człowiek
Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-17
Wciskanie musującego kitu

Sprzeniewierzyłem się tej pierwszej zasadzie Feynmana podczas ostatniej tury moich spotkań autorskich, kiedy zmuszony by­łem codziennie przebywać na ruchliwych lotniskach, w wy­pełnionych do ostatniego miejsca samolotach i zatłoczonych księgarniach, pośród rzesz kichających, kaszlących i siejących wokoło zarazki ludzi. Pewnego dnia, gdy siedziałem upchnięty niczym śledź w beczce w ciasnej klasie turystycznej samolo­tu, a zarazki w płucach pasażera siedzącego tuż za mną raz po raz posłuszne były imperatywowi: „Idźcie i rozmnażajcie się”, kląłem w duchu, że nie mam przy sobie tabletek musują­cych Airborne o smaku cytrusowym, zawierających mieszankę wyciągów z ziół, antyutleniaczy, elektrolitów i aminokwasów, które z łatwością rozpusz­czają się w szklance wody.

Gdzieś w niedostępnych logicznym argu-mentom zakamarkach mojego mózgu myśle­nie magiczne wzięło górę nad sceptycyzmem. Potem nie myślałem już o tych tabletkach, dopóki prowadzący jedno z moich spotkań David Cowan, przedsiębiorca z Menlo Park w Kalifornii i autor blogu poświęconego nauce (http://whohastimeforthis.blogspot.com), nie wspomniał, że Airborne to w gruncie rzeczy naciąganie naiwnych. Orientując się zarów­no w kwestiach naukowych, jak i w biznesie, Cowan rozpoznał chytrą technikę marketingową, polegającą na sugerowaniu, że Airborne skutecznie zapobiega bądź leczy przeziębienia, choć nie mówi się tego wprost. „Zażyj przy PIERWSZYCH oznakach przeziębienia lub zanim znajdziesz się w zatłoczonych miej­scach” – głosi ulotka. Następnie „powtarzaj co trzy godziny w miarę potrzeby”. I dopiero na końcu małym (ale to napraw­dę małym) druczkiem umieszczono zastrzeżenie: „Powyższe stwierdzenia nie zostały zweryfikowane przez Food and Drug Administration. Ten produkt nie jest przewidziany do diagno­zowania, terapii ani zapobiegania jakimkolwiek chorobom”.

Jeszcze więcej daje do myślenia sposób, w jaki producent przekuwa swoje niedostatki na atuty. Większość nowych me­dykamentów powstaje w gigantycznych koncernach farmaceu­tycznych, zatrudniających wielkie zespoły badawcze, którym na razie nie udało się jednak wynaleźć skutecznego środka na zwykły katar. Tymczasem Airborne jest wytwarzany przez firmę Knight-McDowell Labs – Victoria Knight-McDowell jest nauczycielką, a jej mąż Rider McDowell scenarzystą. Zamiast ukrywać swój brak kompetencji, wręcz szczycą się nim na swej stronie internetowej (http://www.airbornehealth.com): ŚRODEK WZMACNIAJĄCY ODPORNOŚĆ WYMYŚLONY PRZEZ NAUCZY­CIELKĘ! „Jak wiadomo każdemu, kto do perfekcji opanował sposoby wzbudzania zaufania – wyjaśnia Cowan w swoim blo­gu – gdy z góry ujawniamy o sobie pewne niepochlebne rzeczy, ludzie skłonni są nam bardziej wierzyć”. A 100 mln dolarów zysku rocznie ze sprzedaży to jedyna „wiedza”, która w istocie liczy się w tym laboratorium.

Jeśli chodzi o dane naukowe dotyczące Airborne, to strona internetowa Knight-McDowell Labs zawierała jakiś czas temu link do „wyników badań klinicznych”, ale później on znikł. Gdy Cowan wysłał w tej sprawie do producenta zapytanie, otrzy­mał następującą odpowiedź: „Badania w 2003 roku przeprowadzone zostały na ograniczoną skalę, ponieważ byliśmy wów­czas niewielką firmą. Choć ich wyniki okazały się bardzo dobre, uznaliśmy, że użyta w nich metodologia (protokół badawczy) nie odpowiada obecnym zaleceniom dotyczącym zakresu stosowania naszego produktu. Zatem nie udostępniamy ich już opinii publicznej”. Dlaczego? Dyrektor generalny firmy Elise Donahue powiedziała ABC News: „Stwierdzi­liśmy, że wprowadzają one tylko zamęt w gło­wach naszych klientów. W istocie konsumenci nie są na tyle wyrobieni naukowo, by wyniki badań klinicznych coś im mogły mówić”.

ABC News zainteresowały się tymi ba­daniami i odkryły, że wykonała je GNG Pharmaceutical Services, „dwuosobowa firma założona specjalnie w celu przeprowadzenia badań preparatu Airborne. Nie uczestni­czyła w nich żadna klinika, naukowcy ani lekarze. Człowiek zawiadujący tym wszystkim utrzymywał, że ma doświad­czenie w zakresie badań klinicznych. Podawał się za absol­wenta Indiana University, lecz uczelnia temu zaprzecza”.

W ostatniej rozpaczliwej próbie wykazania, że Airborne jest cokolwiek wart (przecież, do licha, ma taki orzeźwiający smak, dlaczego nie miałby dawać żadnych efektów?), zwróciłem się do Harriet Hall, emerytowanej lekarki wojskowej amerykań­skich Sił Powietrznych, prowadzącej obecnie praktykę lekarza rodzinnego, która interesuje się medycyną alternatywną. Hall, wyszukawszy składniki preparatu w Natural Medicines Compre­hensive Database (farmakopei leków naturalnych), nie stwierdzi­ła, by którykolwiek z nich zapobiegał przeziębieniu. Co gorsza, przyjmowanie witaminy A w dawce dziennej powyżej 10 000 jed­nostek może być szkodliwe, tymczasem jedna tabletka Airborne zawiera aż 5000 jednostek, a zalecane jest pięć i więcej tabletek dziennie. Jedyny potwierdzony efekt terapeutyczny dotyczy wita­miny C, co do której wiadomo, że zażywana w dużych dawkach skraca u niektórych pacjentów objawy przeziębienia o jeden do półtora dnia. Jednak w grę wchodzą tak ogromne jej ilości, że i one mogą przynieść niepożądane skutki. „Niewątpliwie znacz­nie lepszych rezultatów można się spodziewać po rosole z kury niż po Airborne – skwitowała Hall. – Wobec braku jakichkolwiek wiarygodnych badań wykonanych metodą podwójnie ślepej pró­by, które potwierdzałyby działanie przypisywane temu specyfiko­wi, zalecałabym raczej częstsze mycie rąk”. Ale czy da się ukoić troskę o własne zdrowie rosołem, gdy jesteśmy w podróży?

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 02/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-17
Wciskanie musującego kitu

Sprzeniewierzyłem się tej pierwszej zasadzie Feynmana podczas ostatniej tury moich spotkań autorskich, kiedy zmuszony by­łem codziennie przebywać na ruchliwych lotniskach, w wy­pełnionych do ostatniego miejsca samolotach i zatłoczonych księgarniach, pośród rzesz kichających, kaszlących i siejących wokoło zarazki ludzi. Pewnego dnia, gdy siedziałem upchnięty niczym śledź w beczce w ciasnej klasie turystycznej samolo­tu, a zarazki w płucach pasażera siedzącego tuż za mną raz po raz posłuszne były imperatywowi: „Idźcie i rozmnażajcie się”, kląłem w duchu, że nie mam przy sobie tabletek musują­cych Airborne o smaku cytrusowym, zawierających mieszankę wyciągów z ziół, antyutleniaczy, elektrolitów i aminokwasów, które z łatwością rozpusz­czają się w szklance wody.

Gdzieś w niedostępnych logicznym argu-mentom zakamarkach mojego mózgu myśle­nie magiczne wzięło górę nad sceptycyzmem. Potem nie myślałem już o tych tabletkach, dopóki prowadzący jedno z moich spotkań David Cowan, przedsiębiorca z Menlo Park w Kalifornii i autor blogu poświęconego nauce (http://whohastimeforthis.blogspot.com), nie wspomniał, że Airborne to w gruncie rzeczy naciąganie naiwnych. Orientując się zarów­no w kwestiach naukowych, jak i w biznesie, Cowan rozpoznał chytrą technikę marketingową, polegającą na sugerowaniu, że Airborne skutecznie zapobiega bądź leczy przeziębienia, choć nie mówi się tego wprost. „Zażyj przy PIERWSZYCH oznakach przeziębienia lub zanim znajdziesz się w zatłoczonych miej­scach” – głosi ulotka. Następnie „powtarzaj co trzy godziny w miarę potrzeby”. I dopiero na końcu małym (ale to napraw­dę małym) druczkiem umieszczono zastrzeżenie: „Powyższe stwierdzenia nie zostały zweryfikowane przez Food and Drug Administration. Ten produkt nie jest przewidziany do diagno­zowania, terapii ani zapobiegania jakimkolwiek chorobom”.

Jeszcze więcej daje do myślenia sposób, w jaki producent przekuwa swoje niedostatki na atuty. Większość nowych me­dykamentów powstaje w gigantycznych koncernach farmaceu­tycznych, zatrudniających wielkie zespoły badawcze, którym na razie nie udało się jednak wynaleźć skutecznego środka na zwykły katar. Tymczasem Airborne jest wytwarzany przez firmę Knight-McDowell Labs – Victoria Knight-McDowell jest nauczycielką, a jej mąż Rider McDowell scenarzystą. Zamiast ukrywać swój brak kompetencji, wręcz szczycą się nim na swej stronie internetowej (http://www.airbornehealth.com): ŚRODEK WZMACNIAJĄCY ODPORNOŚĆ WYMYŚLONY PRZEZ NAUCZY­CIELKĘ! „Jak wiadomo każdemu, kto do perfekcji opanował sposoby wzbudzania zaufania – wyjaśnia Cowan w swoim blo­gu – gdy z góry ujawniamy o sobie pewne niepochlebne rzeczy, ludzie skłonni są nam bardziej wierzyć”. A 100 mln dolarów zysku rocznie ze sprzedaży to jedyna „wiedza”, która w istocie liczy się w tym laboratorium.

Jeśli chodzi o dane naukowe dotyczące Airborne, to strona internetowa Knight-McDowell Labs zawierała jakiś czas temu link do „wyników badań klinicznych”, ale później on znikł. Gdy Cowan wysłał w tej sprawie do producenta zapytanie, otrzy­mał następującą odpowiedź: „Badania w 2003 roku przeprowadzone zostały na ograniczoną skalę, ponieważ byliśmy wów­czas niewielką firmą. Choć ich wyniki okazały się bardzo dobre, uznaliśmy, że użyta w nich metodologia (protokół badawczy) nie odpowiada obecnym zaleceniom dotyczącym zakresu stosowania naszego produktu. Zatem nie udostępniamy ich już opinii publicznej”. Dlaczego? Dyrektor generalny firmy Elise Donahue powiedziała ABC News: „Stwierdzi­liśmy, że wprowadzają one tylko zamęt w gło­wach naszych klientów. W istocie konsumenci nie są na tyle wyrobieni naukowo, by wyniki badań klinicznych coś im mogły mówić”.

ABC News zainteresowały się tymi ba­daniami i odkryły, że wykonała je GNG Pharmaceutical Services, „dwuosobowa firma założona specjalnie w celu przeprowadzenia badań preparatu Airborne. Nie uczestni­czyła w nich żadna klinika, naukowcy ani lekarze. Człowiek zawiadujący tym wszystkim utrzymywał, że ma doświad­czenie w zakresie badań klinicznych. Podawał się za absol­wenta Indiana University, lecz uczelnia temu zaprzecza”.

W ostatniej rozpaczliwej próbie wykazania, że Airborne jest cokolwiek wart (przecież, do licha, ma taki orzeźwiający smak, dlaczego nie miałby dawać żadnych efektów?), zwróciłem się do Harriet Hall, emerytowanej lekarki wojskowej amerykań­skich Sił Powietrznych, prowadzącej obecnie praktykę lekarza rodzinnego, która interesuje się medycyną alternatywną. Hall, wyszukawszy składniki preparatu w Natural Medicines Compre­hensive Database (farmakopei leków naturalnych), nie stwierdzi­ła, by którykolwiek z nich zapobiegał przeziębieniu. Co gorsza, przyjmowanie witaminy A w dawce dziennej powyżej 10 000 jed­nostek może być szkodliwe, tymczasem jedna tabletka Airborne zawiera aż 5000 jednostek, a zalecane jest pięć i więcej tabletek dziennie. Jedyny potwierdzony efekt terapeutyczny dotyczy wita­miny C, co do której wiadomo, że zażywana w dużych dawkach skraca u niektórych pacjentów objawy przeziębienia o jeden do półtora dnia. Jednak w grę wchodzą tak ogromne jej ilości, że i one mogą przynieść niepożądane skutki. „Niewątpliwie znacz­nie lepszych rezultatów można się spodziewać po rosole z kury niż po Airborne – skwitowała Hall. – Wobec braku jakichkolwiek wiarygodnych badań wykonanych metodą podwójnie ślepej pró­by, które potwierdzałyby działanie przypisywane temu specyfiko­wi, zalecałabym raczej częstsze mycie rąk”. Ale czy da się ukoić troskę o własne zdrowie rosołem, gdy jesteśmy w podróży?