książki
Autor: Aneta Brzezicka | dodano: 2012-07-18
Nie tacy wspaniali?

Gary Marcus - Prowizorka w mózgu. O niedoskonałościach ludzkiego umysłu, przeł. Agnieszka Nowak, Smak Słowa, Sopot 2009

O umyśle ludzkim nierzadko mówi się jak o bycie skończenie doskonałym, przewyższającym stopniem swojego skomplikowania każdy znany wytwór przyrody czy człowieka. Często też porównuje się go do superkomputera. Ta metafora narodziła się w połowie XX wieku, kiedy wraz z postępem technik informatycznych pojawił się zachwyt nad możliwościami nowo konstruowanych maszyn liczących. Co więcej, twórcy tego porównania twierdzili, że nasz umysł jest rodzajem oprogramowania, które można „zainstalować” na różnego rodzaju „sprzęcie”, niekoniecznie pochodzenia biologicznego. Oczywiście pod pewnymi względami sposób przetwarzania informacji przez komputer jest o niebo doskonalszy niż przez ludzki umysł – co było świetnie widoczne chociażby podczas słynnych rozgrywek szachowych między systemem komputerowym Deep Blue a Garrim Kasparowem.

Ale próby implementacji umysłopodobnego oprogramowania, czyli skonstruowania maszyn, które przeszłyby pozytywnie Test Turinga, doprowadziły co prawda do wspaniałego rozwoju sztucznej inteligencji, jednak jasno pokazały, że umysł ludzki zupełnie nie przypomina w działaniu komputera.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Wbrew temu co twierdzili twórcy metafory komputerowej, niezwykle istotne są własności fizykochemiczne mózgu, nadające charakter sposobowi przetwarzania informacji, a także to, w jaki sposób ów nośnik umysłu powstał.

Mózg ludzki, jego silne i słabe strony oraz sposób działania, jest odzwierciedleniem milionów lat procesów ewolucyjnych, burzliwej historii naszego gatunku, w której o wiele ważniejsze było przetrwanie niż dokładne postrzeganie rzeczywistości czy superprecyzyjne zapamiętywanie albo liczenie. Czy gdybyśmy mieli umysły skonstruowane na podobieństwo komputera, żyłoby się nam lepiej? Jakie mamy powody, by twierdzić, że nasz umysł jest doskonale zaprojektowany? A może bardziej przypomina on raczej naprędce sklecone urządzenie, ledwo przystosowane do zadań, które przyszło mu wykonywać?

Od tego rodzaju pytań zaczyna swoją książkę Gary Marcus, zasłużony badacz języka, profesor psychologii na New York University, dyrektor tamtejszego Centrum Badań nad Rozwojem Języka u Niemowląt i redaktor naczelny magazynu Norton Psychology Reader. I natychmiast udziela odpowiedzi: nasz umysł, mózg oraz całe nasze ciało to jedna wielka prowizorka, czyli „nieeleganckie lub toporne – a mimo to zdumiewająco skuteczne – rozwiązanie problemu”. Rozpoczynając swój wywód na temat niedoskonałości ludzkiej maszynerii psychicznej, pisze: „Nie twierdzę, że ludzki umysł to bezużyteczny rupieć, ale gdybym był politykiem, z pewnością powiedziałbym, że przy jego projektowaniu »popełniono pewne błędy«”. Lecz choć w zdaniu tym pojawia się kwestia projektowania umysłu, cała książka Marcusa, wszystkie argumenty i przykłady w niej przytoczone uzasadniają tezę, że ani ludzki mózg, ani umysł właśnie nie zostały przez nikogo zaprojektowane. Gdyby było inaczej… „Gdyby człowiek był dziełem jakiegoś inteligentnego, empatycznego projektanta, to nasze myśli byłyby racjonalne, a nasza logika – nienaganna. Nasza pamięć byłaby niezawodna, a nasze wspomnienia – wiarygodne. Nasze zdania byłyby zwięzłe, słowa – precyzyjne, a język – systematyczny i regularny (…)”.

Marcus w sposób niepozbawiony wdzięku i humoru pokazuje, jak bardzo cechy umysłu, z których jesteśmy najbardziej dumni, nie są optymalne, jeśli chodzi o realizację celów, którym służą. Opisując – w sposób bardzo przystępny i zarazem kompetentny – takie funkcje umysłowe, jak pamięć, hołdowanie pewnym przekonaniom, podejmowanie decyzji, język czy odczuwanie przyjemności, przytacza wyniki wielu badań psychologicznych, które ujawniają niezliczone wprost usterki i niedociągnięcia naszego systemu poznawczego. Pisze na przykład, że „(..) my, ludzie, jesteśmy jedynym gatunkiem na ziemi, który jest wystarczająco inteligentny, żeby systematycznie planować przyszłość, a przy tym dość głupi, aby rezygnować ze swoich starannie przygotowanych planów na rzecz doraźnej przyjemności (…)”. Takich przykładów nieracjonalności autor Prowizorki w mózgu nie skąpi. A wszystko po to, aby nie być gołosłownym w twierdzeniu, że fakt istnienia owych niedoskonałych, „źle zaprojektowanych” rozwiązań umysłowych świadczy o tym, że w historii życia na Ziemi po prostu nigdy nie było żadnego projektanta, który mógłby nadać bardziej sensowny (optymalnie dopasowany do wykonywanych zadań) kształt naszemu umysłowi, zaś my sami jesteśmy tworami powstałymi w niezwykle złożonym, acz pozbawionym celu, procesie ewolucji. A ponieważ ewolucja działa poprzez procesy selekcji z dostępnej puli zróżnicowanych organizmów (czy też cech), nie ma sensu, w odniesieniu do umysłu, mówienie o tym, że jest on dobrze lub źle zaprojektowany. Po prostu pewne cechy utrzymują się w organizmach nie dlatego, że są perfekcyjnie dopasowane do wymagań, ale z tego względu, że nic lepszego wcześniej nie powstało.

Wątek ewolucji ludzkiego umysłu i wyjaśnienia dotyczące zarówno działania psychiki, jak i jej zaburzeń są osią wywodu Marcusa. W tym miejscu chciałabym zauważyć, że choć generalnie bardzo pozytywnie oceniam jego książkę, widzę, że brakuje w niej głębszego zastanowienia się nad naturą ludzkiego umysłu, nad tym, że być może to, co postrzegane jest jako prowizorka, w rzeczywistości dobrze spełnia swoją funkcję, zaś wyobrażenie „dobrze zaprojektowanej funkcji psychicznej” jest niezwykle subiektywne. Kto wie, czy, żeby znaleźć odpowiedniego partnera, nie lepiej właśnie kierować się nieracjonalnymi emocjami niż chłodną kalkulacją zysków i strat?

Podobnie rzecz się ma z pamięcią, którą Marcus traktuje jako sztandarowy przykład niedopracowanej funkcji mózgu i zestawia z doskonałą, jego zdaniem, pamięcią komputera. Pewnie trudno byłoby znaleźć kogoś, kto by nie narzekał na swą pamięć, jej ulotność i niewielką pojemność, jednak wydaje się, że właśnie to, co uważamy za jej słabość, być może umożliwiło naszemu gatunkowi rozwój bardziej złożonych funkcji poznawczych. Weźmy choćby zakres pamięci bezpośredniej, który u przeciętnej osoby oscyluje między 5 a 9 (słynne siedem plus minus dwa elementy, które jesteśmy w stanie przechować w pamięci po jednokrotnej ekspozycji zadania). Badania przeprowadzone na młodych szympansach pokazały, że biją one nas, ludzi, na głowę zarówno pod względem liczby elementów, które są w stanie zapamiętać, jak i czasu poświęconego na studiowanie, na przykład układu kropek do zapamiętania. Jak to wytłumaczyć? Czyżby szympansy miały lepiej „zaprojektowaną” pamięć niż ludzie?

Według kryteriów Marcusa niewątpliwie tak. Niektórzy badacze twierdzą jednak, że ludzka pamięć krótkotrwała dlatego ma tak ograniczoną pojemność, bo dzięki temu jesteśmy w stanie rozumieć złożone formy syntaktyczne i posługiwać się nimi w mowie i piśmie. Drugim przykładem może być przypadek Salomona Szereszewskiego, niezwykłego mnemonisty, który pomimo nadzwyczaj pojemnej pamięci nie radził sobie z dostrzeganiem sensu w prezentowanym materiale, szczególnie gdy miał on charakter abstrakcyjny. Nie mówiąc już o tym, że bardzo doskwierała mu niemożność zapominania…

Prowizorka w mózgu niewątpliwie warta jest przeczytania, szczególnie przez osoby, które dopiero od niedawna interesują się psychologią czy, szerzej, naukami o mózgu. Jednak do tej lektury należy podejść z dystansem, nie dając się zwieść zapowiedziom na okładce, że oto prezentuje ona nowy pogląd w nauce o mózgu, bo tak po prostu nie jest. Poza stwierdzeniem i dowodzeniem (dla niektórych to „aż”), że umysł jest „zbitką prowizorek”, Marcus niczego odkrywczego nie pisze. Również jego teza o prowizoryczności mózgu nie jest specjalnie nowatorska – lwia część nauk psychologicznych od dawna zajmuje się zgłębianiem opisywanych przez niego „niedoskonałości umysłu”, takich jak powstawanie fałszywych wspomnień czy wpływu emocji na podejmowanie decyzji. Niewątpliwa zasługa autora polega natomiast na przedstawieniu zdobyczy psychologii w sposób pozbawiony hermetycznego języka, niezwykle atrakcyjny, czasem wręcz zabawny, tak że pozycję tę z czystym sumieniem polecić można nie tylko studentom, lecz także uczniom i ich rodzicom.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 05/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Aneta Brzezicka | dodano: 2012-07-18
Nie tacy wspaniali?

Gary Marcus - Prowizorka w mózgu. O niedoskonałościach ludzkiego umysłu, przeł. Agnieszka Nowak, Smak Słowa, Sopot 2009

O umyśle ludzkim nierzadko mówi się jak o bycie skończenie doskonałym, przewyższającym stopniem swojego skomplikowania każdy znany wytwór przyrody czy człowieka. Często też porównuje się go do superkomputera. Ta metafora narodziła się w połowie XX wieku, kiedy wraz z postępem technik informatycznych pojawił się zachwyt nad możliwościami nowo konstruowanych maszyn liczących. Co więcej, twórcy tego porównania twierdzili, że nasz umysł jest rodzajem oprogramowania, które można „zainstalować” na różnego rodzaju „sprzęcie”, niekoniecznie pochodzenia biologicznego. Oczywiście pod pewnymi względami sposób przetwarzania informacji przez komputer jest o niebo doskonalszy niż przez ludzki umysł – co było świetnie widoczne chociażby podczas słynnych rozgrywek szachowych między systemem komputerowym Deep Blue a Garrim Kasparowem.

Ale próby implementacji umysłopodobnego oprogramowania, czyli skonstruowania maszyn, które przeszłyby pozytywnie Test Turinga, doprowadziły co prawda do wspaniałego rozwoju sztucznej inteligencji, jednak jasno pokazały, że umysł ludzki zupełnie nie przypomina w działaniu komputera.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Wbrew temu co twierdzili twórcy metafory komputerowej, niezwykle istotne są własności fizykochemiczne mózgu, nadające charakter sposobowi przetwarzania informacji, a także to, w jaki sposób ów nośnik umysłu powstał.

Mózg ludzki, jego silne i słabe strony oraz sposób działania, jest odzwierciedleniem milionów lat procesów ewolucyjnych, burzliwej historii naszego gatunku, w której o wiele ważniejsze było przetrwanie niż dokładne postrzeganie rzeczywistości czy superprecyzyjne zapamiętywanie albo liczenie. Czy gdybyśmy mieli umysły skonstruowane na podobieństwo komputera, żyłoby się nam lepiej? Jakie mamy powody, by twierdzić, że nasz umysł jest doskonale zaprojektowany? A może bardziej przypomina on raczej naprędce sklecone urządzenie, ledwo przystosowane do zadań, które przyszło mu wykonywać?

Od tego rodzaju pytań zaczyna swoją książkę Gary Marcus, zasłużony badacz języka, profesor psychologii na New York University, dyrektor tamtejszego Centrum Badań nad Rozwojem Języka u Niemowląt i redaktor naczelny magazynu Norton Psychology Reader. I natychmiast udziela odpowiedzi: nasz umysł, mózg oraz całe nasze ciało to jedna wielka prowizorka, czyli „nieeleganckie lub toporne – a mimo to zdumiewająco skuteczne – rozwiązanie problemu”. Rozpoczynając swój wywód na temat niedoskonałości ludzkiej maszynerii psychicznej, pisze: „Nie twierdzę, że ludzki umysł to bezużyteczny rupieć, ale gdybym był politykiem, z pewnością powiedziałbym, że przy jego projektowaniu »popełniono pewne błędy«”. Lecz choć w zdaniu tym pojawia się kwestia projektowania umysłu, cała książka Marcusa, wszystkie argumenty i przykłady w niej przytoczone uzasadniają tezę, że ani ludzki mózg, ani umysł właśnie nie zostały przez nikogo zaprojektowane. Gdyby było inaczej… „Gdyby człowiek był dziełem jakiegoś inteligentnego, empatycznego projektanta, to nasze myśli byłyby racjonalne, a nasza logika – nienaganna. Nasza pamięć byłaby niezawodna, a nasze wspomnienia – wiarygodne. Nasze zdania byłyby zwięzłe, słowa – precyzyjne, a język – systematyczny i regularny (…)”.

Marcus w sposób niepozbawiony wdzięku i humoru pokazuje, jak bardzo cechy umysłu, z których jesteśmy najbardziej dumni, nie są optymalne, jeśli chodzi o realizację celów, którym służą. Opisując – w sposób bardzo przystępny i zarazem kompetentny – takie funkcje umysłowe, jak pamięć, hołdowanie pewnym przekonaniom, podejmowanie decyzji, język czy odczuwanie przyjemności, przytacza wyniki wielu badań psychologicznych, które ujawniają niezliczone wprost usterki i niedociągnięcia naszego systemu poznawczego. Pisze na przykład, że „(..) my, ludzie, jesteśmy jedynym gatunkiem na ziemi, który jest wystarczająco inteligentny, żeby systematycznie planować przyszłość, a przy tym dość głupi, aby rezygnować ze swoich starannie przygotowanych planów na rzecz doraźnej przyjemności (…)”. Takich przykładów nieracjonalności autor Prowizorki w mózgu nie skąpi. A wszystko po to, aby nie być gołosłownym w twierdzeniu, że fakt istnienia owych niedoskonałych, „źle zaprojektowanych” rozwiązań umysłowych świadczy o tym, że w historii życia na Ziemi po prostu nigdy nie było żadnego projektanta, który mógłby nadać bardziej sensowny (optymalnie dopasowany do wykonywanych zadań) kształt naszemu umysłowi, zaś my sami jesteśmy tworami powstałymi w niezwykle złożonym, acz pozbawionym celu, procesie ewolucji. A ponieważ ewolucja działa poprzez procesy selekcji z dostępnej puli zróżnicowanych organizmów (czy też cech), nie ma sensu, w odniesieniu do umysłu, mówienie o tym, że jest on dobrze lub źle zaprojektowany. Po prostu pewne cechy utrzymują się w organizmach nie dlatego, że są perfekcyjnie dopasowane do wymagań, ale z tego względu, że nic lepszego wcześniej nie powstało.

Wątek ewolucji ludzkiego umysłu i wyjaśnienia dotyczące zarówno działania psychiki, jak i jej zaburzeń są osią wywodu Marcusa. W tym miejscu chciałabym zauważyć, że choć generalnie bardzo pozytywnie oceniam jego książkę, widzę, że brakuje w niej głębszego zastanowienia się nad naturą ludzkiego umysłu, nad tym, że być może to, co postrzegane jest jako prowizorka, w rzeczywistości dobrze spełnia swoją funkcję, zaś wyobrażenie „dobrze zaprojektowanej funkcji psychicznej” jest niezwykle subiektywne. Kto wie, czy, żeby znaleźć odpowiedniego partnera, nie lepiej właśnie kierować się nieracjonalnymi emocjami niż chłodną kalkulacją zysków i strat?

Podobnie rzecz się ma z pamięcią, którą Marcus traktuje jako sztandarowy przykład niedopracowanej funkcji mózgu i zestawia z doskonałą, jego zdaniem, pamięcią komputera. Pewnie trudno byłoby znaleźć kogoś, kto by nie narzekał na swą pamięć, jej ulotność i niewielką pojemność, jednak wydaje się, że właśnie to, co uważamy za jej słabość, być może umożliwiło naszemu gatunkowi rozwój bardziej złożonych funkcji poznawczych. Weźmy choćby zakres pamięci bezpośredniej, który u przeciętnej osoby oscyluje między 5 a 9 (słynne siedem plus minus dwa elementy, które jesteśmy w stanie przechować w pamięci po jednokrotnej ekspozycji zadania). Badania przeprowadzone na młodych szympansach pokazały, że biją one nas, ludzi, na głowę zarówno pod względem liczby elementów, które są w stanie zapamiętać, jak i czasu poświęconego na studiowanie, na przykład układu kropek do zapamiętania. Jak to wytłumaczyć? Czyżby szympansy miały lepiej „zaprojektowaną” pamięć niż ludzie?

Według kryteriów Marcusa niewątpliwie tak. Niektórzy badacze twierdzą jednak, że ludzka pamięć krótkotrwała dlatego ma tak ograniczoną pojemność, bo dzięki temu jesteśmy w stanie rozumieć złożone formy syntaktyczne i posługiwać się nimi w mowie i piśmie. Drugim przykładem może być przypadek Salomona Szereszewskiego, niezwykłego mnemonisty, który pomimo nadzwyczaj pojemnej pamięci nie radził sobie z dostrzeganiem sensu w prezentowanym materiale, szczególnie gdy miał on charakter abstrakcyjny. Nie mówiąc już o tym, że bardzo doskwierała mu niemożność zapominania…

Prowizorka w mózgu niewątpliwie warta jest przeczytania, szczególnie przez osoby, które dopiero od niedawna interesują się psychologią czy, szerzej, naukami o mózgu. Jednak do tej lektury należy podejść z dystansem, nie dając się zwieść zapowiedziom na okładce, że oto prezentuje ona nowy pogląd w nauce o mózgu, bo tak po prostu nie jest. Poza stwierdzeniem i dowodzeniem (dla niektórych to „aż”), że umysł jest „zbitką prowizorek”, Marcus niczego odkrywczego nie pisze. Również jego teza o prowizoryczności mózgu nie jest specjalnie nowatorska – lwia część nauk psychologicznych od dawna zajmuje się zgłębianiem opisywanych przez niego „niedoskonałości umysłu”, takich jak powstawanie fałszywych wspomnień czy wpływu emocji na podejmowanie decyzji. Niewątpliwa zasługa autora polega natomiast na przedstawieniu zdobyczy psychologii w sposób pozbawiony hermetycznego języka, niezwykle atrakcyjny, czasem wręcz zabawny, tak że pozycję tę z czystym sumieniem polecić można nie tylko studentom, lecz także uczniom i ich rodzicom.