człowiek
Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
O państwach dobrobytu bez ideologii

Jednym z wielkich wyzwań zrównoważonego rozwoju jest jednoczesne zaspokajanie dwóch pragnień społeczeń­stwa: życia w dobrobycie i poczucia bezpieczeństwa socjalnego. Od kilkudziesięciu lat ekonomiści i politycy zastanawiają się więc, jak pogodzić niezaprzeczalną siłę rynków z osłonami w postaci ubezpieczeń społecznych. W Stanach Zjednoczonych zwolennicy ekonomii poda­żowej twierdzą, że najlepszym sposobem zapewnienia dobrobytu amerykańskiej biedocie jest pobudzanie szyb­kiego wzrostu gospodarczego oraz że większe podatki, niezbędne do sfinansowania ubezpieczeń społecznych, przeszkadzają w osiąganiu prosperity. Jak pisał w latach czterdziestych austriacki ekonomista Friedrich August von Hayek, piewca wolnego rynku, wysokie opodatko­wanie to „droga do poddaństwa”, zagrożenie dla wolno­ści jako takiej.

W USA nad większością debat wokół tej kwestii ciążą wpływy grup interesów oraz względy ideologiczne. A prze­cież dysponujemy już teraz bogatym materiałem empirycz­nym i możemy wydawać w tych sprawach sądy uzasadnione na­ukowo. Dowody łatwo znaleźć, porównując grupę krajów o gospo­darkach stosunkowo wolnorynkowych, w których stopy podatkowe i nakłady na cele socjalne są niskie lub umiar­kowanie wysokie, z grupą państw opiekuńczych, w których wysokie są zarówno podatki, jak i wydatki socjalne.

Nieprzypadkowo niskie podatki i wysokie dochody odnotowuje się w krajach anglojęzycznych, mających wspólne doświadczenia powiązań z XIX-wieczną Anglią i obowiązującymi tam teoriami leseferyzmu ekonomicz­nego. Kraje te to Australia, Irlandia, Kanada, Nowa Zelandia, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Nato­miast wysokie podatki i wysokie dochody mają kraje skandynawskie: Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja, w których od zakończenia II wojny światowej (lub przez większą część tego okresu) rządzą centrolewicowe partie socjaldemokratyczne. Łączy się tam zdrowe poszanowa­nie dla sił rynku z silnym zaangażowaniem w realizację programów walki z ubóstwem. Wydatki budżetowe na cele socjalne wynoszą w krajach skandynawskich prze­ciętnie około 27% produktu narodowego brutto (PNB), podczas gdy w anglojęzycznych zaledwie 17%.

Zasadniczo kraje skandynawskie górują nad krajami anglosaskimi pod względem większości wskaźników funkcjonowania gospodarki. W Skandynawii stopy ubó­stwa są o wiele niższe, a dochód narodowy na jednego mieszkańca w wieku produkcyjnym wyższy. Stopy bezro­bocia są w obu grupach krajów mniej więcej takie same, chociaż w krajach skandynawskich nieco wyższe. Lepsza jest też tam sytuacja budżetowa – z większym procento­wym udziałem nadwyżek budżetowych w PNB.

Kraje skandynawskie mają kilka sposobów na utrzy­mywanie dynamizmu mimo wysokiego opodatkowania. Przede wszystkim przeznaczają duże nakłady na bada­nia naukowe i rozwój (B+R) oraz na szkolnictwo wyż­sze. We wszystkich tych krajach, a szczególnie w Szwecji i Finlandii, dokonała się prawdziwa rewolucja w techni­kach informatycznych i łączności, dzięki czemu stały się one konkurencyjne w skali międzynarodowej. Szwecja wydaje obecnie na B+R prawie 4% swojego PNB, co jest najwyższym wskaźnikiem na świecie. Kraje skandy­nawskie przeciętnie na B+R wydatkują 3% PNB w po­równaniu z około 2% w krajach anglojęzycznych.

Skandynawowie starają się też utrzymywać wydatki so­cjalne na takim poziomie, aby nie kolidowały z otwartym, konkurencyjnym, wolnorynkowym systemem gospodar­czym. Stopy podatku majątkowego są u nich stosunkowo niskie. Na rynku pracy prowadzi się politykę zatrudniania osób nisko wykwalifikowanych (lub z innych powodów niemo­gących znaleźć płatnego zajęcia) w sektorze usług, w takich nie­zwykle istotnych dla jakości życia dziedzinach, jak opieka nad dziećmi, opieka zdrowotna oraz opieka nad ludźmi w podeszłym wieku i niepełnosprawnymi.

W rezultacie sytuacja gospodarstw domowych z samego dołu drabiny podziału dochodu jest zdumiewająco dobra, zwłaszcza w przeciwstawieniu do wręcz podłego lekce­ważenia polityki socjalnej widocznego w Stanach Zjedno­czonych. USA na usługi socjalne dla ubogich i niepełno­sprawnych wydają najmniej spośród wszystkich bogatych krajów świata. I mają to, co mają: najwyższą wśród krajów bogatych stopę ubóstwa i gwałtownie rosnącą liczbę ludzi trafiających do więzienia. Tak naprawdę, uchylając się od finansowania służby zdrowia ze środków publicznych, Stany Zjednoczone otrzymują mniej, niż płacą, ponieważ z powodu zależności od prywatnej opieki zdrowotnej po­wstał zdegenerowany system, przynoszący mizerne rezul­taty mimo bardzo wysokich kosztów.

Von Hayek się mylił. W silnych i zdrowych demokra­cjach hojne państwo opiekuńcze to nie droga do poddań­stwa, tylko do sprawiedliwości, równości ekonomicznej i konkurencyjności na arenie międzynarodowej.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 11/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
17
W 1833 r. urodził się Lucjan Rydel, polski lekarz, okulista, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
O państwach dobrobytu bez ideologii

Jednym z wielkich wyzwań zrównoważonego rozwoju jest jednoczesne zaspokajanie dwóch pragnień społeczeń­stwa: życia w dobrobycie i poczucia bezpieczeństwa socjalnego. Od kilkudziesięciu lat ekonomiści i politycy zastanawiają się więc, jak pogodzić niezaprzeczalną siłę rynków z osłonami w postaci ubezpieczeń społecznych. W Stanach Zjednoczonych zwolennicy ekonomii poda­żowej twierdzą, że najlepszym sposobem zapewnienia dobrobytu amerykańskiej biedocie jest pobudzanie szyb­kiego wzrostu gospodarczego oraz że większe podatki, niezbędne do sfinansowania ubezpieczeń społecznych, przeszkadzają w osiąganiu prosperity. Jak pisał w latach czterdziestych austriacki ekonomista Friedrich August von Hayek, piewca wolnego rynku, wysokie opodatko­wanie to „droga do poddaństwa”, zagrożenie dla wolno­ści jako takiej.

W USA nad większością debat wokół tej kwestii ciążą wpływy grup interesów oraz względy ideologiczne. A prze­cież dysponujemy już teraz bogatym materiałem empirycz­nym i możemy wydawać w tych sprawach sądy uzasadnione na­ukowo. Dowody łatwo znaleźć, porównując grupę krajów o gospo­darkach stosunkowo wolnorynkowych, w których stopy podatkowe i nakłady na cele socjalne są niskie lub umiar­kowanie wysokie, z grupą państw opiekuńczych, w których wysokie są zarówno podatki, jak i wydatki socjalne.

Nieprzypadkowo niskie podatki i wysokie dochody odnotowuje się w krajach anglojęzycznych, mających wspólne doświadczenia powiązań z XIX-wieczną Anglią i obowiązującymi tam teoriami leseferyzmu ekonomicz­nego. Kraje te to Australia, Irlandia, Kanada, Nowa Zelandia, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Nato­miast wysokie podatki i wysokie dochody mają kraje skandynawskie: Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja, w których od zakończenia II wojny światowej (lub przez większą część tego okresu) rządzą centrolewicowe partie socjaldemokratyczne. Łączy się tam zdrowe poszanowa­nie dla sił rynku z silnym zaangażowaniem w realizację programów walki z ubóstwem. Wydatki budżetowe na cele socjalne wynoszą w krajach skandynawskich prze­ciętnie około 27% produktu narodowego brutto (PNB), podczas gdy w anglojęzycznych zaledwie 17%.

Zasadniczo kraje skandynawskie górują nad krajami anglosaskimi pod względem większości wskaźników funkcjonowania gospodarki. W Skandynawii stopy ubó­stwa są o wiele niższe, a dochód narodowy na jednego mieszkańca w wieku produkcyjnym wyższy. Stopy bezro­bocia są w obu grupach krajów mniej więcej takie same, chociaż w krajach skandynawskich nieco wyższe. Lepsza jest też tam sytuacja budżetowa – z większym procento­wym udziałem nadwyżek budżetowych w PNB.

Kraje skandynawskie mają kilka sposobów na utrzy­mywanie dynamizmu mimo wysokiego opodatkowania. Przede wszystkim przeznaczają duże nakłady na bada­nia naukowe i rozwój (B+R) oraz na szkolnictwo wyż­sze. We wszystkich tych krajach, a szczególnie w Szwecji i Finlandii, dokonała się prawdziwa rewolucja w techni­kach informatycznych i łączności, dzięki czemu stały się one konkurencyjne w skali międzynarodowej. Szwecja wydaje obecnie na B+R prawie 4% swojego PNB, co jest najwyższym wskaźnikiem na świecie. Kraje skandy­nawskie przeciętnie na B+R wydatkują 3% PNB w po­równaniu z około 2% w krajach anglojęzycznych.

Skandynawowie starają się też utrzymywać wydatki so­cjalne na takim poziomie, aby nie kolidowały z otwartym, konkurencyjnym, wolnorynkowym systemem gospodar­czym. Stopy podatku majątkowego są u nich stosunkowo niskie. Na rynku pracy prowadzi się politykę zatrudniania osób nisko wykwalifikowanych (lub z innych powodów niemo­gących znaleźć płatnego zajęcia) w sektorze usług, w takich nie­zwykle istotnych dla jakości życia dziedzinach, jak opieka nad dziećmi, opieka zdrowotna oraz opieka nad ludźmi w podeszłym wieku i niepełnosprawnymi.

W rezultacie sytuacja gospodarstw domowych z samego dołu drabiny podziału dochodu jest zdumiewająco dobra, zwłaszcza w przeciwstawieniu do wręcz podłego lekce­ważenia polityki socjalnej widocznego w Stanach Zjedno­czonych. USA na usługi socjalne dla ubogich i niepełno­sprawnych wydają najmniej spośród wszystkich bogatych krajów świata. I mają to, co mają: najwyższą wśród krajów bogatych stopę ubóstwa i gwałtownie rosnącą liczbę ludzi trafiających do więzienia. Tak naprawdę, uchylając się od finansowania służby zdrowia ze środków publicznych, Stany Zjednoczone otrzymują mniej, niż płacą, ponieważ z powodu zależności od prywatnej opieki zdrowotnej po­wstał zdegenerowany system, przynoszący mizerne rezul­taty mimo bardzo wysokich kosztów.

Von Hayek się mylił. W silnych i zdrowych demokra­cjach hojne państwo opiekuńcze to nie droga do poddań­stwa, tylko do sprawiedliwości, równości ekonomicznej i konkurencyjności na arenie międzynarodowej.