człowiek
Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-17
Zakręć mnie, truposzu

We wrześniu 1969 roku, gdy zacząłem dziewiątą klasę, rozeszła się pogłoska, jakoby jeden z Beatlesow, Paul McCartney, zginął w 1966 roku w wypadku samochodowym i zastąpiono go sobowtórem. Dowody tego miały się znajdować na płytach zespołu, jeśli tylko wiedziało się, gdzie szukać. Na przykład w piosence „A Day in the Life” z albumu Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band znajdujemy opis tego wypadku: „Odwalił kitę w wozie swym / Nie zauważył świateł zmiany / A gapie wokół główkowali / Skąd im ta gęba znana jest / Nie wiedzieli, czy akurat / To nie z Izby Lordów gość”.

Z kolei na okładce albumu Abbey Road widać Wielką Czwórkę, jak idzie ulicą, tworząc coś w rodzaju konduktu pogrzebowego – na przedzie John ubrany na biało niczym pastor, następnie Ringo na czarno jako żałobnik, z tyłu wlokący się bosonogi Paul w roli zwłok i wreszcie George w roboczym drelichu grabarza. W tle widać volkswagena garbusa z tablicą rejestracyjną 28IF – co należy czytać, że Paul miałby wówczas 28 lat, gdyby – if – nie zginął.

Najbardziej niesamowite ze wszystkich są jednak dowody, jakie znaleźć można w piosenkach odtwarzanych od tyłu. W „Revolution No. 9” z White Album głęboki, złowieszczy głos bez końca powtarza: „number nine... number... number nine”. Na tanim gramofonie ustawiłem przełącznik obrotów pomiędzy 331/3 a 45, aby odłączyć silnik napędzający talerz, a następnie gdy ręcznie obracałem płytę w odwrotnym kierunku, ciarki przechodziły mi po krzyżu, bo słyszałem: „Turn me on, dead man... turn me on, dead man... turn me on, dead man”. (Zakręć mnie, zakręć, truposzu...)

Raz wprawione w ruch młyny plotki z czasem wypluwały tysiącami kolejne tropy (wystarczy wpisać do Google’a „Paul is dead”), pomimo że John Lennon wręcz przyznał w wywiadzie udzielonym w 1970 roku pismu Rolling Stone, że „cała sprawa została zmyślona”. Ale zmyślona przez kogo? Przecież nie przez samych Beatlesow. Jest to doskonały przykład częstego zjawiska, kiedy to ludzki mozg przyzwyczajony do rozpoznawania regularności doszukuje się fałszywych treści pośród szumu informacyjnego właściwego naszemu codziennemu życiu.

Mamy tu do czynienia z problemem wyławiania sygnału z szumu. Ludzki umysł w procesie ewolucji ukształtował się jako narząd zdolny do wykrycia w zamęcie świata sygnałów zwiększających szanse przeżycia lub zwiastujących zagrożenie. Zdolność ta nosi nazwę kojarzenia faktów – uświadamiania sobie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy A i B – jak w przypadku, gdy nasi przodkowie powiązali pory roku z wędrówkami zwierzyny łownej. Opanowaliśmy tę umiejętność w stopniu wystarczającym, aby przetrwać i przekazać naszemu potomstwu odpowiednie geny.

Niestety, system ten niekiedy zawodzi, w wyniku czego powstają fałszywe skojarzenia – przesądy. A wydaje się powiązane z B, choć faktycznie nie ma pomiędzy tymi faktami żadnego związku (np. piłkarz, który się nie ogolił, zdobywa bramkę przesądzającą o zwycięstwie jego drużyny). Na fałszywym kojarzeniu faktów zbiły fortunę kasyna Las Vegas.

Rozważmy kilka przykładów fałszywej interpretacji struktur (odpowiednie ilustracje również możemy wyszukać w Google’u): wizerunek Matki Boskiej na grzance z serem; twarz Chrystusa na muszli ostrygi (moim zdaniem raczej przypomina Charlesa Mansona); cieszący się olbrzymim powodzeniem serial telewizji NBC Medium z Patricią Arquette wcielajacą się w postać Allison Dubois, kobiety jasnowidza, która miewa myśli i sny pozwalające wyjaśnić zbrodnie popełnione w świecie realnym; czy też film White Noise, w którym Michael Keaton gra rolę wziętego architekta, przekonanego, że udało mu się nawiązać kontakt ze swoja zmarłą żoną za pośrednictwem magnetofonów i innych urządzeń elektronicznych przy wykorzystaniu zjawiska zwanego EVP (Electronic Voice Phenomenon). EVP to inna wersja tego, co ja nazwałem TMODMP (czyli Turn Me On, Dead Man Phenomenon) – jeśli przeskanujemy wystarczająco dużo szumu, w końcu dopatrzymy się w nim jakiegoś sygnału, nawet jeżeli go tam naprawdę nie ma.

Nieustannie pojawiają się coraz to nowe historie dające pożywkę myśleniu w tych kategoriach. Rak u ciotki Mildred wszedł w fazę remisji, gdy wypiła wyciąg z wodorostów – a więc może jest to skuteczne lekarstwo? Jednak istnieje tylko jedna niezawodna metoda rozpoznawania zależności przyczynowo-skutkowych – nauka. Dopiero porównanie grupy chorych na raka zażywających wyciąg z wodorostów z kontrolną grupą pacjentów pozwala stwierdzić, czy naprawdę wodorosty pomagają.

Ewoluowaliśmy jako gatunek naczelnych, który w procesie uspołecznienia wykształcił język umożliwiający przekazywanie sobie nawzajem plotkarskich skojarzeń. Problem polega na tym, że chociaż rozpoznawanie rzeczywistych regularności pomagało nam przeżyć, fałszywe powiązania niekoniecznie kończyły się śmiercią, a zatem zjawisko nabywania wiedzy skojarzeniowej nie zanikło w procesie doboru naturalnego, odsiewającym cechy korzystne od niekorzystnych. Kandydatów do Nagrody Darwina, przyznawanej tym, którzy sami eliminują się z puli genowej, podobnie jak i tematów do moich felietonów nigdy nie zabraknie. „Plotkarskie rozumowanie” przychodzi nam łatwo, natomiast nauka wymaga umysłowej gimnastyki.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2005 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
22
W 1904 r. urodził się Louis Néel, francuski fizyk, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-17
Zakręć mnie, truposzu

We wrześniu 1969 roku, gdy zacząłem dziewiątą klasę, rozeszła się pogłoska, jakoby jeden z Beatlesow, Paul McCartney, zginął w 1966 roku w wypadku samochodowym i zastąpiono go sobowtórem. Dowody tego miały się znajdować na płytach zespołu, jeśli tylko wiedziało się, gdzie szukać. Na przykład w piosence „A Day in the Life” z albumu Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band znajdujemy opis tego wypadku: „Odwalił kitę w wozie swym / Nie zauważył świateł zmiany / A gapie wokół główkowali / Skąd im ta gęba znana jest / Nie wiedzieli, czy akurat / To nie z Izby Lordów gość”.

Z kolei na okładce albumu Abbey Road widać Wielką Czwórkę, jak idzie ulicą, tworząc coś w rodzaju konduktu pogrzebowego – na przedzie John ubrany na biało niczym pastor, następnie Ringo na czarno jako żałobnik, z tyłu wlokący się bosonogi Paul w roli zwłok i wreszcie George w roboczym drelichu grabarza. W tle widać volkswagena garbusa z tablicą rejestracyjną 28IF – co należy czytać, że Paul miałby wówczas 28 lat, gdyby – if – nie zginął.

Najbardziej niesamowite ze wszystkich są jednak dowody, jakie znaleźć można w piosenkach odtwarzanych od tyłu. W „Revolution No. 9” z White Album głęboki, złowieszczy głos bez końca powtarza: „number nine... number... number nine”. Na tanim gramofonie ustawiłem przełącznik obrotów pomiędzy 331/3 a 45, aby odłączyć silnik napędzający talerz, a następnie gdy ręcznie obracałem płytę w odwrotnym kierunku, ciarki przechodziły mi po krzyżu, bo słyszałem: „Turn me on, dead man... turn me on, dead man... turn me on, dead man”. (Zakręć mnie, zakręć, truposzu...)

Raz wprawione w ruch młyny plotki z czasem wypluwały tysiącami kolejne tropy (wystarczy wpisać do Google’a „Paul is dead”), pomimo że John Lennon wręcz przyznał w wywiadzie udzielonym w 1970 roku pismu Rolling Stone, że „cała sprawa została zmyślona”. Ale zmyślona przez kogo? Przecież nie przez samych Beatlesow. Jest to doskonały przykład częstego zjawiska, kiedy to ludzki mozg przyzwyczajony do rozpoznawania regularności doszukuje się fałszywych treści pośród szumu informacyjnego właściwego naszemu codziennemu życiu.

Mamy tu do czynienia z problemem wyławiania sygnału z szumu. Ludzki umysł w procesie ewolucji ukształtował się jako narząd zdolny do wykrycia w zamęcie świata sygnałów zwiększających szanse przeżycia lub zwiastujących zagrożenie. Zdolność ta nosi nazwę kojarzenia faktów – uświadamiania sobie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy A i B – jak w przypadku, gdy nasi przodkowie powiązali pory roku z wędrówkami zwierzyny łownej. Opanowaliśmy tę umiejętność w stopniu wystarczającym, aby przetrwać i przekazać naszemu potomstwu odpowiednie geny.

Niestety, system ten niekiedy zawodzi, w wyniku czego powstają fałszywe skojarzenia – przesądy. A wydaje się powiązane z B, choć faktycznie nie ma pomiędzy tymi faktami żadnego związku (np. piłkarz, który się nie ogolił, zdobywa bramkę przesądzającą o zwycięstwie jego drużyny). Na fałszywym kojarzeniu faktów zbiły fortunę kasyna Las Vegas.

Rozważmy kilka przykładów fałszywej interpretacji struktur (odpowiednie ilustracje również możemy wyszukać w Google’u): wizerunek Matki Boskiej na grzance z serem; twarz Chrystusa na muszli ostrygi (moim zdaniem raczej przypomina Charlesa Mansona); cieszący się olbrzymim powodzeniem serial telewizji NBC Medium z Patricią Arquette wcielajacą się w postać Allison Dubois, kobiety jasnowidza, która miewa myśli i sny pozwalające wyjaśnić zbrodnie popełnione w świecie realnym; czy też film White Noise, w którym Michael Keaton gra rolę wziętego architekta, przekonanego, że udało mu się nawiązać kontakt ze swoja zmarłą żoną za pośrednictwem magnetofonów i innych urządzeń elektronicznych przy wykorzystaniu zjawiska zwanego EVP (Electronic Voice Phenomenon). EVP to inna wersja tego, co ja nazwałem TMODMP (czyli Turn Me On, Dead Man Phenomenon) – jeśli przeskanujemy wystarczająco dużo szumu, w końcu dopatrzymy się w nim jakiegoś sygnału, nawet jeżeli go tam naprawdę nie ma.

Nieustannie pojawiają się coraz to nowe historie dające pożywkę myśleniu w tych kategoriach. Rak u ciotki Mildred wszedł w fazę remisji, gdy wypiła wyciąg z wodorostów – a więc może jest to skuteczne lekarstwo? Jednak istnieje tylko jedna niezawodna metoda rozpoznawania zależności przyczynowo-skutkowych – nauka. Dopiero porównanie grupy chorych na raka zażywających wyciąg z wodorostów z kontrolną grupą pacjentów pozwala stwierdzić, czy naprawdę wodorosty pomagają.

Ewoluowaliśmy jako gatunek naczelnych, który w procesie uspołecznienia wykształcił język umożliwiający przekazywanie sobie nawzajem plotkarskich skojarzeń. Problem polega na tym, że chociaż rozpoznawanie rzeczywistych regularności pomagało nam przeżyć, fałszywe powiązania niekoniecznie kończyły się śmiercią, a zatem zjawisko nabywania wiedzy skojarzeniowej nie zanikło w procesie doboru naturalnego, odsiewającym cechy korzystne od niekorzystnych. Kandydatów do Nagrody Darwina, przyznawanej tym, którzy sami eliminują się z puli genowej, podobnie jak i tematów do moich felietonów nigdy nie zabraknie. „Plotkarskie rozumowanie” przychodzi nam łatwo, natomiast nauka wymaga umysłowej gimnastyki.