książki
Autor: Mikołaj Golachowski | dodano: 2012-07-18
Wąchanie świata

Avery Gilbert - CO WNOSI NOS? Nauka o tym, co nam pachnie, przeł. Jacek Konieczny, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010

Myślę, że każdemu z nas od czasu do czasu dobrze robi przypomnieniem sobie, kim jesteśmy i jak blisko nam do wszystkich innych zwierząt. Avery Gilbert, niekwestionowany ekspert od zapachów, poświęcił niemal 400 stron takiej właśnie rekapitulacji – jego książka równie dobrze mogłaby nosić tytuł „Historia naturalna ludzkiego węchu” lub po prostu „Dzieje zapachu”. Oto bowiem mamy niezwykle wszechstronne ujęcie dość specyficznego zagadnienia, jakim jest powonienie – zmysł na ogół traktowany przez nas nieco po macoszemu, jako jeden z najbardziej prymitywnych, a jednocześnie pozornie najmniej przydatny w cywilizowanym świecie.

A jednak, choć nie zawsze sobie to uświadamiamy, mnóstwo rzeczy zapamiętujemy właśnie poprzez ich zapach. Czy będzie to woń razowego chleba (takiego, przy którego krojeniu na nożu zostają charakterystyczne wałeczki), czy mokrego od deszczu asfaltu w ciepły wieczór (chyba jednego z nielicznych naprawdę przyjemnych aromatów miasta). Zapachy potrafią przywołać najróżniejsze wspomnienia, zabierając nas w podróż do czasów odległych niekiedy o dziesięciolecia. Na wątku wspomnienia aromatu zamoczonej w herbacie magdalenki Marcel Proust osnuł ponad 3000 stron siedmiotomowej powieści W poszukiwaniu straconego czasu, czemu z kolei Gilbert poświęca jeden z 12 rozdziałów swojej książki.

Jest to zresztą jeden z jej najbardziej intrygujących fragmentów, mówi bowiem o tym, jak przez bez mała stulecie nie tylko literaturoznawcy, lecz także neurolodzy, pospołu z psychologami, roztrząsali w fachowych czasopismach implikacje płynące z zapachu małego, fikcyjnego ciasteczka, którego aromatu w gruncie rzeczy Proust nawet nie opisał. Jak trzeźwo zauważa Gilbert, nie dość, że nie dowiadujemy się, jak właściwie mogła pachnieć owa serwowana w dzieciństwie bohaterowi powieści magdalenka, to nikłe też mamy pojęcie na temat tego, czy w ogóle lubił on jej zapach! Zdaniem autora dość marne to podstawy do uznania Prousta za mistrza opisów „śladów zapachowych”, nie wspominając już o przedziwnych, a nader poważnych rozważaniach na temat jego geniuszu jako „intuicyjnego” neurologa.

Zważywszy, ile miejsca zajmują w książce Gilberta odniesienia literackie, zaskakujący może się wydać niemal zupełny brak refleksji nad powieścią, którą zapewne większość z nas uznaje za absolutne opus magnum zapachowej literatury, czyli Pachnidłem Patricka Süskinda. Wprawdzie pierwsze trzy rozdziały Co wnosi nos? czyta się jak rozbudowane, ciekawie napisane przypisy do tego niemieckiego bestsellera, ale samemu dziełu autor poświęca dosłownie kilka zdań, zresztą niezbyt pochlebnych. To, co nam wydaje się kwintesencją zapachowej wrażliwości i wyobraźni, on, z pozycji fachowca, deprecjonuje jako wyssaną z palca bzdurę.

Przykład ten nieźle ilustruje talent Gilberta do obalania naszych intuicyjnych przekonań czy wręcz przesądów. Jako psycholog, mający wieloletnią praktykę zarówno w przemyśle perfumeryjnym, jak i w klinicznych, a często pionierskich badaniach zapachów i ich oddziaływania na ludzi, jest on zdecydowanie dobrze predestynowany nie tylko do sprowadzania nas na ziemię, lecz także do otwierania zupełnie nowych wrót naszej percepcji świata. I z obu tych kwalifikacji Gilbert korzysta w swej książce nader skwapliwie.

W poszczególnych rozdziałach znajdujemy omówienie bardzo różnorodnych zagadnień. Są to zarówno tematy tak obszerne, jak nasza wrażliwość na poszczególne wonie (okazuje się, że wcale tak bardzo nie odbiegamy w tym od innych ssaków) czy wykorzystanie zapachów w reklamie i handlu w celu manipulowania naszymi zachowaniami, jak i intrygująca, choć mało znana historia idei kina zapachowego, w którą zaangażowały się niegdyś gwiazdy formatu Elizabeth Taylor. Mimo że obecnie niemal zapomniana, koncepcja ta po dziś dzień powraca w produkcjach takich, jak choćby powstający właśnie w Nowej Zelandii dokument o przyrodzie Antarktyki, w którym sekwencjom z kolonii pingwinów towarzyszyć będzie woń ich guana, bo bez tego doświadczenie widza nie byłoby pełne.

Wprawdzie po doborze przykładów widać wyraźnie, że autor książki dorastał w USA, ale nawet tak specyficzne amerykańskie wyrażenia, jak „śmierć nowojorska”, określające śmierć w samotności, kiedy to właśnie po zapachu znajduje się zwłoki, mają swoje odniesienia w każdych warunkach. Notabene, w kontekście tejże śmierci, znajdujemy w tekście nader ciekawą analizę poszczególnych faz rozkładu ludzkiego ciała, wraz z opisem charakterystycznych dla tego procesu, acz zmiennych, woni. Jest to jednak bardzo drastyczny fragment, zdecydowanie przeznaczony dla czytelników o mocnych nerwach i żołądkach (lub słabej wyobraźni, co, być może, oznacza to samo).

Niewątpliwa erudycja autora wraz z dogłębną analizą poruszanych zagadnień sprawiają, że oto mamy w ręku całe kompendium wiedzy o wąchaniu. Rzetelność przekazanych informacji potwierdzają sześćdziesięciostronicowe przypisy, pełne odniesień do źródeł oryginalnych, zaś korzystanie z książki ułatwia szczegółowy indeks zamykający publikację. Przy takim nagromadzeniu wiedzy, tylko lekkość pióra autora sprawia, że zainteresowanie czytającego nie słabnie do samego końca. Mimo że większość zawartych w tekście żartów odnosi się raczej do kultury Stanów Zjednoczonych, nie komplikuje to jasności wywodu ani nie rozprasza czytelnika.

Na koniec przyznać należy, że choć przemknęło się kilka ewidentnych pomyłek redakcyjnych, na przykład lapsus na stronie 96, że „dzięki mechanizmowi kompensacji niewidomi są obdarzeni świetnym wzrokiem”, to tłumaczenie jest bardzo rzetelne, a na szczególne uznanie zasługują udane przekłady różnych niuansów językowych, jak choćby sam tytuł książki (What the Nose Knows), w którym dwa ostatnie wyrazy brzmią niemal identycznie. Słowem, jeśli szukamy rozległej wiedzy na stosunkowo wąski i mało znany temat, jest to lektura niewątpliwie godna polecenia. I, uwaga! – książka ta naprawdę robi wrażenie. Przeczytawszy ją, śniłem niedawno o wyprawie fotograficznej, podczas której wabiłem jakiś rzadki gatunek żmii, spryskując okolicę własnoręcznie przygotowanym aromatem... mielonych myszy.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 05/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Mikołaj Golachowski | dodano: 2012-07-18
Wąchanie świata

Avery Gilbert - CO WNOSI NOS? Nauka o tym, co nam pachnie, przeł. Jacek Konieczny, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010

Myślę, że każdemu z nas od czasu do czasu dobrze robi przypomnieniem sobie, kim jesteśmy i jak blisko nam do wszystkich innych zwierząt. Avery Gilbert, niekwestionowany ekspert od zapachów, poświęcił niemal 400 stron takiej właśnie rekapitulacji – jego książka równie dobrze mogłaby nosić tytuł „Historia naturalna ludzkiego węchu” lub po prostu „Dzieje zapachu”. Oto bowiem mamy niezwykle wszechstronne ujęcie dość specyficznego zagadnienia, jakim jest powonienie – zmysł na ogół traktowany przez nas nieco po macoszemu, jako jeden z najbardziej prymitywnych, a jednocześnie pozornie najmniej przydatny w cywilizowanym świecie.

A jednak, choć nie zawsze sobie to uświadamiamy, mnóstwo rzeczy zapamiętujemy właśnie poprzez ich zapach. Czy będzie to woń razowego chleba (takiego, przy którego krojeniu na nożu zostają charakterystyczne wałeczki), czy mokrego od deszczu asfaltu w ciepły wieczór (chyba jednego z nielicznych naprawdę przyjemnych aromatów miasta). Zapachy potrafią przywołać najróżniejsze wspomnienia, zabierając nas w podróż do czasów odległych niekiedy o dziesięciolecia. Na wątku wspomnienia aromatu zamoczonej w herbacie magdalenki Marcel Proust osnuł ponad 3000 stron siedmiotomowej powieści W poszukiwaniu straconego czasu, czemu z kolei Gilbert poświęca jeden z 12 rozdziałów swojej książki.

Jest to zresztą jeden z jej najbardziej intrygujących fragmentów, mówi bowiem o tym, jak przez bez mała stulecie nie tylko literaturoznawcy, lecz także neurolodzy, pospołu z psychologami, roztrząsali w fachowych czasopismach implikacje płynące z zapachu małego, fikcyjnego ciasteczka, którego aromatu w gruncie rzeczy Proust nawet nie opisał. Jak trzeźwo zauważa Gilbert, nie dość, że nie dowiadujemy się, jak właściwie mogła pachnieć owa serwowana w dzieciństwie bohaterowi powieści magdalenka, to nikłe też mamy pojęcie na temat tego, czy w ogóle lubił on jej zapach! Zdaniem autora dość marne to podstawy do uznania Prousta za mistrza opisów „śladów zapachowych”, nie wspominając już o przedziwnych, a nader poważnych rozważaniach na temat jego geniuszu jako „intuicyjnego” neurologa.

Zważywszy, ile miejsca zajmują w książce Gilberta odniesienia literackie, zaskakujący może się wydać niemal zupełny brak refleksji nad powieścią, którą zapewne większość z nas uznaje za absolutne opus magnum zapachowej literatury, czyli Pachnidłem Patricka Süskinda. Wprawdzie pierwsze trzy rozdziały Co wnosi nos? czyta się jak rozbudowane, ciekawie napisane przypisy do tego niemieckiego bestsellera, ale samemu dziełu autor poświęca dosłownie kilka zdań, zresztą niezbyt pochlebnych. To, co nam wydaje się kwintesencją zapachowej wrażliwości i wyobraźni, on, z pozycji fachowca, deprecjonuje jako wyssaną z palca bzdurę.

Przykład ten nieźle ilustruje talent Gilberta do obalania naszych intuicyjnych przekonań czy wręcz przesądów. Jako psycholog, mający wieloletnią praktykę zarówno w przemyśle perfumeryjnym, jak i w klinicznych, a często pionierskich badaniach zapachów i ich oddziaływania na ludzi, jest on zdecydowanie dobrze predestynowany nie tylko do sprowadzania nas na ziemię, lecz także do otwierania zupełnie nowych wrót naszej percepcji świata. I z obu tych kwalifikacji Gilbert korzysta w swej książce nader skwapliwie.

W poszczególnych rozdziałach znajdujemy omówienie bardzo różnorodnych zagadnień. Są to zarówno tematy tak obszerne, jak nasza wrażliwość na poszczególne wonie (okazuje się, że wcale tak bardzo nie odbiegamy w tym od innych ssaków) czy wykorzystanie zapachów w reklamie i handlu w celu manipulowania naszymi zachowaniami, jak i intrygująca, choć mało znana historia idei kina zapachowego, w którą zaangażowały się niegdyś gwiazdy formatu Elizabeth Taylor. Mimo że obecnie niemal zapomniana, koncepcja ta po dziś dzień powraca w produkcjach takich, jak choćby powstający właśnie w Nowej Zelandii dokument o przyrodzie Antarktyki, w którym sekwencjom z kolonii pingwinów towarzyszyć będzie woń ich guana, bo bez tego doświadczenie widza nie byłoby pełne.

Wprawdzie po doborze przykładów widać wyraźnie, że autor książki dorastał w USA, ale nawet tak specyficzne amerykańskie wyrażenia, jak „śmierć nowojorska”, określające śmierć w samotności, kiedy to właśnie po zapachu znajduje się zwłoki, mają swoje odniesienia w każdych warunkach. Notabene, w kontekście tejże śmierci, znajdujemy w tekście nader ciekawą analizę poszczególnych faz rozkładu ludzkiego ciała, wraz z opisem charakterystycznych dla tego procesu, acz zmiennych, woni. Jest to jednak bardzo drastyczny fragment, zdecydowanie przeznaczony dla czytelników o mocnych nerwach i żołądkach (lub słabej wyobraźni, co, być może, oznacza to samo).

Niewątpliwa erudycja autora wraz z dogłębną analizą poruszanych zagadnień sprawiają, że oto mamy w ręku całe kompendium wiedzy o wąchaniu. Rzetelność przekazanych informacji potwierdzają sześćdziesięciostronicowe przypisy, pełne odniesień do źródeł oryginalnych, zaś korzystanie z książki ułatwia szczegółowy indeks zamykający publikację. Przy takim nagromadzeniu wiedzy, tylko lekkość pióra autora sprawia, że zainteresowanie czytającego nie słabnie do samego końca. Mimo że większość zawartych w tekście żartów odnosi się raczej do kultury Stanów Zjednoczonych, nie komplikuje to jasności wywodu ani nie rozprasza czytelnika.

Na koniec przyznać należy, że choć przemknęło się kilka ewidentnych pomyłek redakcyjnych, na przykład lapsus na stronie 96, że „dzięki mechanizmowi kompensacji niewidomi są obdarzeni świetnym wzrokiem”, to tłumaczenie jest bardzo rzetelne, a na szczególne uznanie zasługują udane przekłady różnych niuansów językowych, jak choćby sam tytuł książki (What the Nose Knows), w którym dwa ostatnie wyrazy brzmią niemal identycznie. Słowem, jeśli szukamy rozległej wiedzy na stosunkowo wąski i mało znany temat, jest to lektura niewątpliwie godna polecenia. I, uwaga! – książka ta naprawdę robi wrażenie. Przeczytawszy ją, śniłem niedawno o wyprawie fotograficznej, podczas której wabiłem jakiś rzadki gatunek żmii, spryskując okolicę własnoręcznie przygotowanym aromatem... mielonych myszy.