ziemia
Autor: Stephen Brusatte | dodano: 2017-02-13
Kto mi dał skrzydła?

Około szóstej rano pewnego mroźnego listopadowego dnia roku 2014, na długo zanim słońce przebiło się przez zasnute smogiem pekińskie powietrze, przeciskałem się wśród tłumu podróżnych, próbując dostać się do zatłoczonego pociągu. Wybierałem się do Jinzhou – dużego ośrodka wielkości Chicago w północno-wschodniej części kraju. Miałem nadzieję na choć przelotną drzemkę, gdy za oknami przesuwały się rzędy betonowych fabryk i zamglone pola kukurydzy, ale byłem zbyt podniecony, by zasnąć. Bo u celu mojej podroży czekała niebywała niespodzianka – tajemnicza skamieniałość, na którą natknął się rolnik podczas zbierania płodów z pola.

Cztery godziny później byłem już na peronie w Jinzhou, podążając za Junchang Lü – słynnym łowcą dinozaurów z Chińskiej Akademii Nauk Geologicznych, który poprosił mnie o pomoc przy opracowaniu tego znaleziska. Po powitaniu przez grupę lokalnych dygnitarzy zostaliśmy poprowadzeni do miejskiego muzeum – szpetnego budynku położonego na przedmieściach. W atmosferze przypominającej partyjne zebranie przeszliśmy przez długi korytarz i dotarliśmy do bocznej sali, gdzie na niewielkim stole spoczywała skalna płyta. I naraz stanąłem twarzą w twarz z jedną z najpiękniejszych skamieniałości, jakie kiedykolwiek widziałem – w skale tkwił niemal kompletny szkielet wielkości małego konia, a jego czekoladowej barwy kości odbijały od szarości wapiennej płyty.

Miałem przed sobą niewątpliwego dinozaura – jego duże zęby, niczym noże do krajania mięsa, ostre szpony i długi ogon nie pozostawiały złudzeń, że był to bliski krewny welociraptora, słynnego zabijaki z Parku Jurajskiego. A jednak ten chiński okaz różnił się od zwyczajnych dinozaurów pod wieloma względami. Miał delikatne i puste w środku kości, długie i chude nogi niczym u czapli, a jego ciało pokrywały różnorodne pióra, w tym wielkie lotki na przednich kończynach, tworzące wyraźnie zarysowane skrzydła. Ten dinozaur niedwuznacznie przypominał ptaka.

Niecały rok później opublikowaliśmy wraz Junchangiem pracę, w której opisaliśmy to znalezisko jako przedstawiciela nowego gatunku – Zhenyuanlong. To ostatni z serii wielu opierzonych dinozaurów, znalezionych w ciągu minionych dwóch dziesięcioleci w chińskiej prowincji Liaoning – i ten wspaniały korowód odkryć dobitnie pokazuje, niczym na przyspieszonym filmie, w jaki sposób straszliwe dinozaury z dawnych opowieści przemieniły się w pełne gracji ptaki.

Implikacje tych nowych znalezisk są ogromne. Od czasów Karola Darwina naukowcy zastanawiali się, jak w wyniku ewolucji powstają całkiem nowe typy zwierzęce. Czy działo się to szybko, za sprawą radykalnych przypadkowych mutacji, zdolnych przekształcić chodzące po ziemi stworzenia w podniebnych lotników? Czy raczej cały ten proces zachodził powoli, w miarę jak organizmy przystosowywały się przez miliony lat do zmieniających się warunków środowiska? Zhenyuanlong i podobne znaleziska z Liaoning i innych obszarów zaczynają dostarczać nam odpowiedzi na te pytania.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 02/2017 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Grudzień
13

W 1962 r. NASA wystrzeliła pierwszego satelitę telekomunikacyjnego Relay 1.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Stephen Brusatte | dodano: 2017-02-13
Kto mi dał skrzydła?

Około szóstej rano pewnego mroźnego listopadowego dnia roku 2014, na długo zanim słońce przebiło się przez zasnute smogiem pekińskie powietrze, przeciskałem się wśród tłumu podróżnych, próbując dostać się do zatłoczonego pociągu. Wybierałem się do Jinzhou – dużego ośrodka wielkości Chicago w północno-wschodniej części kraju. Miałem nadzieję na choć przelotną drzemkę, gdy za oknami przesuwały się rzędy betonowych fabryk i zamglone pola kukurydzy, ale byłem zbyt podniecony, by zasnąć. Bo u celu mojej podroży czekała niebywała niespodzianka – tajemnicza skamieniałość, na którą natknął się rolnik podczas zbierania płodów z pola.

Cztery godziny później byłem już na peronie w Jinzhou, podążając za Junchang Lü – słynnym łowcą dinozaurów z Chińskiej Akademii Nauk Geologicznych, który poprosił mnie o pomoc przy opracowaniu tego znaleziska. Po powitaniu przez grupę lokalnych dygnitarzy zostaliśmy poprowadzeni do miejskiego muzeum – szpetnego budynku położonego na przedmieściach. W atmosferze przypominającej partyjne zebranie przeszliśmy przez długi korytarz i dotarliśmy do bocznej sali, gdzie na niewielkim stole spoczywała skalna płyta. I naraz stanąłem twarzą w twarz z jedną z najpiękniejszych skamieniałości, jakie kiedykolwiek widziałem – w skale tkwił niemal kompletny szkielet wielkości małego konia, a jego czekoladowej barwy kości odbijały od szarości wapiennej płyty.

Miałem przed sobą niewątpliwego dinozaura – jego duże zęby, niczym noże do krajania mięsa, ostre szpony i długi ogon nie pozostawiały złudzeń, że był to bliski krewny welociraptora, słynnego zabijaki z Parku Jurajskiego. A jednak ten chiński okaz różnił się od zwyczajnych dinozaurów pod wieloma względami. Miał delikatne i puste w środku kości, długie i chude nogi niczym u czapli, a jego ciało pokrywały różnorodne pióra, w tym wielkie lotki na przednich kończynach, tworzące wyraźnie zarysowane skrzydła. Ten dinozaur niedwuznacznie przypominał ptaka.

Niecały rok później opublikowaliśmy wraz Junchangiem pracę, w której opisaliśmy to znalezisko jako przedstawiciela nowego gatunku – Zhenyuanlong. To ostatni z serii wielu opierzonych dinozaurów, znalezionych w ciągu minionych dwóch dziesięcioleci w chińskiej prowincji Liaoning – i ten wspaniały korowód odkryć dobitnie pokazuje, niczym na przyspieszonym filmie, w jaki sposób straszliwe dinozaury z dawnych opowieści przemieniły się w pełne gracji ptaki.

Implikacje tych nowych znalezisk są ogromne. Od czasów Karola Darwina naukowcy zastanawiali się, jak w wyniku ewolucji powstają całkiem nowe typy zwierzęce. Czy działo się to szybko, za sprawą radykalnych przypadkowych mutacji, zdolnych przekształcić chodzące po ziemi stworzenia w podniebnych lotników? Czy raczej cały ten proces zachodził powoli, w miarę jak organizmy przystosowywały się przez miliony lat do zmieniających się warunków środowiska? Zhenyuanlong i podobne znaleziska z Liaoning i innych obszarów zaczynają dostarczać nam odpowiedzi na te pytania.