reputacji – szczególnie od czasu, kiedy witryna internetowa Hospital Compare zaczęła publikować wskaźniki występowania infekcji dla poszczególnych placówek. Brak czystości zaczyna mieć ponadto reperkusje finansowe: w 2008 roku Center for Medicare and Medicaid Services przestały zwracać szpitalom koszty leczenia infekcji będących winą szpitala. Metoda wydawałoby się dość kontrowersyjna, ale – jak wynika z najnowszych badań – skuteczna, bo obniża znacznie częstość występowania infekcji.

Placówki zdrowia zatrudniają także specjalistów, którzy śledzą przypadki zakażeń i badają ich przyczyny. Jednak gdy problem stanowią bakterie bytujące na powierzchniach ścian i sprzętów, ich eliminacja zależy od obsługi budynku. „Osoby sprzątające mają w szpitalu najniższy status, stoją najniżej w hierarchii i przeznacza się dla nich najmniej pieniędzy” – mówi Jan Patterson, przewodniczący Society for Healthcare Epidemiology of America. Ośrodki medyczne często traktują personel sprzątający jak pracowników dorywczych – trudno ich szkolić, ponieważ często ich ojczystym językiem nie jest angielski, a poza tym wkrótce mogą zmienić pracę.

W N.Y.U. Langone w 2010 roku Philips wraz z zespołem rozpoczęli pilotażowy projekt, którego głównym elementem było uznanie tej grupy pracowników za kluczowego partnera w ochronie pacjenta. Personel sprzątający wie lepiej niż ktokolwiek, które barierki są najczęściej dotykane i które uchwyty najtrudniej doczyścić. „Zespoły czystości” w Langone tworzą pracownicy sprzątający i epidemiolodzy oraz pielęgniarki z pięciu oddziałów intensywnej opieki medycznej. Celem jest dokładna dezynfekcja często dotykanych powierzchni. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy projekt przyniósł tak dobre wyniki – zmniejszając częstość występowania zakażeń C. difficile i zużycie antybiotyków będących ostatnią deską ratunku – że administracja szpitala postanowiła zmienić ten eksperyment w rutynę. Obecnie w szpitalu jest tyle „zespołów czystości”, że są one w stanie zająć się wszystkimi miejscami intensywnej opieki.

BRUD W ZAKAMARKACH

jednak nawet najbardziej rygorystyczna dezynfekcja nie zniszczy wszystkich drobnoustrojów. Dlatego niektórzy naukowcy próbują osiągnąć cel innymi metodami – stworzyć samoczyszczące się pomieszczenia. Większość badań koncentruje się na opracowywaniu powłok i tkanin, które nie pozwalają na przyleganie zakaźnych drobnoustrojów lub je zabijają.

Firma Sharklet Technologies nadaje cewnikom powierzchnię, której faktura przypomina chropowatą skórę rekina – zaobserwowano bowiem, że inaczej niż na skórze wielorybów na skórze rekinów nigdy nie osiadają glony. Opracowana struktura znacznie utrudnia bakteriom przyleganie i namnażanie się.

W innych projektach wykorzystuje się znane od dawna antyseptyczne właściwości metali, głównie srebra i miedzi. Wydaje się, że ich jony wchodzą w reakcję z najważniejszymi białkami w komórkach bakteryjnych. Działają podobnie jak niektóre antybiotyki, z tym że metale, w przeciwieństwie do leków, nie prowadzą do pojawienia się oporności. Badanie przeprowadzone przez firmę EOS Surfaces wykazało, że bakterie bytujące w salach szpitalnych nie są w stanie przetrwać na panelach ściennych pokrytych miedzią. Natomiast z sfinansowanego przez Department of Defense badania w trzech szpitalach, w tym Memorial Sloan-Kettering Cancer Center w Nowym Jorku, wynika, że istnieje zależność między pokryciem miedzią często dotykanych powierzchni, na przykład przycisków do wzywania personelu, stojaków na kroplówkę i barierek łóżek, a zmniejszeniem częstości występowania infekcji. Firma PurThread Technologies pracuje nad włóknem z miedzi, srebra i poliestru, które mogłyby być składnikiem zarówno prześcieradeł, jak i ścierek.

Specjaliści ds. zapobiegania infekcjom uważają, że te wysiłki są zachęcające, ale to na razie dopiero początek drogi. Większość rozwiązań nie została poddana randomizowanym badaniom klinicznym, które pozwoliłyby stwierdzić, czy za redukcję liczby infekcji u pacjentów odpowiadają wyłącznie nowo opracowane materiały.

„Potrzeba jeszcze dużo pracy, ale myślę, że będzie to jeden z elementów rozwiązania” – mówi Eli Perencevich, specjalista ds. kontroli infekcji z University of Iowa i dyrektor Center for Comprehensive Access and Delivery Research and Evaluation przy Department of Veterans Affairs, zatrudniony jako konsultant przy opracowywaniu przędzy PurThread. Podkreśla, że nie można na tym poprzestać: „Nie wolno zrezygnować z mycia podłóg, ścian i sprzętów ani z noszenia przez pracowników opieki zdrowotnej rękawiczek czy mycia rąk”.

 Maryn McKenna jest autorką dwóch książek na temat zdrowia publicznego oraz starszym wykładowcą w Schuster Institute for Investigative Journalism przy Brandeis University. Pisze na tematy związane z chorobami zakaźnymi, problemami zdrowotnymi na świecie i polityką żywnościową.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 10/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
22
W 1904 r. urodził się Louis Néel, francuski fizyk, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Maryn McKenna | dodano: 2012-10-16
Operacja "Czystość"

Szczotki i ścierki równie ważne, co leki i skalpele.

Jeśli szpital chce zyskać renomę, kupuje najnowocześniejszy nóż gamma i zatrudnia gwiazdę radiochirurgii, która potrafi zrobić z niego doskonały użytek. Takie inwestycje zawsze zwracają uwagę opinii publicznej i napędzają nowych pacjentów. Jednak w ostatnich latach niektóre szpitale dokonały nieoczekiwanego odkrycia. Sumy, które tak naprawdę prowadzą do poprawy opieki nad pacjentami, to często nie te największe, wydawane na wybitnych specjalistów, ale dużo mniejsze kwoty przeznaczane m.in. na anonimowy personel sprzątający.

Szpitale zdały sobie z tego sprawę, próbując walczyć z narastającym problemem zakażeń wewnątrzszpitalnych, których jedną z przyczyn jest rosnąca oporność bakterii na leki. Obecnie niektóre infekcje daje się leczyć zaledwie jednym lub dwoma antybiotykami.

Jeszcze kilka lat temu sztandarowym przykładem złośliwej bakterii atakującej szpitalnych pacjentów był MRSA, metycylinooporny gronkowiec złocisty Staphylococcus aureus. MRSA przywiera do skóry, dlatego główną strategią zapobiegania jego rozprzestrzenianiu się było dokładne mycie rąk. Obecnie największe zagrożenie stwarzają bakterie potrafiące przeżyć na powierzchniach nieorganicznych – na klawiaturach, barierkach łóżek czy zasłonach. Aby pozbyć się tych drobnoustrojów, szpitale muszą oprzeć się na tych pracownikach, którzy znają każdą szczelinę i zakamarek pomieszczeń i wiedzą, jakie składniki chemiczne zawierają poszczególne środki czyszczące.

„Mycie rąk jest niezwykle ważne – mówi zajmujący się tym problemem Michael Phillips, epidemiolog z New York University Langone Medical Center. – Ale jest to tylko jeden z wielu elementów niezbędnych do przerwania łańcucha infekcji”.

WYTRZYMAŁE PATOGENY

zakaźne drobnoustroje, które wymagają tych dodatkowych wysiłków, stały się poważnym problemem około 10 lat temu. Pierwsze epidemie wywołały oporne na wankomycynę bakterie z rodzaju Enterococcus (VRE) i Clostridium difficile. Kolejnymi były mikroorganizmy, mimo że dość różne, to określane łącznie mianem wysoce opornych bakterii Gram-ujemnych: Escherichia coli (pałeczka okrężnicy), Klebsiella, Pseudomonas i Acinetobacter.

Trafiają do pomieszczeń szpitalnych wieloma drogami. Acinetobacter i Pseudomonas jako środowisko preferują wodę i glebę, a do szpitali są przenoszone na butach i odzieży. Z kolei E. coli, Klebsiella i C. difficile zasiedlają ludzki organizm. Dostają się do szpitali w jelitach pacjentów, a do ich uwolnienia dochodzi, kiedy na przykład przykuty do łóżka chory cierpi na biegunkę.

Tę nową plagę bardzo trudno zwalczyć z kilku powodów. Na przykład bakterie Gram-ujemne mają prócz ściany zewnętrzną błonę, zapewniającą im dodatkową ochronę przed antybiotykami oraz innymi związkami chemicznymi, w tym składnikami preparatów czyszczących. Wiele drobnoustrojów może przeżyć w środowisku ubogim w substancje odżywcze, na przykład na szkle, plastiku, metalu i innych materiałach w sali szpitalnej. Weźmy choćby VRE. Jeden ze szczepów, winny epidemii w University Medical Center Utrecht w Holandii, wyrósł na szalce laboratoryjnej po 1400 dniach od zasuszenia – test miał sprawdzić możliwości przeżycia tej bakterii na sali szpitalnej. (MRSA również przeżywa na nieorganicznych powierzchniach, ale znacznie krócej.)

Te właściwości nowej generacji niebezpiecznych bakterii są zagrożeniem nie mniejszym niż brudne ręce lekarzy i pielęgniarek. „zaczynamy zdawać sobie sprawę, że czystość szpitala jest równie ważna jak mycie rąk” – mówi Cliff McDonald, epidemiolog z U.S. Centers for Disease Control and Prevention.

W środowisku szpitalnym oporne, wytrzymałe mikroorganizmy są wszechobecne. Z opublikowanego w ubiegłym roku artykułu przeglądowego wynikało, że skażone bakteriami Gram-ujemnymi może być aż 10% powierzchni w salach szpitalnych, a na 15% daje się wykryć C. difficile. Badanie przeprowadzone w Carver College of Medicine na University of Iowa, którego wyniki ogłoszono online w kwietniu, wykazało istnienie potencjalnego ryzyka zakażenia związanego z parawanami wokół łóżek. Stwierdzono, że na 95% zasłon w 30 salach występował VRE lub MRSA. Po wymianie parawanów w ciągu tygodnia doszło do ponownego skażenia 92% z nich.

LOTNY PATROL

czystość szpitala stała się ostatnio kwestią reputacji – szczególnie od czasu, kiedy witryna internetowa Hospital Compare zaczęła publikować wskaźniki występowania infekcji dla poszczególnych placówek. Brak czystości zaczyna mieć ponadto reperkusje finansowe: w 2008 roku Center for Medicare and Medicaid Services przestały zwracać szpitalom koszty leczenia infekcji będących winą szpitala. Metoda wydawałoby się dość kontrowersyjna, ale – jak wynika z najnowszych badań – skuteczna, bo obniża znacznie częstość występowania infekcji.

Placówki zdrowia zatrudniają także specjalistów, którzy śledzą przypadki zakażeń i badają ich przyczyny. Jednak gdy problem stanowią bakterie bytujące na powierzchniach ścian i sprzętów, ich eliminacja zależy od obsługi budynku. „Osoby sprzątające mają w szpitalu najniższy status, stoją najniżej w hierarchii i przeznacza się dla nich najmniej pieniędzy” – mówi Jan Patterson, przewodniczący Society for Healthcare Epidemiology of America. Ośrodki medyczne często traktują personel sprzątający jak pracowników dorywczych – trudno ich szkolić, ponieważ często ich ojczystym językiem nie jest angielski, a poza tym wkrótce mogą zmienić pracę.

W N.Y.U. Langone w 2010 roku Philips wraz z zespołem rozpoczęli pilotażowy projekt, którego głównym elementem było uznanie tej grupy pracowników za kluczowego partnera w ochronie pacjenta. Personel sprzątający wie lepiej niż ktokolwiek, które barierki są najczęściej dotykane i które uchwyty najtrudniej doczyścić. „Zespoły czystości” w Langone tworzą pracownicy sprzątający i epidemiolodzy oraz pielęgniarki z pięciu oddziałów intensywnej opieki medycznej. Celem jest dokładna dezynfekcja często dotykanych powierzchni. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy projekt przyniósł tak dobre wyniki – zmniejszając częstość występowania zakażeń C. difficile i zużycie antybiotyków będących ostatnią deską ratunku – że administracja szpitala postanowiła zmienić ten eksperyment w rutynę. Obecnie w szpitalu jest tyle „zespołów czystości”, że są one w stanie zająć się wszystkimi miejscami intensywnej opieki.

BRUD W ZAKAMARKACH

jednak nawet najbardziej rygorystyczna dezynfekcja nie zniszczy wszystkich drobnoustrojów. Dlatego niektórzy naukowcy próbują osiągnąć cel innymi metodami – stworzyć samoczyszczące się pomieszczenia. Większość badań koncentruje się na opracowywaniu powłok i tkanin, które nie pozwalają na przyleganie zakaźnych drobnoustrojów lub je zabijają.

Firma Sharklet Technologies nadaje cewnikom powierzchnię, której faktura przypomina chropowatą skórę rekina – zaobserwowano bowiem, że inaczej niż na skórze wielorybów na skórze rekinów nigdy nie osiadają glony. Opracowana struktura znacznie utrudnia bakteriom przyleganie i namnażanie się.

W innych projektach wykorzystuje się znane od dawna antyseptyczne właściwości metali, głównie srebra i miedzi. Wydaje się, że ich jony wchodzą w reakcję z najważniejszymi białkami w komórkach bakteryjnych. Działają podobnie jak niektóre antybiotyki, z tym że metale, w przeciwieństwie do leków, nie prowadzą do pojawienia się oporności. Badanie przeprowadzone przez firmę EOS Surfaces wykazało, że bakterie bytujące w salach szpitalnych nie są w stanie przetrwać na panelach ściennych pokrytych miedzią. Natomiast z sfinansowanego przez Department of Defense badania w trzech szpitalach, w tym Memorial Sloan-Kettering Cancer Center w Nowym Jorku, wynika, że istnieje zależność między pokryciem miedzią często dotykanych powierzchni, na przykład przycisków do wzywania personelu, stojaków na kroplówkę i barierek łóżek, a zmniejszeniem częstości występowania infekcji. Firma PurThread Technologies pracuje nad włóknem z miedzi, srebra i poliestru, które mogłyby być składnikiem zarówno prześcieradeł, jak i ścierek.

Specjaliści ds. zapobiegania infekcjom uważają, że te wysiłki są zachęcające, ale to na razie dopiero początek drogi. Większość rozwiązań nie została poddana randomizowanym badaniom klinicznym, które pozwoliłyby stwierdzić, czy za redukcję liczby infekcji u pacjentów odpowiadają wyłącznie nowo opracowane materiały.

„Potrzeba jeszcze dużo pracy, ale myślę, że będzie to jeden z elementów rozwiązania” – mówi Eli Perencevich, specjalista ds. kontroli infekcji z University of Iowa i dyrektor Center for Comprehensive Access and Delivery Research and Evaluation przy Department of Veterans Affairs, zatrudniony jako konsultant przy opracowywaniu przędzy PurThread. Podkreśla, że nie można na tym poprzestać: „Nie wolno zrezygnować z mycia podłóg, ścian i sprzętów ani z noszenia przez pracowników opieki zdrowotnej rękawiczek czy mycia rąk”.

 Maryn McKenna jest autorką dwóch książek na temat zdrowia publicznego oraz starszym wykładowcą w Schuster Institute for Investigative Journalism przy Brandeis University. Pisze na tematy związane z chorobami zakaźnymi, problemami zdrowotnymi na świecie i polityką żywnościową.