książki
Autor: Krzysztof Szymborski | dodano: 2012-08-06
U źródeł przedsiębiorczości

Harry Oliver - KOCIE FURTKI I PUŁAPKI NA MYSZY. Skąd się wzięły zwyczajne (i niezwykłe!) przedmioty w naszym życiu? Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

Na pytanie zawarte w podtytule tej sympatycznej książki można próbować odpowiedzieć na wiele różnych sposobów, m.in. poprzez opracowanie czegoś w rodzaju encyklopedii wynalazków – tysiące efektów przymiarek do dokonania takiego historycznego dzieła istnieją, na przykład, w Internecie. W grę wchodzi też zastosowanie bardziej analitycznego podejścia do tej kwestii polegającego na studiowaniu ludzkiej natury i jej innowacyjnego charakteru.

Kocie furtki i pułapki na myszy nie są ani encyklopedią, ani rozprawą o ludzkiej wynalazczości. To w gruncie rzeczy bardzo przypadkowy (co przyznaje sam autor) zbiór anegdot, który powstał, by „uczyć, bawiąc”. Książka ma więc przede wszystkim charakter rozrywkowy. Jak stwierdza Oliver, od lat zajmujący się opisywaniem codziennych ludzkich zwyczajów i otaczających nas przedmiotów, „przeglądając źródła dotyczące niezliczonych służących nam wynalazków, byłem rozbawiony, oczarowany, zdziwiony, a także czasem oszołomiony ogromem informacji na dany temat”. Spośród owych „niezliczonych” wybrał około 200 z myślą o tym, by rozbawić i zadziwić także swoich czytelników. Dokonał tego (bardzo subiektywnego) wyboru, dzieląc opisywane wynalazki na 13 kategorii – m.in. dotyczących zabawy i czasu wolnego, produktów spożywczych, napojów, grzesznych przyjemności czy też (przeciwnie?) zdrowia i lekarstw.

Okoliczności towarzyszące poszczególnym odkryciom starał się przedstawić w ludzkim wymiarze i w wielu przypadkach udało mu się odszukać zabawne anegdoty dotyczące poszczególnych patentów.

Jedna z nich wiąże się z wynalezieniem pospolitej – choć jakże przydatnej – agrafki. Dokonał tego w 1849 roku Amerykanin Walter Hunt. Wcześniejsze projekty racjonalizatorskie nie przyniosły mu oczekiwanej fortuny i tonął w długach – był winny swoim wierzycielom 15 dolarów, co na owe czasy stanowiło pokaźną sumę. Prosząc o pomoc przyjaciela, starał się pokryć swoje zdenerwowanie, bawiąc się trzymanym w rękach kawałkiem sprężystego drutu. Tak nieoczekiwanie powstała agrafka, którą szybko opatentował i sprzedał prawa do jej produkcji za 400 dolarów – natomiast nowi właściciele patentu zarobili krocie. Inna zabawna ilustracja maksymy „potrzeba jest matką wynalazków” to historia powstania plastra opatrunkowego. Pracujący dla Johnson & Johnson Earle Dickinson miał wyjątkowo niezdarną żonę, która bez przerwy się kaleczyła. Jej rany Earle opatrywał produkowanymi przez macierzystą firmę taśmą klejącą i gazą, lecz musiał to robić tak często, że postanowił przygotować sobie zapas – poprzyklejał do taśmy kawałki gazy, a następnie zwinął ją, zabezpieczając klejącą się stronę taśmą ochronną, którą przed użyciem opatrunku łatwo było zdjąć. Po przetestowaniu wynalazku na żonie, przedstawił go kierownictwu firmy i od tego czasu w każdym domu można znaleźć wygodne opatrunki (często nadal produkowane przez firmę Johnson & Johnson).

Podobnych anegdot jest w książce Olivera wiele, to zdecydowanie lekka i zabawna lektura. Czytelnikom o większych intelektualnych ambicjach zaproponowałbym jednak, aby, zagłębiając się w nią, próbowali zastanowić się, w jakiej mierze nowe wynalazki są odpowiedzią na istniejącą społeczną potrzebę, ile w nich czystego przypadku, a kiedy pojawiają się, zanim powstało na nie jakiekolwiek zapotrzebowanie i dopiero później okazało się, że trudno sobie bez nich wyobrazić życie.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 01/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
24
W 1859 r. Karol Darwin opublikował dzieło O powstaniu gatunków na drodze doboru naturalnego.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Krzysztof Szymborski | dodano: 2012-08-06
U źródeł przedsiębiorczości

Harry Oliver - KOCIE FURTKI I PUŁAPKI NA MYSZY. Skąd się wzięły zwyczajne (i niezwykłe!) przedmioty w naszym życiu? Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

Na pytanie zawarte w podtytule tej sympatycznej książki można próbować odpowiedzieć na wiele różnych sposobów, m.in. poprzez opracowanie czegoś w rodzaju encyklopedii wynalazków – tysiące efektów przymiarek do dokonania takiego historycznego dzieła istnieją, na przykład, w Internecie. W grę wchodzi też zastosowanie bardziej analitycznego podejścia do tej kwestii polegającego na studiowaniu ludzkiej natury i jej innowacyjnego charakteru.

Kocie furtki i pułapki na myszy nie są ani encyklopedią, ani rozprawą o ludzkiej wynalazczości. To w gruncie rzeczy bardzo przypadkowy (co przyznaje sam autor) zbiór anegdot, który powstał, by „uczyć, bawiąc”. Książka ma więc przede wszystkim charakter rozrywkowy. Jak stwierdza Oliver, od lat zajmujący się opisywaniem codziennych ludzkich zwyczajów i otaczających nas przedmiotów, „przeglądając źródła dotyczące niezliczonych służących nam wynalazków, byłem rozbawiony, oczarowany, zdziwiony, a także czasem oszołomiony ogromem informacji na dany temat”. Spośród owych „niezliczonych” wybrał około 200 z myślą o tym, by rozbawić i zadziwić także swoich czytelników. Dokonał tego (bardzo subiektywnego) wyboru, dzieląc opisywane wynalazki na 13 kategorii – m.in. dotyczących zabawy i czasu wolnego, produktów spożywczych, napojów, grzesznych przyjemności czy też (przeciwnie?) zdrowia i lekarstw.

Okoliczności towarzyszące poszczególnym odkryciom starał się przedstawić w ludzkim wymiarze i w wielu przypadkach udało mu się odszukać zabawne anegdoty dotyczące poszczególnych patentów.

Jedna z nich wiąże się z wynalezieniem pospolitej – choć jakże przydatnej – agrafki. Dokonał tego w 1849 roku Amerykanin Walter Hunt. Wcześniejsze projekty racjonalizatorskie nie przyniosły mu oczekiwanej fortuny i tonął w długach – był winny swoim wierzycielom 15 dolarów, co na owe czasy stanowiło pokaźną sumę. Prosząc o pomoc przyjaciela, starał się pokryć swoje zdenerwowanie, bawiąc się trzymanym w rękach kawałkiem sprężystego drutu. Tak nieoczekiwanie powstała agrafka, którą szybko opatentował i sprzedał prawa do jej produkcji za 400 dolarów – natomiast nowi właściciele patentu zarobili krocie. Inna zabawna ilustracja maksymy „potrzeba jest matką wynalazków” to historia powstania plastra opatrunkowego. Pracujący dla Johnson & Johnson Earle Dickinson miał wyjątkowo niezdarną żonę, która bez przerwy się kaleczyła. Jej rany Earle opatrywał produkowanymi przez macierzystą firmę taśmą klejącą i gazą, lecz musiał to robić tak często, że postanowił przygotować sobie zapas – poprzyklejał do taśmy kawałki gazy, a następnie zwinął ją, zabezpieczając klejącą się stronę taśmą ochronną, którą przed użyciem opatrunku łatwo było zdjąć. Po przetestowaniu wynalazku na żonie, przedstawił go kierownictwu firmy i od tego czasu w każdym domu można znaleźć wygodne opatrunki (często nadal produkowane przez firmę Johnson & Johnson).

Podobnych anegdot jest w książce Olivera wiele, to zdecydowanie lekka i zabawna lektura. Czytelnikom o większych intelektualnych ambicjach zaproponowałbym jednak, aby, zagłębiając się w nią, próbowali zastanowić się, w jakiej mierze nowe wynalazki są odpowiedzią na istniejącą społeczną potrzebę, ile w nich czystego przypadku, a kiedy pojawiają się, zanim powstało na nie jakiekolwiek zapotrzebowanie i dopiero później okazało się, że trudno sobie bez nich wyobrazić życie.