technika
Autor: Steve Mirsky | dodano: 2015-05-25
Zarys krzesłologii

Fotel z elektrycznie regulowanym oparciem (w przeciwieństwie do krzesła elektrycznego) jest jednym z przejawów zaawansowanej cywilizacji. Śmiem twierdzić, że niektóre jego modele powinny być sprzedawane na receptę: są niczym silny środek nasenny, którego użytkownicy szybko trafiają w objęcia Morfeusza. Relaksując się we własnym rozkładanym fotelu, pomyślałem, że nawet jeśli wylegiwanie się w nim miałoby być – jak się ostatnio mówi – nowym nałogiem tak szkodliwym dla zdrowia, jak palenie papierosów, to cóż z tego?

Pewnego marcowego dnia, gdy przeglądałem prasę, odpoczywając w wyżej opisanej pozycji, natknąłem się, ku mojemu zdziwieniu, na artykuł poświęcony niezwykle popularnemu fotelowi ogrodowemu Adirondack. Można byłoby się spodziewać takiej publikacji w magazynie konsumenta bądź czasopiśmie o tematyce ogólnej, powiedzmy w takim Consumer Reports lub Smithsonian. Jednak zaskakujący był fakt, że ten materiał pojawił się na łamach czasopisma medycznego JAMA Dermatology. Co tam robił pośród najnowszych raportów dotyczących łojotokowego zapalenia skóry, łuszczycy i czerniaka?

Z artykułu Megan E. MacGillivray, studentki School of Medicine przy Queen’s University w Ontario (która pewnie w przyszłości zasiądzie na stołku kierownika katedry), możemy się dowiedzieć, że w 1903 roku Thomas Lee, mieszkaniec gór Adirondack w północno-wschodniej części stanu Nowy Jork, „zbudował krzesło z drewna sosnowego z długim pochylonym siedziskiem i szerokimi podłokietnikami”. Zamierzał zrobić ich kilka jedynie na własny użytek. Jednak jego projekt zachwycił.

Do pobliskiej miejscowości Saranac Lake tłumnie przybywali chorzy na gruźlicę, którym służyło właśnie czyste powietrze i słońce. Ekspozycję na światło słoneczne uznano za efektywną metodę leczenia choroby, przynajmniej jej postaci skórnej (w końcu mamy nawiązanie do dermatologii). Pacjenci musieli jak najwięcej czasu spędzać na słońcu, a krzesło Adirondack doskonale się do tego celu nadawało.

Zaintrygowany tematem krzeseł w kontekście nauki, postanowiłem przejrzeć archiwalne wydania Scientific American w poszukiwaniu jakiejkolwiek wzmianki o tych meblach. Okazuje się, że nie posiedzieliśmy za wiele nad tym zagadnieniem. W numerze z 1906 roku zamieściliśmy informację o wynalazku niejakiego George’a Fentricka, który skonstruował leżak pokładowy służący jednocześnie za kamizelkę ratunkową. Oparcie siedziska było wypełnione korkiem. „Rozbitek z tonącego statku nie musi się martwić, czy właściwie założył kamizelkę ratunkową – wyjaśnialiśmy na łamach SA – wystarczy, że będzie trzymać się swojego leżaka, a nie utonie”. Dobra rada dla człowieka za burtą, który zostawił podobnych jemu dandysów na pokładzie wycieczkowca i musi zmierzyć się z lodowatymi wodami północnego Atlantyku. Mając w pamięci swój ostatni rejs statkiem, doszedłem do wniosku, że ów projekt okazał się klapą, bo kamizelki ratunkowe i szalupy wciąż są w użyciu. Wprawdzie poduszki z leżaków pokładowych mogą się unosić na wodzie, jednak już korek na pokładzie wycieczkowca znajduje się pod ścisłą kontrolą sommeliera.

Jeszcze wcześniej, bo w roku 1897, Scientific American odnotował pojawienie się następującego wynalazku: „bujany fotel wyposażony w urządzenie sprężające powietrze, którego strumień będzie chłodzić użytkownika siedziska, jak również uruchamiać mechanizm katarynki lub służyć innym celom, do których realizacji wykorzystuje się sprężone powietrze”. Pomysłodawcą był niejaki Charles Michaelson, a nie – wbrew oczekiwaniom – Rube Goldberg, który miał wówczas zaledwie 14 lat i prawdopodobnie wciąż był na etapie wymyślania lepszej pułapki na myszy.

„Pod siedziskiem znajdują się dwa miechy wyposażone w zwykłe zawory, które dostarczają powietrze do umieszczonego nad nimi odbiornika – tłumaczyliśmy z kamienną twarzą. – Gdy fotel się buja […] powietrze jest wtłaczane do odbiornika, z którego wiedzie rura do niewielkiego rezerwuaru ze sprężonym powietrzem zainstalowanego w górnej części oparcia. W tym zbiorniku znajduje się kanał z piszczałkami przystosowany do tego, by służyć za katarynkę”. Następnie podpowiedzieliśmy usłużnie: „Katarynka działa na znanych zasadach”.

Można byłoby się spodziewać, że to urządzenie podzieli los leżaka pokładowego i tratwy ratunkowej w jednym, i odejdzie w zapomnienie jako kolejny tandetny rupieć. Lecz złe pomysły trzymają się nas kurczowo: internetowa przeglądarka namierzyła będący obecnie w sprzedaży nadmuchiwany fotel z wbudowanym odtwarzaczem MP3, który jest uosobieniem najgorszych cech niezrealizowanych marzeń Michaelsona i Fentricka. 

 

 

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2015 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
17
W 1833 r. urodził się Lucjan Rydel, polski lekarz, okulista, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Steve Mirsky | dodano: 2015-05-25
Zarys krzesłologii

Fotel z elektrycznie regulowanym oparciem (w przeciwieństwie do krzesła elektrycznego) jest jednym z przejawów zaawansowanej cywilizacji. Śmiem twierdzić, że niektóre jego modele powinny być sprzedawane na receptę: są niczym silny środek nasenny, którego użytkownicy szybko trafiają w objęcia Morfeusza. Relaksując się we własnym rozkładanym fotelu, pomyślałem, że nawet jeśli wylegiwanie się w nim miałoby być – jak się ostatnio mówi – nowym nałogiem tak szkodliwym dla zdrowia, jak palenie papierosów, to cóż z tego?

Pewnego marcowego dnia, gdy przeglądałem prasę, odpoczywając w wyżej opisanej pozycji, natknąłem się, ku mojemu zdziwieniu, na artykuł poświęcony niezwykle popularnemu fotelowi ogrodowemu Adirondack. Można byłoby się spodziewać takiej publikacji w magazynie konsumenta bądź czasopiśmie o tematyce ogólnej, powiedzmy w takim Consumer Reports lub Smithsonian. Jednak zaskakujący był fakt, że ten materiał pojawił się na łamach czasopisma medycznego JAMA Dermatology. Co tam robił pośród najnowszych raportów dotyczących łojotokowego zapalenia skóry, łuszczycy i czerniaka?

Z artykułu Megan E. MacGillivray, studentki School of Medicine przy Queen’s University w Ontario (która pewnie w przyszłości zasiądzie na stołku kierownika katedry), możemy się dowiedzieć, że w 1903 roku Thomas Lee, mieszkaniec gór Adirondack w północno-wschodniej części stanu Nowy Jork, „zbudował krzesło z drewna sosnowego z długim pochylonym siedziskiem i szerokimi podłokietnikami”. Zamierzał zrobić ich kilka jedynie na własny użytek. Jednak jego projekt zachwycił.

Do pobliskiej miejscowości Saranac Lake tłumnie przybywali chorzy na gruźlicę, którym służyło właśnie czyste powietrze i słońce. Ekspozycję na światło słoneczne uznano za efektywną metodę leczenia choroby, przynajmniej jej postaci skórnej (w końcu mamy nawiązanie do dermatologii). Pacjenci musieli jak najwięcej czasu spędzać na słońcu, a krzesło Adirondack doskonale się do tego celu nadawało.

Zaintrygowany tematem krzeseł w kontekście nauki, postanowiłem przejrzeć archiwalne wydania Scientific American w poszukiwaniu jakiejkolwiek wzmianki o tych meblach. Okazuje się, że nie posiedzieliśmy za wiele nad tym zagadnieniem. W numerze z 1906 roku zamieściliśmy informację o wynalazku niejakiego George’a Fentricka, który skonstruował leżak pokładowy służący jednocześnie za kamizelkę ratunkową. Oparcie siedziska było wypełnione korkiem. „Rozbitek z tonącego statku nie musi się martwić, czy właściwie założył kamizelkę ratunkową – wyjaśnialiśmy na łamach SA – wystarczy, że będzie trzymać się swojego leżaka, a nie utonie”. Dobra rada dla człowieka za burtą, który zostawił podobnych jemu dandysów na pokładzie wycieczkowca i musi zmierzyć się z lodowatymi wodami północnego Atlantyku. Mając w pamięci swój ostatni rejs statkiem, doszedłem do wniosku, że ów projekt okazał się klapą, bo kamizelki ratunkowe i szalupy wciąż są w użyciu. Wprawdzie poduszki z leżaków pokładowych mogą się unosić na wodzie, jednak już korek na pokładzie wycieczkowca znajduje się pod ścisłą kontrolą sommeliera.

Jeszcze wcześniej, bo w roku 1897, Scientific American odnotował pojawienie się następującego wynalazku: „bujany fotel wyposażony w urządzenie sprężające powietrze, którego strumień będzie chłodzić użytkownika siedziska, jak również uruchamiać mechanizm katarynki lub służyć innym celom, do których realizacji wykorzystuje się sprężone powietrze”. Pomysłodawcą był niejaki Charles Michaelson, a nie – wbrew oczekiwaniom – Rube Goldberg, który miał wówczas zaledwie 14 lat i prawdopodobnie wciąż był na etapie wymyślania lepszej pułapki na myszy.

„Pod siedziskiem znajdują się dwa miechy wyposażone w zwykłe zawory, które dostarczają powietrze do umieszczonego nad nimi odbiornika – tłumaczyliśmy z kamienną twarzą. – Gdy fotel się buja […] powietrze jest wtłaczane do odbiornika, z którego wiedzie rura do niewielkiego rezerwuaru ze sprężonym powietrzem zainstalowanego w górnej części oparcia. W tym zbiorniku znajduje się kanał z piszczałkami przystosowany do tego, by służyć za katarynkę”. Następnie podpowiedzieliśmy usłużnie: „Katarynka działa na znanych zasadach”.

Można byłoby się spodziewać, że to urządzenie podzieli los leżaka pokładowego i tratwy ratunkowej w jednym, i odejdzie w zapomnienie jako kolejny tandetny rupieć. Lecz złe pomysły trzymają się nas kurczowo: internetowa przeglądarka namierzyła będący obecnie w sprzedaży nadmuchiwany fotel z wbudowanym odtwarzaczem MP3, który jest uosobieniem najgorszych cech niezrealizowanych marzeń Michaelsona i Fentricka.