technika
Autor: David Pogue | dodano: 2015-03-25
Czy nadszedł kres e-maili?

Upowszechnienie się błyskawicznych wiadomości sprawia, że poczta elektroniczna zdaje się powolna niczym ślimak pełznący tam, gdzie już jest tradycyjna poczta.

Jeśli masz w skrzynce setki tysięcy nieprzeczytanych e-maili, pewnie trudno ci uwierzyć doniesieniom, że poczta elektroniczna staje się coraz mniej powszechną formą komunikacji.

A jednak całkowita objętość e-maili spadła od 2010 roku o mniej więcej 10%.

Słowo „e-mail” samo wyjaśnia swoje pochodzenie: to coś wzorowanego na tradycyjnych listach. Po dziś dzień znaczna część e-maili zaczyna się od pozdrowienia. Może pisze się raczej „Hej” niż „Drogi Janku”, lecz mimo wszystko pozdrowienie zostało.

Wysłanie tradycyjnego listu wymagało mnóstwo zachodu: trzeba go było złożyć, schować do koperty, zaadresować ją, nakleić znaczek, wreszcie wysłać, dlatego mało kto posyłał list zawierający zaledwie kilka słów. Wysiłek związany z listem niejako domagał się dłuższej treści.

Wieszczono swego czasu, że e-maile to koniec naprawdę osobistej komunikacji. Zastąpiły one jednak tradycyjne listy, stając się powszechną formą porozumiewania się, zarówno w interesach, jak kontaktach osobistych. Czy teraz nadchodzi z kolei zmierzch poczty elektronicznej?

Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać. Najmłodsze pokolenie nie pisze e-maili. Niektórzy nastolatkowie mają adres e-mailowy, ale korzystają z niego mniej więcej tak, jak my korzystalibyśmy z faksu: poczta elektroniczna jest im potrzebna do komunikacji z rodzicami i innymi ludźmi starej daty albo do rejestracji na rozmaitych portalach internetowych, które wymagają podania adresu. Rzadko ją jednak sprawdzają. W grupie wiekowej 25–35-latków korzystanie z poczty elektronicznej spadło o 18%, w przypadku nastolatków – o około 60%. Pewien rekruter z Microsoftu mówił mi ostatnio, że świeżo upieczeni absolwenci college’ów pozostawiają w składanych dokumentach niewypełnione pole „adres e-mail”. Pocztę elektroniczną uważa się za zbyt nieporęczną, niemodną, niedostatecznie szybką.

Dzisiejsze błyskawiczne i krótkie komunikaty elektroniczne – sms-y czy wiadomości na Facebooku albo Twitterze – są bardziej bezpośrednie, skoncentrowane, wydajniejsze. Obywają się bez pozdrowienia i pożegnania: i bez tego wiemy, kto do kogo napisał. Liczne korporacje właśnie z tego powodu przenoszą komunikację do biznesowych serwisów społecznościowych.

Trend ów jest kolejnym dowodem na to, że systemy oparte na przechowywaniu i przekazywaniu dalej wiadomości, takie jak poczta elektroniczna czy głosowa, są przestarzałe. Zamiast pisać długi e-mail, który odczytasz później, mogę ci zaraz posłać ci skromną, łatwą do przyswojenia wiadomość, którą możesz odczytać i odpowiedzieć na nią w biegu.

Ponadto, korzystając z tych form porozumiewania się, zwykle mamy kontrolę nad tym, kto może do nas pisać, podczas gdy poczta elektroniczna z reguły tego nie oferuje. Szczególnie na Facebooku czat może przyjąć formę pogawędki z równoczesnym udziałem kilkorga osób.

Co więcej, żaden z owych kanałów komunikacji nie został zalany przez spam, a reklamodawcy jeszcze się do nas w ten sposób mocno nie dobrali.

Czy oznacza to, że poczta elektroniczna zmierza prosto na śmietnik cyfrowej historii? Niekoniecznie. E-mail wciąż zachowuje pod pewnymi względami przewagę. Tweety czy sms-y wydają się efemeryczne: czyta się je i już. E-mail za to pozostaje w naszym poczuciu czymś, co się ma, co można wrzucić do odpowiedniej skrzynki, wyszukać, do czego można powrócić później. Łatwo sobie wyobrazić, że pozostanie on stosowniejszą formą poważniejszej komunikacji: służącej przesyłaniu umów, ważnych informacji, dłuższych wyjaśnień.

Poczta elektroniczna nie zniknie zatem zupełnie. Pamiętajmy, że nie tak znów dawno temu byliśmy świadkami podobnej zmiany, kiedy wysyłano coraz więcej e-maili i wieszczono śmierć poczty tradycyjnej. Ta ostatnia znalazła sobie jednak swoją niszę – i z e-mailami będzie tak samo. Postęp techniczny rzadko całkowicie zastępuje coś, co było wcześniej stałym elementem życia; przydaje raczej temu czemuś nowych znaczeń.

A więc mniej e-maili, więcej krótkich wiadomości tekstowych. A teraz idę zrobić porządek w swoje skrzynce odbiorczej.

David Pogue jest felietonistą Yahoo Tech i gospodarzem kilku programów z serii NOVA nadawanych przez telewizję PBS.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 04/2015 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Czy znasz powiedzenie że matematykowi do pracy wystarczy kartka, ołówek i kosz na śmieci? To nieprawda! Pasjonującą, efektowną i praktyczną matematykę poznaje się dopiero w laboratorium.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: David Pogue | dodano: 2015-03-25
Czy nadszedł kres e-maili?

Upowszechnienie się błyskawicznych wiadomości sprawia, że poczta elektroniczna zdaje się powolna niczym ślimak pełznący tam, gdzie już jest tradycyjna poczta.

Jeśli masz w skrzynce setki tysięcy nieprzeczytanych e-maili, pewnie trudno ci uwierzyć doniesieniom, że poczta elektroniczna staje się coraz mniej powszechną formą komunikacji.

A jednak całkowita objętość e-maili spadła od 2010 roku o mniej więcej 10%.

Słowo „e-mail” samo wyjaśnia swoje pochodzenie: to coś wzorowanego na tradycyjnych listach. Po dziś dzień znaczna część e-maili zaczyna się od pozdrowienia. Może pisze się raczej „Hej” niż „Drogi Janku”, lecz mimo wszystko pozdrowienie zostało.

Wysłanie tradycyjnego listu wymagało mnóstwo zachodu: trzeba go było złożyć, schować do koperty, zaadresować ją, nakleić znaczek, wreszcie wysłać, dlatego mało kto posyłał list zawierający zaledwie kilka słów. Wysiłek związany z listem niejako domagał się dłuższej treści.

Wieszczono swego czasu, że e-maile to koniec naprawdę osobistej komunikacji. Zastąpiły one jednak tradycyjne listy, stając się powszechną formą porozumiewania się, zarówno w interesach, jak kontaktach osobistych. Czy teraz nadchodzi z kolei zmierzch poczty elektronicznej?

Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać. Najmłodsze pokolenie nie pisze e-maili. Niektórzy nastolatkowie mają adres e-mailowy, ale korzystają z niego mniej więcej tak, jak my korzystalibyśmy z faksu: poczta elektroniczna jest im potrzebna do komunikacji z rodzicami i innymi ludźmi starej daty albo do rejestracji na rozmaitych portalach internetowych, które wymagają podania adresu. Rzadko ją jednak sprawdzają. W grupie wiekowej 25–35-latków korzystanie z poczty elektronicznej spadło o 18%, w przypadku nastolatków – o około 60%. Pewien rekruter z Microsoftu mówił mi ostatnio, że świeżo upieczeni absolwenci college’ów pozostawiają w składanych dokumentach niewypełnione pole „adres e-mail”. Pocztę elektroniczną uważa się za zbyt nieporęczną, niemodną, niedostatecznie szybką.

Dzisiejsze błyskawiczne i krótkie komunikaty elektroniczne – sms-y czy wiadomości na Facebooku albo Twitterze – są bardziej bezpośrednie, skoncentrowane, wydajniejsze. Obywają się bez pozdrowienia i pożegnania: i bez tego wiemy, kto do kogo napisał. Liczne korporacje właśnie z tego powodu przenoszą komunikację do biznesowych serwisów społecznościowych.

Trend ów jest kolejnym dowodem na to, że systemy oparte na przechowywaniu i przekazywaniu dalej wiadomości, takie jak poczta elektroniczna czy głosowa, są przestarzałe. Zamiast pisać długi e-mail, który odczytasz później, mogę ci zaraz posłać ci skromną, łatwą do przyswojenia wiadomość, którą możesz odczytać i odpowiedzieć na nią w biegu.

Ponadto, korzystając z tych form porozumiewania się, zwykle mamy kontrolę nad tym, kto może do nas pisać, podczas gdy poczta elektroniczna z reguły tego nie oferuje. Szczególnie na Facebooku czat może przyjąć formę pogawędki z równoczesnym udziałem kilkorga osób.

Co więcej, żaden z owych kanałów komunikacji nie został zalany przez spam, a reklamodawcy jeszcze się do nas w ten sposób mocno nie dobrali.

Czy oznacza to, że poczta elektroniczna zmierza prosto na śmietnik cyfrowej historii? Niekoniecznie. E-mail wciąż zachowuje pod pewnymi względami przewagę. Tweety czy sms-y wydają się efemeryczne: czyta się je i już. E-mail za to pozostaje w naszym poczuciu czymś, co się ma, co można wrzucić do odpowiedniej skrzynki, wyszukać, do czego można powrócić później. Łatwo sobie wyobrazić, że pozostanie on stosowniejszą formą poważniejszej komunikacji: służącej przesyłaniu umów, ważnych informacji, dłuższych wyjaśnień.

Poczta elektroniczna nie zniknie zatem zupełnie. Pamiętajmy, że nie tak znów dawno temu byliśmy świadkami podobnej zmiany, kiedy wysyłano coraz więcej e-maili i wieszczono śmierć poczty tradycyjnej. Ta ostatnia znalazła sobie jednak swoją niszę – i z e-mailami będzie tak samo. Postęp techniczny rzadko całkowicie zastępuje coś, co było wcześniej stałym elementem życia; przydaje raczej temu czemuś nowych znaczeń.

A więc mniej e-maili, więcej krótkich wiadomości tekstowych. A teraz idę zrobić porządek w swoje skrzynce odbiorczej.

David Pogue jest felietonistą Yahoo Tech i gospodarzem kilku programów z serii NOVA nadawanych przez telewizję PBS.