książki
Autor: Jerzy Kowalski-Glikman | dodano: 2012-07-19
Konsekwencje różnych zderzeń

Robert Wright - EWOLUCJA BOGa, przeł. Zofia Łomnicka, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2010

Gdyby pewnego dnia do Polski przybył korespondent z dalekiego kraju, lub nawet kosmita, by zbadać, czym zajmuje się Bóg, po lekturze prasy i obejrzeniu kilku telewizyjnych dzienników z pełnym przekonaniem by orzekł, że zaprzątają Go sprawy in vitro, aborcji, prezerwatyw i małżeństw homoseksualnych. Zdziwiłby się więc zapewne, że jest to ten sam Bóg, którego kilka tysięcy lat temu, według Starego Testamentu, obchodziło niemal wyłącznie to, by lud Izraela oddawał cześć wyłącznie jemu, a nie innym bogom.

Takie „kosmiczne” podejście do religii wydaje się, w najlepszym razie, nieco powierzchowne. Jest ono jednak punktem wyjścia najnowszej książki Roberta Wrighta, wziętego amerykańskiego dziennikarza i blogera, znanego już polskiemu czytelnikowi z wydanych kilka lat temu pozycji Moralne zwierzę i Nonzero. Pierwsza poświęcona była psychologii ewolucyjnej i pytaniu, jak przeistaczała się moralność, w drugiej Wright starał się dowieść, że w historii rozwoju ludzkości dostrzec można działanie jakiejś siły pchającej nas ku dobru. Tym razem napisał książkę o historii i rozwoju wierzeń religijnych.

Ale jej warstwa historyczno-antropologiczna to tylko, w zamierzeniu autora, pozór. W istocie bowiem ma to być, zgodnie z tytułem, rzecz o Bogu.

W Ewolucji Boga Wright śledzi rozwój religii: od wierzeń prehistorycznych ludzkich społeczności, poprzez religie Egiptu i Bliskiego Wschodu sprzed kilku tysięcy lat, aż po dzisiejszy judaizm, chrześcijaństwo i islam. Ta podróż przez wieki jest naprawdę interesująca, napisana z erudycją i talentem, a ponadto stanowi świetne uzupełnienie wydanej dwa lata temu książki Daniela C. Dennetta Odczarowanie, będącej filozoficzną refleksją nad źródłami zjawisk religijnych.

Niestety, Wright nie poprzestaje na opowiedzeniu historii trzech wielkich religii: jego ambicje są znacznie większe – chce uchwycić filozoficzny i teleologiczny sens tej historii. W jego przekonaniu naturalna zmiana sposobu, w jaki ludzie wierzą w istnienie nadprzyrodzonego, świadczy o istnieniu Boga. Ale nie tylko. Autor Ewolucji Boga zdaje się w pełni przekonany, że systemy wierzeń i religie stają się, w miarę biegu dziejów, coraz lepsze, bardziej otwarte na inność, promujące miłość międzyludzką i międzyetniczną, co jest wyrazem dążenia do wyższego celu – świadectwem istnienia transcendentalnego porządku moralnego. Wright formułuje to tak: „Jeśli historia w naturalny sposób popycha ludzi w kierunku poprawy moralnej, a ich Bóg, tak jak go pojmują, stosownie wzrasta, stając się bogatszy moralnie, to może ten wzrost jest dowodem jakiegoś wyższego celu i może – co da się wyobrazić – źródło tego celu zasługuje na nazwę boskości”. I nie powinna tu nikogo zmylić obecność słówek „jeśli” i „może”, bo z kontekstu jasno wynika, że kiedy Wright mówi „jeśli”, myśli „oczywiście”, a „może”, znaczy u niego – „z pewnością”. Co więcej, uważa, że na kartach książki udało mu się jasno wykazać, że „historia popycha ludzi w kierunku poprawy moralnej”.

Wright bardzo ułatwia sobie sprawę, dobierając przykłady tak, by tę odważną tezę potwierdzić. Nie dość, że skupia się na trzech tylko religiach (a co z religiami Wschodu, wierzeniami ludów Polinezji czy wręcz scjentologami?), to nawet w ich opisie nie jest zbyt rzetelny. Jeśliby wierzyć Ewolucji Boga, judaizm na przykład w zasadzie skończył się w I wieku – od czasu proroków nic się w nim nie zmieniło. Gdyby potraktować tezy Wrighta poważnie, należałoby czasy inkwizycji i wojen religijnych toczonych w XVI i XVII wieku uznać za postęp w stosunku do demokracji greckiej.

Co ważniejsze, Wright nie zauważa zupełnie fundamentalnego problemu. Czym jest bowiem owo dobro, do którego w jego mniemaniu zdajemy się dążyć, popychani siłami historii? Parafrazując sokratejski dylemat, czy to historia zmierza ku dobru, czy dobrem jest to, do czego zmierza historia? W pierwszym przypadku jest dobro wobec historii zewnętrzne, a więc próżno w niej doszukiwać się jego źródeł. W drugim – jeśli przyjąć tezę Wrighta – cokolwiek się zdarzy, jest dobre z definicji. Jeśli tak, to jesteśmy jak Wolterowski Pangloss, mimo okrucieństw losu wierzący niezłomnie, że żyje w najlepszym ze światów.

Ewolucja Boga to lektura niezbyt głęboka i prostodusznie optymistyczna. Jeśli ktoś lubi takie pozycje, zapewne będzie zadowolony. Ja po przeczytaniu tej książki czułem się dokładnie tak, jakby zamiast obiecywanych przysmaków podano mi zupkę instant z torebki.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 02/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jerzy Kowalski-Glikman | dodano: 2012-07-19
Konsekwencje różnych zderzeń

Robert Wright - EWOLUCJA BOGa, przeł. Zofia Łomnicka, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2010

Gdyby pewnego dnia do Polski przybył korespondent z dalekiego kraju, lub nawet kosmita, by zbadać, czym zajmuje się Bóg, po lekturze prasy i obejrzeniu kilku telewizyjnych dzienników z pełnym przekonaniem by orzekł, że zaprzątają Go sprawy in vitro, aborcji, prezerwatyw i małżeństw homoseksualnych. Zdziwiłby się więc zapewne, że jest to ten sam Bóg, którego kilka tysięcy lat temu, według Starego Testamentu, obchodziło niemal wyłącznie to, by lud Izraela oddawał cześć wyłącznie jemu, a nie innym bogom.

Takie „kosmiczne” podejście do religii wydaje się, w najlepszym razie, nieco powierzchowne. Jest ono jednak punktem wyjścia najnowszej książki Roberta Wrighta, wziętego amerykańskiego dziennikarza i blogera, znanego już polskiemu czytelnikowi z wydanych kilka lat temu pozycji Moralne zwierzę i Nonzero. Pierwsza poświęcona była psychologii ewolucyjnej i pytaniu, jak przeistaczała się moralność, w drugiej Wright starał się dowieść, że w historii rozwoju ludzkości dostrzec można działanie jakiejś siły pchającej nas ku dobru. Tym razem napisał książkę o historii i rozwoju wierzeń religijnych.

Ale jej warstwa historyczno-antropologiczna to tylko, w zamierzeniu autora, pozór. W istocie bowiem ma to być, zgodnie z tytułem, rzecz o Bogu.

W Ewolucji Boga Wright śledzi rozwój religii: od wierzeń prehistorycznych ludzkich społeczności, poprzez religie Egiptu i Bliskiego Wschodu sprzed kilku tysięcy lat, aż po dzisiejszy judaizm, chrześcijaństwo i islam. Ta podróż przez wieki jest naprawdę interesująca, napisana z erudycją i talentem, a ponadto stanowi świetne uzupełnienie wydanej dwa lata temu książki Daniela C. Dennetta Odczarowanie, będącej filozoficzną refleksją nad źródłami zjawisk religijnych.

Niestety, Wright nie poprzestaje na opowiedzeniu historii trzech wielkich religii: jego ambicje są znacznie większe – chce uchwycić filozoficzny i teleologiczny sens tej historii. W jego przekonaniu naturalna zmiana sposobu, w jaki ludzie wierzą w istnienie nadprzyrodzonego, świadczy o istnieniu Boga. Ale nie tylko. Autor Ewolucji Boga zdaje się w pełni przekonany, że systemy wierzeń i religie stają się, w miarę biegu dziejów, coraz lepsze, bardziej otwarte na inność, promujące miłość międzyludzką i międzyetniczną, co jest wyrazem dążenia do wyższego celu – świadectwem istnienia transcendentalnego porządku moralnego. Wright formułuje to tak: „Jeśli historia w naturalny sposób popycha ludzi w kierunku poprawy moralnej, a ich Bóg, tak jak go pojmują, stosownie wzrasta, stając się bogatszy moralnie, to może ten wzrost jest dowodem jakiegoś wyższego celu i może – co da się wyobrazić – źródło tego celu zasługuje na nazwę boskości”. I nie powinna tu nikogo zmylić obecność słówek „jeśli” i „może”, bo z kontekstu jasno wynika, że kiedy Wright mówi „jeśli”, myśli „oczywiście”, a „może”, znaczy u niego – „z pewnością”. Co więcej, uważa, że na kartach książki udało mu się jasno wykazać, że „historia popycha ludzi w kierunku poprawy moralnej”.

Wright bardzo ułatwia sobie sprawę, dobierając przykłady tak, by tę odważną tezę potwierdzić. Nie dość, że skupia się na trzech tylko religiach (a co z religiami Wschodu, wierzeniami ludów Polinezji czy wręcz scjentologami?), to nawet w ich opisie nie jest zbyt rzetelny. Jeśliby wierzyć Ewolucji Boga, judaizm na przykład w zasadzie skończył się w I wieku – od czasu proroków nic się w nim nie zmieniło. Gdyby potraktować tezy Wrighta poważnie, należałoby czasy inkwizycji i wojen religijnych toczonych w XVI i XVII wieku uznać za postęp w stosunku do demokracji greckiej.

Co ważniejsze, Wright nie zauważa zupełnie fundamentalnego problemu. Czym jest bowiem owo dobro, do którego w jego mniemaniu zdajemy się dążyć, popychani siłami historii? Parafrazując sokratejski dylemat, czy to historia zmierza ku dobru, czy dobrem jest to, do czego zmierza historia? W pierwszym przypadku jest dobro wobec historii zewnętrzne, a więc próżno w niej doszukiwać się jego źródeł. W drugim – jeśli przyjąć tezę Wrighta – cokolwiek się zdarzy, jest dobre z definicji. Jeśli tak, to jesteśmy jak Wolterowski Pangloss, mimo okrucieństw losu wierzący niezłomnie, że żyje w najlepszym ze światów.

Ewolucja Boga to lektura niezbyt głęboka i prostodusznie optymistyczna. Jeśli ktoś lubi takie pozycje, zapewne będzie zadowolony. Ja po przeczytaniu tej książki czułem się dokładnie tak, jakby zamiast obiecywanych przysmaków podano mi zupkę instant z torebki.