książki
Autor: Agnieszka Krzemińska | dodano: 2012-08-06
Biesiada dla wybranych

Marek Węcowski - SYMPOZJON, CZYLI WSPÓLNE PICIE. Początki greckiej biesiady arystokratycznej (IX–VII wiek p.n.e.), Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Warszawa 2011

Demokracja, teatr czy filozofia każdemu wykształconemu człowiekowi momentalnie kojarzą się ze starożytną Grecją. Ale chociaż się tam narodziły i osiągnęły swą klasyczną formę, w następnych wiekach były na różne sposoby interpretowane, rozwijane i modyfikowane. Jednak niektóre kanony rodem z Hellady w czasach późniejszych nie znalazły zastosowania lub przejmowano tylko pewne ich aspekty. Można do nich zaliczyć rozrywkę w czystej postaci – całonocne picie wina, chociaż grecki sympozjon to było coś znacznie więcej. Jego kulturotwórcza funkcja jest od wieków znana i analizowana przez licznych badaczy, mimo to niedawno wydana książka Sympozjon, czyli wspólne picie dowiodła, że można jeszcze spojrzeć na to zjawisko świeżym okiem. Historyk starożytności Marek Węcowski nie tylko zebrał w niej chyba wszystko, co zostało na ten temat napisane, lecz także dokonał własnej analizy literackich przekazów oraz archeologicznych pozostałości, badając genezę tego antycznego fenomenu.

Sympozjon – w dosłownym tłumaczeniu współpicie – był formą spędzania wolnego czasu charakterystyczną dla greckich elit. Zwyczaj ucztowania przedstawicieli klasy próżniaczej czy to w ramach świąt religijnych, czy prywatnych istniał w wielu innych kulturach, ale starożytni Grecy nadali temu wyjątkową oprawę i znaczenie. Co prawda, jak pisał komediopisarz Epicharm (540–450 rok p.n.e.), sympozjon prowadził do „ulicznego korowodu pijaków (komos), z którego bierze się świńskie zachowanie, a z niego sądowe procesy, z nich zaś wyroki, z tych dyby i grzywny”, ale znacznie się różnił od wszystkich innych biesiad, przede wszystkim dlatego, że uczestnicy byli sobie równi. Nikt nie siedział na podwyższeniu, jak w trakcie biesiad na Bliskim Wschodzie, tylko wszyscy leżeli (lub siedzieli) na rozłożonych wokół specjalnego pomieszczenia posłaniach.

Na spotkania te zapraszano wyłącznie arystokratów. Niektórzy przyprowadzali ze sobą synów, ci jednak tylko obserwowali pijących, nabierając ogłady i ucząc się kulturalnego zachowania, by w przyszłości płynnie zająć miejsce ojca w towarzystwie. Udział w sympozjonach był bowiem przywilejem i marzeniem niejednego nuworysza, gdyż ich uczestników zaliczano zwyczajowo do grona ścisłej arystokracji. Oczywiście można się było ubiegać o przyjęcie do tej zamkniętej grupy, ale wymagało to znalezienia wprowadzającego i opanowania umiejętności brylowania w towarzystwie – okazania się au courant we wszystkim.

Sympozjon był wyczerpującym całonocnym maratonem alkoholowym. Chociaż wino rozcieńczano w specjalnych naczyniach zwanych kraterami, w ciągu nocy wypijano morze trunku. Pieczę nad przebiegiem spotkania sprawował wybierany przez uczestników sympozjarcha, który jak wodzirej dbał, by kielich z winem, który krążył wśród gości zawsze w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, nikogo nie ominął. Wraz z kielichem biesiadnik otrzymywał prawo głosu lub mógł wykazać się zręcznością. Większość zabaw podczas sympozjonu była związana z winem, mając, jak podkreśla Węcowski, pokazać, że uczestnik spotkania, mimo wzrastającego poziomu alkoholu we krwi, panuje nad językiem, głową i ciałem. Stąd zabawy zręcznościowe, takie jak kottabos (celowanie resztką wina z kielicha w spodeczek, który miał spaść na ziemię) albo stanie na jednej nodze na bukłaku wina natartym oliwą. O trzeźwości umysłu miały świadczyć rozrywki intelektualne – zagadki i konkursy poetyckie, które pokazywały znajomość historii, literatury, a nawet filozofii. Nie można się było od tego wymigać i każdy zabierał głos. Współzawodnictwo w różnych dziedzinach (w piciu sportowym też) stanowiło bardzo ważny element sympozjonu. Najsłabszy musiał wypić duszkiem karniaka, nie używając rąk, lub zdjąć część swojej garderoby, a zwycięzcę nagradzano pocałunkiem najpiękniejszej hetery lub niewolnika.

Nigdzie nocna pijatyka nie wywarła tak znaczącego wpływu na kulturę, a nawet społeczno-polityczne struktury. Węcowski podkreśla, że sympozjony były niezbędnym elementem w procesie tworzenia się polis (wspólnoty obywateli, którzy na zgromadzeniu podejmowali ważne dla wszystkich decyzje), bo to na nich ustalano, kogo zaliczyć do ścisłego grona „najlepszych” – aristoi, a kogo z niego wykluczyć. Taka, a nie inna struktura alkoholowej libacji, podczas której najbardziej wpływowi obywatele integrowali się, a zarazem współzawodniczyli ze sobą, prezentując swoje walory fizyczne i umysłowe, pomogła w wykształceniu się elit. O wczesnym pojawieniu się sympozjonu i odgrywanej przez niego roli świadczy również fakt, że jeden z najstarszych greckich zapisów, datowany na 725–710 rok p.n.e., z tzw. Czary Nestora znalezionej na wyspie Pithekusai w Zatoce Neapolitańskiej, dotyczy sympozjonu – „Jestem czarą Nestora, z której wygodnie się pije, kto zaś się z niej napije, tego natychmiast ogarnie pragnienie pięknie uwieńczonej Afrodyty”.

Rzeczowy, świetnie napisany wykład o sympozjonie to jednak zdecydowanie lektura dla zaawansowanych. Czytelnik nieznający podstaw literatury antycznej, historii starożytnej Grecji i nieorientujący się w archeologii szybko się zagubi w gąszczu szczegółowych analiz. Może też nie zrozumieć subtelności, które w większości stanowią clou i wartość tej pozycji. Ale nawet jeśli to książka dla znawców, z pewnością jest najważniejszą syntezą poświęconą sympozjonowi, do której będą się odwoływać wszyscy kolejni badacze tego zjawiska.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
22
W 1904 r. urodził się Louis Néel, francuski fizyk, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Czy znasz powiedzenie że matematykowi do pracy wystarczy kartka, ołówek i kosz na śmieci? To nieprawda! Pasjonującą, efektowną i praktyczną matematykę poznaje się dopiero w laboratorium.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Agnieszka Krzemińska | dodano: 2012-08-06
Biesiada dla wybranych

Marek Węcowski - SYMPOZJON, CZYLI WSPÓLNE PICIE. Początki greckiej biesiady arystokratycznej (IX–VII wiek p.n.e.), Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Warszawa 2011

Demokracja, teatr czy filozofia każdemu wykształconemu człowiekowi momentalnie kojarzą się ze starożytną Grecją. Ale chociaż się tam narodziły i osiągnęły swą klasyczną formę, w następnych wiekach były na różne sposoby interpretowane, rozwijane i modyfikowane. Jednak niektóre kanony rodem z Hellady w czasach późniejszych nie znalazły zastosowania lub przejmowano tylko pewne ich aspekty. Można do nich zaliczyć rozrywkę w czystej postaci – całonocne picie wina, chociaż grecki sympozjon to było coś znacznie więcej. Jego kulturotwórcza funkcja jest od wieków znana i analizowana przez licznych badaczy, mimo to niedawno wydana książka Sympozjon, czyli wspólne picie dowiodła, że można jeszcze spojrzeć na to zjawisko świeżym okiem. Historyk starożytności Marek Węcowski nie tylko zebrał w niej chyba wszystko, co zostało na ten temat napisane, lecz także dokonał własnej analizy literackich przekazów oraz archeologicznych pozostałości, badając genezę tego antycznego fenomenu.

Sympozjon – w dosłownym tłumaczeniu współpicie – był formą spędzania wolnego czasu charakterystyczną dla greckich elit. Zwyczaj ucztowania przedstawicieli klasy próżniaczej czy to w ramach świąt religijnych, czy prywatnych istniał w wielu innych kulturach, ale starożytni Grecy nadali temu wyjątkową oprawę i znaczenie. Co prawda, jak pisał komediopisarz Epicharm (540–450 rok p.n.e.), sympozjon prowadził do „ulicznego korowodu pijaków (komos), z którego bierze się świńskie zachowanie, a z niego sądowe procesy, z nich zaś wyroki, z tych dyby i grzywny”, ale znacznie się różnił od wszystkich innych biesiad, przede wszystkim dlatego, że uczestnicy byli sobie równi. Nikt nie siedział na podwyższeniu, jak w trakcie biesiad na Bliskim Wschodzie, tylko wszyscy leżeli (lub siedzieli) na rozłożonych wokół specjalnego pomieszczenia posłaniach.

Na spotkania te zapraszano wyłącznie arystokratów. Niektórzy przyprowadzali ze sobą synów, ci jednak tylko obserwowali pijących, nabierając ogłady i ucząc się kulturalnego zachowania, by w przyszłości płynnie zająć miejsce ojca w towarzystwie. Udział w sympozjonach był bowiem przywilejem i marzeniem niejednego nuworysza, gdyż ich uczestników zaliczano zwyczajowo do grona ścisłej arystokracji. Oczywiście można się było ubiegać o przyjęcie do tej zamkniętej grupy, ale wymagało to znalezienia wprowadzającego i opanowania umiejętności brylowania w towarzystwie – okazania się au courant we wszystkim.

Sympozjon był wyczerpującym całonocnym maratonem alkoholowym. Chociaż wino rozcieńczano w specjalnych naczyniach zwanych kraterami, w ciągu nocy wypijano morze trunku. Pieczę nad przebiegiem spotkania sprawował wybierany przez uczestników sympozjarcha, który jak wodzirej dbał, by kielich z winem, który krążył wśród gości zawsze w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, nikogo nie ominął. Wraz z kielichem biesiadnik otrzymywał prawo głosu lub mógł wykazać się zręcznością. Większość zabaw podczas sympozjonu była związana z winem, mając, jak podkreśla Węcowski, pokazać, że uczestnik spotkania, mimo wzrastającego poziomu alkoholu we krwi, panuje nad językiem, głową i ciałem. Stąd zabawy zręcznościowe, takie jak kottabos (celowanie resztką wina z kielicha w spodeczek, który miał spaść na ziemię) albo stanie na jednej nodze na bukłaku wina natartym oliwą. O trzeźwości umysłu miały świadczyć rozrywki intelektualne – zagadki i konkursy poetyckie, które pokazywały znajomość historii, literatury, a nawet filozofii. Nie można się było od tego wymigać i każdy zabierał głos. Współzawodnictwo w różnych dziedzinach (w piciu sportowym też) stanowiło bardzo ważny element sympozjonu. Najsłabszy musiał wypić duszkiem karniaka, nie używając rąk, lub zdjąć część swojej garderoby, a zwycięzcę nagradzano pocałunkiem najpiękniejszej hetery lub niewolnika.

Nigdzie nocna pijatyka nie wywarła tak znaczącego wpływu na kulturę, a nawet społeczno-polityczne struktury. Węcowski podkreśla, że sympozjony były niezbędnym elementem w procesie tworzenia się polis (wspólnoty obywateli, którzy na zgromadzeniu podejmowali ważne dla wszystkich decyzje), bo to na nich ustalano, kogo zaliczyć do ścisłego grona „najlepszych” – aristoi, a kogo z niego wykluczyć. Taka, a nie inna struktura alkoholowej libacji, podczas której najbardziej wpływowi obywatele integrowali się, a zarazem współzawodniczyli ze sobą, prezentując swoje walory fizyczne i umysłowe, pomogła w wykształceniu się elit. O wczesnym pojawieniu się sympozjonu i odgrywanej przez niego roli świadczy również fakt, że jeden z najstarszych greckich zapisów, datowany na 725–710 rok p.n.e., z tzw. Czary Nestora znalezionej na wyspie Pithekusai w Zatoce Neapolitańskiej, dotyczy sympozjonu – „Jestem czarą Nestora, z której wygodnie się pije, kto zaś się z niej napije, tego natychmiast ogarnie pragnienie pięknie uwieńczonej Afrodyty”.

Rzeczowy, świetnie napisany wykład o sympozjonie to jednak zdecydowanie lektura dla zaawansowanych. Czytelnik nieznający podstaw literatury antycznej, historii starożytnej Grecji i nieorientujący się w archeologii szybko się zagubi w gąszczu szczegółowych analiz. Może też nie zrozumieć subtelności, które w większości stanowią clou i wartość tej pozycji. Ale nawet jeśli to książka dla znawców, z pewnością jest najważniejszą syntezą poświęconą sympozjonowi, do której będą się odwoływać wszyscy kolejni badacze tego zjawiska.