człowiek
Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
Zaniedbane choroby

(Fot. Otis Historical Archives Nat'l Museum of Health & Medicine/Wikipedia)

Mamy mnóstwo wspaniałych możliwości polepszenia ludzkiego bytu niewielkim kosztem. Politycy i społeczeństwa często jednak ich nie dostrzegają. Trudno o lepszy przykład niż leczenie chorób tropikalnych, które choć okaleczają i zabijają miliony osób, prze­ważnie nie są znane ani Amerykanom, ani Europejczykom.

Specjaliści nazywają je „zaniedbywanymi chorobami tropi­kalnymi”, czyli NTD (neglected tropical diseases). Są to często potworne infekcje, wywołujące łącznie niemal tyle zachorowań, przypadków kalectwa i zgonów, co AIDS, gruźlica i malaria ra­zem wzięte. Mimo to o chorobach tych wiemy niewiele, po czę­ści dlatego że w dużej mierze nas nie dotyczą – atakują niemal tylko ubogich mieszkańców stref tropikalnych.

Siedem spośród chorób zaliczanych do NTD wywołują tę­goryjce, włosogłówki, glisty, przywry z rodzaju Schistosoma oraz filarie, powodujące drakunkulo­zę, ślepotę rzeczną i zakażenia ukła­du chłonnego. Przyczyną kolejnych trzech chorób – leiszmaniozy, śpiączki afrykańskiej i choroby Chagasa – są infekcje pierwotniakowe. Pozostałe trzy – trąd, jaglicę i wrzód Bairnsdala – wywołują bakterie.

Z tych 13 chorób aż dziewięciu (wszystkim pasożytniczym, trą­dowi i jaglicy) można łatwo zapobiegać i niedrogo je leczyć. Jak dowodzą działania, które od 20 lat wytrwale prowadzi były pre­zydent USA Jimmy Carter, liczbę zachorowań na drakunkulozę da się zdecydowanie zmniejszyć, nawet tak prostym sposobem, jak filtrowanie wody pitnej przez płótno. Używając kosztujących zaledwie pięć dolarów, a skutecznych przez pięć lat moskitier nasyconych insektycydami, można wyeliminować zagrożenie filariozą i znacznie zmniejszyć liczbę zachorowań na malarię.

Dzięki lekom bez trudu rozwiąże się problem wszystkich roba­czyc, z wyjątkiem drakunkulozy, lecząc zakażenie całkowicie lub choćby utrzymując liczbę pasożytów na znośnym dla organizmu poziomie. Na przykład w rejonach, gdzie często występują para­zytozy jelitowe i schistosomatoza, wszystkim dzieciom w szko­łach wystarczy trzy razy w roku podawać środki odrobaczające.

Do działania przystępują już niektóre firmy farmaceutyczne. Merck&Co., GlaxoSmithKline, Johnson&Johnson, Pfizer, No­vartis i Sanofi-Pasteur nieodpłatnie dostarczają leki i na inne sposoby wspomagają walkę z chorobami tropikalnymi. Włącza­ją się również rządy. Stany Zjednoczone przykładowo na ten cel przeznaczyły ostatnio 15 mln dolarów. To już coś, choć mniej niż jedna dziesiąta z około 250 mln dolarów potrzebnych co ro­ku na kampanię zwalczania chorób w Afryce. Najlepszą strate­gią byłoby jednoczesne zwalczanie NTD i malarii. W obu przy­padkach można używać moskitier i przeszkolić pracowników lokalnej służby zdrowia, zwłaszcza że w krajach tropikalnych zasięg występowania wielu NTD jest bardzo podobny i często się pokrywa. W dodatku miliony afrykańskich dzieci padają ofiarą wielu pasożytów naraz – są zarażone zarówno malarią, jak i innymi patogenami. Takie infekcje są szczególnie groźne.

Politycy powinni wziąć pod uwagę, że stabilności i wzajem­nej życzliwości na świecie lepiej służy zwalczanie chorób, sprzy­jające rozwojowi gospodarczemu niż znacznie większe nakłady na pokojowe misje wojskowe. W przeszłości trafne działania ukierunkowane na walkę z chorobami okazywały się nadzwy­czaj skuteczne nawet w najbiedniejszych krajach. W ten sposób zwalczono już ospę prawdziwą, a dzięki akcjom szczepień licz­ba zachorowań na polio zmniejszyła się tysiąckrotnie.

Kompleksowy program walki z malarią i NTD w całej Afry­ce kosztowałby prawdopodobnie nie więcej niż 3 mld dolarów rocznie, czyli tyle, ile Pentagon wydaje w ciągu dwóch dni. Gdyby każdy z miliarda mieszkańców krajów rozwiniętych przeznaczał na walkę z chorobami tropikalnymi trzy dolary, rezygnując choćby z wypicia jednej filiżanki kawy, co roku można by ocalić od śmierci i ciężkich chorób kilka milionów dzieci, świat ustrzec przed niekontrolowanym szerzeniem się tych chorób, a wraz z nimi ludzkiej niedoli. W urzeczywist­nianiu tego pomaga nowa organizacja – Global Network for Neglected Tropical Disease Control (www.gnntdc.org). 

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 01/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
Zaniedbane choroby

(Fot. Otis Historical Archives Nat'l Museum of Health & Medicine/Wikipedia)

Mamy mnóstwo wspaniałych możliwości polepszenia ludzkiego bytu niewielkim kosztem. Politycy i społeczeństwa często jednak ich nie dostrzegają. Trudno o lepszy przykład niż leczenie chorób tropikalnych, które choć okaleczają i zabijają miliony osób, prze­ważnie nie są znane ani Amerykanom, ani Europejczykom.

Specjaliści nazywają je „zaniedbywanymi chorobami tropi­kalnymi”, czyli NTD (neglected tropical diseases). Są to często potworne infekcje, wywołujące łącznie niemal tyle zachorowań, przypadków kalectwa i zgonów, co AIDS, gruźlica i malaria ra­zem wzięte. Mimo to o chorobach tych wiemy niewiele, po czę­ści dlatego że w dużej mierze nas nie dotyczą – atakują niemal tylko ubogich mieszkańców stref tropikalnych.

Siedem spośród chorób zaliczanych do NTD wywołują tę­goryjce, włosogłówki, glisty, przywry z rodzaju Schistosoma oraz filarie, powodujące drakunkulo­zę, ślepotę rzeczną i zakażenia ukła­du chłonnego. Przyczyną kolejnych trzech chorób – leiszmaniozy, śpiączki afrykańskiej i choroby Chagasa – są infekcje pierwotniakowe. Pozostałe trzy – trąd, jaglicę i wrzód Bairnsdala – wywołują bakterie.

Z tych 13 chorób aż dziewięciu (wszystkim pasożytniczym, trą­dowi i jaglicy) można łatwo zapobiegać i niedrogo je leczyć. Jak dowodzą działania, które od 20 lat wytrwale prowadzi były pre­zydent USA Jimmy Carter, liczbę zachorowań na drakunkulozę da się zdecydowanie zmniejszyć, nawet tak prostym sposobem, jak filtrowanie wody pitnej przez płótno. Używając kosztujących zaledwie pięć dolarów, a skutecznych przez pięć lat moskitier nasyconych insektycydami, można wyeliminować zagrożenie filariozą i znacznie zmniejszyć liczbę zachorowań na malarię.

Dzięki lekom bez trudu rozwiąże się problem wszystkich roba­czyc, z wyjątkiem drakunkulozy, lecząc zakażenie całkowicie lub choćby utrzymując liczbę pasożytów na znośnym dla organizmu poziomie. Na przykład w rejonach, gdzie często występują para­zytozy jelitowe i schistosomatoza, wszystkim dzieciom w szko­łach wystarczy trzy razy w roku podawać środki odrobaczające.

Do działania przystępują już niektóre firmy farmaceutyczne. Merck&Co., GlaxoSmithKline, Johnson&Johnson, Pfizer, No­vartis i Sanofi-Pasteur nieodpłatnie dostarczają leki i na inne sposoby wspomagają walkę z chorobami tropikalnymi. Włącza­ją się również rządy. Stany Zjednoczone przykładowo na ten cel przeznaczyły ostatnio 15 mln dolarów. To już coś, choć mniej niż jedna dziesiąta z około 250 mln dolarów potrzebnych co ro­ku na kampanię zwalczania chorób w Afryce. Najlepszą strate­gią byłoby jednoczesne zwalczanie NTD i malarii. W obu przy­padkach można używać moskitier i przeszkolić pracowników lokalnej służby zdrowia, zwłaszcza że w krajach tropikalnych zasięg występowania wielu NTD jest bardzo podobny i często się pokrywa. W dodatku miliony afrykańskich dzieci padają ofiarą wielu pasożytów naraz – są zarażone zarówno malarią, jak i innymi patogenami. Takie infekcje są szczególnie groźne.

Politycy powinni wziąć pod uwagę, że stabilności i wzajem­nej życzliwości na świecie lepiej służy zwalczanie chorób, sprzy­jające rozwojowi gospodarczemu niż znacznie większe nakłady na pokojowe misje wojskowe. W przeszłości trafne działania ukierunkowane na walkę z chorobami okazywały się nadzwy­czaj skuteczne nawet w najbiedniejszych krajach. W ten sposób zwalczono już ospę prawdziwą, a dzięki akcjom szczepień licz­ba zachorowań na polio zmniejszyła się tysiąckrotnie.

Kompleksowy program walki z malarią i NTD w całej Afry­ce kosztowałby prawdopodobnie nie więcej niż 3 mld dolarów rocznie, czyli tyle, ile Pentagon wydaje w ciągu dwóch dni. Gdyby każdy z miliarda mieszkańców krajów rozwiniętych przeznaczał na walkę z chorobami tropikalnymi trzy dolary, rezygnując choćby z wypicia jednej filiżanki kawy, co roku można by ocalić od śmierci i ciężkich chorób kilka milionów dzieci, świat ustrzec przed niekontrolowanym szerzeniem się tych chorób, a wraz z nimi ludzkiej niedoli. W urzeczywist­nianiu tego pomaga nowa organizacja – Global Network for Neglected Tropical Disease Control (www.gnntdc.org).