książki
Autor: Krzysztof Pochwicki | dodano: 2012-08-06
Wyzwanie dla szarych komórek

Michael Brooks - 13 RZECZY, KTÓRE NIE MAJĄ SENSU, przeł. Monika Apps, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

Mam szczęście do recenzowanych książek. Jednym z przyjętych przeze mnie wyznaczników wartości danego tytułu jest liczba kreślonych podczas lektury „ptaszków” (ołówkiem, rzecz jasna). Zaznaczam w ten sposób miejsca, które mnie zaskoczyły lub które uznałem za warte zapamiętania. Na stronach książki Brooksa naliczyłem 42 zakreślenia, a muszę przyznać, że coraz trudniej mnie zaintrygować.

Rozwój nauki sprawił, że wiele dziedzin zabrnęło w pozornie ślepy zaułek, a liczne kwestie umykają uwadze zwykłych ludzi. Nie zdajemy sobie sprawy. Nie wiemy. Nic jednak nie może usprawiedliwiać bierności. Michael Brooks, doktor fizyki kwantowej, wszechstronny popularyzator wiedzy, w swoim bestsellerze przedstawia 13 zagadnień, które teoretycznie nie mają większego sensu, a mimo to mogą wkrótce doprowadzić do rewolucyjnych odkryć. Stara się wykazać, że w „nauce (…) utknięcie w martwym punkcie to dobry znak – często zwiastuje nadchodzącą rewolucję”. Okazuje się, że świat ma nam jeszcze wiele do zaoferowania. Obfituje w zaskakujące fakty, a naukowcy, wbrew pozorom, nagminnie wystrzegają się radykalnych zmian. Brooks zaczyna mocno, prezentując obraz, z którego wynika, że dopiero zaczęliśmy poznawać naturę kosmosu. „Ciemna materia i ciemna energia razem wzięte stanowią dziewięćdziesiąt sześć procent wszechświata. Zaledwie dwie anomalie w badaniach naukowych ujawniły więc, że dostrzegamy jedynie ułamek tego, co nazywamy kosmosem”. Zainteresowanym wyjaśniam od razu, że owe 4%, z których m.in. się składamy, to tzw. bariony. Dalej jest równie intrygująco.

Dlaczego, wbrew obliczeniom zgodnym z prawami Newtona, obie sondy Pioneer zbaczają z kursu? Czy słuszny jest ostracyzm związany z tzw. zimną fuzją (Stanley Pons i Martin Fleischmann – 1989 rok), zjawiskiem kojarzącym się z jednym z najgłośniejszych skandali w nauce XX wieku? Dlaczego wciąż nie potrafimy zwięźle odpowiedzieć na pytanie Erwina Schrödingera z 1944 roku: „Czym jest życie?”. Autor przedstawia Mimi, gigantycznego wirusa, wyjaśniając, dlaczego może on wymusić rewizję utrwalonych poglądów z zakresu biogenezy czy tradycyjnej systematyki organizmów. Brooks wnikliwie analizuje kontrowersje związane z wynikami badań marsjańskich próbek (z 1976 roku) dostarczonych przez sondę Viking. Dlaczego specjaliści z NASA początkowo uznali, że na Czerwonej Planecie istnieje życie, po czym niespodziewanie zmienili zdanie? Czy słusznie?

Zawsze intrygowało mnie, dlaczego m.in. w programach nauczania tak niewiele miejsca i czasu poświęca się śmierci? Przecież stanowi nieodłączną składową biosfery. Jaką odgrywa rolę? Kiedy powstała? Brooks mierzy się i z tym problemem. Według niego przyjęty system przekazywania wiedzy, autorytarny i dogmatyczny, zabija potrzebę kreatywnego myślenia, stawiania pytań.

Ostatnie rozdziały książki powinny zainteresować każdego. Czy istnieje coś takiego, jak wola? Jakie stanowisko zajmuje medycyna wobec poszlak pozwalających przypuszczać, że efekt placebo nie istnieje?

Czytając ten tekst, odniosłem wrażenie, że w pewnym momencie nadużywam słowa „dlaczego”. A może po prostu za rzadko je słyszę? Dawniej człowiek poszukiwał wiedzy, dziś, w cywilizacji multimediów, trudno jej uniknąć. Zarazem jakość, rzetelność informacji jest coraz gorsza (przykładowo Umberto Eco twierdzi, że 95% komunikatów produkowanych przez ludzkość to komunikaty fałszywe). Internet, mimo swego lawinowego rozwoju, nadal zawiera niespełna 15–20% dostępnych na świecie informacji (szacunki z 2007 roku). Reszta znajduje się poza Siecią, m.in. w książkach. Gdy napływ informacji jest zbyt szybki, mózg traci zdolność racjonalnej selekcji wiadomości na sensowne i nic niewarte – to zjawisko nazywano szokiem informacyjnym. Chcąc nie chcąc, zaczynamy przyswajać wiadomości przypadkowe, odkładając sobie w głowach bezużyteczną papkę bardzo ważnych informacji o niczym. Ubóstwo komunikatów przy największej nawet wiedzy kształtuje źle przystosowanego do życia odludka, zaś ich nadmiar, bez odpowiedniej dozy wiedzy, przyczynia się do spłycenia intelektualnego, pozbawia zdolności formułowania niezależnych sądów, zwiększa podatność na manipulacje. W dobie tego typu wyzwań wartość prac, takich jak 13 rzeczy, które nie mają sensu, trudno przecenić.

Filozof Karl Popper powiedział kiedyś, że naukę można uznać za „sztukę systematycznych uproszczeń”. Michael Brooks jest znakomitym „upraszczaczem” złożonych, wielowątkowych zagadnień – treści zawarte w jego książce bez trudu zrozumie każdy mający elementarną wiedzą oraz umiejętność czytania ze zrozumieniem. Zachęcam do lektury.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 10/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
22
W 1904 r. urodził się Louis Néel, francuski fizyk, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Krzysztof Pochwicki | dodano: 2012-08-06
Wyzwanie dla szarych komórek

Michael Brooks - 13 RZECZY, KTÓRE NIE MAJĄ SENSU, przeł. Monika Apps, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

Mam szczęście do recenzowanych książek. Jednym z przyjętych przeze mnie wyznaczników wartości danego tytułu jest liczba kreślonych podczas lektury „ptaszków” (ołówkiem, rzecz jasna). Zaznaczam w ten sposób miejsca, które mnie zaskoczyły lub które uznałem za warte zapamiętania. Na stronach książki Brooksa naliczyłem 42 zakreślenia, a muszę przyznać, że coraz trudniej mnie zaintrygować.

Rozwój nauki sprawił, że wiele dziedzin zabrnęło w pozornie ślepy zaułek, a liczne kwestie umykają uwadze zwykłych ludzi. Nie zdajemy sobie sprawy. Nie wiemy. Nic jednak nie może usprawiedliwiać bierności. Michael Brooks, doktor fizyki kwantowej, wszechstronny popularyzator wiedzy, w swoim bestsellerze przedstawia 13 zagadnień, które teoretycznie nie mają większego sensu, a mimo to mogą wkrótce doprowadzić do rewolucyjnych odkryć. Stara się wykazać, że w „nauce (…) utknięcie w martwym punkcie to dobry znak – często zwiastuje nadchodzącą rewolucję”. Okazuje się, że świat ma nam jeszcze wiele do zaoferowania. Obfituje w zaskakujące fakty, a naukowcy, wbrew pozorom, nagminnie wystrzegają się radykalnych zmian. Brooks zaczyna mocno, prezentując obraz, z którego wynika, że dopiero zaczęliśmy poznawać naturę kosmosu. „Ciemna materia i ciemna energia razem wzięte stanowią dziewięćdziesiąt sześć procent wszechświata. Zaledwie dwie anomalie w badaniach naukowych ujawniły więc, że dostrzegamy jedynie ułamek tego, co nazywamy kosmosem”. Zainteresowanym wyjaśniam od razu, że owe 4%, z których m.in. się składamy, to tzw. bariony. Dalej jest równie intrygująco.

Dlaczego, wbrew obliczeniom zgodnym z prawami Newtona, obie sondy Pioneer zbaczają z kursu? Czy słuszny jest ostracyzm związany z tzw. zimną fuzją (Stanley Pons i Martin Fleischmann – 1989 rok), zjawiskiem kojarzącym się z jednym z najgłośniejszych skandali w nauce XX wieku? Dlaczego wciąż nie potrafimy zwięźle odpowiedzieć na pytanie Erwina Schrödingera z 1944 roku: „Czym jest życie?”. Autor przedstawia Mimi, gigantycznego wirusa, wyjaśniając, dlaczego może on wymusić rewizję utrwalonych poglądów z zakresu biogenezy czy tradycyjnej systematyki organizmów. Brooks wnikliwie analizuje kontrowersje związane z wynikami badań marsjańskich próbek (z 1976 roku) dostarczonych przez sondę Viking. Dlaczego specjaliści z NASA początkowo uznali, że na Czerwonej Planecie istnieje życie, po czym niespodziewanie zmienili zdanie? Czy słusznie?

Zawsze intrygowało mnie, dlaczego m.in. w programach nauczania tak niewiele miejsca i czasu poświęca się śmierci? Przecież stanowi nieodłączną składową biosfery. Jaką odgrywa rolę? Kiedy powstała? Brooks mierzy się i z tym problemem. Według niego przyjęty system przekazywania wiedzy, autorytarny i dogmatyczny, zabija potrzebę kreatywnego myślenia, stawiania pytań.

Ostatnie rozdziały książki powinny zainteresować każdego. Czy istnieje coś takiego, jak wola? Jakie stanowisko zajmuje medycyna wobec poszlak pozwalających przypuszczać, że efekt placebo nie istnieje?

Czytając ten tekst, odniosłem wrażenie, że w pewnym momencie nadużywam słowa „dlaczego”. A może po prostu za rzadko je słyszę? Dawniej człowiek poszukiwał wiedzy, dziś, w cywilizacji multimediów, trudno jej uniknąć. Zarazem jakość, rzetelność informacji jest coraz gorsza (przykładowo Umberto Eco twierdzi, że 95% komunikatów produkowanych przez ludzkość to komunikaty fałszywe). Internet, mimo swego lawinowego rozwoju, nadal zawiera niespełna 15–20% dostępnych na świecie informacji (szacunki z 2007 roku). Reszta znajduje się poza Siecią, m.in. w książkach. Gdy napływ informacji jest zbyt szybki, mózg traci zdolność racjonalnej selekcji wiadomości na sensowne i nic niewarte – to zjawisko nazywano szokiem informacyjnym. Chcąc nie chcąc, zaczynamy przyswajać wiadomości przypadkowe, odkładając sobie w głowach bezużyteczną papkę bardzo ważnych informacji o niczym. Ubóstwo komunikatów przy największej nawet wiedzy kształtuje źle przystosowanego do życia odludka, zaś ich nadmiar, bez odpowiedniej dozy wiedzy, przyczynia się do spłycenia intelektualnego, pozbawia zdolności formułowania niezależnych sądów, zwiększa podatność na manipulacje. W dobie tego typu wyzwań wartość prac, takich jak 13 rzeczy, które nie mają sensu, trudno przecenić.

Filozof Karl Popper powiedział kiedyś, że naukę można uznać za „sztukę systematycznych uproszczeń”. Michael Brooks jest znakomitym „upraszczaczem” złożonych, wielowątkowych zagadnień – treści zawarte w jego książce bez trudu zrozumie każdy mający elementarną wiedzą oraz umiejętność czytania ze zrozumieniem. Zachęcam do lektury.