wszechświat
Autor: Michał Różyczka | dodano: 2012-08-10
Czy w otoczeniu Słońca są obiekty zagrażające jego stabilności?

(Fot. NASA)

Czy w otoczeniu Słońca znajdują się jakieś obiekty, które mogłyby zagrozić jego stabilności?

Odpowiada prof. dr. hab. Michał Różyczka z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN, redaktor Świata Nauki.

Pytanie jest bardzo na czasie, ponieważ ostatnio mnożą się plotki o katastrofie mającej nastąpić 21 grudnia 2012 roku, czyli w rzekomo ostatnim dniu kalendarza Majów (w rzeczywistości kończy się tylko trzynasty z trwających po 144 tys. dni okresów o nazwie baktun). Prorocy apokalipsy zwiastują zanik pola magnetycznego Ziemi, przemieszczenie jej biegunów, erupcję megawulkanu pod parkiem Yellowstone i potężne wybuchy na Słońcu. W większości z tych wizji sprawcą katastrofy miałoby być potężne ciało kosmiczne, które wtargnie do wnętrza Układu Słonecznego i w wariancie optymistycznym zasypie nas deszczem komet z obłoku Oorta (hipotetycznej chmury resztek dysku protoplanetarnego), a w wariancie pesymistycznym zderzy się z Ziemią lub wyrzuci ją w przestrzeń międzygwiazdową. Oczywiście – zgodnie z założeniami teorii spiskowej – astronomowie są już od dawna świadomi zagrożenia, ale wraz z rządami i tajnymi służbami przysięgli milczeć, żeby nie wywołać paniki.

Czytelnikom Świata Nauki nie muszę chyba mówić, ile w tym jest sensu. Zachęcam tylko, by na ewentualne pytania o ów dzień ostateczny odpowiadali z zimną krwią „po ostatnim dniu trzynastego baktun nastąpi pierwszy dzień czternastego baktun, tak jak po ostatnim dniu naszego drugiego tysiąclecia nastąpił pierwszy dzień trzeciego”.

Obecnie nie mamy żadnych solidnych danych świadczących o obecności związanego grawitacyjnie ze Słońcem obiektu o znacznej masie, wszystko jedno, czy miałby to być brązowy karzeł, czy też czerwony lub jakakolwiek inna gwiazda. Za jego istnieniem przemawia tylko jedna przesłanka: sugerowana przez paleontologów cykliczność masowego wymierania gatunków, do którego miałoby dochodzić mniej więcej co 25 mln lat. Według zwolenników hipotezy katastrof kosmicznych tyle właśnie czasu upływa między kolejnymi przejściami domniemanej towarzyszki Słońca przez peryhelium. Owa „Gwiazda Śmierci”, której nadano nazwę Nemezis, musiałaby się poruszać po orbicie o wielkiej półosi rzędu kilkudziesięciu tysięcy jednostek astronomicznych (j.a.), czyli mniej więcej jednego roku świetlnego. Jeżeli taki obiekt rzeczywiście istnieje, zostanie niebawem znaleziony za pomocą budowanego obecnie w USA instrumentu o nazwie Large Synoptic Survey Telescope (LSST). Na razie jest bytem czysto wirtualnym.

Niewykluczone natomiast, że znacznie bliżej Słońca, bo na orbicie o wielkiej półosi rzędu stu kilkudziesięciu j.a., znajduje się obiekt dorównujący rozmiarami Ziemi. Zakładając jego istnienie, można bowiem za pomocą symulacji komputerowych odtworzyć szczegóły orbit obiektów należących do tzw. pasa Kuipera (jest to obszar rozciągający się poza orbitą Neptuna, w którym krążą różnej wielkości planetoidy i karłowate planety – m.in. Pluton). Przypomnijmy – o istnieniu Neptuna przekonano się, usiłując odtworzyć szczegóły orbity Urana. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że ani taka stosunkowo bliska planeta, ani potężna Nemezis nie byłyby w stanie zagrozić Słońcu, a nawet wywołać obserwowalnych zaburzeń w jego ruchach. Możemy spać spokojnie!

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 05/2009 »
Drukuj »
Komentarze
Dodany przez: Astur | 2012-11-29
W jednym z bywszych numerów Świata Nauki pojawił się artykuł o skutkach przejścia białego karła przez Słońce, co miało skończyć się jego wybuchem i oczywiście zniszczeniem życia na Ziemi. O ile dobrze zrozumiałem komentowaną wypowiedź, takie wydarzenie nam nie grozi. Problem jednak w tym, że blisko nas znajduje się alfa Centauri, którego składniki też mogą być zniszczone takim zderzeniem. Być może nie spowodowałoby to skutków podobnych do wybuchu supernowej, ale mogłoby skutecznie unicestwić infrastrukturę elektroniczną. Dla państw rozwiniętych byłoby to zdarzenie apokaliptyczne.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michał Różyczka | dodano: 2012-08-10
Czy w otoczeniu Słońca są obiekty zagrażające jego stabilności?

(Fot. NASA)

Czy w otoczeniu Słońca znajdują się jakieś obiekty, które mogłyby zagrozić jego stabilności?

Odpowiada prof. dr. hab. Michał Różyczka z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN, redaktor Świata Nauki.

Pytanie jest bardzo na czasie, ponieważ ostatnio mnożą się plotki o katastrofie mającej nastąpić 21 grudnia 2012 roku, czyli w rzekomo ostatnim dniu kalendarza Majów (w rzeczywistości kończy się tylko trzynasty z trwających po 144 tys. dni okresów o nazwie baktun). Prorocy apokalipsy zwiastują zanik pola magnetycznego Ziemi, przemieszczenie jej biegunów, erupcję megawulkanu pod parkiem Yellowstone i potężne wybuchy na Słońcu. W większości z tych wizji sprawcą katastrofy miałoby być potężne ciało kosmiczne, które wtargnie do wnętrza Układu Słonecznego i w wariancie optymistycznym zasypie nas deszczem komet z obłoku Oorta (hipotetycznej chmury resztek dysku protoplanetarnego), a w wariancie pesymistycznym zderzy się z Ziemią lub wyrzuci ją w przestrzeń międzygwiazdową. Oczywiście – zgodnie z założeniami teorii spiskowej – astronomowie są już od dawna świadomi zagrożenia, ale wraz z rządami i tajnymi służbami przysięgli milczeć, żeby nie wywołać paniki.

Czytelnikom Świata Nauki nie muszę chyba mówić, ile w tym jest sensu. Zachęcam tylko, by na ewentualne pytania o ów dzień ostateczny odpowiadali z zimną krwią „po ostatnim dniu trzynastego baktun nastąpi pierwszy dzień czternastego baktun, tak jak po ostatnim dniu naszego drugiego tysiąclecia nastąpił pierwszy dzień trzeciego”.

Obecnie nie mamy żadnych solidnych danych świadczących o obecności związanego grawitacyjnie ze Słońcem obiektu o znacznej masie, wszystko jedno, czy miałby to być brązowy karzeł, czy też czerwony lub jakakolwiek inna gwiazda. Za jego istnieniem przemawia tylko jedna przesłanka: sugerowana przez paleontologów cykliczność masowego wymierania gatunków, do którego miałoby dochodzić mniej więcej co 25 mln lat. Według zwolenników hipotezy katastrof kosmicznych tyle właśnie czasu upływa między kolejnymi przejściami domniemanej towarzyszki Słońca przez peryhelium. Owa „Gwiazda Śmierci”, której nadano nazwę Nemezis, musiałaby się poruszać po orbicie o wielkiej półosi rzędu kilkudziesięciu tysięcy jednostek astronomicznych (j.a.), czyli mniej więcej jednego roku świetlnego. Jeżeli taki obiekt rzeczywiście istnieje, zostanie niebawem znaleziony za pomocą budowanego obecnie w USA instrumentu o nazwie Large Synoptic Survey Telescope (LSST). Na razie jest bytem czysto wirtualnym.

Niewykluczone natomiast, że znacznie bliżej Słońca, bo na orbicie o wielkiej półosi rzędu stu kilkudziesięciu j.a., znajduje się obiekt dorównujący rozmiarami Ziemi. Zakładając jego istnienie, można bowiem za pomocą symulacji komputerowych odtworzyć szczegóły orbit obiektów należących do tzw. pasa Kuipera (jest to obszar rozciągający się poza orbitą Neptuna, w którym krążą różnej wielkości planetoidy i karłowate planety – m.in. Pluton). Przypomnijmy – o istnieniu Neptuna przekonano się, usiłując odtworzyć szczegóły orbity Urana. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że ani taka stosunkowo bliska planeta, ani potężna Nemezis nie byłyby w stanie zagrozić Słońcu, a nawet wywołać obserwowalnych zaburzeń w jego ruchach. Możemy spać spokojnie!