człowiek
Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-13
Dzikus udomowiony

Biolog ewolucjonista Jared Diamond z University of California w Los Angeles sklasyfikował kiedyś Homo sapiens jako „trzeciego szympansa” (drugi to bonobo). Jesteśmy bardzo podobni pod względem genetycznym, a jak pisałem w poprzednim felietonie, przypominamy szympansy również z powodu wysokiego poziomu agresji, przejawianej na ogół pomiędzy różnymi grupami. Jakkolwiek historia ludzkości pełna jest przykładów niesłychanej wręcz brutalności człowieka wobec człowieka, można mieć nadzieję, że pesymiści prorokujący naszą nieuniknioną zagładę nie maja racji – z najnowszych badań wynika bowiem, że w procesie ewolucji charakter nam najwyraźniej łagodnieje.

Jednym z najbardziej zadziwiających aspektów selekcji łagodniejszych cech u dzikich zwierząt w  procesie ich udomawiania jest to, że obniżeniu poziomu agresji towarzyszy wiele innych zmian, m.in. zmniejszenie rozmiarów mózgoczaszki, żuchwy i zębów. W genetyce zjawisko polegające na tym, że dobór pod kątem jednych cech pociąga za sobą inne, nieprzewidziane zmiany, nosi nazwę plejotropii.

Najsłynniejsze badania nad wykształcaniem pasywnych zachowań poprzez dobór sztuczny zapoczątkowane zostały w 1959 roku przez rosyjskiego genetyka Dymitra Bielajewa w Instytucie Cytologii i Genetyki w Nowosybirsku i są prowadzone po dzień dzisiejszy; obecnie kieruje nimi Ludmiła N. Trut. Polegały one na dążeniu do wyhodowania lisów srebrzystych o coraz bardziej przyjaznym stosunku do ludzi. Oceniano to w postępującej skali zachowań – od nieuciekania zwierzęcia na widok zbliżającego się człowieka poprzez jedzenie z ręki, zgodę na głaskanie aż do szukania kontaktu z ludźmi. Badaczom udało się w ciągu zaledwie 35 pokoleń wyhodować lisy nieagresywne, liżące ludzi po rękach i machające ogonem na ich widok. Jednocześnie miały one mniejsze mózgoczaszki, żuchwy i zęby niż ich dzicy przodkowie.

Zdaniem rosyjskich naukowców, wynika to stąd, że dobierając lisy pod katem łagodności, promuje się u nich pedomorfizm – zachowanie u osobników dorosłych cech młodzieńczych – jak kędzierzawe ogony i zwisające uszy (w stanie dzikim charakterystyczne dla szczeniąt), niereagowanie nagłym strachem na nieznane bodźce i niższy poziom agresji. Proces selekcji prowadzi do znacznego obniżenia poziomu hormonów wydzielanych pod wpływem stresu, jak kortykosteroidy  produkowane przez nadnercza podczas reakcji walki lub ucieczki, a jednocześnie istotnie podwyższa poziom serotoniny, uważanej za główny inhibitor agresji. Nowosybirscy badacze uzyskali także coś, czego dotąd hodowcom nie udawało się osiągnąć – wydłużenie okresu rozrodczego.

Charakter ludzi, podobnie jak lisów, łagodnieje w miarę udomawiania. Przypominamy szympansy pod względem poziomu agresji międzygrupowej, jeżeli jednak chodzi o poziom agresji między członkami tej samej grupy społecznej, to jesteśmy bardziej podobni do łagodnych i bardzo aktywnych seksualnie bonobo. Richard W. Wrangham, antropolog z Harvard University, podał możliwe wyjaśnienie – w konsekwencji preferowania podczas doboru naturalnego mniejszej agresji wewnątrzgrupowej i większej aktywności seksualnej ludzie i bonobo podążyli inną drogą ewolucyjną niż szympansy.

Wrangham głosi tezę, że w ciągu ostatnich 20 tys. lat, w miarę jak ludzie prowadzili coraz bardziej osiadły tryb życia, czynniki doboru naturalnego działały w kierunku obniżenia agresji wewnątrzgrupowej. Świadczą o tym także mniejsze rozmiary naszych żuchw i zębów niż u bezpośrednich człekokształtnych protoplastów. Bonobo nazywane są niekiedy „szympansami karłowatymi” ze względu na ich wyraźne cechy pedomorficzne (Frans B. M. de Waal, psycholog z Emory University, opisał szczegółowo, jak bonobo wykorzystują kontakty seksualne jako środek rozwiązywania konfliktów i umacniania więzi społecznych.) Wrangham twierdzi również, że obszar 13 w limbicznej korze czołowej, pośredniczący w agresji, pod względem wielkości zbliżony jest bardziej do równoważnego obszaru w mozgach bonobo niż do swego odpowiednika w mozgach szympansów.

Czyżby niedostatek żywności wymuszał u ludzi współpracę w obrębie własnej grupy i konkurowanie z innymi, czego wynikiem było przyjazne odnoszenie się do swoich i wrogość wobec obcych? Taki ewolucyjny scenariusz dobrze rokuje naszemu gatunkowi – jeśli tylko zdołamy dalej poszerzać krąg tych, których uważamy za należących do „naszej” grupy. Mnogość wybuchających dziś konfliktów nie napawa optymizmem, jednak w dłuższej perspektywie zaznacza się tendencja do zaliczania coraz większej liczby ludzi (np. kobiet i mniejszości) do tych, którym przysługują prawa człowieka.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 10/2003 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
18
W 1897 r. urodził się Patrick Maynard Stuart Blackett, brytyjski fizyk, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Czy znasz powiedzenie że matematykowi do pracy wystarczy kartka, ołówek i kosz na śmieci? To nieprawda! Pasjonującą, efektowną i praktyczną matematykę poznaje się dopiero w laboratorium.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michael Shermer | dodano: 2012-07-13
Dzikus udomowiony

Biolog ewolucjonista Jared Diamond z University of California w Los Angeles sklasyfikował kiedyś Homo sapiens jako „trzeciego szympansa” (drugi to bonobo). Jesteśmy bardzo podobni pod względem genetycznym, a jak pisałem w poprzednim felietonie, przypominamy szympansy również z powodu wysokiego poziomu agresji, przejawianej na ogół pomiędzy różnymi grupami. Jakkolwiek historia ludzkości pełna jest przykładów niesłychanej wręcz brutalności człowieka wobec człowieka, można mieć nadzieję, że pesymiści prorokujący naszą nieuniknioną zagładę nie maja racji – z najnowszych badań wynika bowiem, że w procesie ewolucji charakter nam najwyraźniej łagodnieje.

Jednym z najbardziej zadziwiających aspektów selekcji łagodniejszych cech u dzikich zwierząt w  procesie ich udomawiania jest to, że obniżeniu poziomu agresji towarzyszy wiele innych zmian, m.in. zmniejszenie rozmiarów mózgoczaszki, żuchwy i zębów. W genetyce zjawisko polegające na tym, że dobór pod kątem jednych cech pociąga za sobą inne, nieprzewidziane zmiany, nosi nazwę plejotropii.

Najsłynniejsze badania nad wykształcaniem pasywnych zachowań poprzez dobór sztuczny zapoczątkowane zostały w 1959 roku przez rosyjskiego genetyka Dymitra Bielajewa w Instytucie Cytologii i Genetyki w Nowosybirsku i są prowadzone po dzień dzisiejszy; obecnie kieruje nimi Ludmiła N. Trut. Polegały one na dążeniu do wyhodowania lisów srebrzystych o coraz bardziej przyjaznym stosunku do ludzi. Oceniano to w postępującej skali zachowań – od nieuciekania zwierzęcia na widok zbliżającego się człowieka poprzez jedzenie z ręki, zgodę na głaskanie aż do szukania kontaktu z ludźmi. Badaczom udało się w ciągu zaledwie 35 pokoleń wyhodować lisy nieagresywne, liżące ludzi po rękach i machające ogonem na ich widok. Jednocześnie miały one mniejsze mózgoczaszki, żuchwy i zęby niż ich dzicy przodkowie.

Zdaniem rosyjskich naukowców, wynika to stąd, że dobierając lisy pod katem łagodności, promuje się u nich pedomorfizm – zachowanie u osobników dorosłych cech młodzieńczych – jak kędzierzawe ogony i zwisające uszy (w stanie dzikim charakterystyczne dla szczeniąt), niereagowanie nagłym strachem na nieznane bodźce i niższy poziom agresji. Proces selekcji prowadzi do znacznego obniżenia poziomu hormonów wydzielanych pod wpływem stresu, jak kortykosteroidy  produkowane przez nadnercza podczas reakcji walki lub ucieczki, a jednocześnie istotnie podwyższa poziom serotoniny, uważanej za główny inhibitor agresji. Nowosybirscy badacze uzyskali także coś, czego dotąd hodowcom nie udawało się osiągnąć – wydłużenie okresu rozrodczego.

Charakter ludzi, podobnie jak lisów, łagodnieje w miarę udomawiania. Przypominamy szympansy pod względem poziomu agresji międzygrupowej, jeżeli jednak chodzi o poziom agresji między członkami tej samej grupy społecznej, to jesteśmy bardziej podobni do łagodnych i bardzo aktywnych seksualnie bonobo. Richard W. Wrangham, antropolog z Harvard University, podał możliwe wyjaśnienie – w konsekwencji preferowania podczas doboru naturalnego mniejszej agresji wewnątrzgrupowej i większej aktywności seksualnej ludzie i bonobo podążyli inną drogą ewolucyjną niż szympansy.

Wrangham głosi tezę, że w ciągu ostatnich 20 tys. lat, w miarę jak ludzie prowadzili coraz bardziej osiadły tryb życia, czynniki doboru naturalnego działały w kierunku obniżenia agresji wewnątrzgrupowej. Świadczą o tym także mniejsze rozmiary naszych żuchw i zębów niż u bezpośrednich człekokształtnych protoplastów. Bonobo nazywane są niekiedy „szympansami karłowatymi” ze względu na ich wyraźne cechy pedomorficzne (Frans B. M. de Waal, psycholog z Emory University, opisał szczegółowo, jak bonobo wykorzystują kontakty seksualne jako środek rozwiązywania konfliktów i umacniania więzi społecznych.) Wrangham twierdzi również, że obszar 13 w limbicznej korze czołowej, pośredniczący w agresji, pod względem wielkości zbliżony jest bardziej do równoważnego obszaru w mozgach bonobo niż do swego odpowiednika w mozgach szympansów.

Czyżby niedostatek żywności wymuszał u ludzi współpracę w obrębie własnej grupy i konkurowanie z innymi, czego wynikiem było przyjazne odnoszenie się do swoich i wrogość wobec obcych? Taki ewolucyjny scenariusz dobrze rokuje naszemu gatunkowi – jeśli tylko zdołamy dalej poszerzać krąg tych, których uważamy za należących do „naszej” grupy. Mnogość wybuchających dziś konfliktów nie napawa optymizmem, jednak w dłuższej perspektywie zaznacza się tendencja do zaliczania coraz większej liczby ludzi (np. kobiet i mniejszości) do tych, którym przysługują prawa człowieka.