ziemia
Autor: Shannon Hall | dodano: 2017-11-23
Lot do wulkanu

Gwatemalski Volcán de Fuego, czyli Wulkan Ognia, zasłużył na swoje imię. Kilka razy w ciągu godziny wyrzuca w powietrze słup pyłu wulkanicznego, a średnio raz w miesiącu przeobraża się w prawdziwie piekielną górę, gdy podczas silniejszych erupcji po jego zboczach zaczynają płynąć potoki lawy i odłamków skalnych. Ten cykl nabiera ostatnio intensywności, a naukowcy zaczynają się zastanawiać, czy może dojść do naprawdę groźnego wybuchu. Podczas erupcji w 1974 roku wulkan wyrzucił wielką chmurę pyłu na wysokość 7 km oraz zasypał okolicę deszczem okruchów wulkanicznych. Kolejna taka erupcja byłaby z pewnością koszmarem dla około 100 tys. mieszkańców Gwatemali żyjących w cieniu tej ognistej góry.

Jednak przewidzenie zachowania wulkanu jest trudne bez zajrzenia do wnętrza jego groźnego i trudno dostępnego krateru. Dlatego na początku tego roku grupa naukowców i inżynierów posłała z misją badawczą drony, które wykonały doskonałej jakości zdjęcia pokazujące aktywność góry. „Nawet sobie nie wyobrażałam, że kiedyś można będzie podglądać erupcję z tak bliska – mówi uczestniczka badań Emma Liu, wulkanog z University of Cambridge. – Coś niezwykłego”.

Na fotografiach wykonanych przez bezzałogowy pojazd można zobaczyć stożek wyrastający na dnie krateru tuż przed kolejną comiesięczną erupcją. Liu i jej koledzy sądzą, że stożek rośnie tak długo, aż staje się niestabilny i się zapada niczym chybotliwa wieża Jenga, uruchamiając potoki lawy wzbogacone okruchami materiału piroklastycznego. Taka sytuacja powtarza się mniej więcej co miesiąc, choć czasem góra pauzuje.

Dzięki dronom wulkanolodzy mogą ze sporą dozą precyzji prognozować kolejną cykliczną erupcję. Einat Lev, naukowiec z instytutu Lamont-Doherty Earth Observatory w Nowym Jorku, który nie był zaangażowany w ten projekt badawczy, określa go jako „wspaniałą demonstrację potencjału dronów w dostarczaniu mnóstwa nowych informacji na temat wulkanów w ogóle, a gwatemalskich wulkanów w szczególności”.  Zespół badawczy zaplanował kolejną wizytę w Gwatemali pod koniec tego roku. Tym razem wulkan będzie obserwowany przez cały cykl aktywności trwający około miesiąca. Drony zostaną wyposażone dodatkowo w sprzęt do pobierania popiołu wulkanicznego wyrzuconego przez Volcán de Fuego. Badacze mają nadzieję, że próbki pomogą im w rozpoznaniu, czy wulkan faktycznie zmierza ku kolejnej katastrofalnej erupcji.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2017 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Grudzień
13

W 1962 r. NASA wystrzeliła pierwszego satelitę telekomunikacyjnego Relay 1.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Shannon Hall | dodano: 2017-11-23
Lot do wulkanu

Gwatemalski Volcán de Fuego, czyli Wulkan Ognia, zasłużył na swoje imię. Kilka razy w ciągu godziny wyrzuca w powietrze słup pyłu wulkanicznego, a średnio raz w miesiącu przeobraża się w prawdziwie piekielną górę, gdy podczas silniejszych erupcji po jego zboczach zaczynają płynąć potoki lawy i odłamków skalnych. Ten cykl nabiera ostatnio intensywności, a naukowcy zaczynają się zastanawiać, czy może dojść do naprawdę groźnego wybuchu. Podczas erupcji w 1974 roku wulkan wyrzucił wielką chmurę pyłu na wysokość 7 km oraz zasypał okolicę deszczem okruchów wulkanicznych. Kolejna taka erupcja byłaby z pewnością koszmarem dla około 100 tys. mieszkańców Gwatemali żyjących w cieniu tej ognistej góry.

Jednak przewidzenie zachowania wulkanu jest trudne bez zajrzenia do wnętrza jego groźnego i trudno dostępnego krateru. Dlatego na początku tego roku grupa naukowców i inżynierów posłała z misją badawczą drony, które wykonały doskonałej jakości zdjęcia pokazujące aktywność góry. „Nawet sobie nie wyobrażałam, że kiedyś można będzie podglądać erupcję z tak bliska – mówi uczestniczka badań Emma Liu, wulkanog z University of Cambridge. – Coś niezwykłego”.

Na fotografiach wykonanych przez bezzałogowy pojazd można zobaczyć stożek wyrastający na dnie krateru tuż przed kolejną comiesięczną erupcją. Liu i jej koledzy sądzą, że stożek rośnie tak długo, aż staje się niestabilny i się zapada niczym chybotliwa wieża Jenga, uruchamiając potoki lawy wzbogacone okruchami materiału piroklastycznego. Taka sytuacja powtarza się mniej więcej co miesiąc, choć czasem góra pauzuje.

Dzięki dronom wulkanolodzy mogą ze sporą dozą precyzji prognozować kolejną cykliczną erupcję. Einat Lev, naukowiec z instytutu Lamont-Doherty Earth Observatory w Nowym Jorku, który nie był zaangażowany w ten projekt badawczy, określa go jako „wspaniałą demonstrację potencjału dronów w dostarczaniu mnóstwa nowych informacji na temat wulkanów w ogóle, a gwatemalskich wulkanów w szczególności”.  Zespół badawczy zaplanował kolejną wizytę w Gwatemali pod koniec tego roku. Tym razem wulkan będzie obserwowany przez cały cykl aktywności trwający około miesiąca. Drony zostaną wyposażone dodatkowo w sprzęt do pobierania popiołu wulkanicznego wyrzuconego przez Volcán de Fuego. Badacze mają nadzieję, że próbki pomogą im w rozpoznaniu, czy wulkan faktycznie zmierza ku kolejnej katastrofalnej erupcji.