ziemia
Autor: Rebecca Albright | dodano: 2018-02-26
Czy ocalimy koralowce?

Stoję na plaży w Australii, grzebiąc stopą w piasku i podciągając suwak kombinezonu. Za chwilę zanurkuję, aby popłynąć w kierunku Wielkiej Rafy Barierowej. Wpatruję się w ocean, przypominając sobie, jak nurkowałam w tym samym miejscu przed 10 laty. W dzieciństwie, które spędziłam w Ohio, zaczytywałam się – w przerwach pomiędzy oglądaniem Discovery Channel – w A Day in the Life of a Marine Biologist. Egzamin na nurka zdałam w jednym z kamieniołomów w Ohio wypełnionych mętną wodą, a już w następnym roku oglądałam z bliska Wielką Rafę Barierową. Pamiętam, jak bardzo było mi pilno, aby ją zobaczyć. Moja przyjaciółka Emily, dziś ekspertka od glonów morskich, założyła się ze mną, która z nas dłużej wytrzyma pod wodą. Obie przeżyłyśmy wtedy dwie naprawdę niezwykłe godziny. Jak zahipnotyzowane wpatrywałyśmy się w podwodne koralowcowe lasy, obserwując mątwy, przydacznie olbrzymie i żółwie morskie.

Teraz znowu tu jestem, tym razem jako pracownik naukowy odbywający staż podoktorski w Australian Institute of Marine Science. Zanurzam głowę w wodę i nurkuję. Rozglądam się wokoło i żal ściska mi serce. Nie ma mątw. Nie ma przydaczni olbrzymich. Nie ma żółwi morskich. Koralowce wyglądają szaro. Tam, gdzie kwitło wielobarwne życie, teraz są tylko glony i osady denne. Choć od starszych ode mnie naukowców usłyszałam już wiele smutnych historii o rafach koralowych, które znikły w czasie, gdy prowadzili swoje badania, ja czuję, że jestem zdecydowanie za młoda, by być świadkiem takich dramatycznych zmian. Wolałabym być starsza o 10 lat i mojego projektu badawczego nie rozpoczynać od konfrontowania się z takimi spustoszeniami w świecie raf.

Po raz pierwszy uświadomiłam to sobie w 2014 roku, gdy zaczęła się trzecia fala masowego blaknięcia raf. Koralowce, często mylone ze skałami, są zbudowane z żywej tkanki zwierzęcej zawierającej mikroskopijne glony, które dostarczają organizmowi pokarmu i nadają mu kolor. W wyniku stresu związanego ze wzrostem temperatury wody koralowce pozbywają się glonów i w rezultacie bledną – stają się białe, a także zagrożone głodem i chorobami. Masowe blaknięcie koralowców trwało przez trzy lata, degradując rafy. Chociaż ich wrogiem może też być przełowienie, zanieczyszczenia i zakwaszenie oceanów, to największe zagrożenie stanowi dziś ocieplenie klimatu uruchamiające szybką i powszechną destrukcję. Dwie pierwsze fale masowego blaknięcia miały miejsce w latach 1998 i 2010. W obu przypadkach odpowiedzialny był wzrost temperatur wody, wzmocniony przez zjawisko El Niño. Epizod z lat 2014–
­–2017 okazał się najdłuższy i najbardziej rozległy – dotknął 70% raf koralowych na świecie. Dwie trzecie Wielkiej Rafy Koralowej wymarło lub utraciło barwę i proces ten trwa dalej. Ekosystemy rafowe znikają na naszych oczach. W ciągu ostatnich 30 lat w skali globu straciliśmy około połowy raf, a według ekspertów do 2050 roku pozostanie ich tylko 10%. To oznacza, że potrzebujemy środków zaradczych. I to pilnie.

Choć rafy koralowe zajmują tylko 0,1% powierzchni dna morskiego, od nich zależy kondycja 25% wszystkich morskich gatunków, w tym wielu ryb będących podstawowym źródłem pokarmu dla milionów ludzi. Rafy tworzą także naturalne falochrony, które chronią przed sztormami nadbrzeżne miejscowości, redukując energię fal o 97%, a ich wysokość o 84%. Koralowcowe raje generują też olbrzymie zyski z turystyki. Tracąc rafy, stawiamy na szali przyszłość 500 mln ludzi oraz dochody szacowane na 30 mld dolarów. Nawet wtedy, gdy rafy koralowe nie dają bezpośrednich korzyści, ich destrukcję wielu ludzi odczuwa jako olbrzymią stratę. Jak zauważył mój kolega Luiz Rocha z California Academy of Sciences, „nawet jeśli nigdy nie zobaczę Mony Lisy, nie chciałbym, żeby spłonęła w pożarze”.

Zdając sobie sprawę, jak pilne jest to wyzwanie, naukowcy testują coraz śmielsze i innowacyjne metody ochrony i odtwarzania ekosystemów rafowych. Poszukują technik, które można wdrażać w różnych skalach przestrzennych, nie rozbijając przy tym banku. Obecnie koncentrują się na kilku szczególnie obiecujących opcjach, które w razie potrzeby mogą zostać zintegrowane. Dzięki nim koralowce dostaną szansę przebrnięcia przez nadchodzące dekady, po których, miejmy nadzieję, świat radykalnie zredukuje emisje gazów cieplarnianych, a wzrost temperatur zostanie zahamowany.

Słyszę często pytanie: czy rafy koralowe przetrwają? Myślę, że są one bardzo odporne i mogą sobie poradzić z zagrożeniami, ale w tej chwili pilnie potrzebują pomocy.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 03/2018 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2018
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Czerwiec
25
W 1678 r. Wenecjanka Elena Cornaro Piscopia jako pierwsza kobieta otrzymała stopień naukowy doktora.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Rebecca Albright | dodano: 2018-02-26
Czy ocalimy koralowce?

Stoję na plaży w Australii, grzebiąc stopą w piasku i podciągając suwak kombinezonu. Za chwilę zanurkuję, aby popłynąć w kierunku Wielkiej Rafy Barierowej. Wpatruję się w ocean, przypominając sobie, jak nurkowałam w tym samym miejscu przed 10 laty. W dzieciństwie, które spędziłam w Ohio, zaczytywałam się – w przerwach pomiędzy oglądaniem Discovery Channel – w A Day in the Life of a Marine Biologist. Egzamin na nurka zdałam w jednym z kamieniołomów w Ohio wypełnionych mętną wodą, a już w następnym roku oglądałam z bliska Wielką Rafę Barierową. Pamiętam, jak bardzo było mi pilno, aby ją zobaczyć. Moja przyjaciółka Emily, dziś ekspertka od glonów morskich, założyła się ze mną, która z nas dłużej wytrzyma pod wodą. Obie przeżyłyśmy wtedy dwie naprawdę niezwykłe godziny. Jak zahipnotyzowane wpatrywałyśmy się w podwodne koralowcowe lasy, obserwując mątwy, przydacznie olbrzymie i żółwie morskie.

Teraz znowu tu jestem, tym razem jako pracownik naukowy odbywający staż podoktorski w Australian Institute of Marine Science. Zanurzam głowę w wodę i nurkuję. Rozglądam się wokoło i żal ściska mi serce. Nie ma mątw. Nie ma przydaczni olbrzymich. Nie ma żółwi morskich. Koralowce wyglądają szaro. Tam, gdzie kwitło wielobarwne życie, teraz są tylko glony i osady denne. Choć od starszych ode mnie naukowców usłyszałam już wiele smutnych historii o rafach koralowych, które znikły w czasie, gdy prowadzili swoje badania, ja czuję, że jestem zdecydowanie za młoda, by być świadkiem takich dramatycznych zmian. Wolałabym być starsza o 10 lat i mojego projektu badawczego nie rozpoczynać od konfrontowania się z takimi spustoszeniami w świecie raf.

Po raz pierwszy uświadomiłam to sobie w 2014 roku, gdy zaczęła się trzecia fala masowego blaknięcia raf. Koralowce, często mylone ze skałami, są zbudowane z żywej tkanki zwierzęcej zawierającej mikroskopijne glony, które dostarczają organizmowi pokarmu i nadają mu kolor. W wyniku stresu związanego ze wzrostem temperatury wody koralowce pozbywają się glonów i w rezultacie bledną – stają się białe, a także zagrożone głodem i chorobami. Masowe blaknięcie koralowców trwało przez trzy lata, degradując rafy. Chociaż ich wrogiem może też być przełowienie, zanieczyszczenia i zakwaszenie oceanów, to największe zagrożenie stanowi dziś ocieplenie klimatu uruchamiające szybką i powszechną destrukcję. Dwie pierwsze fale masowego blaknięcia miały miejsce w latach 1998 i 2010. W obu przypadkach odpowiedzialny był wzrost temperatur wody, wzmocniony przez zjawisko El Niño. Epizod z lat 2014–
­–2017 okazał się najdłuższy i najbardziej rozległy – dotknął 70% raf koralowych na świecie. Dwie trzecie Wielkiej Rafy Koralowej wymarło lub utraciło barwę i proces ten trwa dalej. Ekosystemy rafowe znikają na naszych oczach. W ciągu ostatnich 30 lat w skali globu straciliśmy około połowy raf, a według ekspertów do 2050 roku pozostanie ich tylko 10%. To oznacza, że potrzebujemy środków zaradczych. I to pilnie.

Choć rafy koralowe zajmują tylko 0,1% powierzchni dna morskiego, od nich zależy kondycja 25% wszystkich morskich gatunków, w tym wielu ryb będących podstawowym źródłem pokarmu dla milionów ludzi. Rafy tworzą także naturalne falochrony, które chronią przed sztormami nadbrzeżne miejscowości, redukując energię fal o 97%, a ich wysokość o 84%. Koralowcowe raje generują też olbrzymie zyski z turystyki. Tracąc rafy, stawiamy na szali przyszłość 500 mln ludzi oraz dochody szacowane na 30 mld dolarów. Nawet wtedy, gdy rafy koralowe nie dają bezpośrednich korzyści, ich destrukcję wielu ludzi odczuwa jako olbrzymią stratę. Jak zauważył mój kolega Luiz Rocha z California Academy of Sciences, „nawet jeśli nigdy nie zobaczę Mony Lisy, nie chciałbym, żeby spłonęła w pożarze”.

Zdając sobie sprawę, jak pilne jest to wyzwanie, naukowcy testują coraz śmielsze i innowacyjne metody ochrony i odtwarzania ekosystemów rafowych. Poszukują technik, które można wdrażać w różnych skalach przestrzennych, nie rozbijając przy tym banku. Obecnie koncentrują się na kilku szczególnie obiecujących opcjach, które w razie potrzeby mogą zostać zintegrowane. Dzięki nim koralowce dostaną szansę przebrnięcia przez nadchodzące dekady, po których, miejmy nadzieję, świat radykalnie zredukuje emisje gazów cieplarnianych, a wzrost temperatur zostanie zahamowany.

Słyszę często pytanie: czy rafy koralowe przetrwają? Myślę, że są one bardzo odporne i mogą sobie poradzić z zagrożeniami, ale w tej chwili pilnie potrzebują pomocy.