człowiek
Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-17
Pułapki myślenia naiwnego

Gdy w 1873 roku, 13 lat po słynnym sporze o teorię ewolucji z Thomasem Henrym Huxleyem („buldogiem Darwina”), biskup Oksfordu Samuel Wilberforce („Słodki Sam”) umarł z powodu upadku z konia, Huxley powiedział drwiąco do fizyka Johna Tyndalla: „Raz jeden jego mózg wszedł w kon­takt ze światem rzeczywistym, i to z fatalnym skutkiem”.

Jeśli chodzi o najbardziej podstawowe siły, jak powszechne ciążenie, czy zjawiska znane z codziennego doświadczenia, jak spadanie, nasza intuicyjna wiedza o świecie fizycznym – nazwijmy ją naiwną fizyką – jest na ogół prawidłowa. Dlatego trafnie odbieramy sens drwiny Huxleya i nawet dzieci śmie­szą scenki z filmów rysunkowych, w któ­rych bohaterowie, przekroczywszy w bie­gu skraj urwiska, nie spadają w przepaść, dopóki nie spostrzegą, że nie mają już gruntu pod nogami.

Jednak znakomita większość twierdzeń fizyki ma charakter zgoła nieintuicyjny, podobnie jest w wielu innych dyscyplinach naukowych. Tym­czasem przed powstaniem nowożytnej nauki ludzie zdani byli wyłącznie na własną intuicję. Naiwna astronomia na przykład podpowiadała, że świat jest płaski, ciała niebieskie krążą wo­kół Ziemi, a planety to błąkające się bóstwa, które wyznacza­ją nasze przyszłe losy. Naiwna biologia stworzyła pojęcie vis vitalis, siły życiowej przepływającej przez wszelkie organizmy żywe, które ze względu na swą skomplikowaną, celową budo­wę zostały stworzone, jak wierzono, ex nihilo przez rozum­nego stwórcę. Naiwna psychologia doszukiwała się w mózgu homunkulusa – miniaturowego, obdarzonego inteligencją człowieczka, kierującego naszym postępowaniem. Naiwna ekonomia nakazywała gardzić nadmiernym gromadzeniem dóbr materialnych, piętnowała lichwę jako grzech i nie uznawała „niewidzialnej ręki” rynku.

Powodem, że naiwna wiedza tak często zawodzi, jest środowisko: to, w którym dawno temu powstaliśmy, było przecież zdecydowanie odmienne od tego, w którym żyjemy obecnie. Nasze zmysły przystosowane są do postrzegania obiektów umiarkowanej wielkości – od, powiedzmy, mrów­ki po masywy górskie – a nie bakterii, cząsteczek i atomów na jednym krańcu skali i gwiazd oraz galaktyk na drugim. Nasze życie trwa zaledwie siedem dziesiątków lat z okła­dem, o wiele za mało, byśmy mogli być naocznymi świad­kami ewolucji biologicznej, dryfu kontynentów czy też dłu­gofalowych zmian środowiska.

Naiwne powiązania przyczynowo-skutkowe również by­wają fałszywe. Skoro słuszny jest wniosek, że przedmioty służące do jakiegoś celu, jak kamienne narzędzia, zostały wykonane przez istotę rozumną, całkiem naturalne jest dla nas przypuszczenie, iż wszystko, co pełni jakąś konkretną funkcję, na przykład oko, również musiało powstać w wyniku zamysłu stwórcy. Nie dysponując przekonującą teorią, w jaki sposób aktywność neuronów rodzi świadomość, wyobraża­my sobie naszą psychikę jako efekt tworów natury duchowej bytujących w naszych głowach. Żyliśmy w niewielkich spo­łecznościach myśliwsko-zbierackich, które praktycznie nie gromadziły dóbr materialnych, i nie mieliśmy okazji poznać działania wolnego rynku ani praw rozwoju gospodarczego.

Naiwna nauka, opierając się na pojedynczych przypad­kach wyzdrowień, bierze za dobrą monetę przekazywane z ust do ust opowieści, na przykład że jakiś specyfik jest pa­naceum. Równie poważnie traktowane są mity o istotach nadprzyrodzonych, co rodzi pogląd, jakoby za sprawą tych nie­materialnych bytów w świecie fizycznym zachodziły różne zjawiska, w tym najbar­dziej dotyczące nas samych – choroby. A gdy – co się zdarza – ludzie wychodzą z nich w sposób naturalny, całą zasługę ich wyzdrowienia przypisuje się czynnościom podejmowanym w jej trakcie, najczęściej modlitwie.

To występujące od dawien dawna przekonanie zostało niedawno zweryfikowane naukowo. Kwietniowy numer American Heart Journal opublikował obszerne sprawozda­nie z przeprowadzonych pod kierunkiem Herberta Bensona, kardiologa z Harvard Medical School, badań nad wpływem modlitwy na dochodzenie do zdrowia pacjentów po przebytej operacji wszczepienia bajpasów wieńcowych. 1802 pacjen­tów podzielono na trzy grupy, przy czym za tych, którzy nale­żeli do dwóch z nich, modlili się członkowie trzech wspólnot religijnych. Modlitwy rozpoczynano wieczorem w przeddzień operacji i kontynuowano codziennie przez dwa tygodnie po zabiegu. Pierwszą grupę pacjentów, za których się modlono, poinformowano o tym wprost, natomiast pacjentom z drugiej grupy powiedziano, że być może ktoś się za nich modli. Wy­niki pokazały, że modlitwa jako taka nie miała statystycznie istotnego wpływu na szybkość rekonwalescencji [patrz: Chri­stine Soares „Modlitwy niewysłuchane?”, PANORAMA; Świat Nauki, lipiec 2006]. To ostatecznie zamyka sprawę.

Oczywiście ludzie nie przestaną się modlić o zdrowie dla swych bliskich, z których na mocy czystego przypadku niektó­rzy niewątpliwie wyzdrowieją, a nasze przywykłe do naiwnej nauki mózgi będą doszukiwać się głębszego sensu w tych zu­pełnie naturalnych uleczeniach. Wszak ci, którym zależy na poznaniu prawdziwych, a nie naciąganych, związków przy­czynowo-skutkowych, zawsze wybiorą rzetelną naukę.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 09/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-17
Pułapki myślenia naiwnego

Gdy w 1873 roku, 13 lat po słynnym sporze o teorię ewolucji z Thomasem Henrym Huxleyem („buldogiem Darwina”), biskup Oksfordu Samuel Wilberforce („Słodki Sam”) umarł z powodu upadku z konia, Huxley powiedział drwiąco do fizyka Johna Tyndalla: „Raz jeden jego mózg wszedł w kon­takt ze światem rzeczywistym, i to z fatalnym skutkiem”.

Jeśli chodzi o najbardziej podstawowe siły, jak powszechne ciążenie, czy zjawiska znane z codziennego doświadczenia, jak spadanie, nasza intuicyjna wiedza o świecie fizycznym – nazwijmy ją naiwną fizyką – jest na ogół prawidłowa. Dlatego trafnie odbieramy sens drwiny Huxleya i nawet dzieci śmie­szą scenki z filmów rysunkowych, w któ­rych bohaterowie, przekroczywszy w bie­gu skraj urwiska, nie spadają w przepaść, dopóki nie spostrzegą, że nie mają już gruntu pod nogami.

Jednak znakomita większość twierdzeń fizyki ma charakter zgoła nieintuicyjny, podobnie jest w wielu innych dyscyplinach naukowych. Tym­czasem przed powstaniem nowożytnej nauki ludzie zdani byli wyłącznie na własną intuicję. Naiwna astronomia na przykład podpowiadała, że świat jest płaski, ciała niebieskie krążą wo­kół Ziemi, a planety to błąkające się bóstwa, które wyznacza­ją nasze przyszłe losy. Naiwna biologia stworzyła pojęcie vis vitalis, siły życiowej przepływającej przez wszelkie organizmy żywe, które ze względu na swą skomplikowaną, celową budo­wę zostały stworzone, jak wierzono, ex nihilo przez rozum­nego stwórcę. Naiwna psychologia doszukiwała się w mózgu homunkulusa – miniaturowego, obdarzonego inteligencją człowieczka, kierującego naszym postępowaniem. Naiwna ekonomia nakazywała gardzić nadmiernym gromadzeniem dóbr materialnych, piętnowała lichwę jako grzech i nie uznawała „niewidzialnej ręki” rynku.

Powodem, że naiwna wiedza tak często zawodzi, jest środowisko: to, w którym dawno temu powstaliśmy, było przecież zdecydowanie odmienne od tego, w którym żyjemy obecnie. Nasze zmysły przystosowane są do postrzegania obiektów umiarkowanej wielkości – od, powiedzmy, mrów­ki po masywy górskie – a nie bakterii, cząsteczek i atomów na jednym krańcu skali i gwiazd oraz galaktyk na drugim. Nasze życie trwa zaledwie siedem dziesiątków lat z okła­dem, o wiele za mało, byśmy mogli być naocznymi świad­kami ewolucji biologicznej, dryfu kontynentów czy też dłu­gofalowych zmian środowiska.

Naiwne powiązania przyczynowo-skutkowe również by­wają fałszywe. Skoro słuszny jest wniosek, że przedmioty służące do jakiegoś celu, jak kamienne narzędzia, zostały wykonane przez istotę rozumną, całkiem naturalne jest dla nas przypuszczenie, iż wszystko, co pełni jakąś konkretną funkcję, na przykład oko, również musiało powstać w wyniku zamysłu stwórcy. Nie dysponując przekonującą teorią, w jaki sposób aktywność neuronów rodzi świadomość, wyobraża­my sobie naszą psychikę jako efekt tworów natury duchowej bytujących w naszych głowach. Żyliśmy w niewielkich spo­łecznościach myśliwsko-zbierackich, które praktycznie nie gromadziły dóbr materialnych, i nie mieliśmy okazji poznać działania wolnego rynku ani praw rozwoju gospodarczego.

Naiwna nauka, opierając się na pojedynczych przypad­kach wyzdrowień, bierze za dobrą monetę przekazywane z ust do ust opowieści, na przykład że jakiś specyfik jest pa­naceum. Równie poważnie traktowane są mity o istotach nadprzyrodzonych, co rodzi pogląd, jakoby za sprawą tych nie­materialnych bytów w świecie fizycznym zachodziły różne zjawiska, w tym najbar­dziej dotyczące nas samych – choroby. A gdy – co się zdarza – ludzie wychodzą z nich w sposób naturalny, całą zasługę ich wyzdrowienia przypisuje się czynnościom podejmowanym w jej trakcie, najczęściej modlitwie.

To występujące od dawien dawna przekonanie zostało niedawno zweryfikowane naukowo. Kwietniowy numer American Heart Journal opublikował obszerne sprawozda­nie z przeprowadzonych pod kierunkiem Herberta Bensona, kardiologa z Harvard Medical School, badań nad wpływem modlitwy na dochodzenie do zdrowia pacjentów po przebytej operacji wszczepienia bajpasów wieńcowych. 1802 pacjen­tów podzielono na trzy grupy, przy czym za tych, którzy nale­żeli do dwóch z nich, modlili się członkowie trzech wspólnot religijnych. Modlitwy rozpoczynano wieczorem w przeddzień operacji i kontynuowano codziennie przez dwa tygodnie po zabiegu. Pierwszą grupę pacjentów, za których się modlono, poinformowano o tym wprost, natomiast pacjentom z drugiej grupy powiedziano, że być może ktoś się za nich modli. Wy­niki pokazały, że modlitwa jako taka nie miała statystycznie istotnego wpływu na szybkość rekonwalescencji [patrz: Chri­stine Soares „Modlitwy niewysłuchane?”, PANORAMA; Świat Nauki, lipiec 2006]. To ostatecznie zamyka sprawę.

Oczywiście ludzie nie przestaną się modlić o zdrowie dla swych bliskich, z których na mocy czystego przypadku niektó­rzy niewątpliwie wyzdrowieją, a nasze przywykłe do naiwnej nauki mózgi będą doszukiwać się głębszego sensu w tych zu­pełnie naturalnych uleczeniach. Wszak ci, którym zależy na poznaniu prawdziwych, a nie naciąganych, związków przy­czynowo-skutkowych, zawsze wybiorą rzetelną naukę.