książki
Autor: Waldemar J. Affelt | dodano: 2012-07-18
Imperium technofaktów atakuje


Bolesław Orłowski - POWSZECHNA HISTORIA TECHNIKI
, Wydawnictwo Mówią Wieki, Warszawa 2010

Premiera nowej książki prof. Bolesława Orłowskiego, niemającej sobie podobnej we współczesnym polskim piśmiennictwie, odbyła się 24 czerwca br. w Pałacu Staszica na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Dla miłośników tematu nie była to jedynie okazja do spotkania, gdyż wszyscy odczuwaliśmy brak takiego dzieła, z konieczności szukając referencji w literaturze zagranicznej. I chociaż księgarskie półki zalegają mniej lub bardziej luksusowe albumy z „techniką” w tytule, to wiedzy w nich niewiele, a mądrości wcale…

Omawianą monografię można łatwo przeoczyć, gdyż nie wabi szatą edytorską, a czarno-biały wizerunek dinozaura szkockich mostów przez zatokę Firth of Forth może wydać się wielu niewtajemniczonym jakąś kolejną pocztówką z przeszłości. Tymczasem nie o nęcenie sentymentem do dawnych widokówek tu chodzi, ale o treść, niemającą dotąd sobie równych.

Na 260 stronach autor nie tylko naszkicował dzieje wynalazków i odkryć, lecz także podjął temat ich wpływu na przemiany w życiu ludzi nieomal od zarania naszego rodzaju, wiodąc czytelnika ku konkluzji nieco futurologicznej, choć także krytycznej. Nie dziw zatem, że kilkakrotnie napotykamy pojęcia globalizacji, poprawności politycznej czy rozwoju zrównoważonego.

O ile pierwociny tej pierwszej znawca historii techniki z przekonaniem lokuje w epokach wcześniejszych, wskazując jej zaranie w późnym średniowieczu, o tyle tę drugą czyni współodpowiedzialną za niedoskonałość naszej doczesności, jako „bóstwo, które sami sobie stworzyliśmy”. Dowiadujemy się, że „zagrożenia wynikają nie tyle z postępu naukowo-technicznego, ile z niedorozwoju moralnego, społecznego i politycznego, umożliwiającego powierzanie ważnych brzemiennych w skutki decyzji osobom preferującym cele sprzeczne z podstawowymi interesami ludzkości”.

W innym miejscu o czasach współczesnych powiada: „Bardzo szczególną rolę odgrywa telewizja – skrzyżowanie środka masowego przekazu z rozrywką oraz upowszechnionym źródłem potocznej wiedzy o rzeczywistości. Wskutek swego rodzaju inercji obyczajowej uzyskała ogromny wpływ na społeczeństwo (w skrajnych przypadkach graniczący z uzależnieniem), co ma rozliczne implikacje społeczne, gospodarcze (reklamy) i polityczne (liczą się głównie fakty medialne) i doprowadziło do zaniku życia towarzyskiego”.

Tak więc narracja zbudowana na przeogromnej liczbie faktów, zdarzeń, dat i nazwisk jest nie tylko „merytoryczna i pozbawiona emocji”, lecz także stanowi zaproszenie do konfrontacji poglądów czytelnika z prezentowanymi przez autora oraz jest elegancką prowokacją do namysłu nad naszymi czasami, które właśnie przeżywamy i w jakiejś mierze być może kształtujemy na przyszłość, gdyż, jak czytamy, to „zwierzęta żyją wyłącznie teraźniejszością”.

Na wstępie poznajemy zarys metodologiczny prezentowanej tematyki oraz otrzymujemy zwięzły wykład chronologiczny od paleolitu do czasów najnowszych. Następne rozdziały (i podrozdziały) intrygują już samymi tytułami: „Ujarzmianie żywiołów (»Woda«; »Wiatr«; »Energia jądrowa«)”, „Poprawianie natury (»Wzbogacanie asortymentu dostępnych tworzyw«; »Małe i duże zmiany oblicza Ziemi«; »Zmaganie się z mrokami nocy«)”, „Zmagania z czasem (»Świadectwa zamierzchłej przeszłości: megality«; »Pierwsze zwycięstwo nad czasem: pismo «; »Drugie zwycięstwo nad czasem: fotografia«; »Trzecie zwycięstwo nad czasem: rejestracja i odtwarzanie dźwięku «; »Pomiar czasu«; »Ustalenie wieku: datowanie izotopowe«)”, „Zmagania z przestrzenią (»Rozwój metod obserwacji«; »Porozumiewanie się na odległość«; »Zasięg rażenia«; »Transport«)”. Autor często stosuje odsyłacze wewnętrzne „w przód” lub „w tył”, trochę uwodząc czytelnika na podobieństwo gry w klasy, a prawie każdy akapit omawianej książki może służyć za motto szerszych rozważań, podobnie jak wiele pojedynczych zdań wyjętych z kontekstu.

Gęstość narracji z jednej strony, z drugiej zaś jej zwięzłość i semantyczne przyleganie do myśli autora dają niejako złudzenie, że mamy przyjemność słuchać go nie tylko w audytoryjnej scenerii, lecz na prywatnym spotkaniu – przy kawiarnianym stoliku. Zdarzają się i pikantne passusy, jak ten o braciach Robert, producentach i dostawcach nasyconych kauczukiem naturalnym prezerwatyw dla dworu królewskiego Francji. Wykorzystali oni tę metodę do zaimpregnowania tkaniny balonu napełnianego wodorem, który uniósł się w powietrze 27 sierpnia 1783 roku w Paryżu. Zaś holenderski kupiec Antonie van Leeuwenhoek tak udoskonalił mikroskop, montując w nim własnoręcznie dokładnie oszlifowaną soczewkę krótkoogniskową, że w 1678 roku jako pierwszy ujrzał ludzkie plemniki.

Powszechną historię techniki prof. Orłowskiego można przeczytać w jeden dzień, jeśli przezwycięży się potrzebę konfrontacji zgromadzonych w niej zasobów wiadomości z własnymi (co wymaga namysłu i przerwy w czytaniu), a szczególnie, gdy odeprze się pokusę sprawdzania informacji za pośrednictwem Internetu, potęgowaną brakiem przypisów. Bo jeżeli to się nie uda, można łatwo uwikłać się w lekturę na bardzo długi czas… W tekście napotykamy bowiem ponad sześćset nazwisk, a podpisy pod 130 ilustracjami zawierają setki słów kluczy – całe szczęście, że autor przywołał jedynie 100 pozycji bibliograficznych.

Warto zauważyć jego skromność, gdyż spośród kilkudziesięciu swoich publikacji książkowych wymienił zaledwie cztery… A szkoda, bo chociażby ta poprzednia (Polska przygoda z techniką. Wielkie i małe sukcesy polskich inżynierów, wynalazców i menedżerów wydana w ubiegłym roku) choć w części mogłaby zaspokoić pierwszy głód czytelnika poszukującego odpowiedzi na pytanie o udział Polaków w światowym postępie techniki i rozwoju społeczno-gospodarczym.

Tematyka polska siłą rzeczy jest jedynie wzmiankowana w tym bezkresnym milieu dziejów powszechnych, więc tym bardziej cieszą informacje na przykład o wiatraku na Pomorzu w 1271 roku; o najstarszym zegarze słonecznym z XIV wieku w Stróżyskach k. Buska Zdroju; o fromborskim wodociągu ciśnieniowym zasilanym pompą zbudowanym przez rurmistrza Walentego Hendella z Wrocławia w 1572 roku; o terminalu telegrafu semaforowego na dachach Zamku Królewskiego i Teatru Wielkiego w Warszawie w latach trzydziestych XIX wieku; o użyciu wapna hydraulicznego (protocementu portlandzkiego) przy budowie Kanału Augustowskiego (w latach 1823–1838); o uruchomieniu cementowni w Grodźcu k. Będzina w 1857 roku; o zastosowaniu przez Stanisława Kierbedzia kesonów przy budowie filarów mostu przez Wisłę w Warszawie (1859–1864); o współpracy hydrotechnika Stanisława Janickiego z Ferdinandem Lessepsem, budowniczym Kanału Sueskiego; o konwertorze Bessemera uruchomionym w 1865 roku w Chorzowie; o patentach Jana Szczepanika w zakresie fotografii i filmu; o matematyku Stanisławie M. Ulamie, biorącym udział w konstrukcji amerykańskiej bomby wodorowej; o Antonim N. Patku, założycielu firmy zegarmistrzowskiej Patek-Philippe, działającej od 1845 roku do dziś i jeszcze wielu innych.

Umieszczone przy końcu zwięzłe „Kalendarium” (ponad 300 wpisów) obejmujące 12 tysiącleci do 1995 roku, z podziałem na Amerykę, Europę Zachodnią, Europę Wschodnią i Bliski oraz Daleki Wschód, nęci i zarazem zaprasza czytelnika do jego uzupełniania (np. na rzecz drugiego wydania…), być może nie najznamienitszymi dokonaniami w skali globalnej, ale znaczącymi w jego osobistym odbiorze naszej rzeczywistości regionalnej i lokalnej.

Dla przykładu pośród „Ujarzmiania żywiołów” znaczące dziś miejsce przysługuje salinie ciechocińskiej, w której wciąż od 1832 roku produkuje się sól metodą protoprzemysłową, co uznać wypada za unikatowe w skali świata, a tym samym zasługujące na rozpatrzenie pod kątem wpisania na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości UNESCO. Podobnie najstarsze trzy przęsła zabytkowego mostu przez Wisłę w Tczewie są jedynym zachowanym z czasów pionierskiego „Poprawiania natury” dowodem transferu myśli konstrukcyjnej ze Stanów Zjednoczonych na Wyspy Brytyjskie, a następnie innowacyjnego i udanego jej przysposobienia na ogromną skalę tu właśnie, co zostało już docenione przez American Society of Civil Engineers, które w 2004 roku nadało temu mostowi – jedynemu obiektowi z terenu Polski – zaszczytne miano International Historic Civil Engineering Landmark.

Pośród „Małych i dużych zmian oblicza Ziemi” z pewnością warto uwzględnić żeglowny (wprawdzie dla małych jednostek, ale zawsze…) Kanał Ostródzko- Elbląski o długości ponad 150 km, pozwalający na zmyślne pokonanie 100 m różnicy poziomów, a zastosowane tu urządzenia techniczne działają od 1860 roku. I chociaż znajdujące się na terenie Polski kręgi kamienne ustępują wymiarom Stonehenge czy innym słynnym megalitom, to wpisują się one w globalny ich system, choćby samym faktem istnienia. Także XV-wieczny zegar astronomiczny w gdańskiej Bazylice Mariackiej, jakkolwiek w zrekonstruowanej obudowie, to jednak ma autentyczną, pochodzącą sprzed 500 lat tarczę, co czyni z niego wyjątkowy unikat i jest dowodem „zmagania z czasem” nie tylko w obrębie doby. No i nasz Ignacy Łukasiewicz, nie tylko skonstruował lampę naftową, ale był „ojcem” przemysłu petrochemicznego – niestety, na antypodach ówczesnego świata objętego rewolucja przemysłową…

Czytelnik z pewnością zaproponuje także od siebie coś, co może inkrustować na swojską nutę strukturę światowych dziejów techniki, przedstawionych nam przez prof. Orłowskiego. A wszystkim tym, którzy po raz pierwszy zetkną się z zasobami owego niezmierzonego imperium technofaktów z pewnością da ono do myślenia o „pierwocinach kultury” i nauki – „najpotężniejszego instrumentu poznawania rzeczywistości, jakim dysponuje człowiek”.

Tak więc omawiana książka ma status podręcznika akademickiego i można pytać o jej adresata… Otóż w sposób oczywisty powinna wspierać przede wszystkim nauki humanistyczne i techniczne oraz ich dyscypliny, ale przecież nie wypada wykluczyć innych, jeżeli uznamy holizm poznania za immanentną jego cechę. W praktyce każdy nauczyciel akademicki może znaleźć na tych stronach wiadomości gotowe do wykorzystania w swoich narracjach edukacyjnych, a także inspirację ku przekroczeniu granic, jakie stanowią ministerialne minima programowe i standardy kształcenia. Zaś młodzież rozbudzona intelektualnie znajdzie tysiące pretekstów do nawigowania „bezendu” w Internecie, mając jednocześnie przed sobą pomoc myślową, ułatwiającą selekcjonowanie i ocenianie pozyskiwanych informacji.

Aczkolwiek niemieckojęzyczny termin „fachidiot” ma jeszcze XIX-wieczną proweniencję, to jednakowoż i w dobie społeczeństwa informacyjnego groźba tego zjawiska nieustająco wisi nad zanadto specjalizowanym wzorcem nauczania, z pewnością niegwarantującym pożądanego profilu absolwenta – członka społeczeństwa wiedzy. Zatem poddajmy się atakowi technofaktów…

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 08/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
20
W 1985 r. Microsoft zaprezentował system operacyjny Windows 1.0.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Waldemar J. Affelt | dodano: 2012-07-18
Imperium technofaktów atakuje


Bolesław Orłowski - POWSZECHNA HISTORIA TECHNIKI
, Wydawnictwo Mówią Wieki, Warszawa 2010

Premiera nowej książki prof. Bolesława Orłowskiego, niemającej sobie podobnej we współczesnym polskim piśmiennictwie, odbyła się 24 czerwca br. w Pałacu Staszica na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Dla miłośników tematu nie była to jedynie okazja do spotkania, gdyż wszyscy odczuwaliśmy brak takiego dzieła, z konieczności szukając referencji w literaturze zagranicznej. I chociaż księgarskie półki zalegają mniej lub bardziej luksusowe albumy z „techniką” w tytule, to wiedzy w nich niewiele, a mądrości wcale…

Omawianą monografię można łatwo przeoczyć, gdyż nie wabi szatą edytorską, a czarno-biały wizerunek dinozaura szkockich mostów przez zatokę Firth of Forth może wydać się wielu niewtajemniczonym jakąś kolejną pocztówką z przeszłości. Tymczasem nie o nęcenie sentymentem do dawnych widokówek tu chodzi, ale o treść, niemającą dotąd sobie równych.

Na 260 stronach autor nie tylko naszkicował dzieje wynalazków i odkryć, lecz także podjął temat ich wpływu na przemiany w życiu ludzi nieomal od zarania naszego rodzaju, wiodąc czytelnika ku konkluzji nieco futurologicznej, choć także krytycznej. Nie dziw zatem, że kilkakrotnie napotykamy pojęcia globalizacji, poprawności politycznej czy rozwoju zrównoważonego.

O ile pierwociny tej pierwszej znawca historii techniki z przekonaniem lokuje w epokach wcześniejszych, wskazując jej zaranie w późnym średniowieczu, o tyle tę drugą czyni współodpowiedzialną za niedoskonałość naszej doczesności, jako „bóstwo, które sami sobie stworzyliśmy”. Dowiadujemy się, że „zagrożenia wynikają nie tyle z postępu naukowo-technicznego, ile z niedorozwoju moralnego, społecznego i politycznego, umożliwiającego powierzanie ważnych brzemiennych w skutki decyzji osobom preferującym cele sprzeczne z podstawowymi interesami ludzkości”.

W innym miejscu o czasach współczesnych powiada: „Bardzo szczególną rolę odgrywa telewizja – skrzyżowanie środka masowego przekazu z rozrywką oraz upowszechnionym źródłem potocznej wiedzy o rzeczywistości. Wskutek swego rodzaju inercji obyczajowej uzyskała ogromny wpływ na społeczeństwo (w skrajnych przypadkach graniczący z uzależnieniem), co ma rozliczne implikacje społeczne, gospodarcze (reklamy) i polityczne (liczą się głównie fakty medialne) i doprowadziło do zaniku życia towarzyskiego”.

Tak więc narracja zbudowana na przeogromnej liczbie faktów, zdarzeń, dat i nazwisk jest nie tylko „merytoryczna i pozbawiona emocji”, lecz także stanowi zaproszenie do konfrontacji poglądów czytelnika z prezentowanymi przez autora oraz jest elegancką prowokacją do namysłu nad naszymi czasami, które właśnie przeżywamy i w jakiejś mierze być może kształtujemy na przyszłość, gdyż, jak czytamy, to „zwierzęta żyją wyłącznie teraźniejszością”.

Na wstępie poznajemy zarys metodologiczny prezentowanej tematyki oraz otrzymujemy zwięzły wykład chronologiczny od paleolitu do czasów najnowszych. Następne rozdziały (i podrozdziały) intrygują już samymi tytułami: „Ujarzmianie żywiołów (»Woda«; »Wiatr«; »Energia jądrowa«)”, „Poprawianie natury (»Wzbogacanie asortymentu dostępnych tworzyw«; »Małe i duże zmiany oblicza Ziemi«; »Zmaganie się z mrokami nocy«)”, „Zmagania z czasem (»Świadectwa zamierzchłej przeszłości: megality«; »Pierwsze zwycięstwo nad czasem: pismo «; »Drugie zwycięstwo nad czasem: fotografia«; »Trzecie zwycięstwo nad czasem: rejestracja i odtwarzanie dźwięku «; »Pomiar czasu«; »Ustalenie wieku: datowanie izotopowe«)”, „Zmagania z przestrzenią (»Rozwój metod obserwacji«; »Porozumiewanie się na odległość«; »Zasięg rażenia«; »Transport«)”. Autor często stosuje odsyłacze wewnętrzne „w przód” lub „w tył”, trochę uwodząc czytelnika na podobieństwo gry w klasy, a prawie każdy akapit omawianej książki może służyć za motto szerszych rozważań, podobnie jak wiele pojedynczych zdań wyjętych z kontekstu.

Gęstość narracji z jednej strony, z drugiej zaś jej zwięzłość i semantyczne przyleganie do myśli autora dają niejako złudzenie, że mamy przyjemność słuchać go nie tylko w audytoryjnej scenerii, lecz na prywatnym spotkaniu – przy kawiarnianym stoliku. Zdarzają się i pikantne passusy, jak ten o braciach Robert, producentach i dostawcach nasyconych kauczukiem naturalnym prezerwatyw dla dworu królewskiego Francji. Wykorzystali oni tę metodę do zaimpregnowania tkaniny balonu napełnianego wodorem, który uniósł się w powietrze 27 sierpnia 1783 roku w Paryżu. Zaś holenderski kupiec Antonie van Leeuwenhoek tak udoskonalił mikroskop, montując w nim własnoręcznie dokładnie oszlifowaną soczewkę krótkoogniskową, że w 1678 roku jako pierwszy ujrzał ludzkie plemniki.

Powszechną historię techniki prof. Orłowskiego można przeczytać w jeden dzień, jeśli przezwycięży się potrzebę konfrontacji zgromadzonych w niej zasobów wiadomości z własnymi (co wymaga namysłu i przerwy w czytaniu), a szczególnie, gdy odeprze się pokusę sprawdzania informacji za pośrednictwem Internetu, potęgowaną brakiem przypisów. Bo jeżeli to się nie uda, można łatwo uwikłać się w lekturę na bardzo długi czas… W tekście napotykamy bowiem ponad sześćset nazwisk, a podpisy pod 130 ilustracjami zawierają setki słów kluczy – całe szczęście, że autor przywołał jedynie 100 pozycji bibliograficznych.

Warto zauważyć jego skromność, gdyż spośród kilkudziesięciu swoich publikacji książkowych wymienił zaledwie cztery… A szkoda, bo chociażby ta poprzednia (Polska przygoda z techniką. Wielkie i małe sukcesy polskich inżynierów, wynalazców i menedżerów wydana w ubiegłym roku) choć w części mogłaby zaspokoić pierwszy głód czytelnika poszukującego odpowiedzi na pytanie o udział Polaków w światowym postępie techniki i rozwoju społeczno-gospodarczym.

Tematyka polska siłą rzeczy jest jedynie wzmiankowana w tym bezkresnym milieu dziejów powszechnych, więc tym bardziej cieszą informacje na przykład o wiatraku na Pomorzu w 1271 roku; o najstarszym zegarze słonecznym z XIV wieku w Stróżyskach k. Buska Zdroju; o fromborskim wodociągu ciśnieniowym zasilanym pompą zbudowanym przez rurmistrza Walentego Hendella z Wrocławia w 1572 roku; o terminalu telegrafu semaforowego na dachach Zamku Królewskiego i Teatru Wielkiego w Warszawie w latach trzydziestych XIX wieku; o użyciu wapna hydraulicznego (protocementu portlandzkiego) przy budowie Kanału Augustowskiego (w latach 1823–1838); o uruchomieniu cementowni w Grodźcu k. Będzina w 1857 roku; o zastosowaniu przez Stanisława Kierbedzia kesonów przy budowie filarów mostu przez Wisłę w Warszawie (1859–1864); o współpracy hydrotechnika Stanisława Janickiego z Ferdinandem Lessepsem, budowniczym Kanału Sueskiego; o konwertorze Bessemera uruchomionym w 1865 roku w Chorzowie; o patentach Jana Szczepanika w zakresie fotografii i filmu; o matematyku Stanisławie M. Ulamie, biorącym udział w konstrukcji amerykańskiej bomby wodorowej; o Antonim N. Patku, założycielu firmy zegarmistrzowskiej Patek-Philippe, działającej od 1845 roku do dziś i jeszcze wielu innych.

Umieszczone przy końcu zwięzłe „Kalendarium” (ponad 300 wpisów) obejmujące 12 tysiącleci do 1995 roku, z podziałem na Amerykę, Europę Zachodnią, Europę Wschodnią i Bliski oraz Daleki Wschód, nęci i zarazem zaprasza czytelnika do jego uzupełniania (np. na rzecz drugiego wydania…), być może nie najznamienitszymi dokonaniami w skali globalnej, ale znaczącymi w jego osobistym odbiorze naszej rzeczywistości regionalnej i lokalnej.

Dla przykładu pośród „Ujarzmiania żywiołów” znaczące dziś miejsce przysługuje salinie ciechocińskiej, w której wciąż od 1832 roku produkuje się sól metodą protoprzemysłową, co uznać wypada za unikatowe w skali świata, a tym samym zasługujące na rozpatrzenie pod kątem wpisania na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości UNESCO. Podobnie najstarsze trzy przęsła zabytkowego mostu przez Wisłę w Tczewie są jedynym zachowanym z czasów pionierskiego „Poprawiania natury” dowodem transferu myśli konstrukcyjnej ze Stanów Zjednoczonych na Wyspy Brytyjskie, a następnie innowacyjnego i udanego jej przysposobienia na ogromną skalę tu właśnie, co zostało już docenione przez American Society of Civil Engineers, które w 2004 roku nadało temu mostowi – jedynemu obiektowi z terenu Polski – zaszczytne miano International Historic Civil Engineering Landmark.

Pośród „Małych i dużych zmian oblicza Ziemi” z pewnością warto uwzględnić żeglowny (wprawdzie dla małych jednostek, ale zawsze…) Kanał Ostródzko- Elbląski o długości ponad 150 km, pozwalający na zmyślne pokonanie 100 m różnicy poziomów, a zastosowane tu urządzenia techniczne działają od 1860 roku. I chociaż znajdujące się na terenie Polski kręgi kamienne ustępują wymiarom Stonehenge czy innym słynnym megalitom, to wpisują się one w globalny ich system, choćby samym faktem istnienia. Także XV-wieczny zegar astronomiczny w gdańskiej Bazylice Mariackiej, jakkolwiek w zrekonstruowanej obudowie, to jednak ma autentyczną, pochodzącą sprzed 500 lat tarczę, co czyni z niego wyjątkowy unikat i jest dowodem „zmagania z czasem” nie tylko w obrębie doby. No i nasz Ignacy Łukasiewicz, nie tylko skonstruował lampę naftową, ale był „ojcem” przemysłu petrochemicznego – niestety, na antypodach ówczesnego świata objętego rewolucja przemysłową…

Czytelnik z pewnością zaproponuje także od siebie coś, co może inkrustować na swojską nutę strukturę światowych dziejów techniki, przedstawionych nam przez prof. Orłowskiego. A wszystkim tym, którzy po raz pierwszy zetkną się z zasobami owego niezmierzonego imperium technofaktów z pewnością da ono do myślenia o „pierwocinach kultury” i nauki – „najpotężniejszego instrumentu poznawania rzeczywistości, jakim dysponuje człowiek”.

Tak więc omawiana książka ma status podręcznika akademickiego i można pytać o jej adresata… Otóż w sposób oczywisty powinna wspierać przede wszystkim nauki humanistyczne i techniczne oraz ich dyscypliny, ale przecież nie wypada wykluczyć innych, jeżeli uznamy holizm poznania za immanentną jego cechę. W praktyce każdy nauczyciel akademicki może znaleźć na tych stronach wiadomości gotowe do wykorzystania w swoich narracjach edukacyjnych, a także inspirację ku przekroczeniu granic, jakie stanowią ministerialne minima programowe i standardy kształcenia. Zaś młodzież rozbudzona intelektualnie znajdzie tysiące pretekstów do nawigowania „bezendu” w Internecie, mając jednocześnie przed sobą pomoc myślową, ułatwiającą selekcjonowanie i ocenianie pozyskiwanych informacji.

Aczkolwiek niemieckojęzyczny termin „fachidiot” ma jeszcze XIX-wieczną proweniencję, to jednakowoż i w dobie społeczeństwa informacyjnego groźba tego zjawiska nieustająco wisi nad zanadto specjalizowanym wzorcem nauczania, z pewnością niegwarantującym pożądanego profilu absolwenta – członka społeczeństwa wiedzy. Zatem poddajmy się atakowi technofaktów…