książki
Autor: Jarosław Włodarczyk | dodano: 2012-07-19
Lekcje astronomii króla Stasia

Katarzyna Bucholc-Srogosz - EMIGRACYJNE LISTY GENERAŁA JANA KOMARZEWSKIEGO DO KRÓLA STANISŁAWA AUGUSTA PONIATOWSKIEGO, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2010

Jan Chrzciciel Komarzewski, żyjący w latach 1744–1810, wcześnie rozpoczął dalekie podróże. Jako dwudziestoletni młodzieniec trafił bowiem z Kamieńca Podolskiego do Konstantynopola, gdzie miał studiować turecki w tamtejszej szkole języków wschodnich. Szybko jednak odkrył, że nie jest to jego powołaniem, i zaciągnął się do wojska pruskiego. Służył kilka lat, ale zdobywszy szlify, wrócił do Warszawy i wstąpił do wojska koronnego w randze podpułkownika. Król Stanisław August obdarzył go zaufaniem, a nawet przyjaźnią, błyskawicznie awansował i już w 1776 roku mianował szefem królewskiej Kancelarii Wojskowej. Odtąd w rękach Komarzewskiego skupiało się wiele nitek: poufne zadania od króla, organizacja królewskich podróży, wojskowe sprawy personalne i finansowe, wreszcie zamierzona przez Stanisława Augusta reforma armii.

Nic dziwnego, że stał się jednym z głównych celów ataków opozycji podczas kolejnych sejmów. Mający coraz słabszą pozycję król nie był w stanie osłonić generała przed napaściami osobistymi i politycznymi. Koniec końców Komarzewski pod koniec 1788 roku podał się do dymisji i po kilku miesiącach wyjechał z kraju. Udał się do Anglii.

Przez całe swoje życie generał pozostawał lojalny wobec Stanisława Augusta. Jeszcze w 1807 roku, na trzy lata przed śmiercią, opublikował w języku francuskim apologię ostatniego króla Polski, szkicując portret mądrego władcy działającego pod presją trudności wewnętrznych i zaborczych sąsiadów. Podczas zagranicznych wojaży Komarzewski regularnie korespondował z monarchą. W czasie pobytu w Anglii przesyłał Stanisławowi Augustowi informacje o najnowszych rozwiązaniach technicznych brytyjskiej rewolucji przemysłowej. Nie ukrywał przy tym, że dostęp do tych sekretów zawdzięcza bliskiej znajomości z najwybitniejszym astronomem epoki Williamem Herschelem.

Komarzewski zawitał do Londynu jesienią 1789 roku. W tych czasach Polacy bardzo często odwiedzali Anglię, poszukując nowinek przemysłowo-technicznych, które można by przenieść na grunt ojczysty. Pobyt nad Tamizą generał rozpoczął od intensywnej nauki angielskiego. Jeden z polskich podróżników pisał o nim, że „przełamuje wprost naturę, by nauczyć się angielskiego i nakłonić swój język do niezwykłej wymowy i akcentu londyńskiego”. Komarzewski musiał bardzo szybko nawiązać znajomość z Herschelem, gdyż już na początku października 1789 roku wysłał do Stanisława Augusta list, którego bohaterem jest odkrywca Urana. Wkrótce Polak głębiej wniknie w odkrywany przez Herschela kosmos i zacznie dzielić się najświeższą wiedzą astronomiczną z królem, poprawiając błędy swoich pierwszych relacji, „popełnione przez nieumiejętność w początkach lub prześlepienie jakowegoś punktu”. Nie zapominajmy jednak o dodatkowym aspekcie więzi Komarzewskiego z Herschelem. Sławny astronom konstruujący potężne instrumenty według własnych projektów był mile widzianym klientem różnych manufaktur brytyjskich. Zamawiał na przykład odlewane z metalu olbrzymie zwierciadła do swoich teleskopów. Kiedy znajomość stała się bardziej zażyła, Komarzewski mógł się pochwalić królowi, że „Herschel sam ofiarował mi wyjawić sekret względem poloru zwierciadła. Co tu w Anglii nikomu nie wiadomo. Ale to pod kondycją sekretu”. Rzeczywiście, w nadawaniu właściwego, wklęsłego kształtu wielkim zwierciadłom poprzez odpowiednie ich szlifowanie Herschel nie miał sobie równych.

Komarzewski bardzo interesował się metalurgią jak również mechaniką. Odwiedzał z Herschelem manufaktury Matthew Boultona, inżyniera i współpracownika Jamesa Watta, oraz Johna Wilkinsona, pionierów produkcji silników parowych. „Boulton z Birmingham pokazał mi całą swoją fabrykę i do jak wielu rzeczy używa swojej pompy ogniowej, która oszczędza ludzi najmniej 180 do 200, i koni w proporcji” – pisał do króla wiosną 1790 roku, relacjonując podróż z Herschelem. Trasa wyprawy przebiegała przez Birmingham, Liverpool, Manchester, Sheffield i na tym szlaku Polak naliczył ponad 100 „pomp ogniowych”, czyli silników parowych. Podczas jednej z wizyt w firmie Wilkinsona na prośbę generała rozłożono na części taką dwucylindrową maszynę parową. Komarzewski z zapałem projektował wykorzystanie „machin mechanicznych, hydraulicznych i hydrostatycznych [...] w Olkuszu, w Miedzianej Górze, w Kozienicach, w Łowiczu” do produkcji „żelaza, stali, miedzi, srebra, sukna, płócien i narzędzi do wyrabiania tych materiałów”, własnoręcznie sporządzając odpowiednie rysunki.

Na wojaże, odbywane z polskim znajomym po brytyjskich manufakturach, Herschel zabierał ze sobą przenośny teleskop i astronomiczna edukacja generała systematycznie się pogłębiała. W ten sposób król Polski dowiedział się o zdumiewającym odkryciu Herschela – wyznaczeniu kierunku, w którym w przestrzeni kosmicznej porusza się Słońce, ciągnąc ze sobą cały system planet. Przede wszystkim jednak William Herschel zasłynął z gigantycznego programu obserwacyjnego i z wniosków, umiejętnie wyciągniętych z obfitego zbioru danych. Kiedy generał Komarzewski poznał w 1789 roku astronoma ze Slough, ten prowadził już systematyczne obserwacje całego nieba, katalogując mgławice, czyli obiekty, które nie były tak jak gwiazdy punktowymi źródłami światła, lecz przypominały rozmazane plamki lub wręcz nieregularne świetliste kleksy.

Jednocześnie Herschel podjął problem „mgławicy” słonecznej, opracowując sposób na ustalenie kształtu skupiska gwiazd, w którym tkwimy razem ze Słońcem i które powoduje złudzenie Drogi Mlecznej na sferze niebieskiej. Przyjął przy tym dwa założenia. Pierwsze wiązało się z wiarą w potęgę własnych instrumentów. Od 1783 roku astronom dysponował teleskopem zwierciadlanym o średnicy 46 cm i długości ponad 6 m. Herschel uznał, że pozwala on dostrzec wszystkie gwiazdy znajdujące się w granicach Drogi Mlecznej. Następnie założył, że gwiazdy te są rozłożone w przestrzeni równomiernie, co było, oczywiście, bardzo dużym uproszczeniem. Pozwalało jednak w łatwy sposób ocenić odległość do granic naszego systemu gwiazd. Procedura wyglądała prosto. Wystarczyło policzyć gwiazdy w różnych wycinkach sfery niebieskiej (czyli w różnych kierunkach widzenia). Skoro obserwujemy wszystkie gwiazdy i skoro nigdzie nie ma zagęszczeń lub rozrzedzeń, uzyskana liczba gwiazd wskazuje, jak daleko znajduje się granica Drogi Mlecznej: gdy naliczymy ich dużo, do granicy jest dalej, jeśli mało – bliżej. Prosta procedura była jednak bardzo pracochłonna i Herschel zastosował swoją metodę tylko do wąskiego pasa, obiegającego sferę niebieską. (I tak wymagało to przeprowadzenia zliczeń w ponad 3 tys. wycinków nieba.)

Gdy z wynikiem tych badań zapoznał się Komarzewski, poinformował Stanisława Augusta: „Utrzymuje i to Herschel, że wszystkie nebulozy są to systemy słoneczne, iż systema naszego słońca jest częścią jednej z nebuloz [...]. Między nebulozami widziałem jedną podobną do pierścienia. Inne mają rozmaite figury. Ta, gdzie mieszkamy, utrzymuje, że jest podobna ( jak mi ją odrysował) do nadzianej kiszki”.

Pomysł Herschela był niezwykle śmiały i otrzymany przez niego kształt naszej, używając współczesnego określenia, Galaktyki pojawiał się w różnych książkach i podręcznikach niemal do końca XIX wieku. Niemniej już Herschel zaczął zdawać sobie sprawę, że próba ze zliczeniami raczej się nie powiodła. Uzmysłowił mu to jego kolejny olbrzymi teleskop – o średnicy 122 cm i długości ponad 12 m – który stanął w Slough w roku pierwszej wizyty Komarzewskiego. Sprawdzenie wybranych wycinków nieba pokazało, że potężniejszy instrument widzi wciąż nowe gwiazdy, a zatem poprzedni program obserwacyjny nie pozwolił dotrzeć do granic naszego skupiska gwiazd.

Przyjaźń między generałem a astronomem zadzierzgnęła się na dobre. W marcu 1792 roku Komarzewski został ojcem chrzestnym jedynego syna Williama, Johna Fredericka Williama Herschela. Dwa miesiące później generał, dzięki silnemu poparciu Herschela, został wybrany na członka londyńskiego Towarzystwa Królewskiego. Wkrótce jednak Komarzewski opuścił Anglię; astronomiczne listy do króla przestały nadchodzić. Generał zdążył jeszcze wprowadzić nowy zwyczaj w domu Herschelów. Kiedy Stanisław August sprezentował Williamowi swój portret (obecnie zaginiony), Komarzewski relacjonował: „On [Herschel], Jego żona i siostra nauczyli się pić zdrowie W.K.Mci w słowach polskich i promują Pańskie zdrowie na każdym posiedzeniu swoim lub obcym. A tam bywają lub jego zapraszają najzacniejsi [...]”.

Nie ustała natomiast korespondencja między generałem a astronomem. Zachowały się listy, które świadczą, że Komarzewski pisywał do Williama Herschela co najmniej przez następną dekadę – z Polski, Niemiec i Francji. Spotkał się jeszcze raz ze swoim angielskim przyjacielem na początku 1803 roku, gdy ten zawitał na krótko do Paryża. Planowali wówczas kolejną wspólną wyprawę do Szkocji, a generał obiecywał sobie długą konwersację z jedenastoletnim Johnem w „naszej czystej łacinie”. Ostatni list Komarzewskiego do Herschela nosi datę 13 marca 1803 roku. Plany wizyty w Anglii pokrzyżowały niespokojne czasy wojen napoleońskich. Generał Komarzewski zmarł w Paryżu w pierwszych dniach marca 1810 roku.

Nieduża książka Katarzyny Bucholc-Srogosz przypomina o zażyłości Komarzewskiego z Williamem Herschelem, zawiera też krytyczne wydanie 10 wybranych listów do króla Polski. I chociaż można mieć zastrzeżenia do jakości opracowania fragmentów astronomicznych i tematyki związanej z historią nauki tamtej epoki, Emigracyjne listy generała Jana Komarzewskiego... stanowią interesujący przykład literatury historycznej, która próbuje wyjść poza granice swojego tradycyjnego getta.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 03/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
24
W 1859 r. Karol Darwin opublikował dzieło O powstaniu gatunków na drodze doboru naturalnego.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jarosław Włodarczyk | dodano: 2012-07-19
Lekcje astronomii króla Stasia

Katarzyna Bucholc-Srogosz - EMIGRACYJNE LISTY GENERAŁA JANA KOMARZEWSKIEGO DO KRÓLA STANISŁAWA AUGUSTA PONIATOWSKIEGO, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2010

Jan Chrzciciel Komarzewski, żyjący w latach 1744–1810, wcześnie rozpoczął dalekie podróże. Jako dwudziestoletni młodzieniec trafił bowiem z Kamieńca Podolskiego do Konstantynopola, gdzie miał studiować turecki w tamtejszej szkole języków wschodnich. Szybko jednak odkrył, że nie jest to jego powołaniem, i zaciągnął się do wojska pruskiego. Służył kilka lat, ale zdobywszy szlify, wrócił do Warszawy i wstąpił do wojska koronnego w randze podpułkownika. Król Stanisław August obdarzył go zaufaniem, a nawet przyjaźnią, błyskawicznie awansował i już w 1776 roku mianował szefem królewskiej Kancelarii Wojskowej. Odtąd w rękach Komarzewskiego skupiało się wiele nitek: poufne zadania od króla, organizacja królewskich podróży, wojskowe sprawy personalne i finansowe, wreszcie zamierzona przez Stanisława Augusta reforma armii.

Nic dziwnego, że stał się jednym z głównych celów ataków opozycji podczas kolejnych sejmów. Mający coraz słabszą pozycję król nie był w stanie osłonić generała przed napaściami osobistymi i politycznymi. Koniec końców Komarzewski pod koniec 1788 roku podał się do dymisji i po kilku miesiącach wyjechał z kraju. Udał się do Anglii.

Przez całe swoje życie generał pozostawał lojalny wobec Stanisława Augusta. Jeszcze w 1807 roku, na trzy lata przed śmiercią, opublikował w języku francuskim apologię ostatniego króla Polski, szkicując portret mądrego władcy działającego pod presją trudności wewnętrznych i zaborczych sąsiadów. Podczas zagranicznych wojaży Komarzewski regularnie korespondował z monarchą. W czasie pobytu w Anglii przesyłał Stanisławowi Augustowi informacje o najnowszych rozwiązaniach technicznych brytyjskiej rewolucji przemysłowej. Nie ukrywał przy tym, że dostęp do tych sekretów zawdzięcza bliskiej znajomości z najwybitniejszym astronomem epoki Williamem Herschelem.

Komarzewski zawitał do Londynu jesienią 1789 roku. W tych czasach Polacy bardzo często odwiedzali Anglię, poszukując nowinek przemysłowo-technicznych, które można by przenieść na grunt ojczysty. Pobyt nad Tamizą generał rozpoczął od intensywnej nauki angielskiego. Jeden z polskich podróżników pisał o nim, że „przełamuje wprost naturę, by nauczyć się angielskiego i nakłonić swój język do niezwykłej wymowy i akcentu londyńskiego”. Komarzewski musiał bardzo szybko nawiązać znajomość z Herschelem, gdyż już na początku października 1789 roku wysłał do Stanisława Augusta list, którego bohaterem jest odkrywca Urana. Wkrótce Polak głębiej wniknie w odkrywany przez Herschela kosmos i zacznie dzielić się najświeższą wiedzą astronomiczną z królem, poprawiając błędy swoich pierwszych relacji, „popełnione przez nieumiejętność w początkach lub prześlepienie jakowegoś punktu”. Nie zapominajmy jednak o dodatkowym aspekcie więzi Komarzewskiego z Herschelem. Sławny astronom konstruujący potężne instrumenty według własnych projektów był mile widzianym klientem różnych manufaktur brytyjskich. Zamawiał na przykład odlewane z metalu olbrzymie zwierciadła do swoich teleskopów. Kiedy znajomość stała się bardziej zażyła, Komarzewski mógł się pochwalić królowi, że „Herschel sam ofiarował mi wyjawić sekret względem poloru zwierciadła. Co tu w Anglii nikomu nie wiadomo. Ale to pod kondycją sekretu”. Rzeczywiście, w nadawaniu właściwego, wklęsłego kształtu wielkim zwierciadłom poprzez odpowiednie ich szlifowanie Herschel nie miał sobie równych.

Komarzewski bardzo interesował się metalurgią jak również mechaniką. Odwiedzał z Herschelem manufaktury Matthew Boultona, inżyniera i współpracownika Jamesa Watta, oraz Johna Wilkinsona, pionierów produkcji silników parowych. „Boulton z Birmingham pokazał mi całą swoją fabrykę i do jak wielu rzeczy używa swojej pompy ogniowej, która oszczędza ludzi najmniej 180 do 200, i koni w proporcji” – pisał do króla wiosną 1790 roku, relacjonując podróż z Herschelem. Trasa wyprawy przebiegała przez Birmingham, Liverpool, Manchester, Sheffield i na tym szlaku Polak naliczył ponad 100 „pomp ogniowych”, czyli silników parowych. Podczas jednej z wizyt w firmie Wilkinsona na prośbę generała rozłożono na części taką dwucylindrową maszynę parową. Komarzewski z zapałem projektował wykorzystanie „machin mechanicznych, hydraulicznych i hydrostatycznych [...] w Olkuszu, w Miedzianej Górze, w Kozienicach, w Łowiczu” do produkcji „żelaza, stali, miedzi, srebra, sukna, płócien i narzędzi do wyrabiania tych materiałów”, własnoręcznie sporządzając odpowiednie rysunki.

Na wojaże, odbywane z polskim znajomym po brytyjskich manufakturach, Herschel zabierał ze sobą przenośny teleskop i astronomiczna edukacja generała systematycznie się pogłębiała. W ten sposób król Polski dowiedział się o zdumiewającym odkryciu Herschela – wyznaczeniu kierunku, w którym w przestrzeni kosmicznej porusza się Słońce, ciągnąc ze sobą cały system planet. Przede wszystkim jednak William Herschel zasłynął z gigantycznego programu obserwacyjnego i z wniosków, umiejętnie wyciągniętych z obfitego zbioru danych. Kiedy generał Komarzewski poznał w 1789 roku astronoma ze Slough, ten prowadził już systematyczne obserwacje całego nieba, katalogując mgławice, czyli obiekty, które nie były tak jak gwiazdy punktowymi źródłami światła, lecz przypominały rozmazane plamki lub wręcz nieregularne świetliste kleksy.

Jednocześnie Herschel podjął problem „mgławicy” słonecznej, opracowując sposób na ustalenie kształtu skupiska gwiazd, w którym tkwimy razem ze Słońcem i które powoduje złudzenie Drogi Mlecznej na sferze niebieskiej. Przyjął przy tym dwa założenia. Pierwsze wiązało się z wiarą w potęgę własnych instrumentów. Od 1783 roku astronom dysponował teleskopem zwierciadlanym o średnicy 46 cm i długości ponad 6 m. Herschel uznał, że pozwala on dostrzec wszystkie gwiazdy znajdujące się w granicach Drogi Mlecznej. Następnie założył, że gwiazdy te są rozłożone w przestrzeni równomiernie, co było, oczywiście, bardzo dużym uproszczeniem. Pozwalało jednak w łatwy sposób ocenić odległość do granic naszego systemu gwiazd. Procedura wyglądała prosto. Wystarczyło policzyć gwiazdy w różnych wycinkach sfery niebieskiej (czyli w różnych kierunkach widzenia). Skoro obserwujemy wszystkie gwiazdy i skoro nigdzie nie ma zagęszczeń lub rozrzedzeń, uzyskana liczba gwiazd wskazuje, jak daleko znajduje się granica Drogi Mlecznej: gdy naliczymy ich dużo, do granicy jest dalej, jeśli mało – bliżej. Prosta procedura była jednak bardzo pracochłonna i Herschel zastosował swoją metodę tylko do wąskiego pasa, obiegającego sferę niebieską. (I tak wymagało to przeprowadzenia zliczeń w ponad 3 tys. wycinków nieba.)

Gdy z wynikiem tych badań zapoznał się Komarzewski, poinformował Stanisława Augusta: „Utrzymuje i to Herschel, że wszystkie nebulozy są to systemy słoneczne, iż systema naszego słońca jest częścią jednej z nebuloz [...]. Między nebulozami widziałem jedną podobną do pierścienia. Inne mają rozmaite figury. Ta, gdzie mieszkamy, utrzymuje, że jest podobna ( jak mi ją odrysował) do nadzianej kiszki”.

Pomysł Herschela był niezwykle śmiały i otrzymany przez niego kształt naszej, używając współczesnego określenia, Galaktyki pojawiał się w różnych książkach i podręcznikach niemal do końca XIX wieku. Niemniej już Herschel zaczął zdawać sobie sprawę, że próba ze zliczeniami raczej się nie powiodła. Uzmysłowił mu to jego kolejny olbrzymi teleskop – o średnicy 122 cm i długości ponad 12 m – który stanął w Slough w roku pierwszej wizyty Komarzewskiego. Sprawdzenie wybranych wycinków nieba pokazało, że potężniejszy instrument widzi wciąż nowe gwiazdy, a zatem poprzedni program obserwacyjny nie pozwolił dotrzeć do granic naszego skupiska gwiazd.

Przyjaźń między generałem a astronomem zadzierzgnęła się na dobre. W marcu 1792 roku Komarzewski został ojcem chrzestnym jedynego syna Williama, Johna Fredericka Williama Herschela. Dwa miesiące później generał, dzięki silnemu poparciu Herschela, został wybrany na członka londyńskiego Towarzystwa Królewskiego. Wkrótce jednak Komarzewski opuścił Anglię; astronomiczne listy do króla przestały nadchodzić. Generał zdążył jeszcze wprowadzić nowy zwyczaj w domu Herschelów. Kiedy Stanisław August sprezentował Williamowi swój portret (obecnie zaginiony), Komarzewski relacjonował: „On [Herschel], Jego żona i siostra nauczyli się pić zdrowie W.K.Mci w słowach polskich i promują Pańskie zdrowie na każdym posiedzeniu swoim lub obcym. A tam bywają lub jego zapraszają najzacniejsi [...]”.

Nie ustała natomiast korespondencja między generałem a astronomem. Zachowały się listy, które świadczą, że Komarzewski pisywał do Williama Herschela co najmniej przez następną dekadę – z Polski, Niemiec i Francji. Spotkał się jeszcze raz ze swoim angielskim przyjacielem na początku 1803 roku, gdy ten zawitał na krótko do Paryża. Planowali wówczas kolejną wspólną wyprawę do Szkocji, a generał obiecywał sobie długą konwersację z jedenastoletnim Johnem w „naszej czystej łacinie”. Ostatni list Komarzewskiego do Herschela nosi datę 13 marca 1803 roku. Plany wizyty w Anglii pokrzyżowały niespokojne czasy wojen napoleońskich. Generał Komarzewski zmarł w Paryżu w pierwszych dniach marca 1810 roku.

Nieduża książka Katarzyny Bucholc-Srogosz przypomina o zażyłości Komarzewskiego z Williamem Herschelem, zawiera też krytyczne wydanie 10 wybranych listów do króla Polski. I chociaż można mieć zastrzeżenia do jakości opracowania fragmentów astronomicznych i tematyki związanej z historią nauki tamtej epoki, Emigracyjne listy generała Jana Komarzewskiego... stanowią interesujący przykład literatury historycznej, która próbuje wyjść poza granice swojego tradycyjnego getta.