ziemia
dodano: 2014-05-20
Potęga małych erupcji

Niezbyt silne, ale za to liczne wybuchy wulkanów pomogły w ostatniej dekadzie w zahamowaniu zmian klimatycznych

W Walentynki 2014 roku w Indonezji wybuchł wulkan Kelud, pokrywając popiołem wioski w promieniu 500 km. Podczas erupcji w powietrze uniósł się dwutlenek siarki, który poszybował na wysokość 28 km. Jego ilości nie były duże, ale nie pozostały bez wpływu na bilans ciepła na globie. Drobne kropelki kwasu siarkowego odbijały światło słoneczne, pomagając w schłodzeniu planety. Ta „nieduża” erupcja – do spółki z innymi, takimi jak Manam, Soufriere Hills, Jebel at Tair i Eyjafjallajökull, by wymienić tylko kilka z 17, które miały miejsce w okresie od 2000 do 2012 roku – miała udział w spowolnieniu tempa globalnego ocieplenia. Tak dowodzą autorzy pracy opublikowanej w Nature Geoscience (Scientific American należy do Nature Publishing Group).

„Jasno widać, że nasilenie wulkanizmu na początku XXI wieku było jednym z czynników tonujących wzrost temperatur – mówi badacz atmosfery Benjamin Santer z Lawrence Livermore National Laboratory, główny autor pracy. – Wulkany nie działały w próżni. Tempo ocieplania klimatu zostało przyhamowane także za sprawą nadzwyczaj spokojnego Słońca, zanieczyszczeń emitowanych przez chińskie elektrownie opalane węglem oraz zagadkowego zachowania oceanu. Zjawiska te częściowo zrównoważyły nasilanie się efektu cieplarnianego spowodowane przez człowieka”.

Albowiem efekt cieplarniany wciąż rósł i był jedynie maskowany przez wulkany, których wpływ na klimat jest przejściowy. Bazując na olbrzymich erupcjach, takich jak wybuch Pinatubo na Filipinach w 1991 roku, możemy powiedzieć, że aerozole odbijające światło słoneczne opadają w ciągu maksymalnie kilku lat.

W przyszłości być może będziemy musieli wspomóc wulkany i sami rozprowadzić w stratosferze drobiny siarki. Zwolennicy projektów geoinżynieryjnych rozważają poważnie taki krok i analizują jego konsekwencje. Ich zdaniem ingerencja w system klimatyczny globu może być konieczna, jeżeli okaże się, że zmierzamy ku katastrofie. Jednakże jednym ze skutków ubocznych może być uszkodzenie tarczy chroniącej nas przez promieniowaniem ultrafioletowym. Kwas siarkowy wchodzi bowiem w reakcje chemiczne, które eliminują ozon stratosferyczny. Jeśli wziąć pod uwagę inercję w redukowaniu emisji gazów cieplarnianych, debata na temat zastosowania geoinżynierii potrwa z pewnością dłużej, niż utrzyma się chłodzący efekt erupcji wulkanicznych z ostatniej dekady.  David Biello

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2014 »
Drukuj »
Komentarze
Dodany przez: elessin | 2014-11-12
Nie znam pełnego artykułu, ale domyslam się że jest tam również opisane jak wybuchy wulkanów przyczyniają się do efektu cieplarnianego poprzez emisje ogromnych ilości dwutlenku wegla, ktory uważany jest za głównego sprawce globalnego ocieplenia. Jak zatem droga redakcjo wygląda bilans zysków i strat dla Ziemi po wybuchu wulkanu - na + czy na - ? Marek
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

dodano: 2014-05-20
Potęga małych erupcji

Niezbyt silne, ale za to liczne wybuchy wulkanów pomogły w ostatniej dekadzie w zahamowaniu zmian klimatycznych

W Walentynki 2014 roku w Indonezji wybuchł wulkan Kelud, pokrywając popiołem wioski w promieniu 500 km. Podczas erupcji w powietrze uniósł się dwutlenek siarki, który poszybował na wysokość 28 km. Jego ilości nie były duże, ale nie pozostały bez wpływu na bilans ciepła na globie. Drobne kropelki kwasu siarkowego odbijały światło słoneczne, pomagając w schłodzeniu planety. Ta „nieduża” erupcja – do spółki z innymi, takimi jak Manam, Soufriere Hills, Jebel at Tair i Eyjafjallajökull, by wymienić tylko kilka z 17, które miały miejsce w okresie od 2000 do 2012 roku – miała udział w spowolnieniu tempa globalnego ocieplenia. Tak dowodzą autorzy pracy opublikowanej w Nature Geoscience (Scientific American należy do Nature Publishing Group).

„Jasno widać, że nasilenie wulkanizmu na początku XXI wieku było jednym z czynników tonujących wzrost temperatur – mówi badacz atmosfery Benjamin Santer z Lawrence Livermore National Laboratory, główny autor pracy. – Wulkany nie działały w próżni. Tempo ocieplania klimatu zostało przyhamowane także za sprawą nadzwyczaj spokojnego Słońca, zanieczyszczeń emitowanych przez chińskie elektrownie opalane węglem oraz zagadkowego zachowania oceanu. Zjawiska te częściowo zrównoważyły nasilanie się efektu cieplarnianego spowodowane przez człowieka”.

Albowiem efekt cieplarniany wciąż rósł i był jedynie maskowany przez wulkany, których wpływ na klimat jest przejściowy. Bazując na olbrzymich erupcjach, takich jak wybuch Pinatubo na Filipinach w 1991 roku, możemy powiedzieć, że aerozole odbijające światło słoneczne opadają w ciągu maksymalnie kilku lat.

W przyszłości być może będziemy musieli wspomóc wulkany i sami rozprowadzić w stratosferze drobiny siarki. Zwolennicy projektów geoinżynieryjnych rozważają poważnie taki krok i analizują jego konsekwencje. Ich zdaniem ingerencja w system klimatyczny globu może być konieczna, jeżeli okaże się, że zmierzamy ku katastrofie. Jednakże jednym ze skutków ubocznych może być uszkodzenie tarczy chroniącej nas przez promieniowaniem ultrafioletowym. Kwas siarkowy wchodzi bowiem w reakcje chemiczne, które eliminują ozon stratosferyczny. Jeśli wziąć pod uwagę inercję w redukowaniu emisji gazów cieplarnianych, debata na temat zastosowania geoinżynierii potrwa z pewnością dłużej, niż utrzyma się chłodzący efekt erupcji wulkanicznych z ostatniej dekady.  David Biello