ziemia
Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
Przykręcony kurek

Niedobór ropy naftowej to temat, który nie schodzi z pierw­szych stron gazet, tymczasem na całym świecie nie mniej dotkliwą bolączką jest niedostatek wody. Najtragiczniej sytuacja wygląda w Azji, gdzie dwa wielkie kraje – Chi­ny i Indie – borykają się z pogłębiającym się i nieroz­wiązywalnym problemem braku wody. Wielka równina na północy Chin, którą zamieszkuje ponad 200 mln ludzi, to w większości obszar o stałym niedoborze wil­goci lub wręcz suchy; jego nawadnianie wymaga więc sięgania do podziemnych formacji wodonośnych. Bieg Żółtej Rzeki (Huang He) zmieniono tak, że nie płynie już do morza. Tymczasem w Pekinie i innych wielkich miastach na północy w wyniku wypompowywania wód gruntowych ich poziom gwałtownie się obniża.

Z powodu suszy cierpią także tereny na południu Indii, gdzie dochodzi do desperackiej walki o wodę z rzek. Kiedy opadów jest zbyt mało, stany położone w górnym biegu rzek, takie jak Karnataka, wręcz odcina­ją przepływ wody do stanów leżących w dolnym biegu, na przykład do Tamil Nadu, co ma fatalne następstwa dla tamtejszych rolników. W północnych Indiach, podobnie jak w Chinach, dziesiątki milionów wiejskich studni wyczerpują wodę gruntową szybciej, niż może jej przybywać.

Oczywiście to nie są tylko problemy krajów rozwija­jących się. O zbyt małe zasoby rzeczne zaciekle rywali­zują między sobą zachodnie stany USA, a także Stany Zjednoczone z Meksykiem. Amerykańskie rolnictwo na obszarach Wielkich Równin jest w znacznym stopniu uzależnione od wielkich, ale wyczerpujących się zaso­bów formacji wodonośnej Ogallala.

Ludzi na świecie przybywa, i postępujący rozwój go­spodarczy będzie wymagał coraz większej ilości wody pitnej. Rzecz w tym, że dalsze zwiększanie zapotrzebo­wania na wodę z rzek i formacji wodonośnych często jest grą o sumie zerowej: więcej wody dla jednego re­gionu oznacza pogłębienie jej niedostatku i zakłócenie równowagi ekologicznej gdzie indziej.

Zmiana klimatu tę sytuację tylko pogorszy. Zaopatrze­nie w wodę setek milionów ludzi w Chinach, Indiach i innych rejonach Azji zależy od zasilania rzek przez topniejące lodowce himalajskie. Lodowce jednak co­fają się i jeszcze w tym stuleciu wiele z nich zniknie, a tym samym ustanie dopływ wody. Setki milionów lu­dzi na innych obszarach korzystają z kolei, przynajmniej częściowo, z wody pochodzącej z topniejącego śniegu. Jednak w wyniku zmiany klimatu woda z tego źródła, nawet jeśli opady będą tak samo obfite, zacznie się po­jawiać w innym czasie niż dotychczas. Wzrost tempe­ratury sprawi, że topniejący śnieg zasili rzeki wczesną wiosną, latem zaś będzie panować susza.

Zmiana klimatu przeobrazi również wzorzec opadów atmosferycznych i parowania. Prawdopodobnie obszary suche staną się jeszcze bardziej suche, opady deszczu będą rzadsze, ale intensywniejsze, a ekstremalne zjawi­ska pogodowe, takie jak tropikalne cyklony, przybiorą na sile. Moi współpracownicy z Earth Institute w Co­lumbia University, opierając się zarówno na ocenach teoretycznych, jak i danych o przyroście słojów drzew w ciągu ostatniego tysiąca lat, dowodzą na przykład, że globalne ocieplenie prawdopodobnie nasili suszę na zachodzie Ameryki. Pewne przesłanki, o których wciąż się poważnie dyskutuje, nasuwają przypuszczenie, że wzrost temperatury powietrza nad Oceanem Indyjskim może spowodować susze w Afryce Wschodniej.

W tej sprawie nie będzie prostych rozwiązań. Oczywi­ście trafniejsze ustalanie cen wody pozwoli na bardziej efektywne jej użytkowanie. Nawadnia­nie deszczowniane, czyli kropelkowe (drip irrigation), pomoże zmniejszyć zużycie wody przeznaczanej na upra­wy. Odsalanie z pewnością przyczyni się do zwiększenia podaży słodkiej wody, choć będzie kosztowne. Na pewno też systemy gromadzenia zaso­bów wody zaoszczędzą rolnikom wielu zgryzot z powo­du kiepskich zbiorów. Jednak z góry wiadomo, że te roz­wiązania wymagają wielkich nakładów i nie zaspokoją automatycznie potrzeb ubogich, którzy nie będą w stanie ponosić tych kosztów. Ponadto często są to rozwiązania niewspółmierne do skali wyzwań, gdyż mogą pociągać za sobą poważne konsekwencje ekologiczne.

Zapewnienie wody rozwijającemu się światu będzie wymagało jak najściślejszego zgrania wysiłków na­ukowców, ekologów, ekonomistów i etyków, jak rów­nież międzynarodowej współpracy. Co się tyczy zmiany klimatu, godne uwagi są działania Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, którego praca na rzecz za­równo konsensusu środowisk naukowych, jak i poszu­kiwania możliwych do przyjęcia rozwiązań jest nie do przecenienia. Podobne korzyści w skali globalnej, jeśli chodzi rozwiązanie problemu wody, mogłyby przynieść równolegle podejmowane wysiłki w sferze nauki, tech­niki i polityki.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
24
W 1859 r. Karol Darwin opublikował dzieło O powstaniu gatunków na drodze doboru naturalnego.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
Przykręcony kurek

Niedobór ropy naftowej to temat, który nie schodzi z pierw­szych stron gazet, tymczasem na całym świecie nie mniej dotkliwą bolączką jest niedostatek wody. Najtragiczniej sytuacja wygląda w Azji, gdzie dwa wielkie kraje – Chi­ny i Indie – borykają się z pogłębiającym się i nieroz­wiązywalnym problemem braku wody. Wielka równina na północy Chin, którą zamieszkuje ponad 200 mln ludzi, to w większości obszar o stałym niedoborze wil­goci lub wręcz suchy; jego nawadnianie wymaga więc sięgania do podziemnych formacji wodonośnych. Bieg Żółtej Rzeki (Huang He) zmieniono tak, że nie płynie już do morza. Tymczasem w Pekinie i innych wielkich miastach na północy w wyniku wypompowywania wód gruntowych ich poziom gwałtownie się obniża.

Z powodu suszy cierpią także tereny na południu Indii, gdzie dochodzi do desperackiej walki o wodę z rzek. Kiedy opadów jest zbyt mało, stany położone w górnym biegu rzek, takie jak Karnataka, wręcz odcina­ją przepływ wody do stanów leżących w dolnym biegu, na przykład do Tamil Nadu, co ma fatalne następstwa dla tamtejszych rolników. W północnych Indiach, podobnie jak w Chinach, dziesiątki milionów wiejskich studni wyczerpują wodę gruntową szybciej, niż może jej przybywać.

Oczywiście to nie są tylko problemy krajów rozwija­jących się. O zbyt małe zasoby rzeczne zaciekle rywali­zują między sobą zachodnie stany USA, a także Stany Zjednoczone z Meksykiem. Amerykańskie rolnictwo na obszarach Wielkich Równin jest w znacznym stopniu uzależnione od wielkich, ale wyczerpujących się zaso­bów formacji wodonośnej Ogallala.

Ludzi na świecie przybywa, i postępujący rozwój go­spodarczy będzie wymagał coraz większej ilości wody pitnej. Rzecz w tym, że dalsze zwiększanie zapotrzebo­wania na wodę z rzek i formacji wodonośnych często jest grą o sumie zerowej: więcej wody dla jednego re­gionu oznacza pogłębienie jej niedostatku i zakłócenie równowagi ekologicznej gdzie indziej.

Zmiana klimatu tę sytuację tylko pogorszy. Zaopatrze­nie w wodę setek milionów ludzi w Chinach, Indiach i innych rejonach Azji zależy od zasilania rzek przez topniejące lodowce himalajskie. Lodowce jednak co­fają się i jeszcze w tym stuleciu wiele z nich zniknie, a tym samym ustanie dopływ wody. Setki milionów lu­dzi na innych obszarach korzystają z kolei, przynajmniej częściowo, z wody pochodzącej z topniejącego śniegu. Jednak w wyniku zmiany klimatu woda z tego źródła, nawet jeśli opady będą tak samo obfite, zacznie się po­jawiać w innym czasie niż dotychczas. Wzrost tempe­ratury sprawi, że topniejący śnieg zasili rzeki wczesną wiosną, latem zaś będzie panować susza.

Zmiana klimatu przeobrazi również wzorzec opadów atmosferycznych i parowania. Prawdopodobnie obszary suche staną się jeszcze bardziej suche, opady deszczu będą rzadsze, ale intensywniejsze, a ekstremalne zjawi­ska pogodowe, takie jak tropikalne cyklony, przybiorą na sile. Moi współpracownicy z Earth Institute w Co­lumbia University, opierając się zarówno na ocenach teoretycznych, jak i danych o przyroście słojów drzew w ciągu ostatniego tysiąca lat, dowodzą na przykład, że globalne ocieplenie prawdopodobnie nasili suszę na zachodzie Ameryki. Pewne przesłanki, o których wciąż się poważnie dyskutuje, nasuwają przypuszczenie, że wzrost temperatury powietrza nad Oceanem Indyjskim może spowodować susze w Afryce Wschodniej.

W tej sprawie nie będzie prostych rozwiązań. Oczywi­ście trafniejsze ustalanie cen wody pozwoli na bardziej efektywne jej użytkowanie. Nawadnia­nie deszczowniane, czyli kropelkowe (drip irrigation), pomoże zmniejszyć zużycie wody przeznaczanej na upra­wy. Odsalanie z pewnością przyczyni się do zwiększenia podaży słodkiej wody, choć będzie kosztowne. Na pewno też systemy gromadzenia zaso­bów wody zaoszczędzą rolnikom wielu zgryzot z powo­du kiepskich zbiorów. Jednak z góry wiadomo, że te roz­wiązania wymagają wielkich nakładów i nie zaspokoją automatycznie potrzeb ubogich, którzy nie będą w stanie ponosić tych kosztów. Ponadto często są to rozwiązania niewspółmierne do skali wyzwań, gdyż mogą pociągać za sobą poważne konsekwencje ekologiczne.

Zapewnienie wody rozwijającemu się światu będzie wymagało jak najściślejszego zgrania wysiłków na­ukowców, ekologów, ekonomistów i etyków, jak rów­nież międzynarodowej współpracy. Co się tyczy zmiany klimatu, godne uwagi są działania Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, którego praca na rzecz za­równo konsensusu środowisk naukowych, jak i poszu­kiwania możliwych do przyjęcia rozwiązań jest nie do przecenienia. Podobne korzyści w skali globalnej, jeśli chodzi rozwiązanie problemu wody, mogłyby przynieść równolegle podejmowane wysiłki w sferze nauki, tech­niki i polityki.