człowiek
Autor: Paweł Łuków | dodano: 2012-07-17
Ci okropni humaniści

Co jakiś czas słychać utyskiwania na niedoskonałość huma­nistyki w porównaniu z naukami ścisłymi. Humanistom zarzuca się wręcz nieznajomość nauk ścisłych i bujanie w obłokach. Trudno rozstrzygnąć, czy są to grzechy tylko humanistów i czy niektórych przedstawicieli dyscyplin ści­słych nie można by słusznie oskarżać o analogiczną nie­znajomość humanistyki i złudną wiarę we wszechmoc ich metod badawczych. Pewne jest za to, że globalne oceny hu­manistów lub pozostałych naukowców byłyby niesprawie­dliwe. I wśród jednych, i wśród drugich znajdą się ludzie o rozległych horyzontach i leniwi obskuranci, skłonni do refleksji intelektualiści i wyrobnicy bez polotu. Nie trzeba też specjalnej spostrzegawczości, by zauważyć, że podział na humanistykę i nauki ścisłe nie jest rozłączny. Humanistykę identyfikuje się ze wzglę­du na przedmiot, a nauki ścisłe – ze względu na metodę. Jak dowodzi przykład ekonomii, dyscypliny zajmujące się człowiekiem nie muszą być „nieścisłe”, zaś dyscypliny ścisłe mogą mieć za swój przedmiot człowieka.

Nie ulega wątpliwości, że nauki ścisłe mają wyraźniej niż humanistyka określone metody dochodzenia do prawdy. Traf­ność ustaleń zawdzięczają spójnym systemom dedukcyjnym i możliwości korygowania teorii przez konfrontację jej prze­widywań z wynikami odpowiednio zaplanowanych doświad­czeń. Zdobyta w ten sposób wiedza szybko potwierdza swą przydatność, znajdując rozliczne zastosowania. Humaniści nie mogą pochwalić się ani porównywalnie skrupulatną me­todologią, ani ułatwiającymi życie wynalazkami.

Błędem byłoby jednak twierdzić, że jeśli humanistyka ma należeć do elitarnego grona „prawdziwych nauk”, to powin­na naśladować nauki ścisłe. Metoda badań nie może być niezależna od specyfiki ich przedmiotu. Trudno więc ocze­kiwać, by we wszystkich dyscyplinach naukowych obowią­zywały te same rygory metodologiczne. Metoda to środek umożliwiający osiągnięcie celu, jakim jest poznanie intere­sującego nas wycinka rzeczywistości, i nie trzeba wielkiej przenikliwości, by zauważyć, że różne cele mogą wymagać różnych środków. Wie o tym każdy, kto choć raz próbował coś ugotować. Czy rozsądnie byłoby smażyć jajecznicę we­dług przepisu na zupę pomidorową?

Człowiek – wraz z jego myśleniem, kulturą, powiązania­mi społecznymi i mnóstwem innych rzeczy – to niezwykle skomplikowany przedmiot badań, o niebo bardziej złożony niż niejeden stworzony w umyśle badacza system dedukcyj­ny czy zaaranżowany w laboratorium układ zależności fi­zycznych. Przy tak złożonym przedmiocie badań i tak wielu zmiennych, z jakimi mają do czynienia humaniści, trudno oczekiwać, że ich ustalenia będą miały dokładność porów­nywalną z osiąganą w naukach ścisłych.

W naukach dedukcyjnych konstruuje się układy wyrażeń wraz z ich własnymi regułami przekształcania. W naukach empirycznych zwykle izoluje się obiekty badań, by jak naj­więcej parametrów podlegało kontroli eksperymentatora. Natomiast w humanistyce przedmiot jest badaczowi dany w całej swej złożoności, a badanych obiektów zazwyczaj nie można wyizolować z ich środowiska. Ludzkie myśli są wie­lowymiarowe, społeczeństwo nie poddaje się rozkładaniu na kawałki, a wielu technicznie wykonalnych badań jednostek i zbiorowości nie da się przeprowadzić, ponieważ byłyby po prostu niemoralne. Nic więc dziwnego, że humanistyka jest polem tak wielu sporów. Nie jest w tym jednak odosobniona. Kontrowersje to chleb powszedni także w naukach ścisłych. Wyobrażenie, że jest inaczej, bierze się zapewne stąd, iż spory fizyków lub matematyków rzadko wykraczają poza sale seminaryjne i laboratoria.

Problemy, którymi zajmują się humaniści, z łatwością stają się tematem dyskusji między laikami, ponieważ bez­pośrednio dotyczą każdego z nas. Niewielu ludzi ma wy­robiony pogląd na temat oddziaływań między elektrona­mi a pozytonami, ale prawie każdy gotów jest zabrać głos w sprawie właściwego postępowania czy wychowywania dzieci. I nie dzieje się tak dlatego, że wypowiadanie się na temat cząstek elementarnych wymaga wiedzy – rozsądne wypowiedzi o sprawach ludzkich także jej wymagają. Rzecz w tym, że aby żyć w społeczeństwie, jakieś opinie o życiu mieć trzeba. Stąd często spotykane przekonanie, że „w tych sprawach liczą się wszystkie opinie”. Jest ono tak rozpo­wszechnione, że wielu ludzi – wśród których zdarzają się i naukowcy, i kompletni ignoranci – sądzi, iż humanistyka nie wykracza poza konstatowanie potocznych przekonań lub wyrażanie opinii uprawiających ją jednostek.

Większość ludzi niewiele wie o wymaganiach metodo­logicznych nauk ścisłych i o naturze badanych przez nie obiektów. Mało który laik odważy się pouczać astrofizyków, choć ich hipotezy coraz częściej przypominają spekulacje pierwszych filozofów greckich. Za to niemal każdy gotów jest strofować humanistę, bo przecież „w tych sprawach nie ma ekspertów”. Z humanistyką jest jak z dobrym życiem i wychowaniem dzieci – podobno znają się na nich wszyscy. (Skąd w takim razie na świecie tyle zła i nieszczęśliwych dzieci?)

Nieprawda, że humaniści grzeszą lenistwem czy ignoran­cją i są niezdolni do logicznego myślenia. Jak w każdej in­nej dyscyplinie, tak i w humanistyce niemało jest rzetelnych badaczy i solidnej wiedzy. I jak wszędzie zdarzają się w niej karierowicze i pseudomądrości. Grzeszą ci, co nie rozumie­jąc specyfiki humanistyki, żądają, by znikła lub upodobniła się do nauk ścisłych.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 02/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Paweł Łuków | dodano: 2012-07-17
Ci okropni humaniści

Co jakiś czas słychać utyskiwania na niedoskonałość huma­nistyki w porównaniu z naukami ścisłymi. Humanistom zarzuca się wręcz nieznajomość nauk ścisłych i bujanie w obłokach. Trudno rozstrzygnąć, czy są to grzechy tylko humanistów i czy niektórych przedstawicieli dyscyplin ści­słych nie można by słusznie oskarżać o analogiczną nie­znajomość humanistyki i złudną wiarę we wszechmoc ich metod badawczych. Pewne jest za to, że globalne oceny hu­manistów lub pozostałych naukowców byłyby niesprawie­dliwe. I wśród jednych, i wśród drugich znajdą się ludzie o rozległych horyzontach i leniwi obskuranci, skłonni do refleksji intelektualiści i wyrobnicy bez polotu. Nie trzeba też specjalnej spostrzegawczości, by zauważyć, że podział na humanistykę i nauki ścisłe nie jest rozłączny. Humanistykę identyfikuje się ze wzglę­du na przedmiot, a nauki ścisłe – ze względu na metodę. Jak dowodzi przykład ekonomii, dyscypliny zajmujące się człowiekiem nie muszą być „nieścisłe”, zaś dyscypliny ścisłe mogą mieć za swój przedmiot człowieka.

Nie ulega wątpliwości, że nauki ścisłe mają wyraźniej niż humanistyka określone metody dochodzenia do prawdy. Traf­ność ustaleń zawdzięczają spójnym systemom dedukcyjnym i możliwości korygowania teorii przez konfrontację jej prze­widywań z wynikami odpowiednio zaplanowanych doświad­czeń. Zdobyta w ten sposób wiedza szybko potwierdza swą przydatność, znajdując rozliczne zastosowania. Humaniści nie mogą pochwalić się ani porównywalnie skrupulatną me­todologią, ani ułatwiającymi życie wynalazkami.

Błędem byłoby jednak twierdzić, że jeśli humanistyka ma należeć do elitarnego grona „prawdziwych nauk”, to powin­na naśladować nauki ścisłe. Metoda badań nie może być niezależna od specyfiki ich przedmiotu. Trudno więc ocze­kiwać, by we wszystkich dyscyplinach naukowych obowią­zywały te same rygory metodologiczne. Metoda to środek umożliwiający osiągnięcie celu, jakim jest poznanie intere­sującego nas wycinka rzeczywistości, i nie trzeba wielkiej przenikliwości, by zauważyć, że różne cele mogą wymagać różnych środków. Wie o tym każdy, kto choć raz próbował coś ugotować. Czy rozsądnie byłoby smażyć jajecznicę we­dług przepisu na zupę pomidorową?

Człowiek – wraz z jego myśleniem, kulturą, powiązania­mi społecznymi i mnóstwem innych rzeczy – to niezwykle skomplikowany przedmiot badań, o niebo bardziej złożony niż niejeden stworzony w umyśle badacza system dedukcyj­ny czy zaaranżowany w laboratorium układ zależności fi­zycznych. Przy tak złożonym przedmiocie badań i tak wielu zmiennych, z jakimi mają do czynienia humaniści, trudno oczekiwać, że ich ustalenia będą miały dokładność porów­nywalną z osiąganą w naukach ścisłych.

W naukach dedukcyjnych konstruuje się układy wyrażeń wraz z ich własnymi regułami przekształcania. W naukach empirycznych zwykle izoluje się obiekty badań, by jak naj­więcej parametrów podlegało kontroli eksperymentatora. Natomiast w humanistyce przedmiot jest badaczowi dany w całej swej złożoności, a badanych obiektów zazwyczaj nie można wyizolować z ich środowiska. Ludzkie myśli są wie­lowymiarowe, społeczeństwo nie poddaje się rozkładaniu na kawałki, a wielu technicznie wykonalnych badań jednostek i zbiorowości nie da się przeprowadzić, ponieważ byłyby po prostu niemoralne. Nic więc dziwnego, że humanistyka jest polem tak wielu sporów. Nie jest w tym jednak odosobniona. Kontrowersje to chleb powszedni także w naukach ścisłych. Wyobrażenie, że jest inaczej, bierze się zapewne stąd, iż spory fizyków lub matematyków rzadko wykraczają poza sale seminaryjne i laboratoria.

Problemy, którymi zajmują się humaniści, z łatwością stają się tematem dyskusji między laikami, ponieważ bez­pośrednio dotyczą każdego z nas. Niewielu ludzi ma wy­robiony pogląd na temat oddziaływań między elektrona­mi a pozytonami, ale prawie każdy gotów jest zabrać głos w sprawie właściwego postępowania czy wychowywania dzieci. I nie dzieje się tak dlatego, że wypowiadanie się na temat cząstek elementarnych wymaga wiedzy – rozsądne wypowiedzi o sprawach ludzkich także jej wymagają. Rzecz w tym, że aby żyć w społeczeństwie, jakieś opinie o życiu mieć trzeba. Stąd często spotykane przekonanie, że „w tych sprawach liczą się wszystkie opinie”. Jest ono tak rozpo­wszechnione, że wielu ludzi – wśród których zdarzają się i naukowcy, i kompletni ignoranci – sądzi, iż humanistyka nie wykracza poza konstatowanie potocznych przekonań lub wyrażanie opinii uprawiających ją jednostek.

Większość ludzi niewiele wie o wymaganiach metodo­logicznych nauk ścisłych i o naturze badanych przez nie obiektów. Mało który laik odważy się pouczać astrofizyków, choć ich hipotezy coraz częściej przypominają spekulacje pierwszych filozofów greckich. Za to niemal każdy gotów jest strofować humanistę, bo przecież „w tych sprawach nie ma ekspertów”. Z humanistyką jest jak z dobrym życiem i wychowaniem dzieci – podobno znają się na nich wszyscy. (Skąd w takim razie na świecie tyle zła i nieszczęśliwych dzieci?)

Nieprawda, że humaniści grzeszą lenistwem czy ignoran­cją i są niezdolni do logicznego myślenia. Jak w każdej in­nej dyscyplinie, tak i w humanistyce niemało jest rzetelnych badaczy i solidnej wiedzy. I jak wszędzie zdarzają się w niej karierowicze i pseudomądrości. Grzeszą ci, co nie rozumie­jąc specyfiki humanistyki, żądają, by znikła lub upodobniła się do nauk ścisłych.