człowiek
Autor: Daniel M. Wegner i Adrian F. Ward | dodano: 2013-12-17
Jak Google zmienia nasz mózg

Przez tysiąclecia człowiek polegał na drugim człowieku, by pamiętać o najdrobniejszych szczegółach codziennego życia. Dziś chodzimy z głową w „chmurze”, co zmienia nasz sposób postrzegania i zapamiętywania otaczającego nas świata.

Pewna para otrzymuje zaproszenie na przyjęcie urodzinowe. Dzięki temu, że żyją razem już od wielu lat, każdy z partnerów intuicyjnie wie, co z tą informacją zrobić. Jedno z nich decyduje, jakie stroje założą, a drugie zapamiętuje czas i miejsce spotkania.

Do pewnego stopnia wszyscy delegujemy obowiązek zapamiętywania nowych treści na innych. W momencie gdy otrzymujemy informacje, automatycznie dzielimy się w grupie bliskich i znajomych odpowiedzialnością za ich przyswojenie; sami zapamiętujemy część faktów i pojęć, jednocześnie ufając, że pozostali będą pamiętać resztę. Jeśli nie możemy sobie przypomnieć czyjegoś nazwiska bądź nie wiemy, jak naprawić zepsute urządzenie, zwracamy się do osoby, która w naszym mniemaniu ma taką wiedzę. Jeśli nasze auto wydaje niepokojący dźwięk, dzwonimy do kolegi znającego się na samochodach. Nie pamiętamy, kto gra w Casablance? Kinomaniaczka Marta z pewnością nam to powie. Poszczególni członkowie grupy społecznej, którą tworzą na przykład małżonkowie bądź też pracownicy działu księgowości międzynarodowej korporacji, wiedzą kto, co i jak. Zatem nie tylko przechowujemy w mózgu informacje, za których gromadzenie my sami jesteśmy odpowiedzialni, lecz „wiemy” również, jakiego rodzaju dane musiały zapamiętać inne osoby należące do naszego kręgu społecznego.

Dzięki takiemu podziałowi można uniknąć duplikowania wysiłku i rozszerzyć pojemność pamięci całej grupy. Kiedy pozbywamy się odpowiedzialności za zapamiętanie określonego rodzaju informacji, uwalniamy zasoby poznawcze, które w przeciwnym razie musielibyśmy wykorzystać; w konsekwencji możemy poszerzyć wiedzę z dziedzin, które są naszą domeną. Kiedy członkowie grupy dzielą się odpowiedzialnością za przyswojenie określonych informacji, poszczególne osoby mają dostęp do szerszej i głębszej wiedzy na dany temat; jednostka nie byłaby w stanie opanować takiej ilości materiału z wielu dziedzin. Pamięć rozproszona spaja grupę – każdy z osobna będzie niedoinformowany, w pewnym sensie ułomny, jeśli nie będzie mógł skorzystać z zasobów wiedzy pozostałych członków społecznego kręgu. Gdyby naszą wybierającą się na urodziny parę rozdzielono, partnerzy nie wiedzieliby, co począć: jedno mogłoby błąkać się po mieście we fraku, a drugie przybyłoby punktualnie na przyjęcie ubrane w bluzę i dżinsy.

Ta tendencja, by dzielić się zapamiętywaniem informacji, czyli tworzyć pamięć transaktywną, rozwinęła się w świecie bezpośrednich interakcji, kiedy ludzki umysł osiągnął szczyt możliwości w gromadzeniu danych. Jednak wraz z rozwojem Internetu nasz mózg przestał być kopalnią wiedzy. Wystarczy dołączyć głosowego asystenta Siri, aplikacji w iPhonie, do naszej grupy społecznej, a wszystko ulega zmienia. Obecnie niemal wszystkie informacje są dostępne od ręki w Sieci. Traktujemy Internet tak, jakby był naszym partnerem w budowaniu pamięci transaktywnej. Umieszczamy informacje w „chmurze” równie ochoczo, jak byśmy przekazywali je krewnemu, przyjacielowi czy też współmałżonkowi. Jednak Internet „wie” o wiele więcej i może przedstawić żądaną informację znacznie szybciej niż człowiek. Możliwe, że zastępuje nie tylko naszych bliskich i znajomych w roli zewnętrznych źródeł pamięci, lecz również „wyręcza” nasz umysł w zapamiętywaniu danych. Może eliminować naszą potrzebę posiadania partnera, z którym dzielilibyśmy się informacjami, a ponadto osłabić impuls gwarantujący, że ważne, świeżo poznane fakty zapiszą się w bankach pamięci biologicznej. Nazywamy ten mechanizm efektem Google.

 

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 01/2014 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
17
W 1833 r. urodził się Lucjan Rydel, polski lekarz, okulista, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Daniel M. Wegner i Adrian F. Ward | dodano: 2013-12-17
Jak Google zmienia nasz mózg

Przez tysiąclecia człowiek polegał na drugim człowieku, by pamiętać o najdrobniejszych szczegółach codziennego życia. Dziś chodzimy z głową w „chmurze”, co zmienia nasz sposób postrzegania i zapamiętywania otaczającego nas świata.

Pewna para otrzymuje zaproszenie na przyjęcie urodzinowe. Dzięki temu, że żyją razem już od wielu lat, każdy z partnerów intuicyjnie wie, co z tą informacją zrobić. Jedno z nich decyduje, jakie stroje założą, a drugie zapamiętuje czas i miejsce spotkania.

Do pewnego stopnia wszyscy delegujemy obowiązek zapamiętywania nowych treści na innych. W momencie gdy otrzymujemy informacje, automatycznie dzielimy się w grupie bliskich i znajomych odpowiedzialnością za ich przyswojenie; sami zapamiętujemy część faktów i pojęć, jednocześnie ufając, że pozostali będą pamiętać resztę. Jeśli nie możemy sobie przypomnieć czyjegoś nazwiska bądź nie wiemy, jak naprawić zepsute urządzenie, zwracamy się do osoby, która w naszym mniemaniu ma taką wiedzę. Jeśli nasze auto wydaje niepokojący dźwięk, dzwonimy do kolegi znającego się na samochodach. Nie pamiętamy, kto gra w Casablance? Kinomaniaczka Marta z pewnością nam to powie. Poszczególni członkowie grupy społecznej, którą tworzą na przykład małżonkowie bądź też pracownicy działu księgowości międzynarodowej korporacji, wiedzą kto, co i jak. Zatem nie tylko przechowujemy w mózgu informacje, za których gromadzenie my sami jesteśmy odpowiedzialni, lecz „wiemy” również, jakiego rodzaju dane musiały zapamiętać inne osoby należące do naszego kręgu społecznego.

Dzięki takiemu podziałowi można uniknąć duplikowania wysiłku i rozszerzyć pojemność pamięci całej grupy. Kiedy pozbywamy się odpowiedzialności za zapamiętanie określonego rodzaju informacji, uwalniamy zasoby poznawcze, które w przeciwnym razie musielibyśmy wykorzystać; w konsekwencji możemy poszerzyć wiedzę z dziedzin, które są naszą domeną. Kiedy członkowie grupy dzielą się odpowiedzialnością za przyswojenie określonych informacji, poszczególne osoby mają dostęp do szerszej i głębszej wiedzy na dany temat; jednostka nie byłaby w stanie opanować takiej ilości materiału z wielu dziedzin. Pamięć rozproszona spaja grupę – każdy z osobna będzie niedoinformowany, w pewnym sensie ułomny, jeśli nie będzie mógł skorzystać z zasobów wiedzy pozostałych członków społecznego kręgu. Gdyby naszą wybierającą się na urodziny parę rozdzielono, partnerzy nie wiedzieliby, co począć: jedno mogłoby błąkać się po mieście we fraku, a drugie przybyłoby punktualnie na przyjęcie ubrane w bluzę i dżinsy.

Ta tendencja, by dzielić się zapamiętywaniem informacji, czyli tworzyć pamięć transaktywną, rozwinęła się w świecie bezpośrednich interakcji, kiedy ludzki umysł osiągnął szczyt możliwości w gromadzeniu danych. Jednak wraz z rozwojem Internetu nasz mózg przestał być kopalnią wiedzy. Wystarczy dołączyć głosowego asystenta Siri, aplikacji w iPhonie, do naszej grupy społecznej, a wszystko ulega zmienia. Obecnie niemal wszystkie informacje są dostępne od ręki w Sieci. Traktujemy Internet tak, jakby był naszym partnerem w budowaniu pamięci transaktywnej. Umieszczamy informacje w „chmurze” równie ochoczo, jak byśmy przekazywali je krewnemu, przyjacielowi czy też współmałżonkowi. Jednak Internet „wie” o wiele więcej i może przedstawić żądaną informację znacznie szybciej niż człowiek. Możliwe, że zastępuje nie tylko naszych bliskich i znajomych w roli zewnętrznych źródeł pamięci, lecz również „wyręcza” nasz umysł w zapamiętywaniu danych. Może eliminować naszą potrzebę posiadania partnera, z którym dzielilibyśmy się informacjami, a ponadto osłabić impuls gwarantujący, że ważne, świeżo poznane fakty zapiszą się w bankach pamięci biologicznej. Nazywamy ten mechanizm efektem Google.