człowiek
Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-16
Dusza na szczudłach

Gdy miałem 17 lat, kupiłem samochód swoich marzeń – niebieskiego forda mustanga model 1966 z białym, rozsuwanym dachem, składanymi siedzeniami i potężnym ośmiocylindrowym silnikiem o pojemności 4.74 l, który lekko wyciągał 230 km/h. Jednak jak przystało na naładowanego testosteronem młodzieńca, w ciągu następnych 15 lat systematycznie doprowadzałem ten wóz do ruiny i wymieniałem mu podzespoły, tak że gdy sprzedawałem go w 1986 roku, nie pozostała w nim już praktycznie ani jedna oryginalna część. Mimo to zgarnąłem wówczas całkiem niezłą sumkę, więcej niż kiedyś zań zapłaciłem, ponieważ fordy mustangi z rocznika 1966 stały się obiektem pożądania kolekcjonerów. Choć wymieniłem w nim wszystkie elementy, jego „mustangowatość”, by tak rzec, nie doznała bynajmniej uszczerbku. A zatem istota – czyli „dusza” – mojego mustanga nie sprowadzała się do konglomeratu części składowych – polegała ona na strukturze informacyjnej określającej specyfikę tego konkretnego modelu.

Zachodzi tu wyraźna analogia z ciałem i duszą. Atomy i cząsteczki, które tworzą dziś mój mózg i ciało, są przecież zupełnie inne niż pół wieku temu, 8 września 1954 roku, kiedy przyszedłem na świat, a mimo to wciąż jestem tym samym Michaelem Shermerem, sumą informacji zakodowanej w moim DNA i zapamiętanej w moich neuronach. Rodzina i przyjaciele nie traktują mnie inaczej pomimo tej nieustannej wymiany atomów w moim ciele i mózgu, ponieważ są przekonani, że mają przez cały czas do czynienia z jedną i ta samą osobą. Niezmienna pozostaje niematerialna struktura informacyjna, czyli moja dusza.

Dualiści utrzymują, że ciało i dusza są odrębnymi bytami, a dusza trwa, nawet gdy ciało ulegnie fizycznemu unicestwieniu. Moniści głoszą natomiast, że ciało i dusza to jedynie dwa aspekty tego samego bytu fizycznego, a zatem śmierć powłoki cielesnej – rozpad zarówno łańcuchów DNA, jak i neuronów przechowujących informację o mojej indywidualności – oznacza zarazem kres duszy. Dopóki nie wynajdziemy środków technicznych, które pozwolą przetransponować nasze struktury informacyjne na jakieś trwalsze podłoże niż przekaźniki oparte na białkach organicznych (rozważa się m.in. mikroobwody krzemowe), giną one z chwila naszej śmierci.

Zasadniczą przeszkodą w zaakceptowaniu monizmu jest jego nieintuicyjny charakter. Jak twierdzi Paul Bloom, psycholog z Yale University, w swojej fascynującej książce Descartes’ Baby („Dzieciątko Kartezjusza”), jesteśmy urodzonymi dualistami. I dzieci, i dorośli mówią „moje ciało”, jak gdyby możliwe było oddzielenie ciała od jego właściciela. Na przykład w jednym z eksperymentów przytaczanych przez Blooma małym dzieciom opowiada się historyjkę o myszce, którą schrupał aligator. Dzieci zgodnie przyznają, że ciało myszki jest martwe – nie musi zatem się myć, nic już nie słyszy i nie działa również jej mózg. Pomimo to uważają, że myszka jest wciąż głodna, boi się krokodyla i bardzo chciałaby wrócić do swej norki. „Jest to podłoże, na którym u starszych dzieci i dorosłych wyrasta bardziej wyrafinowana idea życia po śmierci” – wyjaśnia Bloom. Gdy dzieci dowiadują się, iż to mózg zaangażowany jest w myślenie, nie traktują tego jako potwierdzenia, że jest on siedliskiem procesów umysłowych; taki materialistyczny pogląd jest im z gruntu obcy. Pojmują raczej w tym przypadku „myślenie” w wąskim sensie i dochodzą do wniosku, że mózg służy duszy za swego rodzaju szczudła, zwielokrotniające jej możliwości poznawania świata.

Intuicyjność dualizmu bierze się stąd, że mózg nie potrafi oglądać sam siebie, a zatem procesy psychiczne postrzega jako pochodzące z zewnątrz. Urojone wizje na temat istot nadprzyrodzonych (duchów, aniołów, kosmitów) odbierane są jako elementy świata realnego, a strukturę informacyjną obejmującą zasób naszych wspomnień, cechy charakteru i wyznaczniki naszej indywidualności uznajemy za coś odrębnego od ciała i nazywamy duszą.

Czy naukowy monizm jest sprzeczny z dualizmem głoszonym przez religię? I owszem. Albo dusza jest nieśmiertelna, albo nie, a tymczasem brak jakichkolwiek naukowych przesłanek, by tak właśnie było.

Czy monizm odziera życie z wszelkiego sensu? Moim zdaniem nie. Jeśli nie ma nic więcej, to liczy się każda chwila, każde odczucie i każdy napotkany człowiek – i to liczy się bardziej, gdy śmierć jest kresem ostatecznym niż w przeciwnym przypadku. Nie na mocy boskiego ustanowienia ani jakiegoś kosmicznego planu dzierżymy pochodni ę życia na Ziemi, naszej macierzystej planecie. Uświadomienie sobie, w jak znikomym wycinku czasu i przestrzeni zamyka się cała nasza egzystencja, wznosi nas na wyżyny zarówno człowieczeństwa, jak i pokory, pozwalając lepiej wykorzystać ten nasz ulotny moment na proscenium Wszechświata.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 10/2004 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
20
W 1985 r. Microsoft zaprezentował system operacyjny Windows 1.0.
Warto przeczytać
Czy znasz powiedzenie że matematykowi do pracy wystarczy kartka, ołówek i kosz na śmieci? To nieprawda! Pasjonującą, efektowną i praktyczną matematykę poznaje się dopiero w laboratorium.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-16
Dusza na szczudłach

Gdy miałem 17 lat, kupiłem samochód swoich marzeń – niebieskiego forda mustanga model 1966 z białym, rozsuwanym dachem, składanymi siedzeniami i potężnym ośmiocylindrowym silnikiem o pojemności 4.74 l, który lekko wyciągał 230 km/h. Jednak jak przystało na naładowanego testosteronem młodzieńca, w ciągu następnych 15 lat systematycznie doprowadzałem ten wóz do ruiny i wymieniałem mu podzespoły, tak że gdy sprzedawałem go w 1986 roku, nie pozostała w nim już praktycznie ani jedna oryginalna część. Mimo to zgarnąłem wówczas całkiem niezłą sumkę, więcej niż kiedyś zań zapłaciłem, ponieważ fordy mustangi z rocznika 1966 stały się obiektem pożądania kolekcjonerów. Choć wymieniłem w nim wszystkie elementy, jego „mustangowatość”, by tak rzec, nie doznała bynajmniej uszczerbku. A zatem istota – czyli „dusza” – mojego mustanga nie sprowadzała się do konglomeratu części składowych – polegała ona na strukturze informacyjnej określającej specyfikę tego konkretnego modelu.

Zachodzi tu wyraźna analogia z ciałem i duszą. Atomy i cząsteczki, które tworzą dziś mój mózg i ciało, są przecież zupełnie inne niż pół wieku temu, 8 września 1954 roku, kiedy przyszedłem na świat, a mimo to wciąż jestem tym samym Michaelem Shermerem, sumą informacji zakodowanej w moim DNA i zapamiętanej w moich neuronach. Rodzina i przyjaciele nie traktują mnie inaczej pomimo tej nieustannej wymiany atomów w moim ciele i mózgu, ponieważ są przekonani, że mają przez cały czas do czynienia z jedną i ta samą osobą. Niezmienna pozostaje niematerialna struktura informacyjna, czyli moja dusza.

Dualiści utrzymują, że ciało i dusza są odrębnymi bytami, a dusza trwa, nawet gdy ciało ulegnie fizycznemu unicestwieniu. Moniści głoszą natomiast, że ciało i dusza to jedynie dwa aspekty tego samego bytu fizycznego, a zatem śmierć powłoki cielesnej – rozpad zarówno łańcuchów DNA, jak i neuronów przechowujących informację o mojej indywidualności – oznacza zarazem kres duszy. Dopóki nie wynajdziemy środków technicznych, które pozwolą przetransponować nasze struktury informacyjne na jakieś trwalsze podłoże niż przekaźniki oparte na białkach organicznych (rozważa się m.in. mikroobwody krzemowe), giną one z chwila naszej śmierci.

Zasadniczą przeszkodą w zaakceptowaniu monizmu jest jego nieintuicyjny charakter. Jak twierdzi Paul Bloom, psycholog z Yale University, w swojej fascynującej książce Descartes’ Baby („Dzieciątko Kartezjusza”), jesteśmy urodzonymi dualistami. I dzieci, i dorośli mówią „moje ciało”, jak gdyby możliwe było oddzielenie ciała od jego właściciela. Na przykład w jednym z eksperymentów przytaczanych przez Blooma małym dzieciom opowiada się historyjkę o myszce, którą schrupał aligator. Dzieci zgodnie przyznają, że ciało myszki jest martwe – nie musi zatem się myć, nic już nie słyszy i nie działa również jej mózg. Pomimo to uważają, że myszka jest wciąż głodna, boi się krokodyla i bardzo chciałaby wrócić do swej norki. „Jest to podłoże, na którym u starszych dzieci i dorosłych wyrasta bardziej wyrafinowana idea życia po śmierci” – wyjaśnia Bloom. Gdy dzieci dowiadują się, iż to mózg zaangażowany jest w myślenie, nie traktują tego jako potwierdzenia, że jest on siedliskiem procesów umysłowych; taki materialistyczny pogląd jest im z gruntu obcy. Pojmują raczej w tym przypadku „myślenie” w wąskim sensie i dochodzą do wniosku, że mózg służy duszy za swego rodzaju szczudła, zwielokrotniające jej możliwości poznawania świata.

Intuicyjność dualizmu bierze się stąd, że mózg nie potrafi oglądać sam siebie, a zatem procesy psychiczne postrzega jako pochodzące z zewnątrz. Urojone wizje na temat istot nadprzyrodzonych (duchów, aniołów, kosmitów) odbierane są jako elementy świata realnego, a strukturę informacyjną obejmującą zasób naszych wspomnień, cechy charakteru i wyznaczniki naszej indywidualności uznajemy za coś odrębnego od ciała i nazywamy duszą.

Czy naukowy monizm jest sprzeczny z dualizmem głoszonym przez religię? I owszem. Albo dusza jest nieśmiertelna, albo nie, a tymczasem brak jakichkolwiek naukowych przesłanek, by tak właśnie było.

Czy monizm odziera życie z wszelkiego sensu? Moim zdaniem nie. Jeśli nie ma nic więcej, to liczy się każda chwila, każde odczucie i każdy napotkany człowiek – i to liczy się bardziej, gdy śmierć jest kresem ostatecznym niż w przeciwnym przypadku. Nie na mocy boskiego ustanowienia ani jakiegoś kosmicznego planu dzierżymy pochodni ę życia na Ziemi, naszej macierzystej planecie. Uświadomienie sobie, w jak znikomym wycinku czasu i przestrzeni zamyka się cała nasza egzystencja, wznosi nas na wyżyny zarówno człowieczeństwa, jak i pokory, pozwalając lepiej wykorzystać ten nasz ulotny moment na proscenium Wszechświata.