człowiek
Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
Dzietność mądrze kontrolowana
























Świat stoi w obliczu rychłych zagrożeń wywoływanych niewia­rygodną wręcz presją, jaką na najważniejsze ekosystemy wywiera globalna gospodarka. Ale prawdę mówiąc, najważ­niejszym czynnikiem sprawczym tych zagrożeń wcale nie jest dziś gwałtowny wzrost liczby ludności. Poczesne miej­sce w tym względzie przypada wysokim i wciąż rosnącym wskaźnikom zużycia zasobów naturalnych na osobę, nie zaś samemu wzrostowi demograficznemu. Nawet gdyby łącz­na liczba ludności miała się ustabilizować na dzisiejszym poziomie, czyli 6.5 mld, nadal rosłyby naciski na zwiększa­nie zużycia zasobów per capita.

Jeśli w krajach bogatych średni dochód na osobę wynosi około 30 tys. dolarów, a na świecie około 10 tys. dolarów, to po prostu zrównanie pod tym względem biednych z bogatymi oznaczałoby potrojenie wydajności gospodarki w skali świata ze wszystkimi tego konsekwencjami dla środowiska.

Jednak stały gwałtowny przyrost liczby ludności w wie­lu biednych krajach spowoduje jeszcze większe obciążenie środowiska. Według prognoz Or­ganizacji Narodów Zjednoczonych uwzględniających obecne tenden­cje demograficzne, do 2050 roku liczba ludności świata wzrośnie o kolejne 2.5 mld. Nowi mieszkań­cy globu urodzą się w biednych regionach, ale będą dążyli do osiągnięcia poziomu docho­du i konsumpcji reszty świata. I jeśli te ich aspiracje eko­nomiczne zostaną spełnione, naciski na środowisko będą wprost niewyobrażalne. Ale podobnie niewyobrażalnie wielkie naciski polityczne pojawią się również w przypadku zawiedzionych nadziei.

Dla biednych krajów korzyści z ograniczenia liczby po­tomstwa wydają się oczywiste. Wysokie współczynniki dzietności są przyczyną ekstremalnych lokalnych presji na środowisko – wyczerpywania się zasobów wody, pogarsza­nia stanu gleby, trzebienia zwierzyny łownej i zbyt intensyw­nych połowów, zmniejszania się powierzchni gospodarstw rolnych, wylesienia i innych zniszczeń siedlisk ludzkich.

Duża dzietność to również katastrofa dla samych nad­miarowo urodzonych dzieci, które cierpią z powodu niedo­inwestowania oświaty, służby zdrowia i niedostatecznego wyżywienia, więc najprawdopodobniej są skazane na życie w ubóstwie. Krótko mówiąc, zmniejszenie współczynnika dzietności to zdrowsze nowe pokolenia, o wiele szybszy wzrost stopy życiowej i osłabnie czynników zaburzających środowisko.

Obniżenie dzietności w najbiedniejszych krajach nale­żałoby także uznać za najrozsądniejszą inwestycję, jaką mogłyby podjąć kraje bogate dla swojego przyszłego do­brobytu. Połowa przewidywanego wzrostu liczby ludno­ści do 2050 roku przypadnie na Afrykę i Bliski Wschód, najbardziej niestabilne politycznie i społecznie regiony naszej planety. A to prawie na pewno będzie oznaczać po­jawienie się kolejnego pokolenia sfrustrowanych młodych ludzi bez szans na zatrudnienie, nasilenie się przemocy, niedostatek surowców, wzrost międzynarodowej migracji i więcej zatargów ideologicznych z Europą i Stanami Zjed­noczonymi. Równie katastrofalne mogą okazać się także obciążenia dla globalnej ekologii, ponieważ wzrost liczby ludności będzie następował w miejscach newralgicznych dla utrzymania bioróżnorodności.

Wielka szkoda, że mimo bezspornych dowodów na to, iż szybkie i dobrowolne obniżanie dzietności w biednych kra­jach jest możliwe, rząd George’a W. Busha wykazuje zupeł­ny brak zainteresowania tą kwestią. Tymczasem taki proces dałoby się sensownie przeprowadzić, realizując czteroele­mentową strategię. Po pierwsze, trzeba pomagać w utrzy­mywaniu dzieci przy życiu. Kiedy rodzice uwierzą, że ich potomstwo ma szansę przeżyć, będą woleli mieć go mniej. Po drugie, należy wspierać edukację dziewcząt oraz kulturowe i społeczne zrównanie płci. Dziewczęta z wykształceniem szkolnym później wychodzą za mąż, a czując się pewniej, podejmują pracę i z wyboru mają mniej dzieci. Po trzecie, trzeba promować dostępność środków antykoncepcyjnych i planowanie rodziny, zwłaszcza wśród ludzi biednych, któ­rych nie stać na takie środki i usługi. Po czwarte, niezbędne jest zwiększenie wydajności gospodarstw rolnych. Matki za­rabiające na utrzymanie wychowują mniej dzieci.

Dzięki takiemu czteroetapowemu działaniu w ciągu 10, najdalej 15 lat można, podobnie jak w Iranie, Tunezji czy Algierii, szybko i zdecydowanie obniżyć współczynniki dzietności z – powiedzmy – pięciorga lub więcej dzieci na kobietę w wieku rozrodczym do trojga lub nawet mniej. Wielu afrykańskich przywódców zaczyna rozumieć, że ich kraje nie będą w stanie przezwyciężyć głębokich problemów gospodarczych z liczbą ludności podwajającą się w każdym pokoleniu. Jeśli zamożne kraje zdecydują się pomóc im w realizacji tego niezbędnego zadania, to z pewnością znaj­dą chętnych do współpracy lokalnych partnerów.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 10/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
17
W 1833 r. urodził się Lucjan Rydel, polski lekarz, okulista, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Warto przeczytać
Czy znasz powiedzenie że matematykowi do pracy wystarczy kartka, ołówek i kosz na śmieci? To nieprawda! Pasjonującą, efektowną i praktyczną matematykę poznaje się dopiero w laboratorium.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jeffrey D. Sachs | dodano: 2012-07-17
Dzietność mądrze kontrolowana
























Świat stoi w obliczu rychłych zagrożeń wywoływanych niewia­rygodną wręcz presją, jaką na najważniejsze ekosystemy wywiera globalna gospodarka. Ale prawdę mówiąc, najważ­niejszym czynnikiem sprawczym tych zagrożeń wcale nie jest dziś gwałtowny wzrost liczby ludności. Poczesne miej­sce w tym względzie przypada wysokim i wciąż rosnącym wskaźnikom zużycia zasobów naturalnych na osobę, nie zaś samemu wzrostowi demograficznemu. Nawet gdyby łącz­na liczba ludności miała się ustabilizować na dzisiejszym poziomie, czyli 6.5 mld, nadal rosłyby naciski na zwiększa­nie zużycia zasobów per capita.

Jeśli w krajach bogatych średni dochód na osobę wynosi około 30 tys. dolarów, a na świecie około 10 tys. dolarów, to po prostu zrównanie pod tym względem biednych z bogatymi oznaczałoby potrojenie wydajności gospodarki w skali świata ze wszystkimi tego konsekwencjami dla środowiska.

Jednak stały gwałtowny przyrost liczby ludności w wie­lu biednych krajach spowoduje jeszcze większe obciążenie środowiska. Według prognoz Or­ganizacji Narodów Zjednoczonych uwzględniających obecne tenden­cje demograficzne, do 2050 roku liczba ludności świata wzrośnie o kolejne 2.5 mld. Nowi mieszkań­cy globu urodzą się w biednych regionach, ale będą dążyli do osiągnięcia poziomu docho­du i konsumpcji reszty świata. I jeśli te ich aspiracje eko­nomiczne zostaną spełnione, naciski na środowisko będą wprost niewyobrażalne. Ale podobnie niewyobrażalnie wielkie naciski polityczne pojawią się również w przypadku zawiedzionych nadziei.

Dla biednych krajów korzyści z ograniczenia liczby po­tomstwa wydają się oczywiste. Wysokie współczynniki dzietności są przyczyną ekstremalnych lokalnych presji na środowisko – wyczerpywania się zasobów wody, pogarsza­nia stanu gleby, trzebienia zwierzyny łownej i zbyt intensyw­nych połowów, zmniejszania się powierzchni gospodarstw rolnych, wylesienia i innych zniszczeń siedlisk ludzkich.

Duża dzietność to również katastrofa dla samych nad­miarowo urodzonych dzieci, które cierpią z powodu niedo­inwestowania oświaty, służby zdrowia i niedostatecznego wyżywienia, więc najprawdopodobniej są skazane na życie w ubóstwie. Krótko mówiąc, zmniejszenie współczynnika dzietności to zdrowsze nowe pokolenia, o wiele szybszy wzrost stopy życiowej i osłabnie czynników zaburzających środowisko.

Obniżenie dzietności w najbiedniejszych krajach nale­żałoby także uznać za najrozsądniejszą inwestycję, jaką mogłyby podjąć kraje bogate dla swojego przyszłego do­brobytu. Połowa przewidywanego wzrostu liczby ludno­ści do 2050 roku przypadnie na Afrykę i Bliski Wschód, najbardziej niestabilne politycznie i społecznie regiony naszej planety. A to prawie na pewno będzie oznaczać po­jawienie się kolejnego pokolenia sfrustrowanych młodych ludzi bez szans na zatrudnienie, nasilenie się przemocy, niedostatek surowców, wzrost międzynarodowej migracji i więcej zatargów ideologicznych z Europą i Stanami Zjed­noczonymi. Równie katastrofalne mogą okazać się także obciążenia dla globalnej ekologii, ponieważ wzrost liczby ludności będzie następował w miejscach newralgicznych dla utrzymania bioróżnorodności.

Wielka szkoda, że mimo bezspornych dowodów na to, iż szybkie i dobrowolne obniżanie dzietności w biednych kra­jach jest możliwe, rząd George’a W. Busha wykazuje zupeł­ny brak zainteresowania tą kwestią. Tymczasem taki proces dałoby się sensownie przeprowadzić, realizując czteroele­mentową strategię. Po pierwsze, trzeba pomagać w utrzy­mywaniu dzieci przy życiu. Kiedy rodzice uwierzą, że ich potomstwo ma szansę przeżyć, będą woleli mieć go mniej. Po drugie, należy wspierać edukację dziewcząt oraz kulturowe i społeczne zrównanie płci. Dziewczęta z wykształceniem szkolnym później wychodzą za mąż, a czując się pewniej, podejmują pracę i z wyboru mają mniej dzieci. Po trzecie, trzeba promować dostępność środków antykoncepcyjnych i planowanie rodziny, zwłaszcza wśród ludzi biednych, któ­rych nie stać na takie środki i usługi. Po czwarte, niezbędne jest zwiększenie wydajności gospodarstw rolnych. Matki za­rabiające na utrzymanie wychowują mniej dzieci.

Dzięki takiemu czteroetapowemu działaniu w ciągu 10, najdalej 15 lat można, podobnie jak w Iranie, Tunezji czy Algierii, szybko i zdecydowanie obniżyć współczynniki dzietności z – powiedzmy – pięciorga lub więcej dzieci na kobietę w wieku rozrodczym do trojga lub nawet mniej. Wielu afrykańskich przywódców zaczyna rozumieć, że ich kraje nie będą w stanie przezwyciężyć głębokich problemów gospodarczych z liczbą ludności podwajającą się w każdym pokoleniu. Jeśli zamożne kraje zdecydują się pomóc im w realizacji tego niezbędnego zadania, to z pewnością znaj­dą chętnych do współpracy lokalnych partnerów.