książki
Autor: Eryk Infeld | dodano: 2012-07-18
Światy Einsteina


Walter Isaacson - Einstein. Jego życie, jego wszechświat
, przeł. Jarosław Skowroński, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010

Starannie wydana, bogato ilustrowana i mająca pokaźną objętość książka zapowiada się obiecująco. Fragmenty recenzji prasowych, zamieszczone na okładce wewnętrznej zachęcają do lektury, biogram autora – historyka i wytrawnego dziennikarza wykształconego na najlepszych na świecie uczelniach, a następnie ważnego menedżera i administratora – prezentuje się znakomicie. Wreszcie lista konsultantów naukowych, do których adresowane są podziękowania – doprawdy imponuje. Co więcej, Walter Isaacson był pierwszym biografem, który uzyskał dostęp do nieznanych dotychczas, a otwartych dopiero w 2006 roku, prywatnych archiwów Alberta Einsteina. Mając tyle asów w rękawie, chyba naprawdę trudno byłoby napisać złą książkę. Ale czy jest ona aż tak dobra, jakby to wynikało z tych zapowiedzi?

Czytanie rzeczywiście sprawia przyjemność. Nie ma tu bowiem ciężkich, pretensjonalnych prób wtajemniczania czytelnika w subtelności XX-wiecznej fizyki. Podstawowe idee zostały na ogół wyłożone poprawnie (na ogół, bo z potknięciami rozprawię się na końcu). Najmocniejszą stroną książki jest opis działalności jej bohatera na niwie szeroko pojętej polityki. Ewolucja pacyfistycznych i syjonistycznych poglądów Einsteina doczekała się tu wnikliwego studium. Podobnie zresztą jak jego niezmienny, zdroworozsądkowy sceptycyzm wobec ZSRR.

Spodobał mi się też sposób, w jaki został przedstawiony udział wielkiego fizyka w zapoczątkowaniu badań nad bombą atomową oraz ukazano jego późniejsze, powojenne wątpliwości. Tu najłatwiej bowiem było o przesadę. Opis jego stanowczego sprzeciwu wobec maccartyzmu jest bardzo wyważony, choć, moim zdaniem, trochę jednostronnie zrelacjonowana została sprawa Oppenheimera, który bynajmniej nie był aniołem. Isaacson wyraża pogląd, którego jego bohater nie podzielał, że system amerykański jest odporny na tego typu choroby, jak maccartyzm. Hmm...

Wątek biograficzny książki zawiera wiele nowych faktów dotyczących życia osobistego wielkiego fizyka. Autor sporo miejsca poświęca wczesnym przyjaźniom Einsteina. Ciekawie też opisuje zmagania o Nagrodę Nobla. Jeżeli tego właśnie czytelnik szuka, to znajdzie tu sporo informacji o obu małżeństwach uczonego (w tym trochę plotek, np. spekulacje dotyczące tego, czy nie wolał się ożenić z córką drugiej żony), synach i rozlicznych romansach. Absurdalna odyseja mózgu genialnego fizyka, badanego po jego śmierci, choć jest już historią dość znaną, to jednak została zrelacjonowana dokładniej i z nowymi szczegółami. W sumie wiele w tej książce niepublikowanych wcześniej faktów, co również ma niebagatelny wpływ na atrakcyjność lektury.

A jak został rozwinięty najważniejszy wątek – osiągnięcia naukowe? Otóż tam, gdzie autor konsultował się z profesjonalistami, jest dobrze. Po drodze jednak gdzieniegdzie zaufał swojej wiedzy i wtedy sprawa przedstawia się gorzej. Opis ruchów Browna, jak wiadomo, był rezultatem niezależnych badań Einsteina i Mariana Smoluchowskiego. Ale o tym drugim fizyku, niestety, nie ma w książce ani słowa. Planeta Uran jest znana astronomom od XVIII wieku, nie mogła więc zostać odkryta pod koniec następnego stulecia (s. 35). Zapewne pomyliła się autorowi z Neptunem (a może tylko sformułowanie jest nieprecyzyjne). Przy opisie teorii kondensatu Bosego–Einsteina warto było wspomnieć, że niedawno został on wytworzony w laboratoriach. To piękny hołd złożony przez fizyków myśli Einsteina. Poza tym Isaacson myli ogólną teorię względności z mechaniką kwantów w kontekście energii próżni (s. 347). To i podobne potknięcia wytknął mu polski konsultant w cennych dopiskach. Ale nawet i jemu, mimo że bardzo kompetentny, nie udało się wychwycić wszystkiego. I tak w latach trzydziestych, jak czytamy, Einstein współtworzył dwie prace z Baneshem Hoffmannem (s. 425). Sprawdzam, istotnie, pierwsza praca była owocem współpracy, ale... z Natanem Rosenem! Druga natomiast to samodzielne dzieło mistrza. Widocznie autor dość osobliwie pojmuje kooperację fizyków. Zresztą wiele ważnych osiągnięć wynikających z prawdziwej współpracy zostało w tej książce całkowicie pominiętych.

Podsumowując niniejsze przemyślenia, najłatwiej byłoby przytoczyć znaną maksymę: „Nie wszystko złoto, co się świeci”. Jednak po namyśle dochodzę do wniosku, że taka opinia jest zbyt uproszczona i nie do końca sprawiedliwa. Proponuję zatem przeczytać i indywidualnie ocenić. Jedno jest pewne – czas poświęcony lekturze nie będzie stracony.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Eryk Infeld | dodano: 2012-07-18
Światy Einsteina


Walter Isaacson - Einstein. Jego życie, jego wszechświat
, przeł. Jarosław Skowroński, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010

Starannie wydana, bogato ilustrowana i mająca pokaźną objętość książka zapowiada się obiecująco. Fragmenty recenzji prasowych, zamieszczone na okładce wewnętrznej zachęcają do lektury, biogram autora – historyka i wytrawnego dziennikarza wykształconego na najlepszych na świecie uczelniach, a następnie ważnego menedżera i administratora – prezentuje się znakomicie. Wreszcie lista konsultantów naukowych, do których adresowane są podziękowania – doprawdy imponuje. Co więcej, Walter Isaacson był pierwszym biografem, który uzyskał dostęp do nieznanych dotychczas, a otwartych dopiero w 2006 roku, prywatnych archiwów Alberta Einsteina. Mając tyle asów w rękawie, chyba naprawdę trudno byłoby napisać złą książkę. Ale czy jest ona aż tak dobra, jakby to wynikało z tych zapowiedzi?

Czytanie rzeczywiście sprawia przyjemność. Nie ma tu bowiem ciężkich, pretensjonalnych prób wtajemniczania czytelnika w subtelności XX-wiecznej fizyki. Podstawowe idee zostały na ogół wyłożone poprawnie (na ogół, bo z potknięciami rozprawię się na końcu). Najmocniejszą stroną książki jest opis działalności jej bohatera na niwie szeroko pojętej polityki. Ewolucja pacyfistycznych i syjonistycznych poglądów Einsteina doczekała się tu wnikliwego studium. Podobnie zresztą jak jego niezmienny, zdroworozsądkowy sceptycyzm wobec ZSRR.

Spodobał mi się też sposób, w jaki został przedstawiony udział wielkiego fizyka w zapoczątkowaniu badań nad bombą atomową oraz ukazano jego późniejsze, powojenne wątpliwości. Tu najłatwiej bowiem było o przesadę. Opis jego stanowczego sprzeciwu wobec maccartyzmu jest bardzo wyważony, choć, moim zdaniem, trochę jednostronnie zrelacjonowana została sprawa Oppenheimera, który bynajmniej nie był aniołem. Isaacson wyraża pogląd, którego jego bohater nie podzielał, że system amerykański jest odporny na tego typu choroby, jak maccartyzm. Hmm...

Wątek biograficzny książki zawiera wiele nowych faktów dotyczących życia osobistego wielkiego fizyka. Autor sporo miejsca poświęca wczesnym przyjaźniom Einsteina. Ciekawie też opisuje zmagania o Nagrodę Nobla. Jeżeli tego właśnie czytelnik szuka, to znajdzie tu sporo informacji o obu małżeństwach uczonego (w tym trochę plotek, np. spekulacje dotyczące tego, czy nie wolał się ożenić z córką drugiej żony), synach i rozlicznych romansach. Absurdalna odyseja mózgu genialnego fizyka, badanego po jego śmierci, choć jest już historią dość znaną, to jednak została zrelacjonowana dokładniej i z nowymi szczegółami. W sumie wiele w tej książce niepublikowanych wcześniej faktów, co również ma niebagatelny wpływ na atrakcyjność lektury.

A jak został rozwinięty najważniejszy wątek – osiągnięcia naukowe? Otóż tam, gdzie autor konsultował się z profesjonalistami, jest dobrze. Po drodze jednak gdzieniegdzie zaufał swojej wiedzy i wtedy sprawa przedstawia się gorzej. Opis ruchów Browna, jak wiadomo, był rezultatem niezależnych badań Einsteina i Mariana Smoluchowskiego. Ale o tym drugim fizyku, niestety, nie ma w książce ani słowa. Planeta Uran jest znana astronomom od XVIII wieku, nie mogła więc zostać odkryta pod koniec następnego stulecia (s. 35). Zapewne pomyliła się autorowi z Neptunem (a może tylko sformułowanie jest nieprecyzyjne). Przy opisie teorii kondensatu Bosego–Einsteina warto było wspomnieć, że niedawno został on wytworzony w laboratoriach. To piękny hołd złożony przez fizyków myśli Einsteina. Poza tym Isaacson myli ogólną teorię względności z mechaniką kwantów w kontekście energii próżni (s. 347). To i podobne potknięcia wytknął mu polski konsultant w cennych dopiskach. Ale nawet i jemu, mimo że bardzo kompetentny, nie udało się wychwycić wszystkiego. I tak w latach trzydziestych, jak czytamy, Einstein współtworzył dwie prace z Baneshem Hoffmannem (s. 425). Sprawdzam, istotnie, pierwsza praca była owocem współpracy, ale... z Natanem Rosenem! Druga natomiast to samodzielne dzieło mistrza. Widocznie autor dość osobliwie pojmuje kooperację fizyków. Zresztą wiele ważnych osiągnięć wynikających z prawdziwej współpracy zostało w tej książce całkowicie pominiętych.

Podsumowując niniejsze przemyślenia, najłatwiej byłoby przytoczyć znaną maksymę: „Nie wszystko złoto, co się świeci”. Jednak po namyśle dochodzę do wniosku, że taka opinia jest zbyt uproszczona i nie do końca sprawiedliwa. Proponuję zatem przeczytać i indywidualnie ocenić. Jedno jest pewne – czas poświęcony lekturze nie będzie stracony.